Benfranklin: Śniadanie z prezesem

Rysunek na podstawie fotografii PAP

2012-09-23. Przez ostatnie lata wielu komentatorów, obserwatorów i uczestników życia politycznego nabrało fatalnego nawyku. Oto nie są oni w stanie spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość inaczej, niż poprzez pryzmat pisowski. Włączając dowolną stację telewizyjną o dowolnej porze, czytając artykuły na dowolnym internetowym portalu nie sposób oprzeć się wrażeniu, że cała Polska to PiS. Ten 37 milionowy kraj w środku Europy oczekuje więc jakoby z wypiekami na twarzach całymi dniami na kolejną konferencję prasową prezesa PiS i jego akolitów. Można odnieść wrażenie, że Kaczyński po prostu wielu ludziom rzucił się na głowę, zasłonił im oczy i okrutnie gryzie ich po… powiedzmy, potylicach.

Jeśliby sytuację polityczną kraju oceniać li tylko poprzez przekaz największych mediów głównego nurtu, to bez wapienia dojść można tylko do jednego wniosku: w kraju rządzi Kaczyński z PiS-em, słusznie krytykujący maleńką partię opozycyjną PO, której – jak wiadomo – nikt nie popiera. Nikt nic w tym kraju nie robi i nic nie jest ważne, ważne są tylko kuriozalne pomysły i wypowiedzi posłów pisowskich oraz wyniki sprzedaży mediów tę hucpę relacjonujących.

Od początków tzw. afery Rywina, czyli od już dobrze ponad 10 lat, w przestrzeni publicznej – lub może, ściślej, medialnej – dominuje pisowska retoryka i obrabiane są tam głównie tematy, które rodzą się w głowach pisowskich spin-doktorów. Zatem są to: oczyszczenie środowiska prawniczego, chory lot pewnego Tupolewa, który nigdy nie miał prawa wystartować (o czym wie każdy nawet średnio rozgarnięty pasażer najtańszych z tanich linii lotniczych), czy wreszcie miesięcznice, ekshumacje, ultrakonserwatywne bajki o rodzinach, opowiadane głównie przez ludzi bezdzietnych itd.; itp.

Jarosław Kaczyński kiedyś z polityki odejdzie; wszak jest to już człowiek – nawet jak na polityka – niemłody. Jego zwolennicy stanowią, jeśli brać pod uwagę że ponad 50% obywateli w wyborach udziału nie bierze, jakieś 10 do 15 % ogółu społeczeństwa (i zarazem odbiorców przekazu medialnego). Tymczasem od rana do nocy jesteśmy rozstrzeliwani przez media głównego nurtu jego  i jego podwładnych opiniami, przemyśleniami, komentarzami, planami itd. Najczęściej są to kompletne bzdury, jak choćby pomysł powołania na stanowisko premiera jakiegoś pana Glińskiego. Większość nakładów polskich gazet papierowych wciąż systematycznie spada, nie lepiej jest z oglądalnością stacji telewizyjnych i słuchalnością radiowych (chodzi oczywiście o media zajmujące się głównie informacją i publicystyką). Tymczasem nam wciąż wciska się stary pisowski kit i każe chyba z tego cieszyć. Tak naprawdę bawi się tym jednak tylko jeden człowiek, czyli Jarosław Kaczyński; oraz – być może – jego najbliższe otoczenie.

W czasach dyktatury Nicolae Ceausescu rumuńska telewizja państwowa nadawała głównie programy o tym dyktatorze właśnie, które w skrócie można by nazwać „Dzień z Nicolae”. Od śniadania po kolację. U nas mamy zawsze dni z Jarosławem i jego coraz bardziej miernymi podnóżkami parlamentarnymi. Ciekawi mnie, kiedy z willi na Żoliborzu nasze telewizje informacyjne zaczną nadawać serial publicystyczny  pt.: „Śniadanie z prezesem”?

Czy rzeczywiście tak wielu ludzi nie potrafi już chłodno i realnie spojrzeć na polską rzeczywistość bez pryzmatu pisowskiego? Trudno dziś w Polsce znaleźć gazetę, i wziąć ją ze spokojem do ręki, aby nie dostrzec tam wyraźnie sprzyjającej Prawu i Sprawiedliwości linii ideologicznej. I pewnie dlatego ludzie tych gazet do rąk już nie biorą. Nawet media teoretycznie tak odległe od PiS jak „Gazeta Wyborcza” i „Polityka” podejmują – przynajmniej w sprawach politycznych – głównie tematykę narzucaną im przez obóz przeciwnika i jego media. Widać też wyraźnie jakiego spustoszenia dokonał w naszej debacie publicznej polityk z Żoliborza. Oto jeszcze rok temu nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprosiłby do studia telewizyjnego dziennikarza „Gazety Polskiej”, dziś to już niemal norma. Co następne? „Der Stuermer”?

Wreszcie na zakończenie pytanie: czy będziemy kiedyś jeszcze w stanie rozmawiać o Polsce bez wiedzy o tym, co dziś zrobiła Jadwiga Staniszkis, co myśli o tym poseł Hofman, i czy już pisano o tym w pewnym tabloidzie na „F” czy innej propagandówce o potocznej nazwie wywiedzionej z nazwy zapomnianego dziś nieco warzywa?

Co się stanie, jeżeli kiedyś będziemy musieli podjąć taką debatę bez tych ludzi? Czy będziemy jeszcze potrafili ? Odpowiedź na to pytanie zostawiam już Czytelnikom.

Benfranklin

Print Friendly, PDF & Email

19 komentarzy

  1. rodakzusa 2012-09-23
  2. andrzej Pokonos 2012-09-23
    • Incitatus 2012-09-23
  3. Grazyna Kuźmicka 2012-09-23
  4. Gustaw Chlubek 2012-09-23
  5. bisnetus 2012-09-23
    • Incitatus 2012-09-23
  6. Aleksy 2012-09-23
  7. Incitatus 2012-09-23
  8. Józek 2012-09-23
  9. SAWA 2012-09-23
    • Benfranklin 2012-09-24
  10. SAWA 2012-09-24
  11. Benfranklin 2012-09-24
  12. SAWA 2012-09-24
  13. Pytalski 2012-09-24
  14. Tymoteusz Bojczuk 2012-09-24
  15. radek 2012-09-25
  16. narciarz2 2012-09-27
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com