Państwo emocjonalne

Zdanie odrębne

31.08.2019

Hegel – wielki niemiecki filozof – uważał, że państwo to przejaw ludzkiej racjonalności. Wprawdzie historia tego za często nie potwierdza: wszak w życiu państw przeważa emocjonalność, to jednak od czasu do czasu w polityce, ekonomii, czy w życiu społecznym przebija się rozumność; niekiedy nawet ma ostatnie słowo. Tak się dzieje wszędzie, ale nie w Polsce, gdzie od czterech lat dominują emocje – głównie negatywne, uruchomione przez partię, której biblijna nazwa, przywołująca dwa pojęcia stricte jurydyczne, powinna wprowadzać do życia publicznego pierwiastek racjonalny.

W polityce wewnętrznej i zagranicznej do głosu doszedł resentyment, czyli „zjawisko tworzenia iluzorycznych wartości oraz ocen moralnych jako rekompensata własnych niemocy i ograniczeń” (Wikipedia). Uruchomiła go partia kiedyś opozycyjna, która przegrywając wybory przez kilka lat z rzędu, postanowiła odwołać się do złych emocji: pogardy, upokorzenia, wykluczenia i czego tam jeszcze, jakim rzekomo poddawani byli Polacy, którym należało się inne państwo – przyjazne, opiekuńcze, a przede wszystkim własne. Dotychczasowe bowiem okazało się obce – niemiecko-rosyjskie kondominium; nie polskie, ale zaledwie polskojęzyczne… Równolegle Kościół (czyli Rydzyk) wmawiał ludziom, że Polska „jest w stanie likwidacji i eksterminacji”… Potem już wszystko poszło ‘z górki’…

Zarówno wybory prezydenckie, jak i parlamentarne stały pod znakiem nienawiści – jednego z najmocniejszych uczuć negatywnych. To jego wyrazem były hasła: „prezydent – strażnik żyrandola”, „Polska w ruinie”, „złodziejskie elity”, skradzione „300 miliardów”, „nadzwyczajna kasta”, czyli zdemoralizowani sędziowie, „nieudolni politycy”, cyniczni niepełnosprawni i ich opiekunowie, roszczeniowi nauczyciele… Nienawiść dotknęła nawet fachowców znanej w świecie hodowli konia arabskiego. Kiedy już przyniosła pożądany skutek w postaci przejęcia i umocnienia się nowej władzy, skierowana została na: „komunistów i złodziei”, uchodźców, emigrantów, pasożyty i insekty, ofiary wojny i suszy, a w kolejności na „elity liberalno-lewackie”, wreszcie na ludzi ze środowisk LGBT.

Resentyment stał się podstawowym instrumentem rządów „dobrej zmiany”, „polityków o czystych rękach”, „wstających z kolan”, wrażliwych społecznie, posiadających nadzwyczajne „kwalifikacje moralne”… Ich najważniejszą legitymacją jest ‘wiara w Boga i patriotyzm’, objawiające się zbiorowym uczestnictwem w mszach, gremialnym przyjmowaniem komunii, a następnie szczuciem, judzeniem, pomawianiem oraz celebracjami rocznic „żołnierzy wyklętych”, czy brygady świętokrzyskiej…

Od początku transformacji ustrojowej nienawistny przekaz emocjonalny szedł z samej góry. Jego źródłem (albo krynicą) był i pozostaje nasz rodzimy Bonaparte, który jest zarazem ojcem wszelkiego hejtu (hate – to po angielsku nienawiść, wrogość), rozpisanego na poszczególne ministerstwa, agendy rządowe, posłów i senatorów. Od niego wszystko się zaczęło (‘staliście tam, gdzie ZOMO, zabiliście mi brata, jesteście kanalie, zdradzieckie mordy, precz od naszych dzieci’). „Ojciec Wergiliusz uczył dzieci swoje…” – jak mówi stara, dziecinna piosenka, która kończy się słowami: „Hejże dzieci, hejże ha […], róbcie wszystko, co i ja”… I dzieci robią to z ochotą i bezmyślnością, uzasadniając stare porzekadło: ‘ryba psuje się od głowy’…

Grając nienawiścią, ‘szary poseł’ – ‘bez żadnego trybu’ wypędził z polskiej polityki namysł i refleksję, czyniąc z niej sferę ścierania się niskich emocji, podbudowaną ogromnymi transferami pieniędzy. W ten sposób dorobiliśmy się własnych – chleba (panis) i igrzysk (circenses). Ludziom się to podoba, bo jak się jest sytym, trzeba gdzieś wyładować złe emocje; nie wymaga to żadnego wysiłku ani przygotowania, wszak taka jest skłonność ludzkiej natury…

Uruchamiając swój emocjonalny arsenał, władza znalazła sprzymierzeńca w polskim Kościele, który w znacznie trudniejszych sytuacjach potrafił się zachowywać przyzwoicie, racjonalnie, w sposób wyważony i tonujący. Ale to już zamierzchła przeszłość, Kościół bowiem, nie bacząc, że już ma w swoim ręku ‘rząd dusz’, zapragnął ‘rządu ciał’ (albo nad ciałami). To, co w nawiasie nabiera nieoczekiwanego znaczenia w kontekście afery pedofilskiej, w jaką uwikłana jest ta instytucja…

Kościół, zapominając, że jest depozytariuszem przesłania miłości, uruchomił przesłanie nienawiści, którego symbolicznym wyrazem – przed wyborami w 2015 roku – było wprowadzenie po każdej mszy modlitwy do Michała-Archanioła, aby ten swoją mocą „szatana i inne złe duchy” (czytaj: Platformę Obywatelską) strącił do piekła. Co też rychło się stało… Mimo to modlitwa obowiązuje nadal. Nienawiść Kościoła do wszystkiego, co nie podoba się władzy świeckiej, w ciągu ostatnich lat przybierała rozmaite formy; bo też rozmaite były przedmioty tego uczucia – ostatnio ludzie o odmiennej orientacji seksualnej… Do złych emocji odwołuje się większość biskupów, proboszczów i zwykłych księży. U pierwszych mają one zwykle formę mowy mędrca Ezopa, choć potrafią też uruchomić „czerwoną zarazę”… Ci drudzy ‘walą’ wprost, nie przebierając w słowach – bo tylko w ten sposób można dać wyraz emocjom negatywnym.

Kiedy druga strona politycznego sporu próbuje rzecz sprowadzić do żartu, happeningu, czy kpiny – jest to natychmiast traktowane jako ‘obraza uczuć religijnych’. Co dowodzi, że wiara Polaków zbudowana jest wyłącznie na emocjach, a pierwiastek racjonalny został zepchnięty do narożnika i nie ma szans się stamtąd wydostać. Powoli ewoluujemy w kierunku państwa, które będzie chronić taki kształt religijności, jaki jest jej potrzebny, a tej ochronie nada wymiar prawny. W razie wątpliwości polecam wypowiedź jednego z najmocniejszych ministrów w obecnym rządzie, który po objęciu urzędu powiedział: „jeśli ktoś w sposób świadomy obraża uczucia religijne innych osób […] musi liczyć się z reakcją państwa”.

Można więc obrażać: „zdrowy rozsądek”, „zasady logiki”, „poczucie prawa” tudzież przyzwoitości, dobrego smaku i wychowania, miary i proporcji… Nie wolno obrażać uczuć, czyli emocji religijnych! Jednak można nimi do woli manipulować, wykorzystywać do celów politycznych, bezczelnej propagandy, do manipulacji, a nawet hejtu… Nie grozi za to żadna kara i tu państwo jest tolerancyjne.

Dawno temu jeden z polskich królów wsławił się powiedzeniem: „nie jestem królem waszych sumień”, co było wyrazem religijnej tolerancji i dojrzałości politycznej. Jaką ewolucję musiał przejść polski katolicyzm, w którym sumienie zostało wyparte przez uczucia, w dodatku strzeżone przez państwo?

J S

PS. Wyrazem kurtuazji dyplomatycznej tudzież politycznego wyczucia, opartych na złych emocjach, było zaproszenie „pana” Tuska na uroczystości z okazji 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej. A przecież na zaproszeniu można było napisać „Herr”, a nie „pan”. Czemu się tu dziwić?

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com