Przemysław Leszek Lis: Divide et impera

21.02.2020

W Sądzie Rejonowym w Rybniku mężczyzna podczas rozprawy zaatakował sędzię Sylwię Rehlis. Podsądny uderzył ją pięścią w okolice obojczyka i skopał. Protokolant obezwładnił napastnika, u którego wcześniej — przed wejściem do sądu — znaleziono nóż. Na całe szczęście stan zdrowia zaatakowanej sędzi nie wymagał wezwania pomocy lekarskiej.

Sędzia bezpośrednio po zajściu nałożyła na napastnika, 39-letniego mieszkańca Wodzisławia, karę 14-dniowego pozbawienia wolności, zgodnie z art. 49 ustawy-prawo o ustroju sądów powszechnych. Sądzę, że odpowie on także za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego podczas lub w związku z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych (art. 222 par. 1 k.k). Osobiście nie potrafię pojąć, dlaczego człowieka, któremu chwilę wcześniej odebrano nóż, w ogóle wpuszczono bez asysty na salę sądową? Wiceminister odpowiada, że nie może tej sytuacji ocenić, bo „doniesienia są na razie wyłącznie hipotetyczne”.

Otóż wiceminister sprawiedliwości mija się z prawdą, albowiem doniesienia nie są hipotetyczne, ale pewne.

Te wszystkie jednak podniesione powyżej kwestie pozostawić pragnę na uboczu sprawy – jak mi się wydaje – zasadniczej. Sprawą tą jest rozwiązanie pytania: dlaczego po raz pierwszy w nowej historii sądownictwa polskiego doszło do czynnego, fizycznego zamachu na orzekający sąd?

Osobiście sądzę, że nie jest to nic innego, jak tylko efekt medialnej nagonki na środowisko sędziowskie. Nie tylko nagonki medialnej, ale także działań Ministerstwa Sprawiedliwości prezentującego społeczeństwu ogół sędziów jako bandę złodziei, ludzi zdeprawowanych, moralnie wykolejonych, o wybujałych ambicjach, jako uprzywilejowaną i nietykalną kastę, dla której sprawiedliwość i praworządność stanowią wartości marginalne lub żadne. Wspomniana napaść, wybiegnięcie z ławy dla oskarżonych, przeskoczenie stołu sędziowskiego i godzenie fizyczne w sąd, jest w moim głębokim przekonaniu wypadkową nieustannego od kilku lat tworzenia ohydnego klimatu wokół sądownictwa polskiego i sędziów wiernych prawu i Konstytucji.

Nie chciałbym być złym prorokiem, ale sądzę, że tego rodzaju akty agresji bezpośredniej powtarzać się będą co jakiś czas, nie wiadomo z jakim skutkiem dla zaatakowanego. Przypomina mi się tu starorzymska zasada, do której obóz rządzący postanowił najwyraźniej wrócić. Brzmi ona: „Divide et impera!” (Dziel i rządź).

Czym jest ta zasada? Otóż polega ona na podporządkowywaniu sobie ludów poprzez ciągłe wzniecanie wewnętrznych konfliktów na podbitych terenach, a następnie występowaniu jako rozjemca zwaśnionych stron w konflikcie, który samemu się wcześniej wywołało. Jak więc widać jest to zasada osadzona na absolutnym zafałszowaniu czystości intencji, zasada oszukańcza, ale bardzo skuteczna (ta sama osoba dzieli i ta sama osoba godzi, i tak w kółko). Kto ma media, ten ma władzę. A władza w Polsce, jak wiemy lubi dzielić jak żadna inna i szczuć na niepokornych za pomocą zasady: „Po trupach do celu” lub „Cel uświęca środki”.

Większość sejmowa w plugawy sposób dzieli na biednych i bogatych, a więc wyklucza. Dzieli na głupich i mądrych, a więc ubliża. Dzieli na sędziów „prawdziwych” i „nieprawdziwych”, wyśmiewa autorytety, kpi z organizacji międzynarodowych, pluje na wszelkie apele środowisk sędziowskich, przydziela gigantyczne środki finansowe na bezwstydną propagandę, zamiast ratować za nie ludzkie życie, w tym życie dzieci. Dzieli i rządzi…

Starożytni Rzymianie podpisywali umowy między podbitymi ludami, zwanymi odtąd „sprzymierzeńcami”, lecz już sprzymierzeńcom nie wolno było podpisywać umów między sobą, przez to prowincje nie mogły się zjednoczyć, aby pokonać Rzymian. PiS wyznaje zasadę: „Siej niezgodę, byś mógł (łatwiej) rządzić”. Klimat agresji jest aktualnie wszechobecny; ludzie kłócą się wszędzie: w pracy, na ulicy, przy kieliszku, a nawet po wyjściu z kościoła. O burdach o podłożu politycznym prasa donosi prawie codziennie.

Wielu niestety nie doceniło siły i skuteczności oddziaływania polityków na poczciwych obywateli. Udało im się poróżnić porządnych obywateli z bliskimi im osobami. Sam znam domy, gdzie rodzice (wielbiciele PiS) wywołali poważny konflikt z własnymi dziećmi opowiadającymi się za innymi wartościami, a nawet kazali im się wyprowadzić z domu i nie utrzymywać dalszego kontaktu z domem rodzinnym. Czy nasze elity polityczne i medialne muszą 24 godziny na dobę podgrzewać nasze emocje?

Skoro chcą naszego dobra to dlaczego dają nam zły przykład i permanentnie żrą się bądź kupczą między sobą?

W innych krajach nikt nie dzieli obywateli na „swoich – solidarnych” i „tych, którzy stoją na tym miejscu gdzie kiedyś stało ZOMO”? Weźmy z nich przykład. Bezczelne ataki na sędziów przyniosły dziś swój owoc. Już nie słowny, lecz wprost fizyczny. Czy rządzący w minimalnym przynajmniej stopniu wezmą na siebie odpowiedzialność za to, co stało się w Sądzie Rejonowym w Rybniku?

Jestem przeświadczony, że nie. Powodem takiego stanu rzeczy jest – tak mi się zdaje – pycha i absolutna arogancja rządzących. Nie mogę tu mówić o ich głupocie, albowiem ta jest przeważnie intencjonalna, choć pozorowana na przypadkową. Uważam, że wszystko, co robi PiS, jest głęboko przemyślane i dlatego wina moralna (a także i prawna) tych ludzi jest tym większa. Pycha jest ogromnie niebezpieczna, gdyż wykuwa broń i rozwija sztandary, nienawidzi geniuszy i poniża innych, sieje nienawiść, zazdrość i gniew. Odmiana pychy jawnej bywa często pycha ukryta pod maską fałszywej skromności.

Aktualnie rządzący przypisują sobie doskonałość, której absolutnie nie mają, sądzą o sobie lepiej, niż słuszność wymaga, a tymczasem stosuje się do nich doskonale określenie Sokratesa, który takich ludzi określał jako: „Próżne wory nadęte powietrzem”.

Człowiek próżny potrzebuje stale pochlebców, klakierów, ale są i tacy pyszni, którzy pochlebiają sami sobie. Pyszny człowiek żywi fałszywy pogląd, że jest wyższy ponad innych. Dlatego sądzi, że ma prawo wszystkich wokół pouczać i moralizować.

Ostatnie zdarzenie sądowe jest niezmiernie smutne, gdyż stanowi, o czym jestem przekonany, efekt krańcowego podburzenia społeczeństwa przeciwko władzy sądowniczej, poprzez tworzenie wobec niej fałszywych dowodów i rozpowszechnianie ich jako generalnych i sprawdzonych. Napaść na sąd w Rybniku skończyła się na potłuczeniach; czy można wykluczyć, że kolejna tego typu sytuacja (o ile do niej dojdzie) nie zakończy się ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu sędziego lub nawet jego śmiercią? Ja takiej tragicznej ewentualności wykluczyć nie mogę.

Na koniec cytat z Seneki:

Wielu musi pozostawać na szczytach władzy i tylko przez upadek mogą z nich zstąpić. Dają więc dowód, że przez to są dla siebie największym ciężarem, ponieważ muszą unikać innych i czują się wywyższeni, ale tak jak łotrzy przybici do krzyża.

avatar


Przemysław Leszek Lis

Prawnik, publicysta


Urodził się w Rzeszowie w roku 1980. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, specjalizując się w dziedzinie prawa karnego materialnego i procesowego. Odbył także studia z zakresu psychiatrii sądowej i seksuologii sądowej na Faculté de Droit at Université Jean Moulin Lyon 3 w Lyonie (Francja). Od roku 2014 jest członkiem honorowym Association Internationale De Droit Pénal — Paris (Międzynarodowe Towarzystwo Prawa Karnego w Paryżu). Obecnie jest studentem studiów doktoranckich III stopnia (prawo karne) na WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa w Rzeszowie.

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Andrzej Goryński 2020-02-22
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com