Krzysztof Mroziewicz: Być błaznem czy nim nie być…

21.01.2019

Z rolą Hamleta jest tak, jak z profesurą fizyki na uniwersytecie. Jeśli nie otrzyma się jej przed trzydziestką, nie ma po co męczyć siebie i innych.

Adam Hanuszkiewicz grał Hamleta – amanta, Holoubek – intelektualistę, Jan Englert – polityka, Włodzimierz Wysocki – zbuntowanego barda, Gerard Philipe – muszkietera, Gerard Depardieu – chamleta (niech mi komputer nie poprawia!). Krzysztof Szczepaniak wdarł się do tego towarzystwa, jako po trosze każdy z nich, choć wniósł też swój własny rys – filozofa, który udaje kilka odmian błazna. Odważna propozycja.

Hamlet dzieje się na scenie imienia Gustawa Holoubka, gdzie patron grał w roku 1962 rolę szekspirowską we własnej reżyserii, dokonując brawurowego entré po przenosinach z Katowic do Warszawy jako legendarna już wtedy postać nowoczesnego aktorstwa. Źle został przyjęty przez warszawkę. W „Hybrydach” Stefan Friedmann nawiązując do Hamleta i roli Holoubka w westernie „Prawo i pięść” śpiewał:

Żył na Zachodzie nie bardzo Dzikim
Kowboj co Gucio się zowie
Strzelał on zawsze pierwszy od innych
Zawiłą miał fizjonomię […]
Hamlet jedynie stanął okoniem
Nie ulegając panice
Gucio darował jemu przez względy
Na szekspirowska rocznicę.

Holoubek nie uważał tej roli za arcydzieło. Może za bardzo przejął się towarzyską krytyką. W tamtych czasach debiut w Warszawie był trudniejszy od debiutu w „Hamlecie”.

Do szekspirowskiej Teorii Wielkiego Mechanizmu wraca się zwykle jeszcze raz po latach. Czasem wraca aktor, zawsze wraca scena. I zawsze premiera „Hamleta” jest bardzo ważnym wydarzeniem w teatrze. A niekiedy w historii teatru. Tak każde tradycja europejska.

W Ameryce wielkich aktorów ona nie obchodzi. Ani Marlon Brando, ani James Dean nie grali Hamleta, ani Marilyn Monroe, ani Jane Fonda nie grały Ofelii. A wszyscy oni mieli do czynienia z Actors Studio, najsłynniejszą amerykańską szkołą teatralną, w której Lee Strasberg korzystał z metody Bolesławskiego, który z kolei unowocześnił metodę Stanisławskiego. Do Studia Strasberga chodzili także pisarze: Edward Albee, Norman Mailer, Tennessee Williams.

Sam Strasberg Szekspira nie grał (poza epizodem w filmowym Makbecie) ani nie reżyserował. Polskie szkoły teatralne, poza krakowską, zaniedbały pracę nad słowem i dbałością o przekaz. Tekst na scenie istnieje dziś tylko jako pogaducha na korytarzu przed wejściem do studia radiowego, gdzie przekazem zajmuje się mikrofon. Przekaz jest niezmiernie ważny zwłaszcza wtedy, kiedy teatr gra tekst znany całej widowni na pamięć a posługuje się nowym przekładem, z którego widz chciałby wyciągnąć to, co nowe i inne.

  • Być!
  • Albo nie.
  • Być?
  • Odwrotnie:
  • Być?
  • Albo nie.
  • Być!

To be można mówić na sto sposobów. BYĆ albo nie być, być Albo NIE BYĆ, NIEBYĆ, etc…

Kiedy Szczepaniak wchodzi na scenę przed najsłynniejszym monologiem świata i opiera się plecami o ścianę milcząc przez minutę, każdy widz mówi w duchu „Być albo nie być. Oto jest pytanie”.

Nie da się tego inaczej przetłumaczyć. Przekładów całości i fragmentów liczy się na dwie dziesiątki, w tym dwu Kamińskich – Jana Nepomucena i Piotra. Kontekst historyczny nic tu zmienić nie zdoła. Nawet nóż ogrywany nad królową Gertrudą. To tylko reżyseria może to i owo przymierzyć do realiów czasu inscenizacji, choć zawsze będzie to ryzykowne a może i niepotrzebne.

W najlepszym powojennym „Hamlecie” polskim Krzysztof Jasińskiego w Teatrze STU było wszystko aktualne wraz z prestidigitatorskimi pomysłami, z udziałem szczurów i wody jako pełnoprawnych.

We wszystkich spektaklach Hamlet zawsze ubrany jest na czarno, Ofelia zawsze na biało lub na bardzo jasno. Pozostałe postaci rozpięte są między nimi we wszystkich odcieniach bieli i czerni.

W Stratfordzie Ofelię grali chłopcy. Nie można było inaczej. Wajda zagrał Hamleta przez Ofelię. Jasińskiego Hamlet miał dwie Ofelie. Topiły się w prawdziwej wodzie. Ofelia Tadeusza Bradeckiego to pani grająca chłopca, który gra Ofelię. Jest to dzierlatka-wariatka.

Gdyby reżyser chciał zagrać „Hamleta” zapierającego dech w piersiach, prowadziłby próby siedząc nie w drugim rzędzie, a w loży prezydenckiej.

Dlaczego filozof przybiera maskę błazna, skrzeczy jego głosem, udaje kogoś, kim nie jest? Otóż właśnie udawanie kogoś, kim się nie jest, to bardzo dziś na czasie karykatura zachowań przede wszystkim w klasie politycznej, której pewien przedstawiciel zasiadający na premierze słuchał ze sceny informacji, że rzuca mu się perły przed wieprze.

Błazenada ma na celu pokrycie zamiarów i planów Hamleta, który nie może darować swemu stryjowi gestu sprawczego, co doprowadził go do władzy i do alkowy matki księcia. Zachowuje się tak, że czasami widzimy w nim młodzieńca, który planuje zemstę. A dramat zemsty przypomina widzowi, że podobnie jak udawanie kogoś, kim się nie jest, zemsta bywa posługą, która wymierza sprawiedliwość wedle własnego, plemiennego prawa.

Kiedy po spektaklu, granym w dniu żałoby narodowej Adam Ferency mówi w imieniu twórców „Hamleta”, że uczcimy pamięć prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, zapada druga w tym spektaklu minuta ciszy… Paweł Adamowicz był zaprzeczeniem Poloniusza.

Mordercą i to podwójnym jest Klaudiusz, władca, choć ten czy ów chciałby, żeby był nim książę. Widownia „Hamleta” nie przyjmie telewizyjnej interpretacji. Jest przeciwieństwem elity władzy. Na tym polega aktualność Szekspira w teatrze Słobodzianka.

http://teatrdramatyczny.pl/hamlet

Krzysztof Mroziewicz

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com