Stefan Bratkowski: Krótki kurs (prawdziwej) historii związków zawodowych i socjalizmu

Ile tych socjalizmów

Nie było nigdy żadnego jednolitego ruchu „socjalistycznego”. „Furieryzm” stworzyli uczniowie Fouriera (rys.), kiedy zmarł i nie przeszkadzał im w porządkowaniu jego genialnych myśli. To on zapisał pewnego dnia – „dzisiaj, w Wielki Piątek, odkryłem tajemnicę zrzeszania się”. Znał się na interesach; nie proponował zniesienia zysku, ani własności prywatnej. Zdanie: „jako najważniejsze zagadnienie ekonomii politycznej należałoby zbadać sprawę przekształcenia najemników we współzainteresowanych właścicieli” okazało się trwałym programem, opowiedzieli się za nim Pius XI i Ronald Reagan, a dziś największe biznesy świata realizują założenia Fouriera. Zamiast programowej marksistowskiej walki klasowej.

Prudonizm, dominujący we francuskim ruchu robotniczym, w encyklopediach mianowany „anarchizmem”, trudno kojarzyć z późniejszym, wojującym anarchizmem, który nie wyrzekał się „akcji bezpośredniej”, czyli zamachów i terroru, próbując zabijać królów, cesarzy i prezydentów. Późniejszy zaś, ujmujący wykład pomocy wzajemnej Piotra Kropotkina, uważanego za „anarchistę”, mało miał wspólnego z Proudhonem, więcej z „solidarnością” Piotra Leroux.

Kooperatyści znów marzyli o budowie wszechświatowej cywilizacji spółdzielczej (sam w nią wierzyłem) i stworzyli ruch z szerokim praktycznym oparciem, jakiego nigdy nie udało się pozyskać jakiejkolwiek partii „socjalistów”. Kooperatyzm nie umarł. Dziś panuje niepodzielnie w handlu… Szwajcarii, gdzie dwie największe sieci, „Migros” i „Co-op”, są olbrzymimi przedsiębiorstwami spółdzielczymi. Jedno z nich o pasjonującej wręcz historii – twórca „Migrosu”, Gottlieb Duttweiler, zrobił z tego prywatnego przedsiębiorstwa potęgę dzięki skoncentrowaniu się na klienteli masowej i po latach, przed śmiercią, obrócił swą olbrzymią firmę w spółdzielnię spożywców, czyli tejże masowej klienteli, uznawszy, że będzie to najpewniejsza podstawa trwałości firmy, kiedy jego nie stanie…. Historię „Migrosu” warto przetłumaczyć dla nauki biznesu i – spółdzielczości.

Syndykaliści (od francuskiego syndicat, związek zawodowy) koncentrowali się na doraźnym podnoszeniu dobrobytu warstw niższych, a zwłaszcza robotników, czyli „proletariatu”. Upatrywali przyszłości we własności związkowej, opartej na dojrzałych, rozwiniętych do angielskiego poziomu związkach zawodowych. Brytyjscy „Fabianie”, z przełomu stuleci, imię przybrali od słynnego wodza Rzymian, Fabiusza Kunktatora, który unikając frontalnych starć z Hannibalem, wyczerpał jego siły i zapewnił sukces Rzymowi. Nie zamierzali dążyć do rewolucji. Należało wedle ich strategii stopniowo nasycać życie społeczne sensownymi elementami socjalizmu. Jeśli eksponowali jakąś własność, to municypalną. Byli wszelako praktycznymi ludźmi czynu: kiedy ukazało się wznowione słynne dzieło Ebenezera Howarda o miastach-ogrodach, potrafili zbudować takie miasto w Letchworth niedaleko Londynu – dosłownie w dwa lata! Fabiańską filozofię działania przejęła potem angielska Partia Pracy, Labour Party, która nigdy nie zamierzała budować „socjalistycznego” społeczeństwa.

Co z tym marksizmem

W połowie lat 60. ubiegłego wieku wynikło z dyskusji przy „Stole” (bez przymiotników) popularyzatorów nauki i techniki, że do gospodarki musi wrócić – pieniądz. Zacząłem zbierać materiały do historii banków, bankierów i obrotu pieniężnego, bo niewiele o tym było wiadomo. Odkrywałem stopniowo przy okazji, że Karol Marks, zajmujący się kapitałem teoretyk rewolucji robotniczej, propagujący ją (bez litości wobec nieposłusznych zwolenników), po pierwsze, nigdy nie wskazał, co należałoby zrobić ze zdobytą władzą po tej rewolucji, ograniczał się więc do negacji, po drugie zaś, nigdy nie zainteresował się tym, co robotnicy Anglii – gdzie mieszkał ponad 30 lat – potrafili zrobić sami dla siebie i co potrafili zrobić z Anglią. Nie zapoznał się z ich funkcjonującą już spółdzielczością spożywców, która przejmowała dla klientów zysk handlowy detalistów. Co gorsza, ceniony jako ekonomista przez ekonomistów, którzy go po prostu nie czytali, w ogóle nie rozumiał gospodarki rynkowej i zysku handlowego… Zysk handlowy nijak nie chciał się zmieścić w „wartości dodatkowej” jako „nieopłaconej pracy robotnika”; Marks nie uznawał relacji między podażą a popytem! Drobna wytwórczość i drobny handel miały wedle niego zaniknąć na rzecz wielkich korporacji, które wystarczy upaństwowić. Klasa robotnicza miała ubożeć. Marks potępiał ludowe kasy oszczędności i ruch oszczędnościowy! Tymczasem za jego życia robotnicy angielscy nie tylko nie zubożeli, a wręcz przeciwnie. Ich spółdzielczość spożywców stworzyła najpotężniejszą hurtownię Anglii! W życiu politycznym odgrywali coraz większą rolę i zamiast ulegać rosnącemu uciskowi, wywalczyli, oni właśnie, równe prawa wyborcze dla ogółu obywateli (nie objęły one kobiet, choć w środowisku robotników i one miały więcej praw niż w życiu klas wyższych).

Marksizm nadawał się tylko dla rewolucjonistów. I też Polska Partia Socjalistyczna, która powstała w roku 1893, była od zarania partią rewolucyjną, mającą walczyć zarazem o niepodległość Polski. Jej późniejsza Frakcja Rewolucyjna Józefa Piłsudskiego, genialnego konspiratora, wzięła swoją nazwę od stosowanych „środków rewolucyjnych” w walce z caratem, czyli po prostu – od środków przemocy. Wierzyła w proklamowaną przez twórców PPS walkę o niepodległość Polski – w przeciwieństwie do tzw. PPS-Lewicy, która odżegnywała się od marzeń o wolnej Polsce i bliska była rosyjskim komunistom, oraz w przeciwieństwie do programu Dmowskiego, któremu własna endecja odebrała mandat do carskiej Dumy za dogadywanie się z caratem. Ale ze zdobyciem niepodległości czas rewolucjonistów się skończył.

Powinni byli się zająć – działalnością związkową, jeśli naprawdę obchodził ich los ludu.

Tymczasem do dzisiaj nasze związki zawodowe nie interesują się warunkami życia polskich robotników i innych pracowników najemnych. Nie badają tych warunków, nie opracowują żadnych raportów i nie tworzą organizacji, które mogłyby np. zapewniać tanie mieszkania czynszowe o współczesnych standardach cywilizacyjnych. Nie organizują spółdzielni budownictwa mieszkaniowego, które oparłyby się na środkach z długoterminowego kredytu hipotecznego, spłacanych przez lata procentem od czynszów.

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Angor 2012-11-26
  2. Czuba 2012-11-27
  3. karolasek 2012-11-27
  4. Dąbrowski 2012-11-29
  5. de mowski 2012-12-31
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com