Marian Marzyński: W politycznym ringu

2012-10-17. O trzeciej nad ranem oglądałem w TVN24 debatę Obama-Romney.  Co za świetna lekcja polityki!  Sprawdziła się teoria, którą  od lat praktykuje w swoich filmach dokumentalnych: człowiek stojący, a szczególnie chodzący, mówi znacznie lepiej niż człowiek  siedzący. Kandydaci  krążyli po scenie jak tańczący w ringu  bokserzy.  Rola dziennikarza sprowadzona została do realiów współczesnego świata informacji:   przed debatą prowadząca zebrała dużą liczbę pytań nadesłanych przez widzów, po czym wybrała z nich te, które uznała nie tylko za ważne, ale i wyznaczające zamierzony zarys tematyczny.  Wybrani  autorzy pytań zaproszeni zostali na salę, gdzie sami  zadawali te  pytania, dziennikarka dbała o dystrybucje czasu i w kilku przypadkach – dopytywała.

Brak kontroli faktów jest zarazą debat politycznych; jeżeli mówcy sami podają w wątpliwość wzajemną prawdomówność, zajmuje to dużo czasu i wprowadza nudę. Tym razem, poza jednym przypadkiem, obu kandydatom udało się fakty respektować, ale gdy Romney zarzucił Obamie, że ten dopiero po dwóch tygodniach  zorientował się, iż zamach w Libii miał charakter terrorystyczny – dziennikarka bez wahania przyznała racje Obamie, który powiedział, że zrobił to następnego dnia, na konferencji prasowej w Białym Domu, dwa tygodnie potem była zaś szczegółowa analiza wydarzeń. Typowe wyborcze półprawdy i kłamstewka.

Jeżeli ring, to kto wygrał?  Po pierwszej debacie mówiono, ze Romney wypunktował Obamę; dziś w nocy więcej ciosów zadał prezydent. Ale tym razem sportowe emocje nie przysłoniły doskonałej prezentacji obu kandydatów. Jeden z nich z głębokim przekonaniem bronił  świętego kapitalizmu, wierząc, że ma on moc samoodradzania  i że w tej kreacji cudu gospodarczego rząd powinien usunąć się w cień; drugi, z równą  elokwencją przekonywał, że odrodzenie może nastąpić tylko wtedy, gdy publiczne pieniądze zainwestuje się w zmianę amerykańskiej mapy gospodarczej: edukację i rozwój nowych gałęzi wytwórczości. Obaj zgodzili się, że zmniejszenie bezrobocia to jedyny sposób na wyjście z kryzysu, ale gdy według Obamy rząd ma w tym rolę do odegrania – Romney, któremu cale życie udawało się dobrze inwestować, tworząc  nowe stanowiska pracy, sprawi to sam.

Wartość tej lekcji politycznej jest znacznie głębsza, niż uproszczone tu pozycje ideologiczne. Zawarta jest w poważnym potraktowaniu innych problemów społecznych – takich, jak polityka emigracyjna, rola Ameryki w świecie, prawo do posiadania broni, odpowiedzialność za los ludzi, którym w kapitalizmie się nie udaje.  Po przekonującym wywodzie Obamy na temat tego, jak to  w historii Stanów dzięki środkom socjalnym ludzie wychodzili z biedy i rozwijali swoje wolnorynkowe talenty – Romney wzniósł ręce do Boga i opowiedział widzom jak to on, głęboko wierzący, były biskup mormońskiej parafii, siadywał w jednej ławie z mniej uprzywilejowanymi i pomagał im rozwiązywać ich życiowe problemy. Był to wielki punkt dla Obamy.

Znakomita debata. Gdyby znalazł się szczodry Święty Mikołaj, który po przegraniu jej na DVD i podłożeniu polskich napisów (szkolny lub internetowy angielski nie wystarczy, żeby  to naprawdę zrozumieć) – położył  te płytki każdemu polskiemu politykowi pod choinkę, byłby to świetny prezent dla polskiej  demokracji…

Na zakończenie debaty stanęły w ringu dwie piękne i mądre żony, które też walczą o wyborcze zwycięstwo, a za nimi  rodziny obydwu kandydatów.

A wtedy zasnąłem i taki miałem sen:  w ringu bokserskim Cetniewa w jednym narożniku stoi Donald Tusk,  za nim żona i syn i grupka wyborców w strojach kaszubskich – w drugim jest Jarosław Kaczyński w towarzystwie kota i grupki duchownych. Zrywa się burza i deszcz zalewa ring. Ktoś zapomniał zasunąć ruchomy dach.

Marian Marzyński

 

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. Lubowski 2012-10-18
    • andrzej Pokonos 2012-10-19
  2. Lubowski 2012-10-19
  3. andrzej Pokonos 2012-10-20
  4. lubowski 2012-10-20
  5. andrzej Pokonos 2012-10-21
  6. lubowski 2012-10-21
  7. Roman Strokosz 2012-10-25
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com