Isabelle Attane: Chiny w przyszłości

2012-10-17. Jutro może nie być Wielkich Chin. Druga potęga gospodarcza planety dzisiaj może wkrótce stać się o wiele mniej widoczna na światowej scenie… Skąd taki scenariusz, sprzeczny ze wszystkimi prognozami? Z jednego, jedynego powodu, wyraźnie niedocenianego przez wszystkich obserwatorów: demografii, która – stając się zbyt trudna do uniesienia – przytnie skrzydła chińskiemu feniksowi. Za wiele osób starych, za mało młodych.

W perspektywie 2050 roku chińska siła robocza, decydująca dzisiaj o sile gospodarki kraju, zmniejszy się o 160 milionów osób. Młodzi, wysoko wykwalifikowani, napotkają coraz więcej trudności w dostępie do rynku pracy, podczas gdy starsi, którym państwo ciągle nie jest w stanie zapewnić godziwych warunków życia, staną się dla następnych pokoleń ciężarem nie do udźwignięcia. Chiny staną się „stare” zanim będą bogate…

Pisze o tym Isabelle Attane – sinolog i demograf, specjalizująca się w problemach Azji – w niezwykle ciekawej książce „Tam gdzie dzieci są luksusem”. Dla naszych czytelników wybraliśmy rozdział „Chiny w przyszłości”, który publikujemy niżej.


Chiny w przyszłości

Od końca łat 70. XX wieku Chiny miały tylko jeden cel: rozwinąć a wszelką cenę gospodarkę, aby znaleźć się wreszcie wśród naj­większych światowych potęg. Dziś stało się to faktem: chiński pro­dukt krajowy brutto należy do najwyższych na świecie, a wielkość eksportu osiągnęła rekordowy poziom1.

Jednym z kluczy do tego sukcesu była oczywiście głęboka reforma systemu produkcji, dzięki której zasadniczo popra­wiła się wydajność pracy. Ta przemiana ekonomiczna stała się możliwa m.in. dzięki niezwykłe przychylnej koniunkturze de­mograficznej, szczególnie zaś fazie określanej jako „bonus demograficzny”, podczas której rozwojowi gospodarczemu sprzy­ja wysoka proporcja zawodowo czynnych. Z kolei ten wzrost ma pozwalać na zwiększanie bogactwa narodowego, którego część może wówczas być redystrybuowana i przeznaczona na potrzeby najsłabszych ekonomicznie grup społecznych, któ­re wymagają opieki, to znaczy dzieci i osób starszych. Zdrowie, oświata i opieka społeczna korzystają priorytetowo z tych nowych bogactw, co powoduje znaczącą poprawę warunków życiowych obywateli. Ale w Chinach, gdzie wszystko toczy się (za) szybko, rozwiązanie problemów społecznych nie będzie takie proste.

Śmierć chińskiego przemysłu?

W przyszłości Chiny będą musiały poradzić sobie ze struktu­rą demograficzną coraz mniej korzystną dla gospodarki, przy­najmniej w jej obecnej formie. Jeśli dzisiaj zachowują one zna­czącą przewagę w stosunku do swoich głównych rywali na sce­nie światowej – ponad 70 procent Chińczyków jest dziś zawodowo czynnych, wobec 62 procent w Indiach, 66 pro­cent w Brazylii, Japonii, Europie Zachodniej czy Ameryce Pół­nocnej — to skończy się ona szybko. Prognozuje się, że od 2050 roku proporcje będą następujące: w Chinach pracować będzie 54 procent społeczeństwa, podczas gdy Indie, bezpośredni konkurent, zajmą pozycję silniejszego gracza, z 63 procenta­mi ludności aktywnej zawodowo. Jeśli Chiny są dziś jednym z krajów świata o najszybszym wzroście gospodarczym, to po części dzięki tym okolicznościom demograficznym; tyleż ko­rzystnym co przejściowym.

Pojawi się zapewne nowy fakt: bardzo liczna i tania siła ro­bocza, na której od trzech dekad opiera się chińska gospodar­ka, będzie się kurczyła. Od 2020 roku populacja ludzi w wie­ku zawodowo czynnym zacznie maleć – do tego stopnia, że w perspektywie roku 2050 będzie liczyła o sto osiemdzie­siąt milionów osób mniej: będzie to spadek o ponad 20 procent w stosunku do roku 2010! Przemysł, który dziś zatrud­nia prawie 20 procent całej siły roboczej i generuje nieco mniej niż połowę chińskiego PKB, odczuje to w pierwszej kolejno­ści. Zresztą w niektórych sektorach już teraz dostrzega się de­ficyt nisko wykwalifikowanych robotników, co podsuwa pomysł przenoszenia produkcji bliżej miast w głębi kraju lub do krajów takich, jak Wietnam czy Bangladesz, gdzie siła ro­bocza jest tańsza. Tylko w Zhejiangu i Guangdongu, dwóch newralgicznych centrach chińskiego przemysłu, dla dobrego funkcjonowania fabryk brakuje paru setek tysięcy robotników. A to dopiero początek.

Poza szybkim zmniejszaniem się liczby ludności zawodo­wo czynnej widoczna jest także jeszcze inna tendencja: źródło taniej siły roboczej, czyli ogromna fala pracowników migru­jących, może zacząć wysychać. Skazani na wyczerpującą pracę, źle wynagradzani, zmuszani do przenoszenia się setki kilometrów od domu i rodziny, mają duży wkład w rozwój Chin, lecz rozważają decyzję o emigracji. Zwłaszcza młodzi, kierujący się nowymi priorytetami. Natomiast centralne prowincje, takie jak Hunan czy Syczuan, dotychczasowi dostarczyciele siły ro­boczej, same się obecnie rozwijają i zapewniają w ten sposób możliwość zatrudnienia bez konieczności wyjeżdżania. Coraz więcej potencjalnych migrantów decyduje się więc na pozo­stanie, zadowalając się pracą gorzej płatną. Jest to przypadek m.in. Wei Dongwei’a pochodzącego z Henan. Zatrudniony od sześciu lat w jednej z fabryk na południu kraju, wyjaśnia z goryczą: „W tym roku, kiedy wróciłem na Święto Wiosny, mój 4-letni syn mnie nie poznał. A więc teraz moim obowiązkiem jest pozostanie blisko niego”. Tymczasem fabryka, w której dotąd pracował, obiecała mu sporą podwyżkę, ale to nie wystarczyło, by przekonać go do ponownego wyjazdu.

Dzisiaj migracja nie jest już automatycznie symbolem lep­szego życia. Dla wielu młodych pracowników, dużo mniej skłonnych do poświęceń niż pierwsze pokolenia migrantów, fabryki wschodu i południa kraju dają już tylko ułudę: pro­ponowane tam płace nie rekompensują ofiar ponoszonych w związku z migracją i złymi warunkami pracy. Zdaniem Cai Fanga, ekonomisty z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, chiński przemysł znalazł się w błędnym kole: jedna stronica właśnie się odwraca. Ponieważ, aby zachować konkurencyj­ność, sektor przemysłowy musi ograniczać koszty produkcji. Ale jeśli płace nie rosną i warunki pracy się nie poprawiają, siła robocza, do tego nieustannie się zmniejszająca, będzie opuszczać hale fabryczne, zagrażając w ten sposób przetrwa­niu chińskiego przemysłu: w każdym razie w jego obecnym kształcie.

W XXI wieku problemy demograficzne postawią bez wąt­pienia przed Chinami poważne wyzwania. Najpierw nastąpi drastyczny spadek siły roboczej, będący bezpośrednim skut­kiem ograniczania urodzin w ostatnich dekadach. Ale inne wielkie wyzwanie, do którego Chiny się nie przygotowały, to nadzwyczaj szybkie starzenie się ludności.

Kronika zapowiedzianego starzenia się

Wszelka ewolucja demograficzna dysponuje znaczącą siłą iner­cji: dziecko, które rodzi się w danym roku, wejdzie na rynek pracy w przybliżeniu dwadzieścia lat później. Potem ożeni się, będzie miało dzieci i po kilku dekadach zakończy aktywność zawodową, by przejść na emeryturę. Na średnią metę – z wyjątkiem „wypadków” nadzwyczajnych i z dokładnością do kil­ku detali – ewolucję demograficzną każdego kraju można więc przewidzieć: jej rozmiary, strukturę wieku, układ z uwzględ­nieniem płci, wielkość siły roboczej, liczbę emerytów – są to dane łatwe do przewidzenia.

Odsetek ludności w wieku 60 lat i powyżej (w procentach)

 

 

Chiny

 

Francja

 

Japonia

 

1950

 

7,5

 

16,2

 

7,7

 

2000

 

10,0

 

20,0

 

23,3

 

2030

 

23,4

 

30,4

 

37,9

 

2050

 

31,1

 

32,6

 

44,2

 

Źródło: ONZ, 2008, pod adresem http://esa.un.org/unpp/.

Dzięki temu wiemy, że ludność Chin starzeć się będzie w przyspieszonym tempie, szybciej niż w jakimkolwiek kra­ju zachodnim. W istocie od dzisiaj do 2050 roku odsetek star­szych Chińczyków (60 lat i więcej) potroi się: od l0 procent w 2000 roku do 31 procent w 2050 – we Francji taki skok zajął ponad wiek! W 2050 roku czterysta czterdzieści milio­nów Chińczyków będzie miało ponad 60 lat – to tyle, ile li­czy cała ludność Europy dzisiaj. Ludność Chin osiągnie wów­czas poziom demograficznego starzenia się porównywalny z dzisiejszą Japonią; w kraju liczącym największy odsetek osób starszych. W 2000 roku jeden Chińczyk na czterech miał wię­cej niż 45 lat, za czterdzieści lat będzie to co drugi.

Jednakże to demograficzne starzenie się nie wynika wyłącz­nie z wydłużenia czasu trwania życia. Wzrasta liczebność star­szej generacji, ponieważ zmniejsza się śmiertelność i żyje się coraz dłużej – jest to właśnie przypadek Chin. Ale zjawisko to może być również skutkiem spadku liczby urodzeń: zmniej­szający się odsetek dzieci automatycznie zwiększa odsetek se­niorów. A więc im mniej urodzeń w dłuższej perspektywie, tym starsze społeczeństwo, l na tym polega chińska specyfi­ka: starzenie się „od dołu” piramidy wiekowej, którego przy­czyną jest drastyczna polityka kontroli urodzeń, wprowadzo­na w życie pod koniec lat 70. XX wieku. Proces ten jest nie­uchronny: w 1950 roku jeden Chińczyk na trzech miał poniżej 15 lat; w 2000 roku jeden na czterech, a w 2050 będzie to już tylko jeden na siedmiu!

Jedną z niewielu metod powstrzymania procesu starzenia się społeczeństwa byłaby zmiana polityki urodzeń, co ozna­czałoby zniesienie ograniczeń w tym zakresie. Szanghaj, gdzie niemal na czterech mieszkańców jeden ma już ponad sześć­dziesiąt lat, służy jako miasto testowe: „Odtąd zachęcamy małżeństwa, w których oboje małżonkowie są jedynakami, by mieli drugie dziecko, jak zezwala prawo – wyjaśnia Xie Lingli z komisji planowania urodzeń w Szanghaju. – Jest to nie tyl­ko sposób na zmniejszenie tempa starzenia się, ale na średnią metę także na zmniejszenie deficytu siły roboczej w tym najludniejszym mieście w kraju. Od dziś do roku 2020, jeśli w Szanghaju nie wzrośnie liczba urodzeń, udział osób liczą­cych 60 lat i więcej w całej populacji może przekroczyć jed­ną trzecią. Musimy rozwiązać ten problem. Jednakże nie ozna­cza to zakończenia polityki kontroli urodzeń w reszcie kraju” – podkreśla Xie.

Nadzwyczajne tempo starzenia się ludności Chin*

 

 

1950

 

2000

 

2050

 

Poniżej 1 5 lat

 

33,5

 

19,9

 

15,3

 

Od 15-59 lat

 

59,0

 

70,1

 

53,6

 

Powyżej 60 lat

 

7,5

 

10,0

 

31,1

 

Razem

 

100

 

100

 

100

 

Średni wiek ludności (w latach)

 

23,9

 

29,6

 

45,2

 

Liczba dorosłych na osobę uzależ­nioną ekonomicznie**

 

1,4

 

2,3

 

1,1

 

* dane w procentach
** tzn. mającą poniżej 15 lat lub powyżej 60 lat.

Źródło: ONZ, 2008, pod adresem http://esa.un.org/unpp/.

Jednakże nie należy wiązać wielkich nadziei z ewentualnym rozluźnieniem kontroli urodzeń… Ani w Szanghaju, ani w reszcie kraju. Większość młodych małżeństw sama się bo­wiem ogranicza do posiadania jednego, najwyżej dwójki dzie­ci, lecz nie więcej. Społeczeństwo chińskie nie skłania się ku licznym rodzinom, ponieważ życie jest drogie, a młodzi lu­dzie ogromną wagę przykładają do swojej kariery zawodowej i większego komfortu życia; nie chcą mieć dużo dzieci. Tak więc szansę, by Chiny choćby częściowo zapobiegły starzeniu się społeczeństwa poprzez wzrost urodzeń, są prawie żadne.

Ale czy starzenie się jest absolutnym złem dla ludności? Ja­ponia, mimo iż trzecia część jej ludności ma już ponad 60 lat, pozostaje mimo to trzecim światowym mocarstwem gospo­darczym. W tym kraju starzenie się, któremu towarzyszy zmniejszenie liczby ludności zawodowo czynnej, ma co praw­da skutki negatywne: spowolnienie wzrostu gospodarczego, wzrost wydatków socjalnych (emerytury, ochrona zdrowia), spadek przychodów fiskalnych. Ale ten stan rzeczy przynosi również korzyści: z jednej strony zmusza do reorganizacji sys­temu opieki społecznej, tak by stała się bardziej skuteczna, z drugiej zaś — pozwala na rozwój specyficznego rynku trze­ciego wieku, stymulując nowe technologie, generujące war­tość dodaną i wzrost wydajności. Do tego stopnia, że w Japo­nii ciężar starzenia się, zdaniem niektórych analityków, dyna­mizuje procesy innowacyjne i konsumpcję8. Czy jednak Chiny byłyby w stanie postąpić podobnie? Czy mogłyby przekształ­cić swój system podatkowy tak, by finansować w sposób trwa­ły trzeci wiek swojego społeczeństwa i zapewnić mu w ten spo­sób przyzwoite warunki egzystencji? Czy uda im się wzboga­cić, zanim staną się (zbyt) stare?

Starzejąca się ludność może przynosić pewne korzyści dla gospodarki rozwiniętej i bogatej. Ale co z gospodarkami, któ­re, jak chińska, nie są jeszcze ani w pełni rozwinięte, ani na­prawdę bogate?1 W połowie pierwszej dekady XXI wieku w raporcie Chińskiej Akademii Nauk Społecznych alarmowa­no, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między starze­niem się ludności i wzrostem gospodarczym. Tak więc to do­piero za cenę nowej restrukturyzacji gospodarki, opartej bar­dziej na usługach i konsumpcji wewnętrznej – zwłaszcza seniorów – Chiny mogłyby liczyć na utrzymanie wysokiego tempa wzrostu. Jednakże aby ci coraz liczniejsi seniorzy stai się udziałowcami społeczeństwa konsumpcyjnego, a więc go-podarki, Chiny musiałyby zapewnić im wystarczająco dobry joziom życia, co dla większości emerytów pozostaje jeszcze melodią odległej przyszłości.

Czterysta milionów emerytów i ja

Xiao Zhang, 38 lat, doskonale zdaje sobie z tego sprawę: mu­si wyjechać ze Stanów Zjednoczonych, gdzie od ośmiu lat uczył na jednym z uniwersytetów. Powód nie ma charakteru osobistego ani finansowego, lecz rodzinny: Xiao Zhang jest jedynakiem, zaś synowskie przywiązanie zobowiązuje. Posta­nowił wrócić do Chin, by zajmować się rodzicami. „Mój oj­ciec w przyszłym roku będzie miał 60 lat. Moje miejsce jest obecnie obok moich rodziców. Powinienem się nimi zajmo­wać. Dlatego muszę zrezygnować z kariery w Stanach Zjed­noczonych Ameryki i znaleźć pracę w Chinach”. Xiao Zhang, jak miliony innych młodych ludzi, opiekę nad starzejącymi się rodzicami uznaje za swój obowiązek.

POLECAMY!!!

W tradycji chińskiej to synowie powinni brać odpowie­dzialność za swoich sędziwych rodziców. Ten obowiązek opieki stanowi zresztą zobowiązanie prawne (wynikające z ustawy o małżeństwie z 1980 roku oraz konstytucji z 1982 roku), po­wtórzone następnie w 1996 roku w ustawie o ochronie praw i interesów osób starszych. Zgodnie z tą ustawą osoby starsze są „utrzymywane głównie przez swoją rodzinę” (art. 10), a „sy­nowie i córki są zobowiązane do zabezpieczania potrzeb ro­dziców i zajmowania się nimi” (art. 11). Tymczasem obecna  koniunktura sprawia, iż ta rodzinna solidarność bywa trud­na do wyegzekwowania z przyczyn przede wszystkim demo­graficznych. W związku z odwróceniem się piramidy wieku, będącym skutkiem wydłużenia życia i znacznego spadku licz­by urodzeń, obciążenie dla każdego zawodowo czynnego sta­je się nie do zniesienia. Jak młody Chińczyk, zwłaszcza jeśli jest jedynakiem, może wraz z żoną zapewnić utrzymanie dwoj­gu emerytowanym rodzicom?

W skali całej zbiorowości zadanie będzie równie trudne. W 2000 roku Chiny liczyły 2,3 osób zawodowo czynnych na l osobę ekonomicznie zależną — proporcje aktualnie korzyst­niejsze niż w większości krajów świata. Ale w 2050 roku bę­dzie to odpowiednio 1,1 do l. Inaczej mówiąc, każda osoba zawodowo czynna będzie miała na utrzymaniu jedną osobę zależną. Kolosalny ciężar.

W reformujących się Chinach, które starzeją się w szybkim tempie, państwo jest niezdolne do stawienia czoła temu pro­blemowi. Z obecnego systemu emerytur, odziedziczonego po dawnej gospodarce kolektywistycznej, korzystać może mniej niż jedna trzecia emerytów – głównie z miast – i to często je­dynie na poziomie życiowego minimum. Władze publiczne usiłują uruchomić system powszechnej opieki społecznej, z którego mogłyby korzystać wszystkie osoby starsze. Ale o ile kilka miast obrało już ten kierunek – a niektórym udało się nawet wprowadzić prywatny system ubezpieczeń emerytal­nych, działający dzięki składkom przedsiębiorstw i pracowni­ków – to w skali całego kraju, a zwłaszcza w odniesieniu do wsi, pomysł ten pozostaje jeszcze długo w sferze projektów. Brak godnego tego miana redystrybucyjnego systemu podat­kowego blokuje wszelkie wysiłki na rzecz lepszego rozdziału bogactw. System opieki społecznej, finansowany na poziomie miejskim, uniemożliwia uruchomienie solidarności w skali kraju: przyczynia się tym samym do utrzymywania się róż­nic między regionami.

Państwo jest nieaktywne, jeśli idzie o utrzymywanie osób starszych: w połowie lat 2000 tylko jeden emeryt na czterech utrzymywał się z emerytury, jedna czwarta z zarobków z pra­cy, a pozostała połowa utrzymywała się głównie dzięki które­muś z członków rodziny – często było to dziecko. Jak dłu­go jeszcze Chiny będą mogły przerzucać na nowe pokolenie ciężar utrzymania rodziców aż do końca ich dni? Na pewno niezbyt długo, ponieważ w dzisiejszym społeczeństwie chińskim solidarność rodzinna wystawiona jest na ciężką próbę. Hań­bą okrywają się dzieci uchylające się od tego obowiązku, które odbierane są jako nieczuli egoiści i indywidualiści. Postrzega się też je jako niewdzięczne, bo nie przejmują się losem swoich starych rodziców. Ale czy owe niewdzięczne dzieci mają rze­czywiście możliwość utrzymania rodziców? W chińskich mia­stach styl życia coraz mniej sprzyja koegzystencji pokoleń: nie wielkie mieszkania są coraz droższe, koszty życia rosną, podob­nie jak oczekiwania dotyczące komfortu i intymności.

Poza tym rynek pracy, coraz mniej stabilny, zmusza często młodych ludzi do opuszczania miejsca urodzenia, w poszuki­waniu zajęcia, co oddala ich od rodziców. Dla większości mieszkańców miast sytuacja staje się naprawdę trudna: kiedy średnio prawie 40 procent budżetu małżeństw idzie na wyży­wienie, l O procent na mieszkanie, 20 procent na kształcenie dzieci, jakiś niemały procent na rozrywki, to niewiele pozo­staje na pomoc dla starszych rodziców. Siłą rzeczy więc soli­darność rodzinna słabnie, tym bardziej że często dzieci i sta­rzejących się rodziców dzieli kilkaset kilometrów. „Mój syn pracuje w Fuzhou, dlatego składa nam wizytę tylko raz w ro­ku! – narzeka Liu Shifang, emeryt z Chonąingu, na zachodzie kraju. – Co więcej, zakup mieszkania bardzo dużo tam go kosztuje. Jak więc mógłby wysyłać nam pieniądze?”

Ale niezależnie od tych ewidentnych problemów finanso­wych tworzy się także rów pokoleniowy. „Nasze dzieci są tak bardzo zapracowane! Nie mają czasu na zajmowanie się nami” – mówi Peiyun, rezydentka domu starców w Nanshan, sześć­dziesiąt kilometrów od Pekinu. Tam, za 2000 juanów miesięcz­nie, osoby starsze mieszkają, otrzymują wyżywienie i mają do dyspozycji lekarza. Zhao Yonghong, dyrektor zakładu, wyja­śnia: „Niektórzy z rezydentów posiadają środki, by samemu opłacać przynajmniej część kosztów pobytu tutaj: albo dzięki swojej emeryturze, albo wynajmując poprzednie mieszkanie. Ale za innych płacą dzieci.. .”

Innym problemem jest to, że w Chinach infrastruktura w tej dziedzinie zdecydowanie już nie wystarcza. W ostatnich latach XX wieku w całym kraju znajdowało się poniżej pięć­dziesięciu tysięcy domów starców z dwoma i pół milionami miejsc – na niemal dwadzieścia milionów osób w wieku 80 lat i powyżej. Zhao Lijun, dyrektor jednego z pekińskich zakładów, precyzuje: „Nasz dom jest zapełniony w 100 pro­centach i mamy ponad tysiąc osób na liście oczekujących. Tymczasem co roku zwalnia się tylko około pięćdziesięciu miejsc”. Guangdong oferuje jedynie dziewięćdziesiąt tysięcy miejsc w domach starców, czyli dla jednego procenta całej star­szej populacji tej prowincji.

W powiecie Chengyang w Qingdao system emerytalny uru­chomiony w pierwszych latach XXI wieku obejmuje większość ludności. Ale żałosna wysokość emerytur (około 20 euro mie­sięcznie!) nie wystarcza na przeżycie. Li Xiuqing, 63 lata, miesz­ka we wsi Wangjiacao przyłączonej do tego powiatu: „Mam dwóch synów: młodszy pracuje w gospodarstwie, zaś starszy po­szedł pracować do miasta. Za pieniądze, jakie mi dają dzieci, i emeryturę, którą dostaję od władz powiatu, udaje mi się prze­żyć”. A Huang Pifeng, lat 74, tak przedstawia problem: „My, chłopi, mamy inną sytuację niż ludzie w mieście. Ustawowy wiek emerytalny to 60 lat dla mężczyzn i 55 dla kobiet. Ale na wsi, gdzie nie mamy emerytur, jesteśmy zmuszeni pracować do końca, aż do chwili, gdy już nie starcza sił”.

Zdecydowane zwiększenie inwestycji w infrastrukturę prze­znaczoną dla osób starszych i stworzenie systemu emery talnego, korzystnego dla państwa i dla samych seniorów – sta­nowi palącą potrzebę. Władze chińskie są tego świadome. Obiecują zresztą, że w perspektywie roku 2020 cała ludność wiejska będzie korzystała z emerytur, które będą finansowane równocześnie przez beneficjentów, państwo i władze prowin­cji. Poprawa warunków życia osób starszych jest priorytetem wśród celów dwunastego planu pięcioletniego (2011-2015). Jedno jest pewne: rząd chiński musi pilnie zagwarantować utrzymanie coraz liczniejszej rzeszy emerytów. Ale dużo mniej pewny jest sposób, w jaki zamierza to zrobić.

Za dużo mężczyzn, za mało kobiet. Czy to grozi wybuchem?

Ludność Chin starzeje się i jej część aktywna zawodowo bę­dzie się znacząco zmniejszać. Ale ewoluuje jeszcze jeden pro­blem, który także zachwieje równowagą demograficzną i może jeszcze bardziej skomplikować chińską sytuację ekonomicz­ną: rosnący deficyt kobiet.

W chwili obecnej ten deficyt przekracza w Chinach czter­dzieści milionów. Ale od dziś do połowy XXI wieku może się już podwoić. Powodem jest tradycyjne preferowanie synów, które w pewnych przypadkach prowadzi do fizycznej elimi­nacji dziewczynek: bądź to drogą aborcji, bądź już po urodzeniu, poprzez zaniechanie opieki kończące się przedwczesnym zgonem. Konsekwencje: w ciągu ostatnich kilku lat Chiny sta­ły się krajem świata liczącym największy odsetek mężczyzn w populacji. Krajem, z punktu widzenia czysto demograficz­nego, gdzie sytuacja kobiet jest najgorszą z możliwych. Ten  deficyt będzie miał poważne skutki dla społeczeństwa, jak i dla demografii. Wzrośnie bowiem odsetek mężczyzn zmuszonych do życia w celibacie, zwłaszcza wśród najbiedniejszych i naj­słabiej wykształconych (jeśli kobiety będą miały duży wybór, ci pozostaną bez szans!), zmniejszająca się liczba urodzeń ze względu na brak matek, handel kobietami w celach matry­monialnych.

Gospodarka tego światowego kolosa także nie zostanie oszczędzona. Jeśli obecnie rozkwita, to głównie dzięki temu, że od trzydziestu lat korzysta z siły roboczej licznej i taniej. Ale nie należy zapominać, że w sektorze drugim, którego udział we wzroście gospodarczym ciągle przeważa, ponad jedną trze­cią siły roboczej stanowią kobiety. W przemyśle rękodzielni­czym, podstawie chińskiej gospodarki, połowa zatrudnionych jest płci żeńskiej. W fabrykach produkujących zabawki, tek­stylia czy małe wyroby elektroniczne one są większością. W rolnictwie, które mężczyźni coraz częściej porzucają, ko­biety prawdopodobnie stanowią już dzisiaj ponad dwie trze­cie siły roboczej. Kobiety są dziś, bardziej niż kiedykolwiek, silnym ogniwem chińskiego rozwoju. Co wobec tego się sta­nie, gdy pewnego dnia okaże się, że jest ich zdecydowanie mniej?

Według pesymistycznych, chociaż racjonalnych przewidy­wań – to znaczy przy uwzględnieniu hipotezy zakładającej, że proporcje każdej płci przy urodzeniu utrzymają się na po­ziomie odnotowanym w roku 2000 (znacznie powyżej 110 i więcej chłopców na 100 dziewczynek, podczas gdy normal­na proporcja oscyluje wokół liczby 105) – zawodowo czyn­na populacja Chin będzie w 2050 roku jeszcze silniej reprezentowana przez mężczyzn niż obecnie. Wyniesie ona wówczas 54 procent mężczyzn w przedziale 15-49 lat, wobec 51 procent obecnie, czyli, krótko mówiąc, w tym przedziale wieku znajdzie się sto milionów kobiet mniej na rynku pra­cy niż w roku 2010. Tymczasem, mówiąc o coraz mniejszej liczbie kobiet aktywnych zawodowo, porusza się tak napraw­dę problem braku siły roboczej w tych branżach przemysło­wych i rolniczych, w których kobiety są nadreprezentowane. Dzisiaj trudno precyzyjnie określić, na ile chińska gospodar­ka w przyszłości ucierpi z powodu deficytu kobiet. To, co jest pewne, to fakt, iż ten niedobór stawia przed chińskimi wła­dzami inne, poważne wyzwanie ekonomiczne: dotyczy ono poszanowania praw kobiet i równości płci.

Patrząc przez pryzmat poruszonych problemów, przyszły rozwój chińskiej gospodarki staje pod znakiem zapytania. Zna­czne zmniejszenie się siły roboczej, zwłaszcza kobiecej, rosną­ce wymagania pracowników, coraz liczniejsi emeryci, a więc bardziej kosztowni dla społeczeństwa — to ogromne wyzwa­nia stojące przed przyszłymi rządami Państwa Środka. Aby zwycięsko wybrnąć z problemu demograficznej rzeczywistości, Chiny muszą wymyślić się od nowa: chronić swoje kobiety, stworzyć system opieki społecznej dostosowany do potrzeb sta­rzejącej się ludności, uruchomić godny tego miana system emerytalny, a zwłaszcza zreformować gospodarkę tak, by mog­ła się zmierzyć z wyzwaniami demograficznymi. Chiny, chcąc utrzymać rangę światowej potęgi gospodarczej i budując rów­nocześnie „harmonijne społeczeństwo”, najwyraźniej nie znaj­dują się jeszcze u kresu swoich problemów.

Chiny jutra?

Widmo przeludnienia, które zagrażało Chinom cztery deka­dy temu, rozwiało się. Obecnie władze chińskie mogą stwier­dzić: ludność kraju z pewnością nigdy nie przekroczy symbo­licznego progu półtora miliarda mieszkańców. Powinna na­wet zacząć się zmniejszać przed połową XXI wieku, ustępując miejsca pierwszej światowej potęgi demograficznej Indiom, które w 2050 roku mogą liczyć nawet 200 milionów miesz­kańców więcej niż Chiny. W ten sposób Państwo Środka, któ­re w 1950 roku skupiało niemal czwartą część (22 procent) ludności świata, nie będzie liczyło więcej niż szósta część tej populacji (16 procent) jeden wiek później. W tym czasie prze­waga Indii, a zwłaszcza Afryki, zostanie już wyraźnie potwier­dzona.

Bez wątpienia Chiny odniosły zwycięstwo, które nie by­ło z góry przesądzone. Wszystkie ich obecne problemy: bez­robocie, bieda, zanieczyszczenie środowiska, brak wody, kwe­stie niedostatku żywności czy dostępu do surowców, dzika urbanizacja itd., byłyby niechybnie zwielokrotnione, gdyby kraj liczył dzisiaj dwieście lub trzysta milionów dodatkowych mieszkańców. Ale nie wszystko zostało jednak uporządkowa­ne. Bezrobocie ł bieda mimo wszystko nadal stanowią część obrazu tego kraju. Urbanizacja i uprzemysłowienie, które od­bywają się kosztem ziem uprawnych i trwałego rozwoju, wpły­wają niekorzystne na środowisko, co z kolei odbija się na zdro­wiu ludności i stanie bogactw naturalnych.

W tej kwestii raport OECD z 2007 roku o sytuacji eko­logicznej Chin jest przytłaczający: „[Kraj] wytwarza więcej za­nieczyszczeń i zużywa więcej zasobów na jednostkę PKB niż średnio [inni członkowie] OECD. Zdarzenia, mające istotny wpływ na środowisko, występują często, a degradacja zasobów ogranicza rozwój gospodarczy. Koszty sanitarne i szkody eko­logiczne, będące wynikiem obecnych metod rozwoju, są po­ważne”. To fakt: gospodarka chińska jest dziś jedną z naj­bardziej zanieczyszczających planetę.

W miastach ruch samochodowy, choć niewielki w stosun­ku do liczby mieszkańców, już teraz stanowi główne źródło za­nieczyszczenia powietrza (na dwadzieścia aglomeracji najbar­dziej zanieczyszczonych w świecie szesnaście jest chińskich!); blisko jedna trzecia wód jest poważnie zanieczyszczona odpa­dami rolniczymi, przemysłowymi i z gospodarstw domowych; liczba odpadów przemysłowych i domowych jest dużo więk­sza od ilości, jakie Chiny są w stanie przerabiać.

Chiny także nie potrafią sprostać wyzwaniu, jakim jest wy­żywienie ludności. Owszem, w połowie lat 90. XX wieku zdo­były status kraju samowystarczalnego w zakresie produkcji żywności, zaspokajając potrzeby żywieniowe 20 procent po­pulacji świata z zaledwie 7 procent swoich ziem uprawnych. Ale zmiana sposobu odżywiania się przeciętnego Chińczyka, coraz bogatsza i bardziej zróżnicowana dieta, stawia nowe wy­zwania przed rolnictwem. Nie jest pewne, czy zwielokrotnie­nie powierzchni upraw GMO (które zostały potrojone w la­tach 2000-2009) oraz przeniesienie produkcji rolnej do Azji Centralnej czy Afryki, wystarczy w przyszłości do zre­kompensowania stałego zmniejszania się powierzchni ziem uprawnych. Tym bardziej że młodzi Chińczycy są coraz mniej zainteresowani pracą w rolnictwie, ocenianą jako cięż­ka i nisko wynagradzana.

Jakie będą Chiny jutra? Nikt, rzecz jasna, nie może powie­dzieć ze stuprocentową pewnością. Jednak w wielu dziedzi­nach można przepowiedzieć przyszłość tego kraju. Jeśli nie na­stąpi przyrost urodzeń, populacja ludności Chin zacznie się zmniejszać około 2035 roku, ponieważ liczba zgonów prze­wyższy wówczas liczbę urodzeń. Temu demograficznemu spad­kowi będzie towarzyszyć najprawdopodobniej jeszcze szybszy spadek liczby kobiet. Wiemy również, oczywiście z pewnym marginesem błędu, że więcej ludzi zamieszka w miastach (oko­ło dwóch trzecich) i na wschodnim biegunie kraju; zachód kraju pozostanie nieatrakcyjny, tak do zamieszkania, jak i upra­wy ziemi.

Wiemy również, że część zawodowo czynnej ludności Chin – dzisiejsi zamożni uczniowie – zasili grupę wysoko kwalifikowanych pracowników, a zatem ekonomicznie wydajną. Ale czy gospodarka do tej pory będzie zestrukturyzowana na tyle, by odpowiedzieć na nową ofertę siły roboczej? Wreszcie, moż­na również przewidywać, że część ludności pozostanie w głę­bokiej biedzie. Jakiej innej przyszłości mogą spodziewać się te dzieci dziś opuszczone przez społeczeństwo, a niekiedy także przez własne rodziny? Pozostaną one z pewnością w ostatnim z tych wagonów rozwoju, które ciągnie lokomotywa chińskiej gospodarki.

Przyszłość chińskiego państwa i chińskich dzieci nie jest prze­sądzona. Władze, aby utrzymać kraj w czołówce światowych po­tęg, będą musiały zmierzyć się z wielkimi problemami. Zmniej­szająca się liczba ludności, a co za tym idzie osób aktywnych za­wodowo, przy wydłużającym się życiu ludzi i pogłębiającej nierównowadze płci – to dziedzictwo, jakie przejmą kiedyś dzi­siejsze dzieci. Przy takich demograficznych obciążeniach chiń­ska gospodarka stanie wobec wyzwań w postaci zmniejszają­cej się liczebności taniej siły roboczej oraz braku propozycji pra­cy dla kadry wykształconej i wysoko wykwalifikowanej. Najważniejszym zadaniem – wymagającym głębokiej transfor­macji – będzie zapewnienie przyszłym pokoleniom odpowied­nich warunków życia i umożliwienie pozyskiwania kapitału kul­turowego i socjalnego na miarę społeczeństwa jutra i ambicji chińskiego państwa. Tylko wówczas Chiny będą mogły zająć zasłużone miejsce w ścisłym gronie krajów świata, zapewnia­jących większości swoich mieszkańców godną szacunku egzy­stencję – w „harmonijnym społeczeństwie”.

Isabelle Attane 

Print Friendly, PDF & Email

10 komentarzy

  1. Hazelhard 2012-10-17
  2. Walter Chełstowski 2012-10-17
  3. Magog 2012-10-17
  4. Roman Strokosz 2012-10-17
    • BM 2012-10-18
      • Roman Strokosz 2012-10-18
  5. Klapaucjusz 2012-10-18
    • Roman Strokosz 2012-10-18
  6. Magog 2012-10-19
  7. pawel 2012-10-20
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com