Rozmowa z Waldemarem Kuczyńskim: Pospolite ruszenie kontra legion w szyku bojowym

29.05.2019

Waldemarem Kuczyńskim
tuż po wyborach do Parlamentu Europejskiego
rozmawia Alina Kwapisz-Kulińska

Waldemar Kuczyński

AKK: Wiem, że wynik wyborów do PE nie był dla pana zaskoczeniem. Jak pan ocenia kampanię wyborczą prowadzoną przez Koalicję Europejską. Czy te wybory mogła wygrać?

WK: – Powiedziałem, że ucieszę się ze zwycięstwa KE, ale bardzo się zdziwię, jeśli PiS wybory przegra. Sztab wyborczy Komorowskiego był fatalny. I oto czytam w „Gazecie Wyborczej”, że obecny był niemal powtórką tamtego. Tego zupełnie nie rozumiem. Nie chcę jednak ulec nastrojowi, któremu ulega wielu komentatorów. Zwycięzca zawsze „ma doskonały PR”, „stronnicze media za sobą” i znakomitą kampanię w terenie, szczególnie wśród prostych ludzi. A przegrany odwrotnie, choćby wybory wcześniej, gdy je wygrał, oceniany był jako mistrz PR i kampanii.

Horyzont ogromnej większości wyborców określają ich i ich rodzin troski oraz potrzeby. Tylko część z nich – niekoniecznie mała, ale część – wykracza w decyzjach obywatelskich poza ten horyzont. Prawo i Sprawiedliwość, jak nikt po roku 1989, wyszło naprzeciw temu co dla ludzi tak ważne, obficie ich obdarowując. Nie było takiej „ekonomicznej heroiny” od wczesnego Gierka. Na dodatek, pierwszy raz od 1989, praktycznie nie ma w Polsce bezrobocia – największej plagi gospodarki rynkowej. Najlepsza nawet kampania nie przeważyłaby nad „rajem”, który zaistniał wraz z PiS-em w ludzkich portfelach i domach. Czy ci ludzie mogliby taką władzę odesłać do rogu? Za co? Jak ten czas „heroiny” się skończy, to inna sprawa. Myślę, że będą duże problemy. I może lepiej, jeśli zmierzy się z nimi ich twórca, zamiast mieć okazję, by odium skutków własnej polityki zrzucić na rząd zwycięskiej opozycji. I tak zdumiewająco wielu powiedziało PiS-owi: nie! Nie zgadzam się z katastroficznymi ocenami porażki KE.

AKK: Czym PiS uwodzi i kogo?

WK: – Częściowo odpowiedź jest wyżej. Dodałbym do tego potrzebę dużej części społeczeństwa utożsamienia się ze wspólnotą, która jest wielka, sięga wieki w przeszłość, jest bohaterska, broniąca się przed dybiącymi na nią, nie pozwalająca sobą pomiatać, z jakoś tak rozumianą wielką Polską i wielkim polskim narodem. Wedle „Kto ty jesteś, Polak mały” Władysława Bełzy. Jest też w tym ludowym patriotyzmie potrzeba przewodnika, który wskaże, dokąd iść, który jest jak ojciec troskliwy, ale i surowy, byle nie za bardzo. I w tę potrzebę Jarosław Kaczyński doskonale trafił, bo myśli o Polsce tak, jak ten patriota z ludu, tyle, że z sobą w roli ojca. To nie ma nic wspólnego z demokracją, sporo z dyktaturą, to zagraża wolności, ale się podoba. I to dużej części Polaków. Wcale nie jesteśmy społeczeństwem tak demokratycznym i wolnościowym, jak o sobie myślimy, jesteśmy tak pół na pół, między wschodem i zachodem. W roku 1990 pani Irena Anders, tak niedaleko od prawdy nas opisała: „Wam nie demokracji trzeba, was trzeba mocno ująć i poprowadzić”. Dwadzieścia pięć lat bałem się, czy aby nie miała racji. I chyba sporo miała.

AKK: Czy ta wygrana PiS-u się wpisuje w nurt widoczny i w innych krajach Europy – zachowawczy obyczajowo, bazujący na sentymencie do państwa narodowego, a zarazem socjalnego, przy tym centralnie sterowanego.

WK: – „Kaczyzm”, nazwijmy obecny reżim w Polsce takim mianem, od jego autora, otóż kaczyzm ma dziś w Europie bliskich sobie, choć niekoniecznie sojuszników. Oni byli od dawna, ale po kryzysach ekonomicznym i uchodźczym wzrośli w siłę, co widać, szczególnie we Francji i we Włoszech. Łączy ich pragnienie rozluźnienia więzi unijnych, czasem podważające sens istnienia Unii, ale dzieli stosunek do Rosji, a także do sposobu dzielenia unijnych pieniędzy. Ci z Zachodu nie są entuzjastami transferów na wschodnią ścianę Unii. Ten w istocie antyunijny nurt nie uzyskał jednak takiej siły, by móc decydować, czego się obawiano. Unia pozostanie pod kontrolą europejskiego centrum: od Zielonych po Chadecję.

AKK: Jak długo może trwać to ludzkie pragnienie do wielkości i czucia się zaopiekowanym? PiS zapewne będzie dalej na tym bazował dokładnie tak samo, jak dotychczas. Czy worek z obietnicami jesienią znowu się rozwiąże? Czy on ma w ogóle dno?

WK: – Pragnienie ludzi by przynależeć do wspólnoty wielkiej i silnej, podobnie, jak pragnienie życia bez niepewności o codzienny byt, to emocje trwałe. Zawsze można na nich zagrać i bywa, że znajduje się grajek wybitny. Niekoniecznie w dobrej sprawie. Jak Jarosław Kaczyński. Mam wrażenie jednak, że PiS dotarł do kresu możliwości dawania ludziom kolejnych prezentów socjalnych, bo każdy z nich, to jednocześnie wydatkowa pozycja budżetu. Jeśli się przesadzi, powstanie sytuacja kryzysowa, która uderzy boleśnie we wszystkich, w tym w obdarowanych, a rykoszetem i we władzę. Jesienią nie da się powtórzyć tego, co zrobiono wiosną. Na pewno jednak od Prezesa będzie powtórzony rozkaz, wydany już do tych wyborów, co minęły: „wszyscy jak jesteście macie nie tylko gryźć trawę, ale macie szukać wszelkich sposobów, pomysłów zrobienia czegoś co najważniejsze, czyli najliczniejsze grupy wyborców przyjmą z zadowoleniem i wdzięcznością. Te mniejsze grupy można pominąć. O skutkach dla przyszłości pamiętajcie, ale nie za bardzo. Musimy wygrać, ZA WSZELKĄ CENĘ!”. Taki będzie przekaz. To jest od początku roku najważniejszy wyznacznik rządzenia Polską. Coś więc pewno znajdą, ale z samego dna.

AKK: Co ma zrobić opozycja antypisowska? Czy musi się wpisywać w festiwal obietnic, innej drogi nie ma?

WK: – Niech wejrzy w siebie, szukając tego, czego chce dla sprawy publicznej. Gdy patrzę z zewnątrz na klasę polityczną, to widzę z jednej strony polityków bardziej europejskich, mniej obróconych w przeszłość, anypisowskich, ale jakby nie chciało im się chcieć czegokolwiek poza odnową własnych posad. Widzę rozlazłe pospolite ruszenie myślące „o żniwach”, a nie o walce. A po drugiej stronie widzę zmobilizowany legion w szyku bojowym, który jeśli sam nie wie, czego chce, to ma dowódcę, który mu to mówi. Nasza strona ze swej natury takim legionem nie będzie nigdy, ale chciałbym, żeby jej bardziej chciało się chcieć. Żeby czuli, że mandat jest im potrzebny, bo muszą coś zrobić dla dobra publicznego. Może jestem niesprawiedliwy, ale nie widzę tego czucia. Widzę stawanie do rywalizacji o dobrą fuchę. To wyborcy łatwo wyczuwają. Żadnych innych recept nie mam, bo jestem za daleko od politycznych kuchni.

Alina Kwapisz-Kulińska

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com