Piłka za bardzo okrągła

24.06.2019

ECHA WYDARZEŃ: Ostatni dotychczas start olimpijski- Barcelona 1992. 8 sierpnia. Finał — Polska – Hiszpania 2:3.

Andrzej Juskowiak — po latach ekspert-komentator, wtedy młodzian mający wystartować do kariery prawdziwie zawodowej w Portugalii. Król strzelców turnieju. Jerzy Brzęczek — po latach szef polskiej kadry, Wojciech Kowalczyk — piekielnie utalentowane — wtedy — choć niesforne dziecię rodzimego futbolu…

Lat przybyło, kilogramów przybyło, głowy posiwiały — z wielkich dni świeżość zachowały tylko wspomnienia…

Byłem, widziałem, pamiętam… Janusz Wójcik — trener-oryginał. Zbigniew Niemczycki (z małym wtedy synkiem), który pięknie zadbał o zaplecze materialne przygotowań… W nastroju – jakże bojowym – mała nutka niepokoju. Przed turniejem „antydoping” coś zasygnalizował; na szczęście turniej był w tym zakresie jak łza… I Nou Camp, jako arena finałowa. Samo granie TAM już było zaszczytem…

Przed kilkoma dniami też był układ Polska — Hiszpania. W mistrzostwach 21-latków. M.in. też ważna gra o olimpijską stawkę. Też w sumie pięć goli, ale… wszystkie w naszej bramce. Podobno dziesięć też się mogło przydarzyć, bo rywal robił, co chciał. Szansę powrotu na arenę olimpijską diabli wzięli… Że premier i tak pochwalił, nie ma znaczenia, liczą się nie gry pijarowe, „wokół”, lecz co na boisku i w tabelach. A wcześniejsze mecze były takie obiecujące. Np. pokonanie Włochów to już wyczyn nadzwyczajny… W Italii się fachmani zapłakali…

Prezes Boniek, jak przystało „z posady”, szuka prostych usprawiedliwień. „Wyczerpały się akumulatory”. Przedwcześnie. Czyli- jednak znów jakiś błąd w sztuce. Albo, co wcześniej obiecujące, było wyczynem ponad stan rzeczywistych możliwości, a łatwo przyjęliśmy TO za jaskółkę powrotu do dawnej reguły? Szkoda. Żeby jeszcze, jak wtedy- w Barcelonie, ale ten grad goli…

Piłki cześć druga, Kłopoty wielkiego Michaela Platiniego. Kto zacz? Młodszym i zapominalskim przypomnę:

Uważany jest za jednego z najlepszych i najbardziej wszechstronnych piłkarzy w historii.

Trzykrotny król strzelców Serie A, król strzelców Mistrzostw Europy w 1984 roku – 9 goli.

Trzykrotny zdobywca Złotej Piłki magazynu France Football (jako pierwszy w historii trzy razy z rzędu).

W reprezentacji Francji rozegrał 72 mecze (49 jako kapitan) i strzelił 41 goli, zdobył mistrzostwo Europy w 1984 roku oraz startował w mistrzostwach Świata 1978 (faza grupowa), 1982 (IV miejsce) i 1986 (III miejsce).

Przez pięć lat występował w Juventusie Turyn (przez 3 lata m.in ze Zbigniewem Bońkiem), z którym w tym czasie zdobył dwa mistrzostwa Włoch, Puchar Włoch, Puchar Mistrzów, Puchar Zdobywców Pucharów i Puchar Interkontynentalny.

Dorzucę do wspomnień, że obaj grali na Heysel (1985), w meczu poprzedzonym awanturą, zawalaniem się części trybun i bilansem dramatycznym — 39 ofiar śmiertelnych i sześcioma setkami rannych… Potem był mecz…

Jedyna bramka padła w 58. minucie spotkania, gdy kilka metrów przed polem karnym przewrócił się Zbigniew Boniek, co nie przeszkodziło sędziemu podyktować rzutu karnego, którego na gola zamienił Platini. Po meczu przepraszał za radość po zdobytym golu, tłumacząc się, że nie wiedział o liczbie ofiar.

Jako działacz futbolowy — też wielkość. Szef UEFA. W regule dyplomatycznej prezydentom równy. Ba, czasem to oni zabiegali o względy… Teraz wielki Platini zeznaje. M.in. w sprawach finansów — wielkie pieniądze, więc i zarzuty nietuzinkowe. Dlaczego mistrzostwa w Katarze? Za ile? Komu? Co z dochodzeń wyniknie — trudno przewidzieć; ewentualny podział przewin- też znakiem zapytania. Może coś, może nic, bo stawka i ryzyko za wielkie.

Ale dzieje się — już — oj, dzieje…

Jeszcze o futbolu. „Mistrz Polski Piast Gliwice trafił najgorzej jak mógł i zmierzy się z BATE Borysów w pierwszej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów…”

Jeśli fachowcy tak oceniają… że najgorzej. To jak by było — najlepiej?

Gorąco! Szpadzistki zdobyły drużynowe mistrzostwo Europy. 26:25 w finale, z Rosjankami. Już wynik opisuje emocje.

W siatkówce — wciąż wysoko i bardzo ciekawie. Mateusz Kusznierewicz, żeglarz utytułowany — mistrzem świata w klasie Star — wespół z Brazylijczykiem. Kolarka, panna Kasia Niewiadoma — jeździ jak szatan, może kształtuje się medal olimpijski?

Z kolarstwa jeszcze coś. Przeczytałem wywiad dociekliwej pani Marii Mazurek z Czesławem Langiem. W dużej części — wspomnieniowy. Urzekł mnie fragment opisu zawierania znajomości kolarzy wcześniej „niby-amatorów” z zawodowcami pełną gębą…

Dopiero tam sobie uzmysłowiłem, na czym polega profesjonalne kolarstwo, ileż jest specjalizacji: jest sprinter, dobry góral, dobry czasowiec, jest człowiek, który potrafi rozprowadzić na finisz i dogonić każdą ucieczkę. Potem, jak dojechał Lech Piasecki, stworzyliśmy taki duet, że Włosi nas nazywali: moto uno, moto due. Każdą ucieczkę potrafiliśmy dogonić, do 70 km/h ten peleton potrafiliśmy rozpędzić. Czasem celowo odpuszczaliśmy te ucieczki, mówiłem: Leszek, nie gońmy, niech sobie jadą, a my poobserwujemy. W mig robiła się panika, tracimy koszulkę lidera. A my wtedy z Piaskiem spokojnie zaczynaliśmy gonić…

— Czyli że nimi trochę manipulowaliście?

Ależ oczywiście, musieliśmy się sprzedać, pokazać swoją moc. A potem, jak się kończył sezon, mieliśmy co najmniej z 10 drużyn, które mówiły: kurczę, nam są potrzebni Polacy, żeby dowieźć Saronniego czy Cipolliniego na finisz. Byliśmy na samej górze rankingu, nie byliśmy niedowartościowanymi pomocnikami w cieniu, nie, nie. Do dziś, jak jadę do Włoch, 20-kilkuletni młodzieńcy podchodzą do mnie i mówią: pan był z Francesco na Giro d’Italia.

Nam są potrzebni Polacy, komplement czytelny, prawda?

avatar

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com