Stefan Bratkowski: Krótki kurs (prawdziwej) historii związków zawodowych i socjalizmu

Wszyscy jesteśmy socjalistami – z czego wziął się socjalizm

Podczas Wiosny Ludów, w roku 1848, po robotniczym powstaniu paryskim, stanął przed sądem republiki Pierre Proudhon (zdj.obok), cudowny utopista, który chciał zastąpić państwo federacją gmin wytwórców, a pieniądz, główne, jego zdaniem, źródło zła – bonami wymiany. Podczas przesłuchania przewodniczący trybunału prosił Proudhona, przeciwnego walce politycznej robotników, by sprecyzował, co to jest „socjalizm”. Proudhon odparł bez chwili wahania:

– Wszelkie dążenie do poprawy doli społeczeństwa.

– W takim razie – rzekł sędzia – wszyscy jesteśmy socjalistami.

– Tak to właśnie rozumiem – kiwnął głową Proudhon.

I to nie była wcale definicja zbyt szeroka. Pojęcie „socjalizmu” nie wzięło się z żadnego programu politycznego, ani z „socjalizmu naukowego” Marksa i Engelsa. Słowo „socjalizm” poszło – od question sociale, angielskiej social question, „kwestii socjalnej”, czyli społecznej. Dlatego też „socjalistami” zaczęto nazywać ludzi z warstw wyższych, przejętych „kwestią społeczną”, losem biedoty, żyjącej w nędzy. „Socjalistów utopijnych” żadnych nie było, wymyślił ich dopiero marksizm. Z nich wielki Saint-Simon, „industrialista”, zmarł, zanim pojawił się problem. Fourier nie znał samego terminu „socjalizm”; ojciec bardzo praktycznego w gospodarce rynkowej, wcześniejszego „furieryzmu”, programu reform, chciał uczynić pracownika „współkapitalistą”. „Socjalistą” nazywał siebie – jako zaangażowany w kwestię „socjalną” – tylko Robert Owen. Jego zwolenników nazywano „owenistami” – on sam zakładał rzeczywiście utopijne kolonie w Ameryce. Ale dokonał przełomowych reform w prowadzeniu swego przedsiębiorstwa w New Lanark w Szkocji. Utopistami okazali się Marks i Engels.

Co tych pierwotnych, autentycznych „socjalistów” motywowało?

To, co demaskował Cobbett – nędza ludzka i straszne stosunki w świecie kapitalistycznych początków. Przemysł nie obdarował szczęściem pierwszych swoich robotników. Ojciec ekonomii politycznej, Adam Smith, uwaga!, domagał się wyższych płac dla robotników i prawa ich do zrzeszania się – czego im zakazano. Obowiązywał 14-, 16-, a nawet 17-godzinny dzień pracy. Bez niedziel, ani świąt. Dwie zmiany 12-godzinnne, dzienna i nocna, dały pewną ulgę, ale ci, co kończyli dwa tygodnie pracy nocnej, w dniu przejścia do dwóch tygodni pracy dziennej musieli pracować 24 godziny bez przerwy! I tak co pół miesiąca. Chłopaczki ośmioletnie, a nawet sześcioletnie, pracowały tysiącami w przędzalniach jako „szpulkarze”, zbierając z podłóg odrzucone szpulki, i w kopalniach jako trappers przy otwieraniu drzwi dla przejazdu wagoników z węglem; trappers zjeżdżali na dół w nocy i wyjeżdżali na górę po zmroku, nie oglądając światła dziennego. Pracowali w szwajcarskim Zurychu – w roku 1813 – po 15 i pół godziny, w Anglii 16 godzin, pod strażą nadzorców, których batogi zaliczano nieraz w inwentarzu fabrycznym do „narzędzi pracy”. Rządcy angielskich „domów ubogich” wypożyczali fabrykantom dzieci. Żeby nie uciekły, na wszelki wypadek zakuwano je w kajdanki. Samobójstwa chłopców i dziewczynek szły w setki, rzadko te dzieci dożywały nawet dwudziestu lat, zżerały je nagminne zapalenia płuc, pylica i gruźlica.

Nowe miasta fabryczne ziały koszmarem, po kilka osób gnieździło się na paru metrach kwadratowych, wynajmowano „miejsca w łóżku” na czas, kiedy właściciel szedł do pracy, w okręgach fabrycznych 40 % noworodków umierało przed ukończeniem pierwszego roku życia. Broszura Fryderyka Engelsa o położeniu klasy robotniczej w Anglii opierała się na wcześniejszych materiałach, które sam czytałem – filantropi, owi „socjaliści”, demaskowali stan rzeczy już i dwadzieścia, trzydzieści lat wcześniej, a Cobbet przed nimi.

Obok Owena pierwszy użył słowa „socjalizm” w latach 30. wieku XIX francuski dziennikarz epoki romantyzmu, Piotr Leroux, jeden z ukochanych niezwykłej pisarki, George Sand. Podobno uszczypliwie mianował pierwotnie „socjalistami” swoich przyjaciół, saint-simonistów, rzekomo przeciwników indywidualizmu. Lata spędziłem w prasie francuskiej tego okresu; saint-simoniści byli pionierami rozwoju przemysłu i kolejnictwa, wielkich systemów kredytowych, pozwalających finansować wielkie linie kolejowe, żaden „socjalizm” jako upaństwowienie środków produkcji do głów im nie przychodził. „Socjalistami” i we Francji byli ci, którzy przejmowali się losem biedoty, ci, którzy gardłowali o „kwestię socjalną” i tworzyli w rezultacie „partię socjalną” (w Anglii byli właśnie „owenistami”). Leroux natomiast – o czym warto pamiętać – dał życie innemu, ważnemu dla nas dzisiaj pojęciu: „solidarności”. Rzymską, prawniczą treść „solidarności” najprościej tłumaczy wspólna, „solidarna” odpowiedzialność dłużników za jakieś zobowiązanie; Leroux za św. Pawłem wniósł do „solidarności”  braterstwo i pomoc wzajemną. Ów zapomniany dziennikarz też sobie tym zasłużył na nieśmiertelność. Przynajmniej u nas, w Polsce…

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Angor 2012-11-26
  2. Czuba 2012-11-27
  3. karolasek 2012-11-27
  4. Dąbrowski 2012-11-29
  5. de mowski 2012-12-31
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com