Andrzej Lewandowski: Antydoping po polsku i… ciąża pirotechniczna

14.05.2019

ECHA WYDARZEŃ

CYTAT: „Jak dowiedział się Sport.pl, Witold Bańka wygrał wtorkowe głosowanie w Montrealu i od stycznia 2020 roku będzie nowym szefem WADA. Kandydatura Witolda Bańki musi jeszcze zostać zatwierdzona przez WADA podczas światowej konferencji antydopingowej w Katowicach w listopadzie 2019 roku, ale po tym, jak właśnie Bańkę wskazali w Montrealu przedstawiciele rządowej części WADA (Agencję utworzyły wspólnie rządy i Międzynarodowy Komitet Olimpijski, szefa wybierają rotacyjnie, tym razem wypada kolej rządów) ta decyzja będzie formalnością”.

Gratulację złożę i ja, gdy tylko będzie kropka nad „i”. Z premierem nie będę się ścigał, a on już publicznie dał brawko…

WADA to bardzo ważna organizacja, ona rządzi w świecie walką z dopingiem, a doping — wiadomo — to jedna z zakał sportu. Tego uprawianego jako zawód i tego młodzieńczego opartego ma aspiracjach oraz… zaufaniu do opiekunów, systemu i czasem też jednak grzeszącego beztroską…

Będzie więc wkrótce sport miał nowego ministra, bo jeśli WADA, to nie ministerstwo. To już ważny znak zapytania. Mam swoje typy (typki — także), ale przed orkiestrę nie wyjdę. Premier zafirmuje personalia, a kolejka… raczej nie jest jednoosobowa…

***

A WADA — wciąż ma co robić. Znów podeprę tezę cytatem:

Sześcioro kazachskich sportowców, którzy zdobyli medale igrzysk, a później stracili je za doping, nie chce oddać krążków — poinformował tamtejszy komitet olimpijski (KOC).

Jest wśród nich sztangistka Swietłana Podobiedowa, która tłumaczy, że złoto zgubiła.

Tożsamość pozostałych Kazachów, którzy nie zwrócili jeszcze krążków, jest nieznana. Wiadomo jedynie, że chodzi o troje innych sztangistów oraz dwoje zapaśników.

Wszyscy to uczestnicy igrzysk w Pekinie w 2008 roku lub w Londynie cztery lata później. Ich próbki przebadano ponownie w 2016.

***

Świat sportu z piłką w miejscu głowy. Europejskie rozgrywki klubowe — Tottenham Hotspur – Liverpool FC w Lidze Mistrzów i Chelsea FC – Arsenal FC w Lidze Europy — tak wygląda zestawienie par finałowych w najważniejszych piłkarskich rozgrywkach klubowych w sezonie 2018/2019. Nigdy wcześniej nie było tak, aby kluby z jednego kraju w tym samym sezonie zagrały w finałach LM i LE.

Fakt — bomba. Prawda, drużyny sławne i mocne, ale takich, które myślały o obrazie jak wyżej, było jeszcze kilka, a może jeszcze więcej. A stało się, jak się stało- wyspiarze górą! Nie piszę- Anglicy, bo to przecież piłka klubowa, a ona dziś połamała granice. Import, eksport, kontrakty w światowym wymiarze. Jedną z gwiazd jest przecież Egipcjanin, który wprawdzie nie grał w decydującym meczu, ale … 

Taka dziś norma jak nasz pan Robert w Bayernie, a pan Krzysztof w Italii… Jest „tylko”, to moje odczucie — wspólny mianownik. Taki import, by „nowi” mogli się wpisać w styl, który charakteryzuje drużynę. Historycznie oraz współcześnie. Na Wyspie tę prawdę wykorzystuje się perfekcyjnie. Reprezentacja- kiedyś wspaniała, dziś „tylko” dobra, ale zespoły klubowe niezmiennie znakomite. Duchem walki do ostatniej minuty, wiarą w swoje siły oraz możliwości, klasą wyszkolenia, stanem przygotowania fizycznego. 

Pouczające były półfinały. Kiedy wydawało się, że rywal ma już awans przypisany, i pewny- przyszedł czas radykalnej zmiany. Przegrywanie wcześniej z wielką Barceloną -0:3 (Messi grający w natchnieniu, gdyby bardzo chciał, jeszcze by strzelił) — i odwrócenie karty w rewanżu — to więcej niż zwycięstwo nad rywalem, to także na swój sposób wygrana z sobą… Ten sam Messi — w pierwszym meczu skóra nad nim pękała od zasobu energii, tu zepchnięty do roli tła…

A drudzy — Ajax miał już w drugim meczu 2:0, więc wydawało się, że problem w tym „ile”, a nie — kto wygra, a tu… Siłą woli i ducha.

Można futbolowi mieć wiele za złe — te przeogromne interesy, kibico-kiboli itp., ale teatr to wciąż wielki. I tyle w nim zaskakujących rozwiązań. 

Na marginesie: Mamy i my w tym rozdziale „ZASKOCZENIA” swój udział. Na poziomie reprezentacji. Przecież dawno temu „za Kazimierza Górskiego” nie mieliśmy prawa przeskoczyć Anglików w eliminacji mistrzostw świata. W Londynie, gdy oni w szkolnym meczu wrzucili silnym Austriakom 7 goli, a jednak, kto pojechał na mistrzostwa? Po medale?

***

Materiały do nauki pro domo sua są wartościowe. Stadiony mamy przepiękne, kluby jakoś ustabilizowane, Puchar Polski organizacyjnie i ceremonialnie odbudowany a poziom grania jeszcze ramom nie może sprostać. Podejrzewam, że żadna z naszych drużyn nie dałaby rady w obrazie po półfinale Ligi Mistrzów… Byśmy mówili o „wypadku przy pracy”, a nie, że trzeba wygrać, gdy się przegrywa… Może kiedyś podobne reguły zawitają i pod nasze strzechy…

No i poziom grania weźmie górę nad racami. O których Zbigniew Boniek tak rzekł:

— Sprawdzamy dokładnie, przy pomocy aparatury sprowadzonej z lotniska, ale jeśli ktoś się uprze i schowa pirotechnikę w miejsce intymne, nie jesteśmy w stanie nic zrobić. I tak zdecydowaną większość rac odebrano na bramach. Służby odebrały kibicom tonę rac. Pirotechnikę przemycały nawet kobiety. Zdarzały się takie, które miały ciążę pirotechniczną — brzuch obwiązany poduszką, w której ukryto race. Jedna z pań w torebce wnosiła race, a gdy ją wyprowadzano, tłumaczyła, że nie wiedziała, iż są niedozwolone. To zabawa w partyzantkę. Dla niektórych kibiców race stają się przedłużeniem męskości”.

***

Dobre słowo o „o lekkiej”. Sztafety miało swoją międzynarodową rewię. Sport indywidualny spleciony w drużynowy. W sprintach się nie powiodło — pałeczka gdzieś posiana, a miało być z ręki do ręki… Znamy ten ból, choćby z olimpijskiej kiedyś porażki w Meksyku, gdzie nasze panie faworyzowano… W sztafecie mieszanej- panowie z paniami – rekord Europy, ale w finale wymuszone programem statystowanie. Za to cztery panie, każda po 400 metrów- pierwsze na mecie. Nawet faworyzowane Amerykanki były bez szansy… Ale nam wyrosła drużyna!

avatar

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com