Andrzej Lewandowski: I to trawa, i to trawa…

08.07.2019

ECHA WYDARZEŃ: Obejrzałem ten film kilka razy. I jeszcze obejrzę, a trwa przecież sekundy… Piotr Lisek zapewne oglądał razy tysiąc, i już marzy o… kolejnych. 601 cm — tak wysoko wisiała w Lozannie poprzeczka i tyczkarz ją pokonał. Wszystkie próby do 5,95 udane w pierwszych skokach, już życiówka na stadionie. 6,01 atakowali już tylko z Amerykaninem. Bez powodzenia. Mogli podzielić wygraną — a to Liga Diamentowa — więc pewnie i premie jak się patrzy albo… odbyć dogrywkę. Sportowe dusze — postanowili dalej rywalizować… 

6,01… Już kiedyś było sześć metrów, ale w warunkach halowych, to inna tabela i jednak mniejszy splendor. Teraz rekord Polski jest wyżej, na pułapie zapewne w roku olimpijskim dającym miejsce na podium. Może Panu Piotrowi? Oby!

Widziałem to skupienie. W wyrazie twarzy, w oczach, w każdym geście oraz w każdym centymetrze zapisu zwycięskiej akcji. Skakanie o tyczce, to coś bardzo skomplikowanego, trzeba starać się harmonizować tyle elementów… Wybrać sprzęt, który najlepiej pasuje do warunków- pogody, temperatury w konkretnej godzinie… A potem szybko, sprawnie wykonać rozbieg, by okazać się mistrzem ekwilibrystyki, gdy już przyjdzie po wybiciu się atakować wysokość… Szybkość, zwinność, harmonia, niebywałe przygotowanie atletyczne, Widywałem lata temu, jak tyczkarze wykonywali biegi na rękach, nie na nogach — tak muszą być silni…

Oglądam coś z gatunku „dwa w jednym”. Zapis dwóch eksplozji. Mistrzostwa na skoczni i radości, gdy koncentracja ustąpiła miejsca satysfakcji… Piękny obraz. 

Piotr Lisek — urodzony 16 sierpnia 1992 w Dusznikach; Olimpia Poznań, OSOT Szczecin. Kiedyś biegał przełaje, skakał wzwyż… Trener Marcin Szczepański. Sportowy dorobek już błyszczący medalami, a klasa, trening i wciąż jeszcze młodość niosą i niosą… I ciągła konkurencja — m.in. z Pawłem Wojciechowskim także pcha ku górze…

Pytanie — co i jak dalej, oczywiście zostaje otwarte. Radość z tego, co przyniosła tzw. dyspozycja dnia sama z siebie, nie jest gwarantem. Wyniki „królowej” ściągają na ziemię — konkurencja jest niebywała i „dziś ja”, wcale nie oznacza, że jutro będzie z automatu identyczne. 

W tym samym mityngu — to przykład, że na zimne też trzeba dmuchać — startowały dwie nasze gwiazdy średniego dystansu Lewandowski i Kszczot. Obaj treningowo, bo ponoć są w takiej fazie szkolenia, więc ataków na rekordy nie należało oczekiwać, ale … gdzie im było nie tylko do Kenijczyków (zabrali podium), i błyszczących finiszów… A w takiej kuli znakomity w każdym starcie p. Haratyk. Który coraz bardziej „oswaja” linię 22 metrów, wciąż ma — w układzie światowym kogo gonić… 

Te uwagi nie są defetyzmem, lecz przypomnieniem obrazu. A że NASI dzielnie pędzla do jego malowania używają, brawo im za to…

HUBERT HURKACZ — 22-latek z Wrocławia. Ostatnio- sensacja kortu. 196 cm wzrostu — czyli jak taki zaserwuje… Fan ciężkiej pracy treningowej. W Wimbledonie, stając z 48 pozycji rankingu, sprawił wielki kłopot numerowi jeden — Djokovicowi. To jakby zaczynający pisać pracę licencjacką student chciał się równać z promotorem, profesorem belwederskim… A ON nie tylko chciał, ale dzielnie próbował… A mnie zaimponował nie tym, że mistrza ostro męczył, lecz — że po świetnym pojedynku nie skakał ze szczęścia, lecz mówił, że czując szansę, jednak jej nie wyzyskał… Przed takimi świat wielkiego sportu — otworem…

LEKTURY. Myślałem, że dobrze znam ANDRZEJA STREJLAUA. Jesteśmy przecież z dawna „na ty”… Błąd, nie znałem. Dopiero teraz, po lekturze „ON, Strejlau” Jerzego Chromika więcej wiem i rozumiem.

AUTORA osobiście nie znam, ale teraz już mam o nim dobre zdanie. Nie sporządził tzw. wywiadu-rzeki na zasadzie nagrania iluś godzin wypowiedzi, a potem dorabiania pytań do zapisu, lecz zagrał po partnersku. Prowokując, przypominając, wypominając, polemizując… 

I lektura, choć siłą rzeczy z jądrem historycznym (Strejlau coraz bliżej „80”), jest świeżutka, jak dziś upieczona kajzerka. Domalowuje do obrazów chętnie przypominanych jako sztandarowe, bez zmazy i skazy, nowe półcienie; chwilami cienie bardzo ostro zarysowane. Bo Strejlau — praktyk i teoretyk-pedagog jest (jak zawsze był, i — jak zostanie) człowiek pasji sportowej z piłką w roli najgłówniejszej osobą pryncypialną. Kocha futbol jak zasady czystej gry. I gdy widzi, że drugie nawala, to się burzy i ze złem walczy. 

Taka natura. Godna podkreślenia i właśnie utrwalenia w opowieści. W której m.in. jest jak to Strejlau, abstynent zawołany (w świecie, który poznałem jako „mało abstynencki”) np. dbał, by każdy bliźni-znajomy, gdy się „znalazł za bardzo pod wpływem”, bezpiecznie dotarł do domu i poszedł spać… 

O grze czystej, średnio czystej i nieczystej jest tam wiele, i z podejściem jednoznacznym- na korzyść zgodności z deklaracjami i fair play. Włącznie z barwną szczegółami opowieścią o „bardzo szorstkiej współpracy” Strejlau — Gmoch i… wspaniałej umiejętności Kazimierza Górskiego, który potrafił wodę na miecze i oliwę na wzburzone fale polewać… Co odnotowuję, biorąc raczej stronę imiennika… A zadra siedzi po dziś i uwiera…

Spuentuję mini recenzję cytatem — „z Górskiego”, o którym Strejlau mówi dużo i tak dobrze, jakby syn mówił o tacie… Coś z gatunku „chichotek”, jak to Pan Kazimierz (Feliks Stamm podobnie) lubił oraz stosował tzw. dowcip sytuacyjny:

Kazio był podobno trochę zdenerwowany i zaczął odprawę tak:

— Jak już wyjdziecie na ten Wimbledon, to…

A Robert Gadocha:

— Chyba Wembley, trenerze…

— Kolego, co za różnica. I to trawa, i to trawa…

avatar

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com