Stanisław Obirek: Szolem Alejchem – rytm, ruch, humor5 min czytania

()
sholem_aleichem

Szolem Alejchem, 1907

2016-11-10.

Przygnębiony i załamany – jak pewnie większość myślących ludzi na świecie – wynikami wyborów prezydenckich w USA, postanowiłem wysłuchać wykładu profesora Dana Mirona w muzeum Polin 9 listopada.

Dan Miron przyleciał do Warszawy z Columbia University w Nowym Jorku gdzie od lat wykłada historię literatury żydowskiej (hebrajskiej i jidysz). Jednak to nie szukanie pociechy było głównym powodem, dla którego pospieszyłem na ten wykład. Tych powodów było wiele. Nie tylko znakomite publikacje wykładowcy, które od lat określają myślenie na temat kulturowej obecności Żydów we współczesnym świecie. O ile wiem te książki nie są jeszcze znane polskiemu czytelnikowi (jest ich kilka po hebrajsku w Zakładzie Hebraistyki na Wydziale Orientalistycznym UW, ale podejrzewam, że poza studentami tegoż zakładu nikt do nich nie zagląda). Również jego legendarna erudycja i równie legendarny sposób dzielenia się przepastną wiedzą mnie przyciągał (w przeszłości miałem go okazję już słyszeć na konferencjach organizowanych na UW).

No więc dla chętnych podaję kilka tytułów po angielsku: From Continuity to Contiguity: Toward a New Jewish Literary Thinking (2010), to moim zdaniem książka najciekawsza i powinna być czytana jako pierwsza przez zainteresowanych wspomnianym tematem, następnie monografia niezwykle ważnego poety i dramaturga hebrajskiego Nathana Altermana, The Prophetic Mode in Modern Hebrew Poetry (2009); no i może ta o obrazie sztetla The Image of the Shtetl and Other Studies of Modern Jewish Literary Imagination (2001). Jednak najważniejszy był oczywiście wykład, którego tytuł zamieściłem w nagłówku tych uwag. Nie będę nawet próbował streszczać ponad godzinnego wystąpienia Dana Mirona. Powiem tylko, że był to jeden z najlepszych wykładów jakie miałem okazję wysłuchać, w moim dość już długim życiu akademickim. Przy czym nie o treść mi chodzi (to zawsze można przeczytać w dostępnych książkach i artykułach), ale o pasję prezentowania tematu, o łatwość w wydobywaniu intertekstualnych gier między jidysz i hebrajskim, a zwłaszcza hebrajskim biblijnym. Kto dziś potrafi odsłonić gry językowe obecne w powieściach żydowskich końca XIX i początku XX wieku, a takimi księgami biblijnymi jak Księga Rodzaju, Hioba, już o Talmudzie (nawet jeśli cytowanymi i tłumaczonym w zniekształconej formie)? No właśnie kto?

Było tam wszystko, co powinno się znaleźć w takim rocznicowym wspomnieniu. Przypomnę tylko Szolem Alejchem (wł. Szalom Rabinowicz, שלום עליכם) urodził się w roku 1859 w Perejasławiu w guberni połtawickiej. Zmarł w roku 1916 w Nowym Jorku. Zapewne większość czytelników kojarzy go z musicalem Skrzypek na dachu, którego kanwą jest opowieść o Tewje Mleczarzu. Pisał głównie w jidysz, choć zaczynał pisać i po rosyjsku i po hebrajsku. Jednak jego domem stało się właśnie jidysz i nie bez powodu jest uznawany za klasyka tej literatury. Na szczęście dla nas, nie znających jidysz, jego dzieła są tłumaczone niemal na wszystkie języki, a ostatnio szczególnie chętnie na chiński i japoński. O powodach tej popularności można się było dowiedzieć z interesującej dyskusji po wykładzie.

W Polsce ta popularność chyba nieco przyblakła. A szkoda. Może byśmy lepiej rozumieli dlaczego nie pamiętamy kto wtedy był prezydentem USA gdy tylu Żydów z Europy Wschodniej emigrowało do Ameryki, ani nie kojarzymy działaczy politycznych (no chyba tylko tych, których antysemickie idee nieoczekiwanie zdobywają mir nad Wisłą w ostatnich latach), którzy ich do tej emigracji nie tylko słowami, ale i czynami (liczne pogromy!) zachęcali.

Natomiast czytamy właśnie książki Szolema Alejchema, który powołał do życia całą galerię barwnych postaci łączących Europę Wschodnią z Ameryką właśnie.

Organizatorzy w zapowiedzi wykładu napisali, że „geniusz Szolema-Alejchema objawiał się nie w dokładności i obiektywizmie opisu realiów historycznych, ale w tworzonym przez niego strumieniu słów, melodyjności oraz wyrafinowaniu językowym. Pod tym względem jego twórczość uosabiała istotę życia żydowskiego, pełnego nieustannego ruchu, zgiełku i niespodziewanych zmian. Analiza postaci głównych bohaterów Szolema Alejchema (Tewje Mleczarza, Menachema Mendla, Motla syna kantora) wskazuje, że ich żywioł stanowił język, który nie był tylko narzędziem mowy, ale swoistej sztuki pełnej barw i filozoficznej refleksji nad życiem”.

W tej samej zapowiedzi na stronie muzeum Polin czytamy, że  „profesor Dan Miron zaproponuje nowe odczytanie humoru Szolema-Alejchema i jego stosunku do języka jidysz”. Zaproponował znacznie więcej. Pokazał jakim zubożeniem jest sprowadzenie tego pisarza do sentymentalnego kronikarza żydowskiego ubóstwa i dramatycznych załamań religijnych, społecznych i kulturowych.

Dzięki wykładowi Dana Mirona usłyszałem głos genialnego pisarza (jak zapewniał wykładowca tylko niewiele traci w przekładach), który potrafił nie tylko odtwarzać rzeczywistość, ale nadać jej niemal muzyczny rytm i tempo. Pokazywał też jak język naprawdę zbawia świat bo pozwala „zapomnieć” o tragicznej stronie życia i uczy jak się nim po prostu cieszyć. I to w całej pełni! Są one nie do podrobienia i wystarczy przeczytać/usłyszeć fragment by zdać sobie sprawę tak to właśnie on Szolem-Alejchem.

Tak sobie myślę, że za sto lat będzie się pisało, że w czasie gdy obchodzono setną rocznicę śmierci jednego z najwybitniejszych pisarzy żydowskich społeczeństwo amerykańskie wybrało bardzo dziwnego prezydenta. Nie jest wykluczone, że i on stanie się bohaterem powieści wskazujących na dramatyczne załamanie się cywilizacji amerykańskiej. No, ale do tego czasu trzeba będzie tego prezydenta jakoś przeczekać.

Stanisław Obirek

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.