Jacek Parol: Jarosław Niedointernowany

2016-05-08.kaczynski

[dropcap]G[/dropcap]dyby Jarosław Kaczyński popadł w szaleństwo do końca i postanowił zostać Królem Polski, to zapewne bezmyślna masa realizująca każdy jego kaprys, zwana większością sejmową, zrealizowałaby to jeszcze w tym tygodniu. Konsultacje z Episkopatem i Dudą (tym z wąsem), nocne głosowanie i nad ranem Duda (ten bez wąsa) by podpisał.

Jarosław Kaczyński mógłby wtedy zostać nazwany Jarosławem Polskęzbawem Niedointernowanym.

Bo tak naprawdę wszystkie nasze nieszczęścia związane z Kaczyńskim to wina Jaruzelskiego, (no i Tuska oczywiście), ale głównie generała. Gdyby wtedy, w 1981 roku, w grudniu internowali Kaczyńskiego chociaż na tydzień, to dziś Polska nie cierpiałaby tak od głupoty, małostkowości i frustracji.

Największym przekleństwem i raną nie do zagojenia jest niemożność zmiany historii w tym zakresie. Może Kaczyński wymyślać, jak władcy orwellowskiej Oceanii, nową historię, w której bracia odgrywali wybitne, tajne i niezwykle ważne role, o których nikt nie wiedział. Może nawet zmieni podręczniki historii  tak, aby nowe pokolenia uczyły się o dzielnych bliźniakach, którzy przeskoczyli mur stoczni i w ostatniej chwili wyrwali długopis nieznanemu facetowi z wąsem, by nie podpisał zdrady. W tych nowych podręcznikach Lech poprowadzi Solidarność do zwycięstwa, a Jarosław będzie powstrzymywał Frasyniuka przed kolaboracją. Lech zatrzyma sowieckie tanki w drodze do stolicy Gruzji a Jarosław rozpocznie ukraiński Majdan i wygra go dla Ukraińców w zasadzie samodzielnie (z Kurskim).

Wiele się da zmienić, wmówić i załgać. Ale internować się wstecznie Jarosława nijak nie da. I to kompletne zlekceważenie, uznanie – zgodnie z prawdą – za pionka i leszcza jest źródłem nienawiści Kaczyńskiego zarówno do wolnej Polski jak i jej bohaterów.

Warto przypomnieć, że zdarzało się Kaczyńskiemu wypowiadać ciepło o współczesnych politykach lewicy i o PRL-u, i jej politykach, i ich dokonaniach. Kaczyńskiemu de facto bliżej jest mentalnie do aparatczyków czasów komunizmu i socjalizmu niż do polityków cywilizacji europejskiej z ich demokratycznymi ograniczeniami. Bliżej mu do bolszewizmu z jego ideowym zaangażowaniem i wyższością woli nad prawem niż jakiejkolwiek formy cywilizowanego sprawowania władzy.

I być może bliżej mu było wtedy. Być może silne wzięcie narodu w karby, porządek i dyscyplina stanu wojennego podobały mu się i imponowały. Być może chciał i trzymał z silniejszymi. Tego nie wiemy, chociaż to prawdopodobne. Pewne jest natomiast to, że wśród zaufanych i docenianych ludzi prezesa sporo jawnych funkcjonariuszy aparatu byłej władzy i aparatu represji; i drugie tyle takich, o których nie wiemy.

Kaczyński nie otacza się legendami Solidarności z powodu kompleksów i nienawiści do bardziej zasłużonych od siebie, czyli faktycznie od wszystkich działających wtedy w podziemiu. Tych dyskredytuje, opluwa, próbuje umniejszyć. Nie ma natomiast absmaku w mianowaniu na stanowisko ministerialne sędziego Kryże, który sądził i skazywał działaczy opozycyjnych. Jak widać docenia i dogaduje się z prokuratorem Piotrowskim, którego kuriozalne opowieści o heroizmie i narażaniu życia w obronie demokracji idealnie pasują do opowieści Kaczyńskiego o tym, jak miał znacznie gorzej niż internowani. Te postaci z mroków polskiej historii można by wymieniać bez końca, jak chociażby sojusznika Kaczyńskiego z Solidarności, który w stanie wojennym pilnował w mundurze gmachu telewizji przed reakcjonistami, jak pupila władzy Jana Pietrzaka, czy Wojciecha Jasińskiego – dziś funkcjonariusza PiS, wtedy funkcjonariusza PZPR. O armii drobnych kłamców lustracyjnych, byłych funkcjonariuszy i zwykłych łobuzów szkoda nawet wspominać.

Temu legendarnemu bohaterowi podziemia otaczanie się postaciami zwalczającymi rodząca się wolną Polskę pomaga zatem w jakiejś psychoterapii i pomaga patrzeć w lustro. Ten sam mechanizm każe mu otaczać się miernotami i marionetkami. Łatwiej wtedy znosić własną małość i własne kompleksy.

Wygłosił kiedyś Kaczyński znamienne podłe słowa „My stoimy tam gdzie wtedy, Oni tam gdzie stało ZOMO”.

Panie Kaczyński: pan wtedy siedział w szafie na Żoliborzu, a to my staliśmy naprzeciw pańskich dzisiejszych towarzyszy broni.

My dzisiaj jesteśmy tam, gdzie wtedy a to wy tam, gdzie stało ZOMO.

Jacek Parol

 

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. narciarz2 2016-05-08
  2. Magog 2016-05-08
  3. StanStupkiewicz sr 2016-05-08
  4. gurnatko 2016-05-08
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com