Fobie rasistowskie – a konkretnie antysemickie – w polskiej debacie publicznej wciąż dają o sobie znać. Kiedy słyszę mętne insynuacje pod adresem Żydów, nie mogę wyjść ze zdumienia, że w kraju, który stał się centralnym miejscem Zagłady, mogą się one jeszcze ujawniać.
Ma to znaczenie, że antysemickie brednie wypowiadane są w miejscu, gdzie doszło do makabrycznych cierpień polskich i europejskich Żydów, zwożonych tu z całego kontynentu. Muszę wskazać na ten oczywisty kontekst – na cmentarzu nie wypowiadamy zwykle agresywnych i oszczerczych słów pod adresem zmarłego. Tym bardziej, jeżeli złe słowa dały impuls katastrofie. Na początku – Holocaustu – było słowo.
Opowieść ministrów Antoniego Macierewicza i Witolda Waszczykowskiego o Protokołach Mędrców Syjonu budzi moje zażenowanie.
Tak samo jak oczywista jest wiedza o tym, że Pana Tadeusza napisał Adam Mickiewicz, tak samo oczywiste jest, że Protokoły Mędrców Syjonu (1903) powstały na zlecenie carskiej „bezpieki”. Miały podsycać antyżydowskie nastroje w ówczesnej Rosji. Ich pomysłodawcy na pewno w najbardziej dalekosiężnych planach nie zakładali, że tekst jeszcze sto lat później nie straci swojej siły manipulacyjnej i będzie dalej jątrzył.
Historycy, którzy podważają fakt, że Protokoły były prowokacją, należą do tej samej grupy ludzi, co ci, którzy mówią, że „Holocaustu nie było”. Niewątpliwie miał tego świadomość Macierewicz, gdy przed ponad dekadą snuł swoją opowieść w Radiu Maryja. Nie przeszkodziło mu to mówić na temat Protokołów:
„No, to jest bardzo ciekawa lektura… są tacy historycy, którzy mówią że jest to autentyczny dokument, uzewnętrzniający kierunki działania i sposób myślenia środowisk żydowskich”.[i]
W potoku słów wyraźnie zaakcentował słowo „autentyczny”. Bałamutne spekulacje, że są różne interpretacje tekstu, zmierzają do konkluzji:
„Ja chcę powiedzieć, że nie jestem specjalistą od tego w związku z tym nie potrafię do końca tego rozstrzygnąć, ale doświadczenie polskie zwłaszcza ostatnich lat no wskazuje, że są w środowiskach żydowskich takie grupy, które myślą bardzo przebiegle i ze świadomym dążeniem do działania na niekorzyść na przykład Polski.”
„nie potrafię do końca tego rozstrzygnąć, ale…” – sprytnie sformułowane zdanie, które pozwala na wykorzystanie Protokołów do dalszego jątrzenia. Zdaje się, że jest na nie zapotrzebowanie i te wywody padają na podatny grunt wśród odbiorców radiostacji. Część parafialnej publiczności widzi świat jako nieustający konflikt religii, choć aktualnie główny strach budzą inni innowiercy. Coraz wyraźniej widać, że islam zaczyna pełnić tę rolę, jaka w przedwojennej Europie przypadała judaizmowi.
Wypowiedziane trzynaście lat temu słowa Macierewicza przypomniane zostały teraz, bo „złotomówca” ponownie pojawia się na politycznych „salonach”.
Co partyjni koledzy ministra, myślą o stwierdzeniu, że „są (…) grupy [Żydów], które myślą bardzo przebiegle i ze świadomym dążeniem do działania na niekorzyść (…) Polski”?
Jacek Żakowski próbował się o to dowiedzieć w Poranku Radia TOK FM. Zadał pytanie Witoldowi Waszczykowskiemu, jak Ministerstwo Spraw Zagranicznych zareaguje na protest żydowskiej Ligi Przeciw Zniesławieniom w sprawie wypowiedzi Macierewicza. Pytanie poprzedzone było emisją nagrania z Radia Maryja, co nie przeszkodziło Waszczykowskiemu zacząć od wymijającego stwierdzenia:
„Nie wiem, dlaczego mamy dyskutować na temat wyrwanego jakoś z kontekstu fragmentu wypowiedzi Antoniego Macierewicza. To raz…”
Tego typu komentarz, pasujący do wszystkich aktów komunikacyjnych, daje szansę na uniknięcie jasnej odpowiedzi i umożliwia oddalenie się od meritum pytania (o tym żołnierze armii Kaczyńskiego dobrze wiedzą).
Dalej Waszczykowski mówi:
„… Po drugie, jeśli już chcemy opowiadać o wpływie lobby żydowskiego to oczywiście nie jest tylko ten wpływ na sprawy polskie, ale przecież również w Stanach Zjednoczonych jest to kwestia opisana”.
Tu następuje peror o „politologach amerykańskich”. Są różni podobnie jak „polscy politycy”, jednak w wypowiedzi ministra MSZ pełnią rolę autorytetów:
„Kilka lub kilkanaście lat temu były potężne artykuły ważnych politologów amerykańskich, pamiętam, Mearsheimer i inni, którzy opisywali w sążnistych artykułach właśnie pod takim tytułem.”
To była książka Israel Lobby, a nie „Jewish lobby” – skomentował Żakowski.
Przymiotnik izraelskie ma tu znaczenie – książka Johna Mearsheimera i Stephena Walta (The Israel Lobby and U.S. Foreign Policy) dotyczy przede wszystkim polityki amerykańskiej, wspomagającej militarnie państwo Izrael (gdzie nb. od lat rządzi prawica równie nieposkromiona i straszna jak w Polsce).
Waszczykowski nie poczuł się zawstydzony, że powołuje się na książkę, której tytułu nie pamięta, a drugiego autora kwituje „i inni”. Kontynuował, usiłując zmienić temat:
No właśnie, no właśnie podobnie, ale to były informacje również przedstawiane jak ten wpływ jest wywierany na Stany Zjednoczone na potężną nie tylko gospodarkę, ale politykę zagraniczną państwa, które posiada arsenał nuklearny…
Dyskutujemy o tym, czy jest takie lobby na świecie, czy nie ma takiego lobby na świecie?
Żakowski uciął: „to ja nie czuję się na siłach”.
Myśmy już zdecydowali – kontynuuje Waszczykowski – że my będziemy tworzyć własne lobby w tej chwili, które będzie się zajmowało polską polityka historyczną. Będziemy tworzyć własną narrację. Zakładamy, że będziemy się uczyć również właśnie od lobby izraelskiego, czy będziemy się uczyć właśnie z polityki rosyjskiej (…) z polityki historycznej niemieckiej…
Tu ideologiczne założenia „własnej narracji” zostały ogólnikowo i nieporadnie określone. Jedno jest pewne, że nikt jej nie będzie słuchał z wyjątkiem polskich „patriotów”. Co to znaczy „własną narrację”? Narrację PiS-u? Czy to znaczy, że będzie inna niż ta, która od dwóch dekad powstaje na polskich uniwersytetach i w instytucjach naukowych? Czy w czterolatce zaktywizowane zostaną gwardie historyków, którzy będą pisali „własną” narrację? Czy może zacznie się i skończy na wysokobudżetowych, propagandowych filmach fabularnych?
Historia stosunków polsko-żydowskich została już wnikliwie opisana i – na szczęście – nie da się spalić powstałych tomów. I nie da się wszystkich badaczy skorumpować.
Wróćmy do Poranka Radia TOK FM. „Czy jest coś z prawdy w Protokołach?” – drąży Żakowski. Niezłomny Waszczykowski próbuje się wyplątać:
„Tak daleko nie sięgam, natomiast jest to kwestia, zjawisko, które istnieje w świadomości publicznej. Nie zagłębiałem się w to, nie wiem, czy akurat jest to sprawa, która rzutuje na stosunki międzynarodowe.”
Widać, że „własna narracja” będzie miała dużo zdań podrzędnych, zaczynających się od „ale”, „natomiast”. Będą w niej też słowa-kuczne: „świadomość publiczna”, „kwestia”, „pewne”.
Mętne wywody Waszczykowskiego służyły temu, żeby przysłonić fakt, że przywoływanie Protokołów Mędrców Syjonu jest zabiegiem retorycznym tego rodzaju, co powoływanie się na prawdę Mein kampf. Czarny tekst polityczny, które doprowadził do wielkich nieszczęść, staje się punktem wyjścia, pretekstem. Później wystarczy powiedzieć „ale” i przeskoczyć do własnych refleksji. Rok powstania Protokołów, to rok pogromu w Kiszyniowie (jednego z dwóch). Objęły one wiele miast carskiej Rosji. W roku 1906 w samym tylko Białymstoku pogrom doprowadził do śmierci 82 Żydów[1].
Nie chcę wnikać, czy Macierewicz i Waszczykowski wierzą w to co mówią. Jeśli tak, to znaczy, że nie czytają i nie wiedzą, albo czytają i nie rozumieją. Jeśli kierują się pragmatyzmem politycznym (tak sądzę), to znaczy, że zabawa z puszką Pandory dopiero się zaczyna.
Była siódma rano. Miałam nadzieję, że mi się to wszystko śni.
Nie martwię się tym, co napiszą zachodnie gazety o zatęchłej, podszytej fantazmatami antyżydowskimi, atmosferze w Polsce. Boli mnie to, że po Auschwitz można jeszcze publicznie w Polsce, mówić „lobby żydowskim”. Cierpienia 6 milionów ludzi – ofiar propagandowych tekstów w stylu Protokołów – nie wystarczą.
Ile razy można bezcześcić cmentarz?
Urszula Glensk
[1] por. Artur Markowski, Pogromy, zajścia, ekscesy. Zbiorowe akty przemocy przeciwko Żydom w Białymstoku pierwszych dekad XX wieku, „Studia Judaica” 2011, nr 1(27), s. 36.
[i] Wszystkie cytaty pochodzą z zapisu dźwiękowego programu Jacka Żakowskiego Poranek Radia TOK FM z 13 listopada 2015, dostęp: http://audycje.tokfm.pl/#TRNavSST



Żeby apelować skutecznie do ciemnogrodu trzeba samemu być przekonanym reprezentantem tegoż. Dla wszystkich niezależnie myślących obserwatorów sceny politycznej powinno być oczywiste, ze obaj ci pożal się boże „mędrcy” są zadeklarowanyhmi cioemnogrodzianami. Jeden dlatego, że od wielu lat demosntruje zestaw cech charakterystycznych dla psychopaty. Drugi ma z kolei kompleks wybitnych polskich polityków (Tuska, Sikorskiego) i ten kompleks rekompensuje prezentowaniem skajnych (wyjatkowo szkodliwych) poglądów. Obydwaj zaszkodzą Polsce jako ministrowie ale po to zostali wybrani przez swojego hegemona.
A tymczasem, wedle TNS Polska, „44 proc. badanych, którzy zadeklarowali chęć udziału w wyborach parlamentarnych, chce głosować na PiS”. A więc zwolenników przybywa. Kombinacje z komisją ds. służb i z TK, kryminalista w roli ministra, brednie Waszczykowskiego i skandaliczna wypowiedź Szymańskiego, dezawuowanie nauki przez Prezydenta nie tylko nie przynoszą otrzeźwienia, ale przeciwnie, wzbudzają uznanie. Odnoszę złośliwe wrażenie, że Polacy jeszcze wyraźniej poparliby PiS w wyborach, gdyby ten nie udawał łagodnej partii, gdyby otwarcie głosił poglądy antysemickie, gdyby napadał na wykształciuchów, gdyby zapowiedział eksterminację Arabów i wypędzenie z Polski gejów. Wtedy triumf PiS-u byłby nieskończony.
Może warto też dodać, że „Lobby Izraelskie w USA” jest dostępna w polskim tłumaczeniu. To oczywiście nie zmniejsza wagi bajdurzenia rzeczonych ministrów, którzy swoimi ekspertyzami jeszcze nie raz nas zadziwią. I to nie tylko w sprawach żydowsko-izraelskich. Wszak ich wiedza jest rozległa i żadnego tematu się nie boją.
Powiedzmy i o niejakim B(P)łaszczaku. Obwinia Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i Merkel o niemieckie zbrodnie w WW2 w Warszawie. Idzie w ślady Prezydenta Wszechczasów. Ale sprawa jest poważniejsza, niż tylko kartofle.
Z ostatniej chwili:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19203804,pap-nieoficjalnie-prezydent-ulaskawil-mariusza-kaminskiego.html#MT
Bez żenady i bez poczucia wstydu.
Po prostu Dudapomoc.
To nic, żadne brednie nie są gorsze od tego, że doszedł do władzy RZĄD PRZESTĘPCÓW …
Wyjaśniam przy okazji – przestępcą staje się człowiek nie po uprawomocnieniu wyroku, tylko popełniając czyn…
Panowie Ziobro, Bierecki, Kamiński, Macierewicz – nie są niewinni, oni tylko nie mają wyroku !
Proroków nie ma. Z wyjątkiem fałszywych. Większość z nich to obłąkańcy, łatwi do zdiagnozowania. Utrudnienie stanowi dość powszechne przekonanie (od czasów biblijnych do dziś) że prorocy jednak istnieją. Zwykle są to jednak po prostu fałszywi świadkowie, co powtarzając wielokrotnie bzdurę, w końcu w nią uwierzyli. Bo ta niezbyt odkrywcza zasada Goebbelsa jest obosieczna. Kłamca, który coś głosi bezkarnie, przyzwyczaja się do tego. I w końcu „może jednak to rzeczywiście prawda?” zmienia się w niewzruszoną pewność. Jeśli taki postanowi dorwać się do władzy, łatwo znajdzie stado wyznawców, którzy jednak nie zrobią w nowym reżimie kariery, bo mniej inteligentni i mniej bezwzględni od kolejnych fałszywych świadków, co jeszcze niewierzący ale praktykujący jak najbardziej. Natomiast antysemityzm to tylko jeden z rozdziałów historii ponerologii.
@A. Goryński
” Natomiast antysemityzm to tylko jeden z rozdziałów historii ponerologii”.
Widzę że słowo „ponerologia” wychodzi z szafy.
Jak nasz dzielny Zbig Brzezinsky usłyszał co Andrzej Łobaczewski ma wydać pod postacią książki, poparł ze wszech sił pomysł…
Kiedy dostał pierwszy egzemplarz i przeczytał stał się wrogiem tej diagnozy i czynił wszystko aby książkę wycofać z rynku amerykańskiego. Ponoć przyjął to bardzo osobiście jako
krytykę jego działalności. Miało być o Stalinie a wyszło o zachodniej demokracji też.
Andrzej Łobaczewski stal się wrogiem wszystkich rządów i polityków z ich totumfackimi na świecie.
Zmarł w biedzie otoczony anatemą.. w Polsce omijany jak trędowaty.
@Magog: Pulvis et umbra sumus (K***a!). Ale póki oczy służą przelatuję jeszcze tygodniowo jedną książkę (nie siedem, jak w bezgrzesznych latach, bo czasu ubywa). Nie pierwszy raz zauważam, że lektury nam się zazębiają. Jak to mówił Lec, im szersze horyzonty, tym gorsze perspektywy? (może niedokładnie, bo z pamięci, (acedia senilis).