Stefan Bratkowski: Krótki kurs (prawdziwej) historii związków zawodowych i socjalizmu

Finansista idzie za Fourierem

Nasze związki zawodowe nie starają się przygotować swoich członków do roli członków spółek pracowniczych, nie myślą o tym, by spółki mogły stać się poważnymi akcjonariuszami przedsiębiorstw, w których dani członkowie związku pracują. Współwłasność to nie tylko dochody z udziałów, to współodpowiedzialność i duch gospodarności; tu nie chodzi o indywidualne udziały do rzucenia na rynek i do spekulacji giełdowej, przeciwnie, tu chodzi właśnie o zbiorowego partnera czującego się współgospodarzem.. Nie przypadkiem wielu menedżerów boi się i broni się przed takim partnerem w biznesie, bo to akcjonariusz najlepiej zorientowany w interesie i czujny. Oczywiście, nie ma wtedy mowy o kilkunastu etatowych, na koszt firmy, „aktywistach” związkowych, bo gospodarni udziałowcy dbają o koszty własne firmy.

Możemy zasięgnąć rad ze strony takich spółek Ameryki, gdzie w drugiej co do wielkości światowej sieci supermarketów Publix czy też w liniach lotniczych American Airlines spółki pracownicze to 30 % udziałów, zdolne zablokować (zgodnie z amerykańskimi przepisami) „wrogie przejęcie” firmy. Giełda ceni tak ustabilizowane przedsiębiorstwa, nie zagrożone wewnętrznymi zaburzeniami. Idee Fouriera przejął papież Pius XI, syn zawodowego menedżera, zaś po nim – Ronald Reagan za radą swego przyjaciela Louisa Kelso (na zdj.), znakomitego finansisty, najpierw jako gubernator Kalifornii, potem jako prezydent USA. Dodam tu, że Kelso dał się namówić, by odwiedzić Polskę, ale ówczesny szef urzędu do spraw prywatyzacji nie znalazł czasu, by się z nim spotkać – czego potem żałował. Reagan po swej prezydenturze, namówiony przez Kelso, gotów był przyjechać do Polski w latach 90-tych tłumaczyć jako były działacz związkowy, co to znaczy współwłasność w przedsiębiorstwie.

Nasze związki zawodowe nie starają się niczego wiedzieć z tego, co dawniej wiedziały i umiały związki zawodowe. Ani z tego, co wiedzą one i umieją dzisiaj. Ale bo też, niestety,  nie są w rzeczywistości związkami zawodowymi, lecz quasi-partiami politycznymi, partyjnie powiązanymi i partyjnie czynnymi. Dobrze płatni przywódcy biorą udział w walce o władzę, dlatego nie zajmują się żadnymi zadaniami związków zawodowych.

Żal mi ich. I żal mi związków zawodowych, które mogłyby odgrywać poważną rolę w życiu polskich pracowników najemnych i w rozwoju Polski.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Angor 2012-11-26
  2. Czuba 2012-11-27
  3. karolasek 2012-11-27
  4. Dąbrowski 2012-11-29
  5. de mowski 2012-12-31
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com