Przemysław L. Lis: Wybitnie skazitelny charakter wiceministra Piebiaka

20.08.2019

na zdj. wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak

Wiceminister sprawiedliwości i prawa ręka Zbigniewa Ziobry stoi za zorganizowanym hejtem wobec sędziów, którzy sprzeciwiają się wdrażanym przez PiS zmianom w wymiarze sprawiedliwości. Onet ustalił, że wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak aranżował i kontrolował akcję, która miała skompromitować szefa największego sędziowskiego Stowarzyszenia „Iustitia”. 

Onet

Sprawa, która ujrzała światło dzienne jest szokująca. Oczywiście od dawna podejrzewano, że stoi za nią ktoś „z wewnątrz”, gdyż w obiegu znalazły się dokumenty, które nie są upubliczniane i do których dostęp mają jedynie osoby wtajemniczone. Atak na szereg sędziów (około 20 osób), w tym na sędziego prof. Krystiana Markiewicza, wskazuje, że sprawcą kierowniczym lub polecającym w rozumieniu prawa karnego, był nie kto inny, jak wiceminister sprawiedliwości, Łukasz Piebiak.

Na tym etapie ujawnionych publicznie wiadomości prawdopodobieństwo to graniczy z pewnością, aczkolwiek na osąd kategoryczny i ostateczny należy jeszcze zaczekać. Wydaje się jednak, że pewne uwagi już na tym etapie znajdują swoje uprawomocnienie. Stąd też pozwalam sobie podzielić się nimi z Państwem.

Po pierwsze metody, jakimi się posłużono przypominają standardy stalinowskie. Jest to ohydne moralnie, obrzydliwe, prostackie i prymitywne działanie, ukierunkowane bezpośrednio na wyrządzenie krzywdy moralnej jednostce, a może i szkody materialnej. Jest to bez cienia wątpliwości rażące naruszenie dóbr osobistych, próba skłócenia z pozostałą częścią środowiska sędziowskiego, spreparowanie i wyreżyserowanie sprawy tak, aby jej siła rażenia była jak największa. I kto rzekomo stoi za tym wszystkim? Nie jakiś wsiowy głupek, nie ktoś niezrównoważony psychicznie, ale wiceminister sprawiedliwości! To przyprawia o dreszcze. 

Obecne czasy przynoszą nam smutną rzeczywistość, w której za uchybienie dyscyplinarne uważa się np. wystąpienie sędziego na jakimś festiwalu, gdzie w ramach swobodnego wykładu, w sposób przystępny objaśnia on zainteresowanej młodzieży kwestie konstytucyjne czy prawne w ogóle. Wzywa się przed oblicze rzecznika dyscyplinarnego sędziego, który wydał kalendarz z własnymi, bardzo zabawnymi i świetnymi rysunkami. Sędzię, która w ocenie prezesa sądu miała zbyt krótką spódnicę odsłaniającą kolana, straszy się postępowaniem dyscyplinarnym.

To jest terror, a nie prawo.

A tymczasem wiceminister jest reżyserem sprawy nie tylko obyczajowo odrażającej, ale i kryminalnej. Bo przecież to, co się stało ma swoją kwalifikację w przepisach kodeksu karnego (zniesławienie, przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, i inne) oraz w przepisach karnych RODO. Co za hipokryzja!

\Od sędziego wymaga się nieskazitelności charakteru, to zrozumiałe. Pan sędzia Markiewicz z całą pewnością takim przymiotem charakteru może się legitymować. Lecz czy minister i wiceminister sprawiedliwości są zwolnieni z przyzwoitości? Nie, żadną miarą. Śmiem twierdzić wręcz, że na zasadzie wnioskowania „a fortiori” minister i wiceminister tym bardziej zobowiązani są do zachowania najwyższych standardów etycznych. Zresztą wiceminister Piebiak jest przecież sędzią, czasowo jedynie w delegacji do Ministerstwa Sprawiedliwości.

W orzecznictwie sądowym od czasów jeszcze przedwojennych słusznie twierdzi się, że skazę na nieskazitelnym charakterze należy rozumieć, jako to wszystko, co „przynosi komuś wstyd, wadę charakteru, przywarę lub niechlubny postępek”. Wymóg posiadania nieskazitelnego charakteru to coś więcej, aniżeli wymóg posiadania nieposzlakowanej opinii.

Innymi słowy, nieskazitelny charakter, którego mamy sobie życzyć od wiceministra Piebiaka, to forma doskonalsza, zawierająca w swoim zbiorze także nieposzlakowaną opinię.

Z kolei w wyniku działań wiceministra sędzia Markiewicz mógł z całą pewnością utracić nieposzlakowaną opinię, mimo zachowania nieskazitelności charakteru. Można sobie przecież wyobrazić sytuację, w której dana osoba, w rzeczywistości posiadająca nieskazitelny charakter, nie cieszy się nieposzlakowaną opinią, na przykład na skutek pomówień, stawiania jej publicznie nieprawdziwych zarzutów, które powodują, że do czasu ich wyjaśnienia, w opinii publicznej, dana osoba nie jest uznawana za osobę bez skazy. Do takiego właśnie skutku zmierzały działania wiceministra Piebiaka. Było to zatem co najmniej usiłowanie, choć w wypadku zniesławienia trzeba pamiętać, że jest to przestępstwo bezskutkowe, dla którego bytu nie jest wymagane wystąpienie określonych skutków, a jedynie możliwość ich wystąpienia. 

Pomijam tu kwestię prawną całego zdarzenia, bo o tym można by napisać całkiem niezły doktorat. Mam nadzieję, że jeśli dane dotyczące ministra się potwierdzą, nie uniknie on odpowiedzialności cywilnej i karnej, zaś pan sędzia Markiewicz nie pozwoli sobie na bezczelne i podłe preparowanie spisków wobec jego osoby.

Jedynie na marginesie należy wspomnieć, że Łukasz Piebiak, sędzia delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości, ma na swoim koncie wyrok dyscyplinarny. Pierwotnie ciążyło na nim pięć zarzutów dyscyplinarnych, ostatecznie sąd uznał go za winnego w dwóch sprawach. Prawomocny wyrok dyscyplinarny zapadł jesienią 2015 r. już po wyborach parlamentarnych. 

Trudno także pisać o gruncie moralno-etycznym całej sprawy, gdyż doświadczenie uczy, iż dla większości dygnitarzy obozu rządzącego kwestie te są co najmniej mało istotne. Z całą pewnością metodologia działań min. Piebiaka przypomina jako żywo modus operandi aparatu Rosji Sowieckiej.

Kwestią interesującą jest pytanie: czy zachowanie wiceministra było zdarzeniem incydentalnym, czy też wynika ono z utrwalonego, spaczonego moralnie jego charakteru? Prof. Zoll słusznie twierdził, że nie jest właściwe mówić: „okazja czyni złodzieja”. Sugerował nam zawsze, aby raczej formułować to znane przysłowie w taki oto sposób: „Okazja nie czyni złodzieja, okazja go tylko ujawnia”.

Ujawnia go, gdyż złodziej „siedział” w jego psychice od zawsze, a jedynie pewna okoliczność dała bodziec do ujawnienia się, uzewnętrznienia, skłonności do kradzieży. Sądzę, że tu było dokładnie tak samo. Podły charakter, istniejący od dawna, znalazł swoje uzewnętrznienie w stosownej chwili. Nie było to zatem działanie afektywne, pod wpływem doraźnej emocji, przymusu, groźby karalnej czy bezprawnej, a był to czyn zaplanowany, przemyślany i wynikający ze zboczonej osobowości moralnej. 

Życzę panu wiceministrowi, poza sankcjami karnymi i odpowiedzialnością cywilną oraz krytycznym osądem społeczeństwa, aby stając przed lustrem ujrzał w swoim własnym odbiciu człowieka podłego, działającego w myśl zasady „cel uświęca wszelkie środki”. Niech ujrzy osobnika działającego w myśl starej łacińskiej zasady: „Calumniare audacter, semper aliquid haeret” (Obmawiaj śmiało, zawsze coś przylgnie do obmawianego). 

Uważam, że obrzydliwe zachowanie wiceministra Piebiaka wynika także ze zwykłej zazdrości, albowiem człowiek ten w zasadzie niczego wielkiego nie osiągnął, a jeśli nawet, to bez specjalnego trudu. Kończę zatem słowami Himmelsteina:

Zazdrosny podobny jest do sępa, który leci ponad najpiękniejszymi łąkami, a spuszcza się na cuchnące ścierwo. Zazdrosnemu źle by było w niebie, bo widok szczęścia i prawości innych sprawiłby mu wielką boleść. W piekle zaś będzie mu dobrze, bo będzie się cieszył widokiem męki drugich.

avatar


Przemysław Leszek Lis

Prawnik, publicysta


Urodził się w Rzeszowie w roku 1980. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, specjalizując się w dziedzinie prawa karnego materialnego i procesowego. Odbył także studia z zakresu psychiatrii sądowej i seksuologii sądowej na Faculté de Droit at Université Jean Moulin Lyon 3 w Lyonie (Francja). Od roku 2014 jest członkiem honorowym Association Internationale De Droit Pénal — Paris (Międzynarodowe Towarzystwo Prawa Karnego w Paryżu). Obecnie jest studentem studiów doktoranckich III stopnia (prawo karne) na WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa w Rzeszowie.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com