Przemysław L. Lis: O prawie do krytyki osób publicznych

06.01.2020

Władcy przy całej swej szczęśliwości pod tym względem wydają mi się okrutnie upośledzeni, że nie masz nikogo, od kogo by mogli prawdę usłyszeć, i że pochlebców muszą mieć za przyjaciół. Ależ bo – może tu ktoś powiedzieć – uszy władców wzdrygają się naprawdę i to właśnie z tej przyczyny unikają oni owych mędrców, iż boją się, by przypadkiem nie było wśród nich kogoś odważniejszego, kto by się ośmielił mówić rzeczy raczej prawdziwe, niż przyjemne. I tak to rzeczywiście jest, że prawda królom jest obrzydliwa.

Erazm z Rotterdamu
1466-1536

Jeśli słuszne jest powiedzenie, że „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”, to oznacza to, w moim rozumieniu, tyle że cnotliwych na tym świecie jest doprawdy niewielu. A jeśli przenieść tę zasadę na grunt władzy (ogólnopaństwowej czy lokalnej, duchownej czy świeckiej), to liczba cnotliwych jest jeszcze mniejsza.

W tym sensie rację miał cytowany przeze mnie obok wielki filozof katolicki i teolog Erazm z Rotterdamu. Cóż pozwala mi tak śmiało wypowiadać się o cnocie rządzących? Sytuacją, z której uprawnienie to wynika, jest chociażby wczorajsza dyskusja na portalu miejscowości, gdzie zamieszkuję, mianowicie Halo Czudec – mikroportal informacyjny.

Mimo tego, że w ciągu niecałych dwóch dni mój tekst przeczytało 10.000 osób (dane redakcji portalu), a liczba polubień w porównaniu z innymi publikowanymi tam tekstami była spora, to jednak podniosły się głosy od merytoryczności dalekie, za to złośliwe, a nawet kłamliwe. Ośmieliłem się bowiem dotknąć tematu tabu; tematu, o którym należy milczeć, gdyż w przeciwnym razie jest się narażonym na napiętnowanie.

Otóż istnieje w naszym społeczeństwie pewien mit i pewne przeświadczenie, które chciałbym rozwiać jako kompletnie niedorzeczne. Sądzi się mianowicie, że im kto wyżej w hierarchii urzędów świeckich czy duchownych jest usadowiony, to tym bardziej należy mniej go krytykować, a więcej chwalić i schlebiać. Że tak jest, dowodzić nie muszę. Tymczasem w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie, a przynajmniej być powinno: im wyżej siedzisz, im większą powierzono ci władzę, na tym większą szykuj się krytykę i ocenę, nieraz skrajnie surową.

Rozumowanie, w myśl którego władzy krytykować się nie godzi, jest wyrazem tchórzostwa, wewnętrznego zalęknienia, jest grzechem zaniechania obowiązku społecznego w zakresie kontroli poczynań władzy. Obywatel ma święte prawo patrzeć władzy świeckiej czy duchownej na ręce. Obywatel, który w sposób merytoryczny, choćby nawet bardzo dosadny, ocenia działania władzy i nie ogląda się na ludzkie opinie jest człowiekiem, któremu autentycznie zależy na dobru państwa czy społeczności lokalnej (miasta, wsi). Dziś takie postawy należy oceniać już chyba w kategoriach czynów wręcz heroicznych.

Mówi się, że nikt nie ma prawa władzy krytykować, a przynajmniej nie jest to dobrze widziane. Otóż krytyka krytyce nierówna. Istnieje krytyka prostacka i krytyka twórcza, oparta na argumentacji. Mam na myśli wyłącznie tę drugą. Prawo polskie i międzynarodowe daje przyzwolenie na daleko idącą krytykę osób publicznych.

W wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (wiążącego także dla Polski) z dnia 4 listopada 2014 r. (30162/10, Braun v. Polska, LEX nr 1532397) podkreślono, że wolność wypowiedzi, chroniona w art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, stanowi jeden z podstawowych fundamentów społeczeństwa demokratycznego i jeden z podstawowych warunków jego postępu i samorealizacji jednostki. Z zastrzeżeniem ustępu drugiego (art. 10 Konwencji) wolność wypowiedzi znajduje zastosowanie nie tylko do „informacji” i „poglądów”, które są dobrze przyjmowane lub postrzegane jako nieszkodliwe, lub obojętne, lecz także do tych wypowiedzi, które są obraźliwe, szokują lub przeszkadzają. Takie są wymogi pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których nie ma „społeczeństwa demokratycznego”.

Na gruncie prawa polskiego zasada wolności wypowiedzi została wyrażona w art. 54 ust. 1 Konstytucji. W jej ramach (tejże zasady) powinno dochodzić do nieskrępowanej wymiany myśli i poglądów na temat wszelkich zjawisk społecznych, które budzą lub mogą wzbudzić zainteresowanie społeczeństwa. W tak nakreślone ramy konstytucyjnej zasady wolności wypowiedzi wpisuje się w sposób oczywisty prawo każdego z nas do oceny i krytyki wypowiedzi i działalności osób publicznych.

Sąd Najwyższy w swoich licznych orzeczeniach daje także wyraz zasadzie, iż osoby podejmujące działalność publiczną, w sposób nieunikniony wystawiają się na kontrolę i reakcje ze strony opinii publicznej, więc społeczeństwo musi mieć prawo poddać postępowanie takiej osoby publicznej ocenie czy krytyce. Co więcej, według orzecznictwa europejskiego i krajowego, każda osoba publiczna powinna wliczyć w koszty swej działalności to, że wystawia swoje postępowanie (także w dużej mierze życie prywatne, które w przypadku innych osób jest chronione), na krytykę i zainteresowanie ze strony innych.

Osoby publiczne muszą wykazać więc dużo większy stopień tolerancji wobec krytyki skierowanej przeciwko nim, w tym krytyki za pomocą mediów elektronicznych, którymi są portale społecznościowe czy blogi” (wyrok SN z dnia 28 sierpnia 2003 r. – III KK 246/03).

A zatem, o ile w przypadku przeciętnego człowieka ochrona jego dóbr osobistych będzie miała znaczenie fundamentalne, o tyle osoba o statusie osoby publicznej (prezydent, poseł, wójt, radny, ksiądz, nauczyciel), musi liczyć się z o wiele ostrzejszą i dozwoloną prawem krytyką swoich słów i działań – szczególnie zaś tych, które podejmuje w życiu publicznym, co z kolei stanowi istotę demokratycznego państwa prawa.

Wszelkie zatem nawet próby zamykania ust obywatelom w komentowaniu działań osób publicznych, są niezgodne z prawem i właściwe systemom totalitarnym. Słusznie tego typu blokowanie wolności słowa nazywane jest „zamordyzmem”. Czas najwyższy skończyć z postawą służalczości wobec osób piastujących funkcje publiczne (zaliczyć tu można całe spektrum osób, począwszy od pracowników administracji państwowej, samorządowej, poprzez duchowieństwo, nauczycieli, sędziów, pracowników służby zdrowia itp.).

Osoby te należy szanować, jak się szanuje każdego człowiek z racji jego przyrodzonej i niezbywalnej godności (art. 30 Konstytucji). Warunek krytyki jest jeden: powinna być ona konstruktywna, to znaczy oparta na zasadnej i logicznie prowadzonej argumentacji.

Jeżeli obywatel widzi, że władza jest podstępna, zakłamana, nieskuteczna, że jest „władzą dla władzy”, kieruje się chorymi ambicjami i pychą, że de facto demoralizuje, to nie tylko nie powinien milczeć, ale milczeć nie może.

Niestety smutnym obrazkiem lokalnej i ogólnonarodowej rzeczywistości władzy jest to, co doskonale ujął Paul Ricoeur, pisząc:

Zaledwie władza zostaje wybrana przez swoich przedstawicieli, często już po wyborze zaczyna reprezentować interesy nie swoich przedstawicieli, lecz swoje własne, własnej partii, ugrupowania, bądź rodziny i przyjaciół. Fatalne skutki złego rządzenia wypływają jedynie stąd, że niedostatecznie zapobiega się złym postępkom, do których przyczynia się nikczemność władzy.

Paul Ricoeur, Wolność rozsądna i wolność dzika.

Niech te kilka refleksji towarzyszy stale zarówno władzy na szczeblu centralnym, jak i władzy w samorządzie gminnym. Niech towarzyszy także zwłaszcza jednemu z duchownych, którego bardzo zabolało to, że w komentarzu jako przykład władzy (w kontekście absolutnie neutralnym) wymieniłem duchowieństwo i postanowił w tym zakresie udzielić mi „cennych uwag”, posługując się przy tym kłamstwem.

Dla każdego chyba jasne pozostaje, że kler był i jest władzą w sensie rzeczywistym. Księdzu temu dedykuję słowa św. Jana Chryzostoma, sądząc, że nie zechce spierać się z tak wielkim autorytetem kościelnym:

Każdy sprawujący władzę powinien być w oczach wszystkich nienagannych obyczajów, wtedy może z całą mocą swego autorytetu kary wymierzać lub darować, albo pouczać obywateli.

(Cyt. za  św. Maksym Wyznawca, Antologia życia wewnętrznego).16

avatar


Przemysław Leszek Lis

Prawnik, publicysta


Urodził się w Rzeszowie w roku 1980. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, specjalizując się w dziedzinie prawa karnego materialnego i procesowego. Odbył także studia z zakresu psychiatrii sądowej i seksuologii sądowej na Faculté de Droit at Université Jean Moulin Lyon 3 w Lyonie (Francja). Od roku 2014 jest członkiem honorowym Association Internationale De Droit Pénal — Paris (Międzynarodowe Towarzystwo Prawa Karnego w Paryżu). Obecnie jest studentem studiów doktoranckich III stopnia (prawo karne) na WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa w Rzeszowie.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com