Waldemar Kuczyński: Dlaczego PiS musi być „smoleński”

2012-10-08. PiS nie przestanie być „smoleński”. Jarosław Kaczyński co jakiś czas zakłada maskę, która ma pokazać, że nie są partią „jednego, smoleńskiego, tematu”, lecz merytoryczną, wielowątkową itd Za każdym razem budzi pragnienie, by tym razem to była prawda, i nadzieję, że tak się stanie. Łączą one tych zwolenników RS, którzy gotowi byliby bardziej go popierać, gdyby się poprawił, i przeciwników PiS, którzy chcieliby mniej się go obawiać. Dopiero co dał im wyraz Jacek Żakowski w „Poranku w TOK-u”, mówiąc: „PiS pokazał, że jakby chciał, mógłby zachowywać się rozsądnie. Pytanie czy będzie chciał”.

Ani tym razem, ani wcześniej PiS nie pokazał tego, co by mógł, gdyby chciał. PiS tego, co pokazał, nie może chcieć, może tylko udawać, że chce. Dlaczego? O tym właśnie jest artykuł.

Widzę dwa powody, dla których Kaczyński i jego partia nie porzucą, po pierwsze, tego, co wiąże się z postulatem budowy IV Rzeczypospolitej, choćby jakiś czas nie używano tego określenia. I po drugie, tego, co wiąże się z wyobrażeniem PiS o katastrofie smoleńskiej – jej wyjaśnianiu i wyciąganiu konsekwencji. Oba tematy pozostaną priorytetami partii i jej szefa. Dodam -jedynymi priorytetami; wszystkie inne, choćby je tak nazywano, będą narzędziami dla ukrycia celów głównych, z myślą o zmyleniu wyborców spoza twardego elektoratu PiS.

Pierwszy powód dotyczy Jarosława Kaczyńskiego. Niezgoda na III Rzeczpospolitą, zamiar jej likwidacji i budowanie IV RP wypełniają jego biografię polityczną od roku 1989. Od hasła „przyspieszenia” wymierzonego w rząd Tadeusza Mazowieckiego, po zapowiedź budowy „Nowego państwa” wygłoszoną w podsumowaniu ostatniej debaty ekonomistów. Kaczyński, rezygnując z tworzenia państwa od nowa, przestanie istnieć politycznie.

Powstaje pytanie, czy 10 kwietnia 2010 r. mógł powiedzieć, że katastrofa jest wypadkiem lotniczym, i w ten sposób oddzielić ją od wojny z establishmentem i III RP? – Formalnie mógł, politycznie nie miał wyjścia, nawet gdyby cierpiąc, zamyślał o takim rozdzieleniu. Temat smoleński i dziwne opowieści, jakie mu towarzyszą, są na dobre i złe związane z głównym projektem politycznym tej partii i jej szefa. Z obaleniem obecnego porządku politycznego, rozprawą z elitami wspierającymi ten porządek i budową owego nowego państwa.

Jarosław Kaczyński nie mógłby rozdzielić IVRP i katastrofy dlatego, że miedzy nim i partią a bazą społeczną, to znaczy wyborcami, ale także wieloma inicjatywami i organizacjami, jakie narosły wokół PiS, jest zależność wzajemna. Co więcej, to Jarosław Kaczyński zależy bardziej od bazy społecznej, niż ona od niego. Kaczyński pozbawiony jej poparcia skończyłby się jako polityk. Ona bez niego trwałaby nadal tak, jak istniała, gdy był do końca lat 90. prawie zapomniany. I nie on tę Polskę stworzył. Co najwyżej skupił wokół siebie i dopomógł lepszemu uświadomieniu jej samej kim jest. Polska marząca o IV RP, zanim jeszcze to określenie powstało, wystąpiła w identycznej emocji i retoryce podczas kampanii przed referendum konstytucyjnym w roku 1997.

Także z udziałem krzyży, sutann, purpury i w skali podobnej do dzisiejszego twardego elektoratu PiS. Przeciw konstytucji stanęło 24,38 proc. wyborców. Teraz ta baza, jak tylko dowiedziała się o katastrofie smoleńskiej, natychmiast sama znalazła odpowiedź: to było morderstwo wskutek spisku. Ciesząc się jej zaufaniem, a nawet miłością najbardziej ludowej części, ma on pewną swobodę manewru. Dostateczną, by tolerowano zmiękczające maskarady, ale za małą, by mogły przestać byś maskaradami. Zmiękczanie, przesuwanie do centrum itd. im są bardziej na serio, budzą niepokój i złość w głównej masie społecznej tej partii, czyli w „ludzie pisowskim”. Czy aby wódz nie posuwa się za daleko, czy to jeszcze umizgi do lemingów, by ich nabrać, czy początek zdrady prawdziwych Polaków.

Bo trzeba rozliczyć twórców zła, które się zaczęło od Okrągłego Stołu i obrastało w dalsze zło przez 23 lata, z krótkimi epizodami. I które zakończyło się spiskiem zdradliwej, postkomunistycznej, neoliberalnej, masońskiej elity z obcymi, by zamordować prawdziwie polskiego prezydenta w katastrofie smoleńskiej.

Choćby PiS wymyślił najgenialniejszy program polityczny i gospodarczy, jeśli nie zostałby przypięty do owej „sprawy” „ludu pisowskiego”, jako uzupełnienie – zostałby odrzucony. I wtedy znalazłby się jakiś nowy wódz.

Pisząc o PiS, popełnia się podstawowy błąd: uważa się go za normalną partię demokratycznego ładu. Tymczasem PiS i wszystko, co wokół niego narosło i narasta, a także się z nim sprzymierza, łącznie tworzą ruch. To cześć Polski, która zdecydowała się stanąć do walki o opisaną wyżej sprawę. Normalna partia może trwać w codziennej rutynie. Ruch nie może trwać, musi maszerować, w przenośni i dosłownie, na ulicach. Jeśli staje w miejscu, rozpada się. Już więc kroi się plan wymuszenia siłą w trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej wcześniejszych wyborów. I już korespondować ma z tym zapowiedziany przez Kaczyńskiego w Białymstoku program rządowy. Taki ruch kieruje się zasadą „kto nie z nami, ten przeciw nam”.

PiS nie może stać się czymś innym niż ruch, którego jest częścią i który nadaje mu siłę. Każda próba rzeczywistego zmienienia charakteru partii w duchu nadziei na normalniejszy PiS skończyłaby się tak, jak wszystkie secesje z Prawa i Sprawiedliwości, przymusowe czy dobrowolne,. Wyrzuceniem przez „lud pisowski poza ramy ruchu.

Partia Kaczyńskiego w zabiegach o wyborców spoza twardego elektoratu musi się maskować, nie może im mówić, jakiej Polski chce, bo czuje, że oni jej nie chcą. Kolejna maskarada właśnie trwa. Ostatnia odsłona: Prezes, dla którego nie liczy się nic poza władzą, zapewnia w Białymstoku, że „my do żadnej władzy się nie pchamy”. Ten człowiek, inicjator i główny podsycający owej, jak mówi „piekielnej wojny polsko-polskiej”, znowu ogłasza, że chce ją kończyć. Przebieranie się polityków groźnych w owcze skóry jest znane ze złych epizodów historii powszechnej. Niejedno społeczeństwo temu zawierzyło i żałowało.

Nie jesteśmy wyjątkiem. W roku 2010 kilku procent wyborców zabrakło, by zafundować krajowi pięć lat ostrego konfliktu na szczytach władzy niszczącego dla Polski, gdyby prezydentem został Jarosław Kaczyński. To się może powtórzyć. Jeśli wyborcy uwierzą, że obecna ofensywa pod hasłem partii merytorycznej to nowe PiS, wówczas rozczarowani rządami obecnymi poprą tę partię. Licząc, że zdobywszy władzę, zapomni o wywracaniu państwa, szukaniu winnych dwóch dwu wybuchów, gnębieniu wrogów wewnętrznych i toczeniu „wojen” z Rosją, Niemcami i Unią Europejską. I coś takiego się rysuje, o czym świadczy sondaż, w którym PiS wyprzedziło PO, zyskując aż 8 proc. dodatkowych sympatyków. A na końcu maska spadnie i nastanie IV RP z katastrofą smoleńską na pierwszym miejscu. Jeśli wiec już, to niech będzie ona skutkiem świadomego wyboru, a nie politycznego oszustwa.

 Waldemar Kuczyński

Tekst publikuje również 2012-10-08 “Gazeta Wyborcza”

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. Budziaszek 2012-10-08
  2. Anna 2012-10-09
    • Anna 2012-10-09
      • Insajder 2012-10-10
  3. Incitatus 2012-10-09
    • Anna 2012-10-09
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com