Eugeniusz Noworyta: Świat według Trumpa

 

2018-06-06.

[dropcap]N[/dropcap]adzieje, że obietnice składane przez Donalda Trumpa w czasie kampanii wyborczej zostaną porzucone z chwilą zdobycia władzy, podobnie, jak w przypadku Polski, okazały się płonne.

Niestety, jego buńczuczne zapowiedzi, że po wygranych wyborach wywróci świat do góry nogami są realizowane niemal z żelazną konsekwencją. Myślą przewodnią tej prezydentury jest zerwanie z polityką Baracka Obamy, co w polityce zagranicznej oznacza odejście od multilateralizmu, który za podstawę porządku międzynarodowego przyjmuje współpracę różnych państw, poszanowanie prawa międzynarodowego oraz działalność ONZ i innych organizacji międzynarodowych i zastąpienie go unilateralizmem, uzależniającym reguły międzynarodowego współżycia od gospodarczych i politycznych interesów wiodącego państwa.

Zaczęło się od zakwestionowania sztandarowych osiągnięć Obamy: reformy służby zdrowia, obamacare, która umożliwiła włączenie do systemu ubezpieczeń społecznych kilkudziesięciu milionów gorzej sytuowanych Amerykanów, otwartej polityki imigracyjnej, której elementem było dążenie do zalegalizowania pobytu tysięcy nielegalnych imigrantów i stworzenie im warunków zadowalającej egzystencji, a w polityce zagranicznej: rewizja traktatu  z Kubą o przywróceniu stosunków dyplomatycznych między obu państwami oraz umowy denuklearyzacyjnej z Iranem.

Wycofanie się USA z tego porozumienia przypomina okoliczności amerykańskiej interwencji w Iraku w 2002 – 2003 r. pod zarzutem posiadania  broni masowego rażenia przez reżim Saddama Husajna. Tamto oskarżenie okazało się nieprawdziwe; a teraz również, wbrew twierdzeniom Trumpa, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej potwierdza, że Iran przestrzega warunków porozumienia, a pozostali jego sygnatariusze: Chiny, Rosja, Francja, Wielka Brytania i Niemcy zapewniają, że nie zrezygnują z umowy i będą się starać skłonić Iran do dalszego przestrzegania wynikających z niej zobowiązań. Państwa europejskie nie podzielają stanowiska amerykańskiego prezydenta, że pod groźbą sankcji Teheran zgodzi się na nową, bardziej kompleksową   umowę, która uniemożliwi jakiekolwiek prace przy wzbogacaniu uranu, wyhamuje program budowy rakiet i spowoduje zaprzestanie wsparcia wojskowego dla rządu Syrii.

Zerwanie układu z Iranem osłabia perspektywę pozytywnych rezultatów  spotkania prezydenta USA z przywódcą Korei Północnej Kim Dżong Unem w sprawie denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Arbitralność w traktowaniu  zawartych umów, mimo przestrzegania ich przez drugą stronę, eliminuje bowiem czynnik zaufania, niezbędny do rozwiązania konfliktowych sytuacji. W ostatnich wypowiedziach Trumpa można jednak dostrzec przejawy potraktowania planowanego spotkania jako jednego z elementów w procesie pokojowych zmian w tym zapalnym regionie. Taka racjonalizacja podejścia, sugerująca zgodę na ewolucyjne osiąganie założonych celów w drodze kompromisu, a nie wymuszenia przy użyciu siły, pojawiła się u Trumpa zapewne pod wpływem co rozważniejszych jego doradców, ale jej efektywność osłabia brak konsekwencji w działaniu. Bo właśnie umowa z Iranem opierała się na założeniu stopniowego dochodzenia do rezygnacji tego państwa ze zdobycia broni nuklearnej.

Decyzje Trumpa o zerwaniu porozumienia nuklearnego z Iranem i wkrótce potem o przeniesieniu ambasady amerykańskiej z Tel Awiwu do Jerozolimy spowodowały wzrost napięcia w regionie i osłabiły szanse na pokojowe rozwiązanie konfliktu arabsko-izraelskiego. Krytyczne stanowisko Unii Europejskiej wobec tych posunięć, podobnie jak w sprawie rezygnacji USA z porozumienia klimatycznego, a zwłaszcza wprowadzenia ceł na importowane z Europy stal i aluminium – może negatywnie rzutować na spójność NATO i spowodować osłabienie gwarancji bezpieczeństwa dla Europy Środkowo-Wschodniej. Na razie sprawy nie wyglądają najgorzej, ponieważ w wyniku amerykańskiej presji odnotowano ostatnio pewien wzrost wydatków państw członkowskich na obronność, dyskutuje się o zwiększeniu zdolności sojuszu do szybkiego reagowania, a po latach ograniczania obecności wojskowej w Europie Stany Zjednoczone ją zwiększają. Problem jednak w tym, czy rozbieżności polityczne i spory handlowe nie podważą tej tendencji w przyszłości.

Podstawą współczesnego systemu bezpieczeństwa międzynarodowego jest spójność Paktu Północno-Atlantyckiego i trwałość amerykańsko-rosyjskich porozumień o ograniczeniu i kontroli zbrojeń nuklearnych. Odejście od tych umów, które ograniczają liczbę rakiet strategicznych, będących w dyspozycji tych ciągle dwóch atomowych supermocarstw, stworzyłoby ryzyko przyspieszenia wyścigu zbrojeń nuklearnych i naruszenia dosyć niestabilnej  równowagi sił. Prezydent USA ma zastrzeżenia do umów z Rosją, ponieważ nie uwzględniają one taktycznej broni jądrowej (o średnim zasięgu), w której Rosjanie mają zdecydowaną przewagę. Rozmowy w sprawie przedłużenia kluczowej umowy, która wygasa w 2021 roku, zostały przerwane po aneksji Krymu przez Rosję i wybuchu, przy jej udziale, wojny we wschodniej Ukrainie. Ponadto Rosja podjęła szereg agresywnych kroków, takich jak próby rakiet mimo zakazu wynikającego z traktatu o całkowitej likwidacji rakiet średniego zasięgu (INF) czy rozmieszczenie Iskanderów w Kaliningradzie – rakiet zdolnych do uderzenia w każdy rejon Europy. Zdecydowana reakcja Stanów Zjednoczonych na rosyjski ekspansjonizm wynika ze strategicznych interesów Waszyngtonu, podobnie, jak krytyka flagowego projektu inwestycyjnego Putina w postaci budowy przez Gazprom nowego bałtyckiego gazociągu, Nord Stream 2, jest podyktowana amerykańskimi interesami gospodarczymi, chociaż nie można wykluczyć również motywacji politycznych, wynikających  z obawy o uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu. Ubocznym efektem tej polemiki może być odwrócenie uwagi od oskarżeń o związki Trumpa z Rosją i jej ingerencji w proces wyborczy w USA.

Wojna handlowa Trumpa objęła też Chiny, ale wkrótce się okazało, że obie strony dostrzegły jej szkodliwość dla interesów obu państw i podjęły decyzję o zawieszeniu wprowadzonych wcześniej ceł na wzajemny import towarów, a Pekin zapowiedział znaczące zmniejszenie swojej nadwyżki w handlu ze Stanami Zjednoczonymi.  W geście dobrej woli, Waszyngton postanowił  zaś rozważyć zniesienie zakazu amerykańskich dostaw dla chińskiego koncernu telekomunikacyjnego, bez których chińskiej firmie groziło bankructwo. Ta elastyczność w postępowaniu Trumpa, kontrastująca z twardą postawą wobec Unii Europejskiej, może potwierdzać sygnalizowane już od pewnego czasu przesuwanie się priorytetu polityki zagranicznej Waszyngtonu z Europy do Azji.

Trump postrzega świat w kategoriach biznesowych.  Stąd też, biorąc za punkt wyjścia interesy amerykańskie ,w relacjach z innymi państwami stosuje metody transakcyjne, które powinny wykluczyć zobowiązania niekorzystne  dla USA. Pod tym kątem rewizji poddawane są dotychczasowe  umowy, co może prowadzić do destabilizacji struktur międzynarodowych . Negocjacje mają być prowadzone z pozycji siły, toteż najważniejszą metodą polityki Trumpa jest stosowanie sankcji, a nie dialog i wielostronne porozumienia. Skuteczność tej polityki jest względna: w niektórych przypadkach, np. Rosji czy Kuby jest nieefektywna, natomiast w innych np. Korei Północnej,  wydaje się przynosić pożądane rezultaty.

Polska może stracić na wojnie handlowej Trumpa z Unią Europejską, ale skorzysta z jego stanowczości w sprawie powstrzymania wojskowej i gospodarczej ekspansji Rosji oraz wynikającej z takiej reakcji, amerykańskiej obecności wojskowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Niekorzystne będą natomiast następstwa wychodzenia USA z wielostronnych porozumień (np. w sprawie klimatu) i związana z tym marginalizacja ONZ i innych międzynarodowych organizacji w polityce amerykańskiej.

Impulsywna osobowość i reaktywna polityka amerykańskiego prezydenta zapowiada świat naznaczony chaosem i pełen konfliktowych sytuacji. Nastał czas na poszukiwanie przesłanek stabilizujących korzystną dla Polski sytuację.

Eugeniusz Noworyta

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com