Przemysław Leszek Lis: Wysoki sądzie, dowód osobisty, proszę!

24.10.2019

Przed gmach Sądu Okręgowego w Poznaniu na sygnale przyjechał radiowóz, policjanci wkroczyli na jedną z sal rozpraw (gdy sąd prowadził już kolejną rozprawę) i zażądali… dowodu osobistego od sędzi. Sędzia Beata Woźniak we wtorek (22 października) oddaliła apelację Marka M.

Mężczyzna podczas ogłaszania wyroku zaczął krzyczeć, po czym opuścił salę rozpraw. Po chwili zadzwonił na pobliski komisariat i wezwał patrol w związku z rzekomą awanturą w sądzie. Dyżurny nie powiadomił obecnej na miejscu policji sądowej, ale wysłał swoich funkcjonariuszy. Ci wkroczyli na salę rozpraw i zażądali dowodu osobistego od zdumionej sędzi Woźniak. Ta odmówiła.

Wiadomość o tym zajściu jest wprost szokująca. Nie dlatego, że policja zażądała dowodu tożsamości nie od pani Beaty Woźniak, ale od Sądu, co stanowi elementarną różnicę. Wielu jej nie dostrzega, a jednak osoba prywatna, a ta sama osoba wcielająca się w rolę organu procesowego to całkowicie różne dwie rzeczywistości. Pani Beata Woźniak jako sędzia sądu powszechnego, prowadząc przewód sądowy, traci swoją – o ile tak można się wyrazić – tożsamość osobistą, a uzyskuje pozycję reprezentanta wymiaru sprawiedliwości. Dlatego do kierującego przewodem sądowym nikt nie zwróci się: „Pani Basiu, chciałem powiedzieć, że …”, ale zawsze: „Wysoki Sądzie” lub „Proszę Sądu”.

Trudno zaś legitymować organ wymiaru sprawiedliwości, jakim jest sąd. Sąd nie posiada bowiem dowodu osobistego ani żadnego osobistego dokumentu pozwalającego stwierdzić jego tożsamość. W sprawie Marka M. – z którego zawiadomienia całe zajście się dokonało – pani sędzia Beata Woźniak ani przez moment nie występowała jako osoba prywatna, ale zawsze jako sąd. Stąd też należy podkreślić, że legitymowanie sądu jest pozbawione nie tylko podstawy prawnej, ale nadto stoi w opozycji do reguł poprawnego rozumowania.

Słusznie w tej materii pisze prof. Stanisław Waltoś, wybitny polski procesualista karny z UJ w Krakowie: „Sędzia znika za togą, wkładając ją, objawia się jako sąd wszystkim dookoła. Znika jego prywatność, staje się kimś innym, wyjętym z szarzyzny życia. Toga przykrywa wymyślne kreacje pani sędzi albo byle jakie wdzianko narzucone na siebie lub szare, niewyprasowane ubranie sędziego, nawet tego, który zostawił krawat w szafie” (S. Waltoś, Teatr w sądzie, s. 198).

Zatem co do sędziego, gdyby jego „pozycja sprowadzała się tylko do pewnej współczesnej roli, sędzia mógłby na posiedzenie Trybunału przychodzić w szarym garniturze, zamiast nakładać czarną togę. Otóż jeżeli prawo ma posiadać autorytet wykraczający poza zwykły przymus, władza sędziowska musi być zrytualizowana i zmitologizowana” (J. Campbel, Potęga mitu, s. 9).

Kodeks postępowania karnegoUstawa – prawo o ustroju sądów powszechnych w wielu miejscach odnoszą się do regulacji związanych z tzw. powagą sądu, której zakłócanie jest zawsze czymś niedopuszczalnym. Kodeks postępowania karnego nakłada na sędziego obowiązek zapewnienia poprawnego przebiegu procesu, utrzymania na sali spokoju i porządku (art. 372 kpk). Utrzymaniu na sali sądowej spokoju i porządku służy tzw. policja sesyjna (policja nie w rozumieniu umundurowanych osób, ale w sensie politia z łac. – zarządzanie, reżim).

Zachowanie funkcjonariuszy policji, chcących legitymować przewodniczącego rozprawie sędziego, z całą pewnością naruszyło powagę, spokój i porządek czynności sądowych. Sąd w tej konkretnej sprawie odmówił – oczywiście słusznie – okazania dowodu tożsamości. W mojej ocenie jednak mógł zrobić coś więcej, a że tego nie uczynił podyktowane było zapewne swoistym szokiem spowodowanym absolutnie bezprecedensową sytuacją. Nigdzie nie czytałem ani nie słyszałem, by w czasach najbardziej rozpalonego socjalizmu umundurowani funkcjonariusze odważyli się legitymować sąd w czasie przewodu sądowego. Myślę, że nawet tego typu pomysły nie gościły w głowach ówczesnych stróżów prawa. Jak napisałem, reakcją przewodniczącej składu była odmowa okazania dowodu osobistego. Stwierdziłem także, że wtargnięcie funkcjonariuszy policji na forum rozprawy stanowiło z całą pewnością czynność bezzasadną, urągającą powadze sądu i oczywiście zakłócającą spokój i porządek czynności procesowych.

Te konkluzje pozwalają sądowi na wdrożenie prawem przewidzianych instrumentów represyjnych przewidzianych w Ustawie – prawo o urzędowaniu sądów powszechnych.

I tak art. 49 par. 1 ww. ustawy stanowi, że w razie naruszenia powagi, spokoju lub porządku czynności sądowych albo ubliżenia sądowi […] sąd może ukarać winnego karą porządkową grzywny do wysokości 3000 zł lub karą pozbawienia wolności do 14 dni. Zgodnie z wyrażoną w doktrynie tezą, kary powyższe nie dotyczą wyłącznie stron postępowania czy publiczności, ale każdego, kto swoim zachowaniem narusza powagę, spokój lub porządek czynności sądowych, albo ubliża sądowi (z wyjątkiem kilku przypadków wyrażonych w samej ustawie; do wyjątków tych nie zaliczają się jednak funkcjonariusze policji). Zgodnie z art. 50 par. 1 Ustawy – prawo o ustroju sądów powszechnych postanowienie o ukaraniu karą porządkową jest wykonalne natychmiastowo. W tej omawianej sytuacji sąd wykazał daleko idącą powściągliwość spowodowaną — jak wskazałem — pewnego rodzaju osłupieniem lub względami humanitaryzmu, czyli mówiąc prosto: zwykłą przyzwoitością. A przecież mając ku temu ewidentną podstawę prawną, sąd mógł zastosować karę porządkową nawet w postaci aresztu.

Intersująca byłaby sytuacja, gdyby sąd postanowił ukarać nadgorliwych funkcjonariuszy karą np. 7 dni pozbawienia wolności (nie bądźmy bezwzględni, nie żądajmy 14 dni, które przecież dopuszcza ustawa).

Ponieważ, jak wskazałem wyżej, kara porządkowa jest wykonalna natychmiast, dlatego też przewodniczący, przed którym na stole sędziowskim zawsze usytuowany jest telefon, mógłby wezwać policję sądową do konkretnej sali, nakazać użyć środka obezwładniającego w postaci kajdanek wobec funkcjonariuszy i doprowadzenie ich do aresztu. Jest to scenariusz dość trudny do wyobrażenia, ale w pełni legalny, a praktyce procesowej niezmiernie prosty. I tak funkcjonariusze, którzy na salę sądową weszli z poczuciem jakiejś kosmicznej wręcz misji, opuszczaliby ją w niezbyt komfortowej wizualnie sytuacji (skuci kajdankami i prowadzeni do radiowozu celem doprowadzenia do aresztu). Sąd miał pełne prawo do takiego posunięcia, tak jak pełne prawo do złożenia zażalenia na takie postanowienie sądu mieliby ukarani porządkowo funkcjonariusze. Zażalenie jednak co do zasady nie wstrzymuje wykonania kary porządkowej.

Sądzę, że w tej sprawie należało tak właśnie postąpić, choćby dlatego, aby podobne, skandaliczne sytuacje nie zdarzały się w przyszłości. Forum procesowe nie może być traktowane jak cyrk, tym bardziej przez funkcjonariuszy organów ścigania — osób, których fundamentalnym zadaniem jest respekt dla prawa, poczucie taktu w czynnościach i pewien specjalny rodzaj zmysłu czy intuicji, mówiących co wypada, co trzeba, co konieczne, a co nie wymaga żadnej interwencji. Czy od dziś policja spełniać będzie zachcianki nieusatysfakcjonowanej wyrokiem strony i na jej życzenie legitymować sąd w czasie rozprawy? Brzmi to, jak absurd, a jednak właśnie się zdarzyło.

Pani sędzi gratuluję opanowania i taktu, choć przyznać muszę, że żałuję nieco, iż tak aktywnych stróżów prawa nie spotkała sankcja, o jakiej piszę wyżej. Warto byłoby, aby wszystkim policjantom przypomnieć, że sąd, a sędzia X.X., to absolutnie nie to samo.

avatar


Przemysław Leszek Lis

Prawnik, publicysta


Urodził się w Rzeszowie w roku 1980. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, specjalizując się w dziedzinie prawa karnego materialnego i procesowego. Odbył także studia z zakresu psychiatrii sądowej i seksuologii sądowej na Faculté de Droit at Université Jean Moulin Lyon 3 w Lyonie (Francja). Od roku 2014 jest członkiem honorowym Association Internationale De Droit Pénal — Paris (Międzynarodowe Towarzystwo Prawa Karnego w Paryżu). Obecnie jest studentem studiów doktoranckich III stopnia (prawo karne) na WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa w Rzeszowie.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com