Piotr Kuczyński: Państwo pomoże przy pokonywaniu mielizny?

2012-10-23. Wystąpienie programowe premiera Donalda Tuska (zwane nieprawidłowo „drugim exposé”) jest już za nami, a media zajęły się innymi tematami. To wystąpienie było jednak na tyle ważne, że warto do niego powrócić. Warto też na początku tekstu określić, z jakich pozycji się go pisze. Jasne jest bowiem, że polityk opozycji (lub jej zwolennik) wszystko skrytykuje, a polityk koalicji (lub jej poplecznik) wszystko poprze. Oczywiste jest też, że piszący z pozycji skrajnie wolnorynkowej, monetarystycznej, czy neoliberalnej będzie propozycjami negatywnie wstrząśnięty (podobno Leszek Balcerowicz szykuje ostra krytykę), a neokeynesista propozycje pochwali. Niestety, nie ma u nas, w Polsce, zwyczaju odnoszenia się do przedstawianych propozycji z próbą zachowania obiektywnego na nie spojrzenia.

Nie twierdzę, że ja jestem obiektywny. Z pewnością dużo bliżej mi do Keynesa niż do Balcerowicza. Jestem jednak obiektywny, jeśli chodzi o stosunek do rządu. Przypomnę, że nieraz bywałem krytyczny w stosunku do decyzji rządzącej koalicji. Od początku uważałem, że organizacja EURO 2012 jest błędem i odbije się nam czkawką. Tak się stało, a mówienie, że dzięki temu budowaliśmy infrastrukturę jest nieporozumieniem (i tak byśmy ją budowali: wolniej i lepiej). To jednak osobny temat. Bardzo krytykowałem podwyżkę VAT, bo uderza w ludzi mniej zamożnych i szkodzi popytowi wewnętrznemu. Ludzi zamożnych mało dotyka, a retoryka mówiąca o opodatkowaniu konsumpcji jest jedynie mgłą mającą zasłonić prawdziwe cele.

Krytykowałem też złe przeprowadzenie reformy emerytalnej. Twierdziłem, że wiek emerytalny wydłużać trzeba, ale sposób przyjęcia „ustawy 67” był fatalny. Ludzie w moim wieku zostali potraktowani niewłaściwie. Podłożono też (o tym ostrzegałem) polityczną bombę zegarową pod Polskę. Oczywiste przecież było, że przy znikomym poparciu dla zmiany wieku (można było to znacznie poprawić) partie opozycyjne zapowiedzą powrót do starych regulacji. Tym będą zdobywały głosy, a próba zrealizowanie takiego zwrotu doprowadzi do ataku rynków finansowych na nasz kraj.

Tym razem powiem wyraźnie, że zawartość wystąpienia premiera podobała mi się. Mam jednak uwagi co do formy. Wystąpienie było bardzo „suche” i w dużej części niezrozumiałe dla szerokiej publiczności. Wielu dziennikarzy dzwoniło do mnie, bo nie rozumieli konstrukcji Spółki Inwestycje Polskie (SIP). Jeśli oni nie rozumieli, to jak miał to zrozumieć przeciętny Polak? Uważam też, że premier zdecydowanie wyraźniej powinien zaakcentować, że to nie jest program na wiele lat, a jedynie na przebrnięcie mielizny, którą są lata 2013- 2014. Mielizny wynikającej z tego, że do spowolnienia gospodarki światowej (szczególnie strefy euro) dołoży się brak funduszy unijnych. Te z nowej perspektyw budżetowej (2014-2020) zaczną nam pomagać dopiero za dwa lata.

Zanim przejdę do omówienia konkretnych propozycji rządowych muszę jeszcze powiedzieć, że dla mnie bardzo cenne jest to, że premier i minister finansów okazali się być pragmatykami, a nie ideologami, mimo że z przekonania są przecież klasycznymi gospodarczymi liberałami. Jestem bardziej spokojny o losy Polski wtedy, kiedy rząd jest w rękach pragmatyków. Nie ma nic gorszego niż nawiedzony ideologicznie premier czy minister finansów.

Najgorsi są tacy, którzy z góry zakładają, że państwo musi być maleńkie (takie do utopienia w wannie) i nie może pomagać gospodarce w trudnych okresach. Dla mnie tacy ludzie to bolszewicy a‘rebour. Nie zawsze państwowe jest złe, a z pewnością jest dobre wtedy, kiedy trzeba ratować rynek pracy podczas przechodzenie mielizny gospodarczej. Poza tym bywa, że państwowe jest lepsze od prywatnego (koleje w Niemczech, Medicaid i Medicare w USA), a prywatne prowadzi do katastrofy (sektor bankowy w USA, Enron, Madoff, polityka natychmiastowego i nadmiernego wynagradzania, zysk dla akcjonariuszy ponad dobrem spółek itd. itp.).

Kluczowy pomysł rządu, czyli utworzenie Spółki Inwestycje Polskie (SIP) i podwyższenie kapitału Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) za pomocą akcji pozostających w posiadaniu Skarbu Państwa, to rzeczywiście piękny plan rozmnożenia pieniędzy na inwestycje w oparciu o obecnie zamrożone aktywa, bez rozdymania budżetu i bez antagonizowania rynków finansowych. Tak właśnie zdążyła to już ocenić agencja ratingowa Fitch. To jest prywatyzacja po nowemu – wreszcie przychody z niej nie będą przejadane.

Warto wyjaśnić, że jeśli bank zwiększa kapitał o 15 mld złotych, to może udzielić kredytów na wiele razy więcej (w zależności od ryzyka ponoszonego przy udzielaniu kredytów). Mogłoby to być nawet więcej niż 100 mld złotych. W tej sytuacji 40 mld, o których mówił premier jest sumą umiarkowaną i nie zmieni bardzo wysokiego ratingu BGK. Za to z pewnością pomoże w zatkaniu dziury powstałej przez zaniknięcie w 2013 i części 2014 roku środków unijnych. W latach 2007 – 2013 wydawaliśmy średnio rocznie właśnie około 40 mld złotych pochodzących ze środków unijnych.

Krytycy mówią o tworzeniu molocha (SIP), o lukratywnych posadkach dla polityków, o tym, że państwowa spółka będzie cechowała się marnotrawstwem. Niech mówią, bo im więcej i głośniej to mówią, tym bardziej oczywistym się stanie, że nie będą mieli racji. Nikt nie odważy się zatrudnić zbyt wielu osób (mówi się o 20 zatrudnionych) i z pewnością nie zatrudni nominatów politycznych (o ile ten ktoś nie będzie umysłowo chory). SIP będzie lustrowany codziennie przez media, ideologów i polityków. To jest gwarancja powodzenie tego podmiotu, który będzie finansował wiele projektów infrastrukturalnych, pomagając w trudnym okresie rynkowi pracy, a co za tym idzie i gospodarce.

Podobała mi się w wystąpieniu premiera próba tworzenie polityki rodzinnej. Próba a nie tworzenie, bo na razie zdecydowanie zbyt mało jest szczegółów. Dowiedzieliśmy się na przykład, że urlopy macierzyńskie zostaną wydłużone do 12 miesięcy. Niby dobrze, ale co z osobami zatrudnionymi na umowach śmieciowych? Poza tym podwojenie urlopu doprowadzi do większej dyskryminacja kobiet przez pracodawców. Każdy z nich dwa razy pomyśli zanim zatrudni młodą kobietę, która za chwilę może odejść na rok. Urlop rodzicielski każde z rodziców powinno móc wykorzystać po pół roku. Wtedy byłaby równość kobiety/mężczyźni. Mało konkretne są też zapowiedzi dotyczące budowy żłobków i przedszkoli. Ważne jednak, że są, bo bez tej infrastruktury wydłużenie urlopów macierzyńskich byłoby przywilejem, z którego mało kto by korzystał.

Bardzo mało konkretna była natomiast obietnica rozliczania urzędów pracy z efektywności zmniejszania bezrobocia. Oczywiście, że to jest słuszny kierunek, bo obecnie pieniądze wydawane na zwalczanie bezrobocia są w dużej części po prostu marnotrawione. Urzędy powinny być rozliczane z tego, ilu bezrobotnym znajdą pracę, w której ci bezrobotni będą pracowali dłużej niż na przykład rok.

Zdecydowanie negatywnie oceniam też część wystąpienia, w której premier mówił o wydatkach na inwestycje w sektorze obrony i wydatkach na naukę. Na obronę (wojsko) zgodnie z ustawą idzie 1,95 proc. PKB rocznie. Z tego wynika, że w ciągu 10 lat wydamy na ten cel ponad 300 mld złotych, czyli mniej więcej tyle, ile dostaniemy środków unijnych w latach 2014-2020. Około 100 mld z tych środków ma zostać wydane na „strategiczne bezpieczeństwo Polski”.

Zbrojenie się (kogo tym wystraszymy i kogo mamy wystraszyć?) wtedy, kiedy te pieniądze bardzo przydałyby się nauce, sektorowi innowacyjnemu jest nieporozumieniem. Jeśli Polska nie pójdzie mocno w kierunku badań naukowych i innowacyjności, to niedługo będziemy krajem montażystów i różnych „call center”. Tymczasem na naukę premier przeznaczył 10 mld złotych na 3 lata. Warto zestawić sobie te liczby: 3 mld rocznie (nauka) i 30 mld rocznie (wojsko). Gdzie tu sens, gdzie logika?

Zabawna była poruszona w wystąpieniu sprawa „ozusowania” umów śmieciowych. Wpuszczone w maliny media (olbrzymia ilość dziennikarzy pracuje na takich umowach i stąd puszczona pogłoska) przez tydzień o niczym innym nie mówiły. Premier w wystąpieniu wyprowadził kozę z domu (patrz odpowiedni kawał) zaprzeczając, że miał zamiar wprowadzić takie rozwiązanie. Na tym etapie decyzja jest słuszna, ale po kryzysie trzeba będzie tę sprawę uporządkować.

Najbardziej tajemnicze w tym wystąpieniu premiera było to, że pogroził bogatym, którzy unikają płacenia ZUS. Nie bardzo było wiadomo, o co chodzi. Czy o tych, którzy rejestrują firmy w Wielkiej Brytanii, bo dzięki temu płacą mniej i w ten sposób łamią prawo? Czy może chodziło o „rolników z Marszałkowskiej” (posiadaczy ziemi, którzy pracują w miastach, a płacą KRUS)? Oczywiste jest według mnie, że obie te sytuacje powinny być rozwiązane jak najszybciej. Jeśli chodzi o płacenie ZUS przez prowadzących działalność gospodarczą, to powinni płacić w zależności od wysokości dochodów (z ograniczeniem takim jak na etacie – do 30.miesięcznej średniej). Mali przedsiębiorcy płaciliby dużo mniej niż wynosi obecny ryczałt, a więksi niespecjalnie by zbiednieli.

Reasumując mogę powiedzieć, że generalnie kierunek na 1,5 roku jest słuszny. Pod paroma jednak warunkami. Po pierwsze, że za rok zobaczymy program na 15 lat. Po drugie, że realizacja zapowiedzi będzie racjonalna, a ludzie zatrudnieni będą fachowcami. Z tą racjonalnością mogą być problemy skoro minister Sławomir Nowak powiedział, że nadal przy budowie dróg obowiązywać będzie kryterium najniższej ceny i najkrótszego czasu. Nie widać śladu refleksji i wyciągnięcia wniosków z katastrofy firm budujących infrastrukturę. A przecież świat zna inne metody rozstrzygania przetargów. Po trzecie wreszcie, że rząd naprawdę zrealizuje to, co obiecuje. Czasem politycy mają z tym problemy…

Piotr Kuczyński

www.blogbank.pl

 

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Roman Strokosz 2012-10-23
  2. Walter Chełstowski 2012-10-23
  3. Stupecki 2012-10-24
  4. Aleksy 2012-10-24
  5. Angor 2012-10-29
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com