Kazimierz Wóycicki: Szczyt Merkel-Sarkozy. Dylematy Warszawy

Po ostatnim szczycie Merkel-Sarkozy jest się nad czym zastanawiać w Warszawie. Dobrą wiadomością jest to, że przywódcy Francji i Niemiec podjęli wreszcie jakieś trochę bardziej wyraziste decyzje, mające na celu ratowanie strefy Euro, co zapobiega też głębszemu kryzysowi samej Unii Europejskiej. Dotychczas na narastające problemy z zadłużeniem poszczególnych krajów reagowano ad hoc.

Straszy Europa dwóch prędkości

Dla porządku przypomnijmy co postanowiono. Ma być „rząd gospodarczy” dla strefy euro, a także ustanowiona złota reguła budżetowa (czyli to, co Polska zapisała w swojej konstytucji). Poza tym ma być wprowadzony podatek od transakcji finansowych, konwergencja fiskalna. Wielu komentatorów mówi, że to decyzje słuszne, ale za późno podjęte. Jeszcze inni mówią, że to za mało, bowiem nie przyjęto postulatu wzmocnienie Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej (EFSF) oraz stworzenia euro obligacji. Czy podjęte środki będą skuteczne zobaczymy. Nie te jednak, choć bardzo istotne szczegóły, są dla Polski najważniejsze.

Problem w tym, że strefa euro – do której nie należymy – instytucjonalizuje się. Może to oznaczać, że koszmar jaki prześladuje polskich polityków – Europa dwóch prędkości – znów zaczyna straszyć. Trudno jednak bić na alarm, skoro główne niebezpieczeństwo, jakim byłby kryzys samej Unii zarazem oddala się.

Kryzys strefy euro

Aby zrozumieć co się dzieje trzeba nieco głębszego spojrzenia. Strefa euro znalazła się w takim kryzysie nie tylko z powodu długów poszczególnych państw. Są to bardziej objawy niż przyczyna choroby. Strefa euro ma wspólną walutę, ale nie ma wspólnej polityki finansowej, zamiast tego ma zróżnicowaną politykę finansową poszczególnych państw. To właśnie wywołuje obecny chaos. Od samego niemal początku zwracano uwagę na tę niekonsekwencję w konstruowaniu strefy euro. Póki jednak gospodarka europejska miała wzrost, ten mankament europejskiej konstrukcji niczemu zdawał się nie szkodzić. Gdy jednak nastał kryzys okazało się to niemal katastrofalne.

Czy jednak jest to wada konstrukcyjna samej tylko euro strefy? Wydaje się, że nie. Wprowadzenie euro było powiedzeniem „A”, po czym należało powiedzieć „B”. To znaczy silniej sfederalizować Unię, tak by równiez polityka finansowa mogła być prowadzona wspólnie.

Ta straszna „federalizacja“

Użyłem celowo słowa „federalizacja”, by przypomnieć burzliwe dyskusje, jakie toczono przy uchwalaniu traktatu lizbońskiego. Owa „federalizacja” stała się powszechnie stosowanym straszakiem. W wyniku tak prowadzonej dyskusji traktat lizboński nie stał się zdecydowanym krokiem do przodu ku silniejszej integracji europejskiej, ale – tak naprawdę – krokiem nieco w bok. Uniknięto dzięki temu bardziej zasadniczych sporów i kłopotów, których i tak było dosyć, gdy Francuzi zagłosowali na początku na „nie”. Gdy więc obawiając się silniejszej integracji (federalizacji) nie powiedziano „B”, pomysł z euro, zawisł po trosze w próżni.

To co się obecnie dzieje, to próba nadrobienia tego braku, jednak nie poprzez reformę całej Unii, lecz samej tylko strefy euro. W zbyt mało sfederalizowanej, jak na potrzeby wspólnej waluty, Unii, wytwarza się wyłączoną, wewnętrzną strefę silniejszej federalizacji, ze spójną polityką finansową, która ma tą wspólną walutę podtrzymać.

Dylematy Warszawy

Dopiero zdając sobie z tego wszystkiego sprawę, można dostrzec dylematy, jakie stoją przed Warszawą. Z jednej strony widzi się, jak pociąg, do którego chcę się wsiąść, odjeżdża z peronu. Z drugiej jednak strony nie posiada się jeszcze biletu i gdyby próbowano zbyt pospiesznie wskakiwać do tego pociągu, można zapłacić sporą karę.

I inny dylemat. W dużej mierze to właśnie dzięki temu, że nie jesteśmy w strefie euro, mogliśmy lepiej dać sobie radę z kryzysem, tak dotkliwym dla innych. Z drugiej jednak strony, może się okazać, że w przyszłości będzie nam dużo trudniej wejść do strefy euro, co jest i winno być polskim celem. Jeśli oczywiście chcemy znaleźć się w europejskiej pierwszej lidze. Dylemat ten nie ma w tej chwili żadnego jasnego rozwiązania.
Na dłuższą jednak metę odpowiedz jest dość oczywista. Jest nią owa tak nielubiana, krytykowana i używana jako straszak „federalizacja”. Jeśli bowiem powiedziało się „A”, trzeba powiedzieć „B”. Skoro chce się mieć wspólną walutę, trzeba również o wielu innych sprawach rozstrzygać wspólnie.

 

Kazimierz Wóycicki

kazwoy.wordpress.com

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com