Faworki

14.02.2020

Kto pamięta, że jest karnawał? Chyba mało kto! Obyczaje się zmieniają, bale zanikają, a nawet spotkania towarzyskie organizujemy przez cały rok, nie tylko w tym szczególnym czasie wypełniającym od wieków końcówkę zimy. Może dlatego, że zimy nie ma?

Wszystko jedno! Brak balów, które służyły głównie celom matrymonialnym (nie było internetu!), to jednak nie powód, aby rezygnować ze związanych z karnawałem wypieków. W Polsce były dwa główne: pączki i faworki. Smażone były na smalcu, podawane więc tylko poza postem. Kto dziś smaży je w domu? Ja! Zwłaszcza faworki, ale pączki też mi się zdarzało wyrabiać. Dlaczego? Bo to lubię. I moi znajomi też, gdy więc mam się z nimi spotkać, a mam sposobność – przypominam sobie o tych mącznych słodkościach. Wie, wiem, są kaloryczne, tłuste (choć smalec warto zastąpić olejem roślinnym), ale… raz w roku… I nie z cukierni, lecz z domu.

W dawnych czasach smażyłam faworki z moją Mamą. W dwie osoby wszystko idzie naprawdę szybko. Ale teraz, gdy jestem sama (wnuczka śmiga na nartach!), też wcale tak dużo czasu usmażenie dwóch talerzy faworków nie pochłonęło. Kiedyś już dawałam mój domowy przepis, przypominam go, bo udany. Nie wymaga godzin wyrabiania! A faworki zawsze się udają. Pod warunkiem, że nie spalimy ich przy smażeniu.

Faworki po mojemu

20 dag mąki pszennej
4 płaskie łyżki śmietany
4 żółtka
1/2 łyżeczki masła
2 łyżki spirytusu, rumu lub innego mocnego alkoholu
2 kostki smalcu lub olej do smażenia
cukier puder (ew. z dodatkiem wanilii)

Mąkę zagnieść z żółtkami, śmietaną, masłem i alkoholem. Wyrobić gładkie ciasto (jeśli za rzadkie, podsypać mąką). Wałkować jak najcieniej porcjami. Nożem kroić w prostokąty, nacinać je w środku i przekładać tworząc faworki.

Tłuszcz mocno rozgrzać, wrzucać po kilka faworków, smażyć z obu stron aż się lekko zazłocą, wyjmować długim widelcem do mięsa na ręcznik papierowy.

Przekładać na półmisek, obsypywać cukrem pudrem z młynka lub przez sitko z obu stron.

To wszystko. Ważne, by tłuszcz był mocno rozgrzany, ale nie tak, by ciasto się paliło.

A jak smażono faworki w dawnej Polsce? Proszę porównać z moim przepisem. Na początek pismo z modą kobiecą „Bazar” z roku 1865. Kiedyś uważano (niektórzy do dziś tak utrzymują!), że ciasto na faworki trzeba godzinami bić o stolnicę. Może dlatego pokutuje pogląd o tym, jakie to trudne! Ciasta nigdy nie biłam (niektóre przepisy zalecały tłuc ciasto wałkiem), a faworki zawsze były kruche i delikatne. Zwracam uwagę, że tu faworki podawane są po obsypaniu cukrem i cynamonem. Kto lubi, może to wykorzysta.

Kolejny przepis sygnuje sama królowa kuchni Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Redagowała wtedy w „Bluszczu” cały dział z modą, robótkami i kulinariami. Dziwne, że zaleca smażenie faworków na smalcu, ale z masłem. Może klarowane się nie spali, ale jednak nie będę próbować. Na „delikatność” faworków to nie wpłynie! Ciekawe jest natomiast skropienie usmażonych faworków wodą różaną. Może kiedyś to wypróbuję (wodę różaną można kupić w sklepach orientalnych), bo ten smak lubię. Przepis pochodzi z roku 1867. Widać przy nim fragment modnej wówczas fryzury.

Na zakończenie prosta recepta także z „Bluszczu”, ale już z wieku XX, z roku 1914. Podpisała ją zapomniana nieco autorka książek kucharskich, prowadząca w Warszawie własną szkołę gospodarską Marta Norkowska. Nie umiała się tak reklamować jak pani Lucyna.

Faworki to naprawdę nic trudnego. Kiedyś smażyłam je na Sylwestra. Dzisiaj, gdy mi się przypomni, gdy mam się spotkać z rodziną lub przyjaciółmi, ale zawsze zimą. Bo faworki chyba wszyscy lubią. Nawet gdy zimy nie ma.

Dwa tuziny przepisów Aliny

Alina Kwapisz-Kulińska

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com