Jerzy Klechta: Zatruwanie umysłów

2012-10-03. Siedział w fotelu głęboko poruszony. Nie chciał mi opowiadać szczegółów. […] Rzucił na stół plik listów i kopert. „Patrz pan!” – zawołał. Spojrzałem na niektóre. Były to anonimy wszelkiego rodzaju, pełne brudu, inwektyw, płaskich dowcipów, gróźb. Nie mogłem się powstrzymać od głośnego śmiechu. Spojrzał na mnie zdziwiony.

–        A telefony? – zapytałem – rozmyślne pomyłki, pytania, zadawane udawanym żydowskim akcentem, czy zdarzają się już u pana?

Zerwał się z fotela.[…}

–        Skąd pan o tym wie?

–        Ależ panie, ja byłem w Polsce Naczelnikiem Państwa i Naczelnym Wodzem, więc wszy wyłaziły zewsząd. Zwykłe rzeczy! To „narodowa robota”.[…]

Nie mógł się z tym pogodzić.[…] Musiałem go uspakajać.

–        Po co te brudy? – wołał.

–        Po co te brudy?

Nie jest to zapis rozmowy prowadzonej w czasach dzisiejszych, wczoraj czy dziś. Prawdopodobieństwo, że można ją odnieść do tego, czego jesteśmy tak często świadkami w naszym skłóconym życiu politycznym jest uderzające – ale przypadkowe. Nie posługuję się nim, aby dolewać oliwy do ognia, jest to cytat z najnowszej edycji Kwartalnika Historycznego (nr 72/2012). Zaś powyższy dialog prowadzili: Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz, który po rezygnacji Piłsudskiego z kandydowania na urząd prezydencki został wybrany przez Zgromadzenie Narodowe pierwszym prezydentem po odzyskaniu niepodległości po 123 latach niewoli. Wybór dokonany został 9 grudnia 1922 r., rozmowa polityków odbyła się 11 grudnia.

Tego dnia Aleksandra Piłsudska (żona Marszałka Piłsudskiego) pod datą 11 grudnia zanotowała w dzienniku: W Warszawie zorganizowano 12–godzinny strajk na znak protestu. Młodzież Narodowej Demokracji obrzuciła błotem powóz Narutowicza, kiedy jechał do Sejmu na złożenie przysięgi […] W ścisku nie mogłam się prawie ruszyć. Z jednej strony parła na mnie stara, przygłucha chłopka, która bez przerwy pytała, o co chodzi, z drugiej – gruba, wielka służąca. Ta ostatnia, z czerwoną twarzą, podrygiwała całym ciałem, wymachując pięściami i krzycząc: „Precz z Narutowiczem! Precz z Żydem!” . Gdy jej zabrakło oddechu, powiedziałam, że znam dobrze rodzinę Narutowiczów i nikt z nich nie pochodzi z Żydów. Ale to był groch o ścianę. Za chwilę zaczęła wrzeszczeć: „Żydzi nie będą nami rządzili!”

16 grudnia prezydent Narutowicz uczestniczył w otwarciu dorocznego Salonu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Podczas zwiedzania wystawy w sali nr 1 artysta malarz Eligiusz Niewiadomski oddał do Narutowicza z małej odległości trzy strzały z rewolweru powodując natychmiastową śmierć prezydenta. Morderca nie był chory psychicznie, jeśli za chorobę nie uważa się nietolerancji i nienawiści wobec inaczej myślących, inaczej się modlących albo w ogóle nie modlących, wobec ludzi o innym kolorze skóry, wobec Żydów, masonów, liberałów itd. itp. Był dumny ze swojego czynu. Chciał zabić Piłsudskiego, podczas procesu wyraził jednak żal, bynajmniej nie dlatego, że zabił, lecz dlatego, że zabić chciał kogo innego: Doznałem uczucia męki i goryczy, że oto ten człowiek, twórca Judeo-Polski, główny w moich oczach sprawca nieszczęść ostatnich czterech lat, będzie dalej grał wybitną rolę w życiu Polski […] Piłsudski nie dorósł do roli, jaką przeznaczyły mu dzieje […] Przez cztery lata ja i całe moje pokolenie patrzyliśmy na poniewierkę Rzeczpospolitej, na wszystkie zniewagi, jakie jej wyrządzono, na najstraszniejszą rzecz, jaka może naród spotkać: rozkład ducha, który dzisiaj objął wszystkie klasy.

Sąd skazał go na karę śmierci. W dniu wykonania wyroku „Dziennik Poznański” opublikował list Niewiadomskiego „do wszystkich Polaków”:

Czyn mój dopiero zakwitnie oblany krwią moją. Zakwitnie, to znaczy przemówi do narodu. Głupcy i hipokryci widzą w nim akt szaleństwa lub fanatyzmu. Tak nie jest […] To, na co patrzą nasze oczy, nie jest jeszcze Polską […] To jest dopiero Polska Piłsudskiego – Judeo – Polska. Naród polski do głosu w niej jeszcze nie doszedł. Polskę prawdziwą trzeba dopiero zdobywać i zbudować. W walce o nią niech się hartuje duch pokolenia.

W pogrzebie mordercy prezydenta Rzeczpospolitej uczestniczyły tłumy. Młodzież trzymała wartę przy jego grobie. W mowach pogrzebowych żegnano „wielkiego syna ojczyzny”, „wojownika za polskość Polski”. Kler do tego stopnia wcześniej podgrzewał atmosferę nienawiści do prezydenta Narutowicza (mason i ateista) a potem honorował zabójcę, że kardynał Aleksander Kakowski (utrzymywał przyjacielskie kontakty z Narutowiczem) i Episkopat Polski zabronili księżom dalszych tego rodzaju praktyk. Pius XI (poprzednio nuncjusz w Polsce) nadesłał depeszę kondolencyjną. W niewielkim stopniu osłabiło to akcje księży utożsamiających się z prawicą endecką.

Nie ma co porównywać pierwszych lat II Rzeczpospolitej z pierwszymi latami trzeciej dekady III Rzeczpospolitej. Dwie epoki, odległe czasy. Ale jednak coś wspólnego pobrzękuje. Jad. Nienawiść. Uliczny wrzask. Kalanie biało-czerwonej. Jan Baudouin de Courtenay w „Myśli Wolnej” (nr 2/1923) pisał, że w Polsce obłąkańcy lub też udający obłąkańców starają się zatruwać umysły i sumienia narodu. W grudniu br. minie 90 lat od zamordowania prezydenta Narutowicza. Pochowany w krypcie archikatedry warszawskiej. Urodził się na Żmudzi. Za działalność polityczną władze carskie zabroniły mu wjazdu na ziemie polskie znajdujące się w zaborze rosyjskim. Wybitny inżynier – konstruktor. Pionier elektryfikacji Szwajcarii.

Jerzy Klechta

Print Friendly, PDF & Email

14 komentarzy

  1. Kot Mordechaj 2012-10-03
  2. bisnetus 2012-10-03
  3. jmp eip 2012-10-04
  4. Anna Malinowska 2012-10-04
    • kuba 2012-10-04
  5. Marian . 2012-10-04
    • Aleksy 2012-10-06
  6. jmp eip 2012-10-04
  7. PK 2012-10-04
  8. KAW 2012-10-05
  9. kuba 2012-10-05
  10. Marian . 2012-10-05
  11. KAW 2012-10-06
  12. Marian . 2012-10-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com