Bogdan Miś: Irena Dziedzic oczyszczona

2012-10-18. Słynna dziennikarka telewizyjna lat minionych, Irena Dziedzic, która również na łamach „Studia Opinii” publikowała felietony, walczyła w ostatnich latach o swoje dobre imię. Sponiewierana przez oszalałych lustratorów z dawnego „Newsweeka” oraz osławionej telewizyjnej „Misji specjalnej” oskarżeniami o tajną współpracę z SB, zażądała procesu autolustracyjnego. Sąd pierwszej instancji w kuriozalnym wyroku jej pozew oddalił; rozpatrujący apelację sąd drugiej instancji nie zostawił w swym rozstrzygnięciu na tym przedziwnym i nonsensownym orzeczeniu suchej nitki i zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia. Dziś zapadł wyrok. Irena Dziedzic została w całości oczyszcona.

Oto szczegóły:

RMF24: Irena Dziedzic nie była tajnym współpracownikiem SB

Warszawski sąd orzekł, że znana w PRL dziennikarka Irena Dziedzic nie jest kłamcą lustracyjnym. Wbrew pionowi lustracyjnemu IPN stwierdził, że nie można uznać jej za tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa.

Są jeszcze sędziowie w Warszawie – skomentowała wyrok 86-letnia Dziedzic. IPN – który wnosił o uznanie jej za kłamcę lustracyjnego i o zakazanie jej na 3 lata pełnienia funkcji publicznych – może jeszcze złożyć apelację od dzisiejszego wyroku.W uzasadnieniu sąd podkreślił, że informacje uzyskane przez SB od Dziedzic nie były istotne. Dodał, że nie można wykluczyć, iż w ogóle nie pochodziły one od niej, tylko od otaczającej ją „sieci agentów” lub z podsłuchu. Dokumenty służb PRL budzą wątpliwości – podkreślił sędzia Piotr Gocławski. Już ponad dwa tysiące lat temu cesarz Trajan wydał edykt, że przy wątpliwościach lepiej uniewinnić 100 winnych niż skazać jednego niewinnego – podkreślił.

W 2006 r. „Newsweek”, a potem m.in. „Misja Specjalna” TVP podały nazwisko Dziedzic wśród dziennikarzy PRL, którzy mieli być tajnymi współpracownikami SB. Dziennikarka stanowczo i jednoznacznie zaprzeczyła tym oskarżeniom, wniosła też do sądu o autolustrację.

I jeszcze

TVN24: Sąd: znana dziennikarka nie jest kłamcą lustracyjnym

Irena Dziedzic nie jest kłamcą lustracyjnym – orzekł w czwartek warszawski sąd. Wbrew pionowi lustracyjnemu IPN stwierdził on, że nie można uznać tej znanej w PRL dziennikarki za agentkę służb specjalnych PRL.

W czwartek Sąd Okręgowy Warszawa-Praga uznał, że Dziedzic złożyła prawdziwe oświadczenie lustracyjne, zaprzeczające związkom ze służbami PRL. IPN twierdził, że była ona w latach 1958-1966 agentką kontrwywiadu MSW jako TW „Marlena”.

– Są jeszcze sędziowie w Warszawie – skomentowała wyrok 86-letnia Dziedzic. IPN – który wnosił o uznanie jej za „kłamcę lustracyjnego” i o zakazanie jej na 3 lata pełnienia funkcji publicznych – może jeszcze złożyć apelację.

Dziennikarka zaprzecza

W 2006 r. „Newsweek”, a potem m.in. „Misja Specjalna” TVP podały nazwisko Dziedzic wśród dziennikarzy, którzy mieli być tajnymi współpracownikami SB. Dziedzic, która zaprzeczała, by była „Marleną”, wniosła do sądu o autolustrację.

Sąd uznał, że spośród pięciu przesłanek, potrzebnych do stwierdzenia czyjejś współpracy, w tej sprawie występuje tylko jedna – że doszło do kontaktów ze służbą specjalną. Brak jest zaś „bezspornych dowodów” na podjęcie tajnej współpracy, przekazywanie informacji operacyjnych, świadomości oraz tajności współpracy.

Sędzia Piotr Gocławski w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że informacje uzyskane przez SB od Dziedzic nie były istotne. Zarazem dodał, iż nie można wykluczyć, że w ogóle nie pochodziły one od niej, tylko od otaczającej ją „sieci agentów” lub z podsłuchu.

Dziedzic: to SB mnie nachodziło

– Dokumenty służb PRL budzą wątpliwości – oświadczył sędzia. Pytał, dlaczego nie ma ani deklaracji współpracy, ani nawet zobowiązania do zachowania kontaktów z SB w tajemnicy. Dodał, że rzekome pokwitowania odbioru pożyczki od SB są podpisane nazwiskiem Dziedzic, a nie jej kryptonimem. – Sąd po raz pierwszy spotyka się, by TW podpisywał dokument nazwiskiem. Gdzie tu tajność? – dodał sędzia.

Gocławski podkreślił, że „już ponad 2 tysiące lat temu cesarz Trajan wydał edykt, że przy wątpliwościach lepiej uniewinnić 100 winnych niż skazać jednego niewinnego”.

Dziedzic mówiła wiele razy o „nachodzeniu” jej przez SB, która „utrudniała jej pracę zawodową” i fabrykowała akta. Uznała się za wieloletnią ofiarę tajnych służb, bo sprawa jej rzekomej współpracy miała być zemstą wysokiego oficera służb za to, że w latach 50. nie chciała z nim zatańczyć, a potem poskarżyła się do KC PZPR, że za odmowę przetrzymano ją przez całą noc.

Nie zachowała się ani teczka pracy „Marleny”, ani jej zobowiązanie do współpracy. Są zaś zapisy oficera prowadzącego Włodzimierza Lipińskiego (już nie żyje) i sześć dokumentów z lat 60., pod którymi Dziedzic miała się podpisać; w tym pokwitowania wzięcia pieniędzy.

Według IPN miała też ona dostać od SB 9 tys. zł pożyczki, którą oddała dopiero po czterech latach. Zdaniem IPN taka nieoprocentowana pożyczka była rzadkością i świadczy o znaczeniu agenta. Dziedzic mówiła, że „nie ma w świadomości”, by przyjmowała pożyczkę, bo „nie miała wtedy problemów finansowych”. Pokwitowania pieniędzy od SB uznała za zmanipulowane – biegły ocenił, że to ona je podpisała.

Sąd skazuje

W 2010 r. sąd uznał oświadczenie Dziedzic za nieprawdziwe i zakazał jej pełnienia funkcji publicznych na 3 lata. – Lustrowana przekazywała informacje kontrwywiadowi w ograniczonym zakresie, kontakty były sporadyczne, ale jednak była to współpraca – uznał wtedy sąd. Podkreślił, że SB nie uznawała informacji od niej za bezwartościowe; przyznał, że „brak jest związków pokwitowań z udzielaniem informacji”.

Uchylając tamten wyrok i zwracając sprawę do pierwszej instancji, SA uznał zaś w 2011 r., że S Okręgowy nie wykazał, by Dziedzic miała świadomość współpracy oraz by doszło do jej „materializacji”. SA ocenił, że pokwitowania nie są typowe, bo zazwyczaj agenci nie podpisywali się nazwiskiem, lecz tylko kryptonimem.

Prawo do sądowej autolustracji ma każdy, kto chce oczyścić się z pomówienia o związki z tajnymi służbami PRL.

No to teraz czekamy na kilka ślicznych procesów cywilnych przeciw gorliwym oskarżycielom wielkiej dziennikarki. Mamy nadzieję, że pójdą z torbami. Pani Irena zapewne nie odpuści. Ma nasze moralne wsparcie.

Bogdan Miś

 

Print Friendly, PDF & Email

28 komentarzy

  1. Cezary Bryka 2012-10-18
  2. Angor 2012-10-18
  3. Hazelhard 2012-10-18
  4. jmp eip 2012-10-18
  5. ikka133 2012-10-18
  6. wyksztalciuszek 2012-10-18
    • Incitatus 2012-10-20
  7. Roman Strokosz 2012-10-18
  8. Benfranklin 2012-10-18
  9. adam furtak 2012-10-19
    • Incitatus 2012-10-19
      • adam furtak 2012-10-19
        • Incitatus 2012-10-20
    • Incitatus 2012-10-19
    • Roman Strokosz 2012-10-19
  10. narciarz2 2012-10-19
  11. SAWA 2012-10-19
  12. Incitatus 2012-10-19
    • jotbe_x 2012-10-19
  13. Cezary Bryka 2012-10-19
  14. Jerzy Łukaszewski 2012-10-20
    • Cezary Bryka 2012-10-20
      • Angor 2012-10-20
        • jotbe_x 2012-10-20
  15. Malgorzata Tymiankowska 2012-10-20
  16. Angor 2012-10-20
  17. TadeuszK. 2012-10-20
  18. Wiśniewska 2012-10-29
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com