Rewolucja polska

06.01.2020

Zdanie odrębne

Literaturoznawca, myśliciel i pisarz religijny Marian Zdziechowski (1861-1938), który był naocznym świadkiem rewolucji bolszewickiej, często krytykował rewolucję jako taką. W jednej ze swoich ostatnich prac (Chateaubriand i Napoleon, 1932) pisał: „Na te wahania historyków (w ocenie rewolucji – JS) odpowiadamy z całą stanowczością, że nigdy nie było i być nie mogło rewolucji dobrej. Każda była dziełem gwałtu, a zatem wielkim złem”. Był przekonany, że wszystko, co ludzkość zawdzięcza rewolucjom, można było osiągnąć na drodze przemian ewolucyjnych. W kontekście ówczesnych zachwytów nad ‘sowieckim eksperymentem’ zastanawiał się, dlaczego wybuchają rewolucje, a narody nie uczą się na błędach? Był przekonany, że genezy rewolucji trzeba szukać głębiej, poza polityką; w ludzkiej naturze. Ich źródłem jest zwykle nienawiść garstki ludzi, którą potrafi ona zarazić masy. Polemizując z Nikołajem Bierdiajewem (Nowe średniowiecze), powtarzał, że żadna rewolucja nie jest początkiem nowego życia; żadna nie przynosi wolności, lecz zwiększa ucisk; nie czyni człowieka lepszym, tylko jest ujściem dla najgorszych instynktów.

Rewolucje: francuską, bolszewicką i późniejszą w czasie faszystowską, traktował jako przejaw totalnej destrukcji. Najbardziej ubolewał nad „zawieszeniem Dekalogu”, obniżającym poziom moralności tak indywidualnej, jak zbiorowej; nad tym, że rewolucje likwidują elity umysłowe oraz te warstwy społeczne, które tworzyły „wartości duchowe”. Przerażało go, że Ich miejsce zajmuje bezosobowy tłum, podatny na obietnice materialnego dobrobytu, które – dla przykładu w rewolucyjnej Rosji zakończyły się powszechną biedą, uciskiem ekonomicznym, głodem – w końcu wielką wojną i milionami ofiar.

Zawieszając Dziesięcioro przykazań, nowożytne rewolucje w pierwszym rzędzie musiały się uporać z instytucjonalną przeszkodą dla działań niezgodnych z Dekalogiem, którą było duchowieństwo różnych wyznań chrześcijańskich – katolickie, protestanckie, czy prawosławne. W rewolucji francuskiej księża zostali potraktowani podobnie jak arystokracja, to znaczy skazani na gilotynę, ponieważ nie odpowiadali „wymiarom”, jakie zadekretowała rewolucyjna Francja. Tak zginęło ponad trzy tysiące kapłanów; prawie 900 zamierzano wywieźć na Gujanę Francuską; w oczekiwaniu na statek zginęło ich ponad 500.

Podobnie rozprawiła się z klerem rewolucja rosyjska. Terror wobec prawosławia rozpoczął się jeszcze w roku 1918, kiedy bolszewicy uznali duchowieństwo za „warstwę przemytniczą”. W latach 1937-38 do łagrów trafiło 40 tysięcy duchownych, co stanowiło 85% prawosławnego kleru. Większość nie przeżyła tego ‘eksperymentu’. W Niemczech sytuacja była mniej klarowna; za Hitlerem częściej głosowali protestanci niż katolicy. Mimo podpisanego konkordatu z Rzymem po rozruchach w 1936 roku, w Dachau znalazło się 447 księży, w tym 411 katolickich. Po zajęciu Polski zamknięto tam 3 tysiące duchownych; 1777 to księża polscy, z których 868 zamordowano. Dla gubernatora Hansa Franka „klechy zawsze były śmiertelnym zagrożeniem”.

Czasy się jednak zmieniają; rewolucje nie są już hard tylko soft (jak się teraz mówi po polsku), a podstawowe ich narzędzia, takie jak: szykany, represje, tortury, więzienia, czy zabójstwa – nie mają wymiaru hurtowego, lecz detaliczny (jak to ujął jeden ze wziętych politologów). Epoka ponowoczesnościpost prawdy sprawiły, że Dekalogu nie trzeba zawieszać, bo powoli i tak traci znaczenie, a duchowieństwo mające stać na straży boskich przykazań, w niczym się nie różni w ich łamaniu od zwykłych zjadaczy chleba, których romantyczny poeta chciał przerobić w anioły.

W kontekście przywoływanych tu zjawisk z przeszłości najmłodsza z nich – rewolucja polska (przez niektórych nazywana kaczystowską) wyróżnia się własną specyfiką. Wcześniejsze przewroty dokonywały się z przyczyn politycznych, gospodarczych czy społecznych; biedy, braku pracy, klasowego ucisku, wojny etc., a więc były wymierne. Rewolucja polska jest moralna, godnościowa i symboliczna (wstawanie z kolan), a więc niewymierna. „Polska jest dziś chora […] chore są elity i chory jest cały naród” – grzmiał w Krakowie, na Skałce, w maju 2015 roku ówczesny przewodniczący Episkopatu Polski. W swojej diecezji nakazał modlić się do Michała Archanioła, aby ten – „szatana i inne złe duchy”, (czyli rządzącą wówczas koalicję) – „strącił do piekła”. Św. Michał zrobił swoje, ale nakazu modlitwy nie odwołano, bo pojawiły się nowe postaci zła: ideologia gender, „tęczowa zaraza”, LGBT, ekologizm itp. Można zaryzykować tezę, że zarzewie polskiej rewolucji moralnej rzucił Kościół, dla którego – wobec własnych grzechów oraz nieumiejętności znalezienia się we współczesnym świecie – była ona swoistą ucieczką do przodu.

Skoro władza duchowna tak precyzyjnie zdiagnozowała stan społeczeństwa, inteligentnym politykom, którzy od lat zastanawiali się nad wykorzystaniem Kościoła (por. R. Legutko, Naród przykościelny) pozostało tylko podpiąć się po tę diagnozę i działać w myśl hasła: łapaj złodzieja! Wystarczyło je uzupełnić paroma innym: Polska w ruinie, w stanie likwidacjieksterminacji, komuniści i złodzieje, kradzież VAT na 300 miliardów itd., a wierni wyborcy, od lat syceni rewolucyjną propagandą dokonali reszty. Wcześniejsze rewolucje żywiły się autentycznym niezadowoleniem; w naszej, polskiej wystarczyło je ludziom wmówić.

W nowożytnej historiografii Kościół katolicki zwykle utożsamiany był z reakcją na to, co niszczyło zastany porządek; sprzeciwiał się łamaniu zasad boskich i ludzkich, prawnych i zwyczajowych. W Polsce stało się inaczej; Kościół nie tylko zainspirował rewolucję, ale pomógł ją przeprowadzić oraz petryfikuje jej skutki. Wskazuje na to szereg wypowiedzi polityków, poczynając od byłej premier („czas, byśmy się zajęli wiarą Polaków”), kończąc na podziękowaniach najważniejszej osoby w państwie pod adresem duchownego/polityka? z Torunia, za współudział w rewolucyjnym zwycięstwie.

Rewolucja polska dokonała się przy wydatnym udziale kleru katolickiego różnych szczebli i odmian, który zapomniawszy nauki Chrystusa o tym, że królestwo jego nie jest z tego świata, świadomie i bez oporów poparł dokonujący się przewrót. W wyniku tego, tracąc powoli status władzy duchownej (choć nie jej zewnętrzne atrybuty), stał się częścią świeckiej, jak w rosyjskim prawosławiu. Tam patriarcha staje obok prezydenta – zachowując przy tym stosowną powagę. U nas też – cały rząd pod ręce z samozwańczym prymasem i jego stronnikami, kołysze się w rytm pieśni biesiadno-nabożnych…

Dekalog to – jak wiadomo – dziesięć przykazań, z których trzy odnoszą się do Boga, a siedem do człowieka. Pobieżny ich przegląd w kontekście dobrej zmiany (analogia do Dobrej nowiny, podobnie jak prawo i sprawiedliwość wzięte z Pisma św.) prowadzi do wniosku, że przykazania te są łamane przez obie władze, z czego przykład biorą obywatele. Ubolewanie i troska myśliciela sprzed stu lat – wobec negatywnych skutków rewolucji dawnych i obcych, pozostają zasadne wobec rewolucji polskiej, naszej.

J S

PS.

W kazaniu wygłoszonym dzisiaj, w radiowej mszy św. można było usłyszeć, że ci, co krytykują Kościół, to współczesne Herody…

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. Obirek 2020-01-06
  2. Mr E 2020-01-08
  3. lola lola12 2020-01-10
  4. asc 2020-01-19
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com