Andrzej Lewandowski: Piłka do dołka…

21.11.2019

ECHA WYDARZEŃ: Piłka do dołka – była taka gra… Nie pamiętam detali, ale była. Z jakimiś „międzynarodowymi nazwami” – Anglia, Niemcy, Francja… Nazwę przywołuję jako przenośnię i symbol czasu. Że „do dołka” – żeby trafić; a nie o punkty, honor, kasę itd.

Tak mogli grać rodacy – z Izraelem oraz Słowenią. Awansowali w ME wcześniej, więc wyniki były raczej drugorzędne wobec frajdy z grania i możliwości pofantazjowania. A że dwakroć wygrali – 2:1 oraz 3:2, jakoś jeszcze przyjemniej. Luz, blues – jak mawiali młodzi. Kiedyś…

Recenzja więc w miarę łatwa i w miarę oczywista. Optymizm. Poseł Tomek Zimoch nawet ciut przesadził, życząc by podczas mistrzostw Europy grali „tylko tak”, jak do przerwy w Izraelu. Prawda, dyrygowali, ale ja jeszcze dojrzałem, że rywal był jakby wystraszony, nawet fizycznie słabszy, więc „dać ognia” nie było aż tak trudno. Gdy po przerwie gospodarze uwierzyli w siebie, już wydarzenia malowały inny obraz. Taki, jakiego sobie nie życzymy w mistrzostwach Europy…

Ze Słowenią mecz miał inną jakość. Nie tylko w sensie trawy, która granie psuła i prawdę o jakiejś niedoróbce w fazie projektowania cudeńka przypomniała.

„Płacę milion i życzę sobie porządnej nawierzchni – miał powiedzieć prezes Boniek podobno zapłakany tym, co dojrzał wizytując obiekt. Fakt, dodał, że rozumie trudności – bo trawa marzy o korzeniach, a to nie ta pora roku; że Narodowy musi na siebie zarobić, więc… Ale, że źle, głupio i cukierek tandetnie opakowany też prawda…

Nauczymy się wreszcie wykreślać znaki zapytania? Ministerialny nadzór to uczyni, księgowości nie przeszkadzając?

Mecz mi się podobał, a gol Pana Roberta uznaję za wyczyn historyczny. Gdy postanowił osobiście, od „a” do „z” ukształtować akcję, a nie czekać aż pomogą koledzy – pokazał mi, na czym polega arcymistrzostwo.

Pewnie i kolega Maciek, który każdy mecz analizuje – skrzętnie notując wrażenia (ten nie używa lewej nogi – a powinien; tamten knoci, bo trzeba go wystawiać na innej pozycji itp.), poprze moje wrażenie…

Nawiasem: wielbię takie twórcze kibicowanie, widząc w nim siłę futbolu. Teatr nie tylko w odbiorze, lecz też z pasją swego rodzaju współtworzenia… A że kibic swoje, zaś trener i tak dokona wyboru – ludzi oraz koncepcji; najwyżej z prezesem – też normalna rzeczy kolej. Kiedyś próbą harmonizowania poglądów oraz środowisk bywał mecz drużyny „wystawionej” przez trenera reprezentacji z zespołem wytypowanych przez czytelników „ekspresiaka” … Nawet Jacek Gmoch pewnie pamięta, skończyło się na gipsie…

Kończę temat. Bo gra toczy się dalej, a ta prawdziwa dopiero się zacznie. I w niej będę wyglądał rzeczywistych dowodów zmiany jakościowej. Jak Maciej oraz setki tysięcy „Maćków”, którzy za dobre granie przyznają (albo po prostu zaakceptują) każdą sumę nagród, w nastroju kolejnego zawodu – zaczną zaglądać w konta…

Sport nadal nie ma ministra. Premier jako trzymający wytrych. Osobiście uznaję to za sytuacją idiotyczną. Nie mówiąc już, że obraz ilustrujący wątpliwości czy w ogóle administracja musi być w tej dziedzinie sprawowana przez „konstytucyjne ministerstwo”. Jeśli bowiem może być tak, jak jest? I to nie w sytuacji awaryjnej, lecz w działaniu osadzonym w kalendarzu, w systemie, w solidnej pracy przygotowawczej!

Szczerze? Nie rozumiem, nie akceptuję bez oporu. Mam za złe. Także eksministrowi Bańce, który zmienił fotel na światowy antydoping, a wcześniej często demonstrując zażyłość z premierem, wystawił go na solówkę i śmieszność…

Lekka miała galę stulecia. Zjazd gwiazd, historia ożywiona. Spotkania, wypowiedzi. 

Na zdjęciach widziałem m.in. wytworną i uśmiechniętą parę. Państwo Ziółkowscy, Szymon i Marta. Złoty młot oraz… „przegrane” miejsce w parlamencie.

Był posłem – przestał być, bo sama aktywność sportowo-sejmowa nie dała tyłu głosów, ile było wcześniej dzięki wyższej lokacie na liście. 

W sieci jednak widzę, że aktywność społeczne Mistrza wciąż dokumentuje energię oraz ochotę do działania. I radykalizm poglądów. Np. w kwestii dopingu: „– Jestem zwolennikiem radykalizmu w kwestii dopingu. Albo karzemy nieuchronnie i bez wyjątków, albo pozwalamy na wszystko. Ktoś, kto miał chociażby miesięczną dyskwalifikację za doping, nie powinien móc uczestniczyć w igrzyskach olimpijskich – powiedział ostatnio Ziółkowski. Nie pierwszy i nie ostatni raz! Może to byłaby dobra rekomendacja na ministra sportu. Jeśli poprzedni tak ostro „poszedł w antydoping”? Choć… ponad i poza podziałami, co raczej niemodne… 

A i siła woli mistrzowska, żeby nie rzec – ministerialna…

„W styczniu nie było już zmiłuj. Na śniadanie dwa jajka, na obiado-kolację zupa. I tak przez trzy miesiące. – Teraz Szymon waży 110 kg – mówi jego żona Marta. A wcześniej? 143, ale według mnie tych kilogramów było jednak więcej. Zdecydowanie przesadził”.

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com