Jerzy Klechta: Stefan

4.NIE ŚMIERĆ STALINA, LECZ „PO PROSTU”

Poczuliśmy się pewniej, jeżeli można tak powiedzieć. Zorganizowałem Uniwersytecki Klub Dyskusyjny, który był pierwszym takim uczelnianym klubem dyskusyjnym w Polsce. Na pierwsze spotkanie chcieliśmy zaprosić przedstawicieli Episkopatu , ale to okazało się niemożliwe. Zaprosiliśmy więc Mikołaja Rostworowskiego i Janusza Kuczyńskiego, z których udziałem odbyła się publiczna dyskusja „o urokach wiary” – jak to Kuczyński napisał w „Po prostu”. W ten sposób, pierwszy raz publicznie dyskutowano na takie tematy, jak np. religijna motywacja. To pierwsze spotkanie klubu zgromadziło paręset osób. Zainteresowanie było ogromne. Kolejne spotkania odbywały się co miesiąc. Cały czas to się rozszerzało. Niedługo ruszyły podobne spotkania w innych miastach. Mieliśmy bliskie kontakty z większością uniwersytetów w Polsce. Najszybciej powstały kluby dyskusyjne w Gdańsku i we Wrocławiu.

Każdy numer „Po prostu” był jakimś wybijaniem drzwi, przywracaniem kolejnych skreślonych tematów, zmianą nastawienia do rzeczywistości. To sprawiło, że aparat partyjny oczywiście nas znienawidził. Myśmy jednak byli dość swobodni na uniwersytecie. Można było coś robić, więc szliśmy coraz dalej. Nie ukrywam, że dla mnie osłona prof. Marka Waldenberga była absolutnie bezcenna.


Artykuł podzielony na strony.
Numery stron (na dole) są aktywnymi odnośnikami.

Uważam, że najdoroślejszy byłem w 56 roku, mając 22 lata. W tym wieku człowiek jest najbardziej serio. Zarazem bronią przeciwko reżimowi był humor, śmiech, a głównym narzędziem – humor Gałczyńskiego z jego hasłem „myślmy i walczmy ponuro”. To był ważny element życiorysu całego naszego pokolenia. Teatry, teatrzyki studenckie też się w jakimś stopniu z tego brały. Zanim powstało „Po prostu”, ogromną rolę w umocnieniu naszej determinacji odgrywał warszawski STS, z którym byłem zaprzyjaźniony, no i „Bim-bom” Cybulskiego, Kobieli, i innych kolegów. Zbyszka Cybulskiego i Bobka Kobielę znałem jeszcze z Krakowa. Już wtedy te teatrzyki studenckie myślały jak my, czy może – my jak one. Próbowaliśmy także w Krakowie taki studencki teatrzyk satyryczny zrobić, ale nie mogę powiedzieć, żeby nam się specjalnie udał. Nazywał się chyba też Studencki Teatr Satyryków, czy może Satyryczny, nie pamiętam nawet. Pisałem tam jakieś teksty, nawet występowałem, ale to się bardzo szybko skończyło, ponieważ powiedziałem z estrady całkiem nie to, co było zaakceptowane przez cenzurę. I nasz opiekun, aktor Ambroży Klimczak, miał oczywiście przez to szalone kłopoty i zdaje się, że już chyba więcej nie było żadnego przedstawienia.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com