Jan Hartman: Bronię Urbana

14.10.2018

W prasie pojawiły się jednocześnie dwie aktualne wiadomości na temat Jerzego Urbana. Pierwsza wręcz bulwersująca – otóż po kilkuletnim procesie sędzia Rafał Stępniak z Sądu Rejonowego na Mokotowie skazał Urbana na horrendalną grzywnę 120 tys. zł (trzykrotność tego, co zażądał prokurator) za opublikowanie w 2012 r. w „Nie” wizerunku Jezusa (nawiązującego do ikonografii Najświętszego Serca Jezusa) ze zdziwioną miną.

Nawet jeśli uznać, że twarz Jezusa z Nazaretu jest symbolem religijnym i przedmiotem kultu, to z całą pewnością przekształcenie wizerunku Jezusa w sposób, który nie uwłacza godności uwidocznionej osoby (jakkolwiek sąd twierdzi, że Jezus z „Nie” jest mało inteligentny…), nie jest żadną obrazą ani bluźnierstwem. […]

Zresztą kontekst rysunku bardzo dobrze go uzasadniał. Trudno przypuszczać, by Jezus z Nazaretu (jeśli tylko istniał takowy i faktycznie uważał się za wysłannika Boga), zważywszy na przypisywane mu poglądy, nie zdziwiłby się na wieść, że jego wyznawcy utworzyli imperium o strukturze monarchii absolutnej, z królewską władzą papieży, i to w dodatku imperium prowadzące krwawe wojny i… prześladujące współwyznawców religii wyznawanej przez Jezusa oraz jego współplemieńców, czyli Żydów.

Wolno mieć pogląd przeciwny i z pewnością nie powinno się za to karać, lecz tak samo nie wolno karać nikogo za wyrażenie przypuszczenia, iż hipotetyczny Jezus w hipotetycznej sytuacji powzięcia informacji o Kościele katolickim bardzo by się zdziwił. Ja zresztą tego poglądu akurat nie podzielam – sądzę, że wpadłby w gniew podobny do tego, który okazał w Świątyni, wypędzając z niej kupców. […]

Sąd swoim wyrokiem dał dowód nie tylko kompletnego niezrozumienia przepisu kodeksu karnego (art. 196 kk) mówiącego o obrazie uczuć religijnych, lecz przede wszystkim nieopanowanego fanatyzmu religijnego i serwilizmu politycznego wobec Watykanu i rządzącej Polską partii katolickiej. Wyrok przynosi wstyd polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, który w ostatnim czasie zapisał wszak kilka pięknych kart w swej historii, broniąc niezawisłości sędziowskiej przed zakusami autorytarnego narodowo-katolickiego reżimu.

Drugi powód, dla którego mówi się dziś dużo o Jerzym Urbanie, to jego wypowiedź z wywiadu udzielonego pewnej dziennikarce przed premierą filmu „Kler”. Urban wypowiedział się przeciwko tej odmianie antyklerykalizmu, który dobrze życzy Kościołowi bądź w swej hipokryzji i tchórzostwie za takowy się podaje.

Urban powiedział m.in., że chcąc dla Kościoła jak najgorzej, chciałby też, żeby wszyscy księża okazali się pedofilami. Popełnił błąd i w tym punkcie przyłączam się do krytyków jego wypowiedzi – z pedofilii bowiem nie wolno sobie żartować. Po prostu przez szacunek dla ofiar. Co do meritum zaś, to nie tylko wypada z Urbanem się zgodzić, lecz i podziękować mu, że jako jeden z niewielu upomina się w przestrzeni publicznej o prawo do bycia nie tylko niekatolikiem, lecz antykatolikiem, nie tylko krytykiem Kościoła z pozycji dobrze mu życzących i troszczących się o jego dobro, lecz również krytykiem Kościoła i katolicyzmu po prostu.

Czymś żenującym jest panujący w polskim życiu społecznym dogmat, że wolno krytykować Kościół tylko dla jego dobra, a więc „konstruktywnie”. A niby to dlaczego? […] A czy od ateisty można oczekiwać czegoś poza gniewem i wzgardą, gdy słyszą lekkie tam kościelne aluzyjki, że ateista stoi moralnie niżej niż katolik?

A tak przy okazji, to mój pogląd jest taki, że jeśli ktoś naprawdę wierzy w Boga, bałby się tego Boga, chodząc do Kościoła, który nakazuje oddawać cześć boską człowiekowi i przypisującego Bogu ludzkie cechy, jak osobowość, a nawet uczucia. I mam prawdo do takiego zdania, tak jak inni mają prawo twierdzić, że Bóg jest absolutnie jeden i troisty, absolutnie bezcielesny, lecz przebywający ze swym ciałem w niebie itp. Na to przez pokolenia walczyło się ze sprzysiężonymi siłami feudalizmu i katolicyzmu o wolność słowa i opinii, a także wolność religijną, żeby dziś każdy mógł otwarcie i bezpiecznie być katolikiem lub antykatolikiem. Ale tego najwyraźniej jeszcze Polska nie pojmuje. Może dzięki Urbanowi zacznie pojmować, że katolicyzm nie jest nietykalny i poza krytyką?

Gdyby w stanie wojennym, gdy wraz z milionami Polaków oglądałem Urbana kłamiącego w sprawie Jerzego Popiełuszki w reżimowej telewizji, ktoś powiedział mi, że po latach zostanę jego znajomym, żywiącym do niego sympatię i szacunek, pomyślałbym, że zwariował. Wszak „gdyby Urban nosił turban…” itd. Nie usprawiedliwiam ówczesnych wyborów politycznych Urbana, choć jestem w stanie je zrozumieć i nie mam wątpliwości, że prowadząc pionierską w naszym kraju działalność mającą na celu śledzenie ciężkich nadużyć i demoralizacji kleru oraz informowanie o tym opinii publicznej, z nawiązką odpokutował za swoje dawne kłamstwa.

W długim życiu Jerzego Urbana okres służby dla Jaruzelskiego jest tylko jednym z kilku, a pozostałe – działalność dziennikarska, za którą bywał w PRL szykanowany, oraz wydawanie tygodnika „Nie” – były przecież chwalebne i społecznie pożyteczne. Słusznie powiada Urban w inkryminowanym wywiadzie, że jego pismo „Nie” przygotowało grunt pod „Kler”. Tak, bez Urbana, Palikota i kilku innych bylibyśmy dziś jedynie podnóżkiem Watykanu, a rozbestwienie kleru nie miałoby żadnych ograniczeń i hamulców.[…]

Jeśli ktoś uważa piętnowanie złodziejstwa, korupcji, rozwiązłości, pijaństwa i pedofilii wśród kleru – a tym zajmuje się od wielu lat Jerzy Urban – za niegodziwe, złośliwe, przesadne, agresywne i Bóg wie, jakie jeszcze, to niechaj lepiej uważa, bo jak wybroni się przed zarzutem, że staje się w ten sposób wspólnikiem przestępców i oprawców, a wzgardzicielem ich ofiar?

Jerzy Urban ma wiele na sumieniu i jeszcze większe tytuły do chwały. Wiele kłamał, lecz nie tyle co współcześni politycy wiadomych „opcji”. Przyjęty w Polsce powszechnie zwyczaj opluwania Urbana i brzydzenia się nim brzydzi mnie po stokroć bardziej niż sam Urban ze swoimi kłamstwami z czasów stanu wojennego oraz obscenicznymi dowcipami. W tym odruchu awersji do Urbana nie ma nic poza obłudą i stadnym resentymentem. A kto zna Urbana z jego dorobku dziennikarskiego, a zwłaszcza ten, kto zna go osobiście, w każdym znanym mi przypadku ceni go za inteligencję i talent.

Ja też znam Urbana osobiście i mogę powiedzieć, że jest człowiekiem niezwykle miłym, uprzejmym i skromnym. A więc nie tylko inteligentnym, bo to akurat wiedzą nawet jego zagorzali wrogowie. Swoją drogą cieszę się, że rzecznicy rządów PiS, z pewnością prześcigający Urbana w cynizmie i zakłamaniu, tak bardzo nie dorównują mu intelektem. Z pewnością w takim wypadku byłoby nam trudniej obalić ten reżim. …]

Jan Hartman

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com