Stefan Bratkowski: Krótki kurs (prawdziwej) historii związków zawodowych i socjalizmu

Rewolucyjne chrześcijaństwo

Patronowało narodzinom takiego „socjalizmu” – chrześcijaństwo. Filip Buchez (rys.), lekarz z zawodu, wśród czarnej nocy politycznej po roku 1815, za „Restauracji”, która zdławiła wolnościowe ambicje europejskich ludów, był jednym z przywódców międzynarodowej siatki spiskowej karbonariuszy. Został potem – saint-simonistą. Zwolennicy tej swoistej, intelektualnej religii rozwoju wyznawali „industrializm” i Buchez wziął się za studiowanie Ewangelii, by udowodnić nieuchronny upadek przestarzałego chrześcijaństwa. Tymczasem odkrył w nim, że pierwszym głosicielem równości ludzkiej był Jezus. I sam Buchez głosił od tej pory, że „ludzki cel chrześcijaństwa jest zupełnie taki sam, jak rewolucji; rewolucja czerpała natchnienie z chrześcijaństwa”. Ale samo to chrześcijaństwo Bucheza było na one czasy absolutną rewolucją. Długie lata, aż po drugą połowę XX wieku, Buchez, jak i przyjaciel Mickiewicza, ksiądz Lamennais, „apostoł biednych”, nie znajdowali miejsca w historii katolickiej myśli społecznej – i Bucheza, i Lamennais’go wyklinał straszny papież pierwszej połowy XIX wieku, Grzegorz XVI. Ten papież potępił Powstanie Listopadowe, nie pozwolił zainstalować w swoim Państwie Kościelnym ani kolei, ani oświetlenia gazowego, podpisywał kolejne wyroki śmierci, buntowników rozstrzeliwano salwą w plecy w fosie twierdzy św. Anioła. Do przełomowej encykliki Leona XIII (1891) miało upłynąć jeszcze ponad 50 lat, a do Drugiego Soboru Watykańskiego ponad 120…

Chrześcijańskie źródła „socjalizmu” nader często w XX wieku przemilczano. Jedni autorzy nie chcieli chrześcijaństwa przy socjalizmie, inni – socjalizmu w pobliżu chrześcijaństwa. Ale XIX-wieczny ekonomista belgijski, Emil de Laveleye, historyk własności prywatnej, analizując proces rozprzestrzeniania się socjalizmu w drugiej połowie swego wieku, pisał:

„Ile razy lud usłyszy słowa Biblii i przejmie się do gruntu jej duchem, bucha zeń swoisty płomień reform i równości (…) Ze wszystkich wpływów, sprzyjających rozwojowi socjalizmu, najmocniej oddziałuje religia (…) Chcąc wykorzenić socjalizm, trzeba by go dotknąć w samym zarodku i środkach propagandy, a więc skazać na banicję chrześcijaństwo, spalić Biblię, za starymi filozofami usprawiedliwiać niewolnictwo przyrodzoną nierównością, a nade wszystko – zakazać nauczania elementarnego i wydawania gazet”. To chrześcijaństwo jednak ówczesny Kościół nadal potępiał…

Pierwsi zresztą komuniści, których imię zawłaszczyli później marksiści, też byli gorącymi chrześcijanami. W 1848 r. ich przywódca, Stefan Cabet, autor słynnej podówczas „Podróży do Ikarii”, pojechał ze swymi zwolennikami za Ocean, do Teksasu, zakładać swoją „Ikarię”, wyśnioną, pionierską wspólnotę komunistyczną. Jego zastępca, Polak, Ludwik Królikowski, pisał wtedy: „komunista jest to najbardziej oddany przyjaciel wszystkich ludzi, który nie potępiając ich ani nie ganiąc, nie próbując nawet osądzać, przyjmuje w swym sercu za braci wszystkich dążących do swego szczęścia, i który wierzy wraz z Jezusem Chrystusem, że wszyscy ludzie mogą być zbawieni, jeśli tylko okażą dobrą po temu wolę”. Tych pierwszych, prawdziwych komunistów też, swoją drogą, wymazano z pamięci historycznej.

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Angor 2012-11-26
  2. Czuba 2012-11-27
  3. karolasek 2012-11-27
  4. Dąbrowski 2012-11-29
  5. de mowski 2012-12-31
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com