Zbigniew Szczypiński: Czas kanikuły – naprawdę?

 

 

2018-06-19.

[dropcap]T[/dropcap]ermin „zapiekliło się w polskiej polityce” towarzyszy mi od początku rządów „dobrej zmiany”. To dobre określenie na rewolucyjny czas, w jakim przyszło nam żyć. Piekło (bez względu na to czy kościół dojdzie do ładu sam z sobą i czy określi jednoznacznie, że piekło istnieje, czy może nie), kojarzy się zawsze z wysoką temperaturą i wyrafinowanymi mękami przeżywanymi przez jego pensjonariuszy.

Wypisz wymaluj – nasze czasy, tu i teraz.

Nie ma sensu zajmować się poszczególnymi osobami, ludźmi władzy serwującymi nam kolejne pomysły z piekła rodem. Szkoda czasu. Ta władza używa słów i pojęć z lekkością cyrkowego akrobaty i każde słowo, każdy termin, gdy jej to pasuje, znaczy swoje przeciwieństwo. Jeżeli rząd mówi, że coś da, to znaczy, że odbierze; jeżeli minister mówi, że coś było większe, to znaczy, że było mniejsze; jeżeli pan Zbyszek mówi, że sądy są teraz niezależne od władzy, to znaczy, że zostały całkowicie jej podporządkowane…

Mogę tak długo, mogę tak bez końca.

Takie myślenie i taka mowa zarażają. Nie trzeba być członkiem rządu aby wpaść w te sidła. Pani Zofia Romaszewska, piękna postać z dawnych lat, pełniąca funkcję doradcy, w radiowym wywiadzie palnęła, że wprawdzie zapis konstytucji mówi wyraźnie o kadencji Prezesa Sądu Najwyższego, podając dokładnie liczbę lat, to prezydent, podpisując ustawę, skracająca kadencję obecnego prezesa SN nie łamie jednak konstytucji, bo… ta pani nie podoba się pani Romaszewskiej tak bardzo, że – jej zdaniem – nigdy nie powinna zostać prezesem Sadu Najwyższego.

Tak mówi doradca prezydenta Dudy. Tak mówi osoba, spotykająca się z młodymi finalistami olimpiady szkolnej wiedzy o Polsce i świecie współczesnym, tak mówi funkcjonariuszka rewolucyjnej zmiany, z jaką mamy w Polsce do czynienia.

Polska polityka doszła do ściany. Ilość kłamstw i manipulacji serwowanych przez „kurwizję” Jacka Kurskiego osiągnęła takie szczyty, przy których osiągnięcia Jerzego Urbana to Gubałówka wobec Himalajów.

Wyraźne są oznaki zmęczenia i zwątpienia po stronie społecznej opozycji.

Ostatnie demonstracje w obronie sądów, organizowane jako poparcie apelu do Komisji Europejskiej, aby ta wystąpiła do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z wnioskiem o wszczęcie postępowania przeciwko rządowi polskiemu w sprawie reformy Sądu Najwyższego, zgromadziła w Gdańsku około 80 osób. W tym samym czasie, na Targu Węglowym, montowana jest wielka scena w strefie kibica, którą staje się cały Targ Węglowy.

Tu zbiorowe oglądanie meczów rozgrywanych w Rosji, tam demonstracja pod sądem w obronie fundamentu państwa prawa…

Może tak ma być? Może nigdy nie zasługiwaliśmy na własne demokratyczne państwo? Nawet w międzywojennym dwudziestoleciu, gdy po paru latach zachłyśnięcia się odzyskaną wolnością stoczyliśmy się w dyktaturę i wystąpiliśmy jako sojusznik III Rzeszy w napaści na Czechosłowację?

Podobnie teraz, gdy po uzyskaniu wolności i zafundowaniu sobie i światu fenomenu solidarności, wpadliśmy w tryby rynkowej maszynki do mielenia małych gospodarek po to, aby wejść na złudną ścieżkę czystego populizmu, rozgrywanego cynicznie przez sfrustrowanego starszego pana, niemającego żadnego kontaktu z realnymi problemami realnego świata, ani dawniej, ani teraz.

O propozycji konstytucyjnego referendum firmowanego przez prezydenta, o kuriozalnych pytaniach zaproponowanych przez jego urząd i jego samego, powiedziano już wystarczająco dużo. Prezydent zaproponował listę kilkunastu pytań na posiedzeniu Rady, organu działającego przy nim i mającego w tytule przymiotnik narodowy (a jakże, jak mogło by być inaczej). To kilkadziesiąt osób, z tytułami, z dorobkiem…

I co? I nic! Nikt nie wstał i powiedział, że to humbug, że żenada, że skoro tak, to bez niego… 

Oto kolejny dowód na to, że polska nauka zeszła na psy ( może jakiś inny termin – psów szkoda).

Mam przemożne odczucie, czytając różne teksty analizujące i krytykujące to, co dzieje się w Polsce, że wszystko co mogliśmy zrobić już zrobiliśmy. Zrobiliśmy… i nic to nie dało. Psy (znowu te psy) poszczekały, a karawana poszła dalej.

Świadomość, że trzeba przyzwyczajać się do myślenia długą perspektywą, że „dobra zmiana” może oznaczać długą dobrą zmianę, że prezes Polski może porządzić – być może w nieco innej konfiguracji – jeszcze następną, i jeszcze następną kadencję (jeżeli będą jakieś kadencje) – to wizja, przy której tradycyjne piekło nie jest jeszcze najgorszym miejscem…

Z pewnym takim zaciekawieniem obserwowałem strajk studentów, strajk jako protest przeciwko reformie Gowina.

To nie był masowy protest, nie ta temperatura, nie ci studenci.

Gdy się zaczęło – pomyślałem sobie – ale jednak! Młodzież, studenci, mój Uniwersytet Warszawski…

Krótko trwało, nie miało dynamiki. Zabrakło tego młodzieżowego żaru, nawet nie z piekła, ba – nawet nie z czyśćca (jeżeli taki istnieje).

Uczelnie muszą zostać zreformowane, nie ma potrzeby aby było ich tyle – zwłaszcza takich, które są tylko przedsięwzięciem biznesowym, ale ich forma, system zarządzanie, autonomia to wartości, których trzeba bronić. Reforma Gowina, członka rządu Jarosława Kaczyńskiego, nie może odbiegać od tego czym jest ta władza, jej wizja Polski jako satrapii z satrapą trzymającym wszystko i wszystkich „za mordę” (nawet tych co myślą, że są tymi co trzymają)…

Czy jest jeszcze jakieś środowisko, jakaś grupa społeczna która ma wielkość, zasoby i motywację by przeciwstawić się rządowi „dobrej zmiany”?

Czy Mateusz Morawiecki – obecny premier rządu „dobrej zmiany” może skompromitować się jeszcze bardziej niż dotychczas – i czy jego rozpaczliwe próby wpisania się w szeregi „twardego jądra pisowskiego ludu,” przyniosą mu profity w postaci dalszego trwania na stanowisku premiera rządu RP?

Czy Polacy wytrzymają dalsze spłacanie rachunków, wystawianych rządowi przez Tadeusza Rydzyka, które to rachunki rząd spłaca rękami swojego niezastąpionego w tej roli ministra Glińskiego – kolejne 100 milionów złotych na budowę kolejnego muzeum Jana Pawła II?

Czy armia wytrzyma dwuwładzę dwóch ministrów obrony, jednego odwołanego, którego jest pełno w przestrzeni publicznej – i drugiego, znanego bardziej z Ucha Prezesa niż z realnych działań ?

Czy po mundialu i po wakacjach wróci refleksja: gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy jako państwo?

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

Print Friendly, PDF & Email

7 komentarzy

  1. jacekm 2018-06-19
  2. Mr E 2018-06-19
  3. Zbyszek123 2018-06-19
    • Mr E 2018-06-21
  4. PK 2018-06-20
  5. Zbyszek123 2018-06-20
    • PK 2018-06-21
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com