Jerzy Klechta: Stefan

W pewnym momencie zniknął mój dziennik prowadzony od roku. To był taki gruby brulion. Nie miałem wątpliwości, dlaczego go straciłem, ale doszedłem do wniosku, że to nawet bardzo dobrze. Przyczepił się też do nas jakiś chłopak, którego włączyliśmy do grupy. Później mówiono, że był konfidentem, ale chyba nie mówił o nas źle, bo nam nie zaszkodził. W roku 1956 okazało się jednak, że sekretarz KW, towarzysz Gabara, polecał kilkakrotnie szefowi wojewódzkiej bezpieki, Stanisławowi Filipiakowi, by nas aresztował. Tak się szczęśliwie złożyło, że Marek Waldenberg – szef Katedry Podstaw Marksizmu-Leninizmu, jeden z najprzyzwoitszych ludzi z tego grona w kraju, zaproponował mnie i Wieśce Grocholi, żebyśmy zostali jego asystentami. I to mnie uratowało.

Wieśka była córką oficera przedwojennego Wojska Polskiego, no a ja synem konsula II RP. Materiał na wrogów ludu idealny. Ci z władz uczelnianych patrzyli na mnie dosyć podejrzliwie ? Miałem nadzieję zostać asystentem Ludwika Ehrlicha, Patkaniowskiego lub Adama Vetulaniego, których byłem pupilem, więc w trzech katedrach spokojnie mogłem zostać. Tyle tylko, że to by mnie przed ewentualnym aresztowaniem wcale nie uchroniło.

Prof. Vetulani spotkał wtedy na Plantach moją matkę i powiedział: „ To bardzo dobre rozwiązanie, chłopiec teraz jest bezpieczny…” Co profesor i skąd wiedział, nie wiem. Gabara podobno sześć czy siedem razy powtarzał żądanie aresztowania nas, a Filipiak jednak tego nie zrobił! Nie wiem, co wpłynęło na jego decyzję, dość, że obyło się bez przykrych następstw. Spotkany po 40 latach i przedstawiony mi przez Janusza Kuczmę, jednego z nielicznych przyzwoitych ludzi w ekipie (bronił Jacka Karpińskiego!), powiedział, że nie żałuje tego, że nas nie aresztował.


Artykuł podzielony na strony.
Numery stron (na dole) są aktywnymi odnośnikami.

Grunt, że już w 1954 roku i właśnie w Klanie zaczęliśmy się przygotowywać do tej naszej rewolucji – jak to nazwaliśmy – mającej na celu obalenie czerwonej burżuazji. Niestety, zaczęliśmy bardzo wcześnie i to było z tego wszystkiego najgorsze. Zabawnym faktem jest to, że prowadząc za lat kilka zajęcia z podstaw marksizmu-leninizmu wykładałem swoim studentom właśnie teorię rewolucji, czyli uczyłem ich, jak się należy zorganizować, jak porozumiewać z robotnikami itd. I muszę powiedzieć, że to się ogromnie przydało, bo wychowałem sobie wówczas bardzo dobrych współpracowników, którzy potem tę rewolucję robili, ale w innej sytuacji i „pozycji”.

Zaczęła się ona na dobre od 1955 roku, czyli od momentu, kiedy pokazało się nowe „Po prostu”. Ja miałem z nimi kontakty już wcześniej, w czasach, kiedy to było jeszcze tzw. czerwone „Po prostu”. Byłem u nich dwa razy w redakcji i już wiedziałem, co i kto to jest. Ale nie spodziewaliśmy się, że dojdzie do narodzenia odnowy. To był w gruncie rzeczy moment przełomu. Nie było nim zwolnienie Gomułki z „odosobnienia”. Nie było momentem zwrotnym obalenie przez partię bezgranicznej władzy bezpieki w 1954 r. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę , że już śmierć Stalina była ważnym wydarzeniem, ale była zaledwie początkiem, szansą na zmiany w Polsce. Ten wielki ruch nie tylko w Warszawie, w Polsce zaczął się właśnie wraz z nowym „Po prostu”!

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Bogdan Miś 2019-11-23
  2. Bogdan Miś 2019-11-23
  3. PIRS 2019-11-24
  4. Obirek 2019-11-24
  5. Margaret P. Bonikowska 2019-11-27
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com