WaszeR Londyński: Określenie „wersja (prawda) smoleńska” ma szansę przebojem wejść do języka polskiego

londyn2016-10-26.

[dropcap]K[/dropcap]to wie, może nawet doczeka międzynarodowej nobilitacji jako „Smolensk Version”. A gdy za tym pójdzie realizacja modernizacyjnych planów wszystkiego, w czym to w Polsce przebity został nawet twórca Imperium Rosyjskiego Piotr I Wielki, wtedy Jarantek jako Optimus princeps przejdzie do historii.

„Wersja smoleńska” to dobre fundamenty psychologiczne pod dobrą robotę merytoryczną. Według dobrej zmiany. Ja jednak, wgnieciony w glebę pesymizmami, wątpliwościami i podejrzeniami, przewiduję mu złośliwie raczej sławę Herostratesa.

Sam schemat jest stary i powielany jak świat długi i szeroki, według utartych prawideł. Swoje wersje, którymi otumaniano społeczeństwa, a na kanwie których jak i na grzbietach podekscytowanych przekabaconych tłumów szły zbrodnicze realizacje, mieli Lenin, Stalin, Hitler. Ze schematu korzystali faraonowie posługując się wiedzą kapłanów, by zjawiska astralne i atmosferyczne przekuwać na strach i posłuszeństwo wiernych i poddanych. Na podobnych zasadach działały: Święta Inkwizycja, krucjaty krzyżowców, konkwista. Kontynuują dzieło od lat Talibowie. Współcześnie taką wyraźną wersję smoleńską stworzył duet Bush-Blair wciągając do współpracy co naiwniejsze państwowe karzełki polityki międzynarodowej w inwazji na Irak. A najświeższy z krwawym zakończeniem spektakl dał Erdogan, również, jak jego poprzednicy, nie spodziewając się kiedykolwiek rozliczenia. Nieuchronnego jednak, w jakiejkolwiek formie. Ten ostatni niech zgasi światło. Tam, gdzie leje się krew, dość tego!

Ciekawe też jak na najnowszej i nam za granicą najbliższej odmianie prawdy smoleńskiej wyjdzie Wielka Brytania. Już przecież funt i nierozerwalne dotąd granice Zjednoczonego Królestwa trzeszczą w posadach.

Ulegając wersji smoleńskiej zakapturzamy się. Tracimy wzrok i słuch. Odbieramy szansę rozumowi.

Miejmyż oczy i uszy szeroko otwarte i szare komórki na baczności. To tylko fala tsunami, która wdarła się na ląd. Ona kiedyś zawróci, gdy wytraci energię. I choć wtedy zabierze więcej niż wniosła, to jednak zbędnego brudu i ruiny. I wtedy tylko długie i żmudne sprzątanie przed nami. I jeszcze dłuższa odbudowa. Wiarygodności również.

WaszeR Londyński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com