Andrzej Lewandowski: Arcybracia…

27.02.2020

ECHA WYDARZEŃ: Wiem, że dla części Czytelników może to być jak kolejne gaworzenie o bitwie pod Grunwaldem. Że tak dawno, i tak głęboko, a tu przecież rok olimpijski.

Zgonię na innych. Na rówieśników w zawodzie i metrykach.

STEFAN, biadoląc na stan dzisiejszego dziennikarstwa sportowego, powiedział mi mniej więcej tak:

Za czasów naszej aktywności to była zgrana paka. Pod wspólnym szyldem Klubu Dziennikarzy Sportowych. Poglądy, światopoglądy, różne – często bardzo pokręcone drogi życiowe nie przeszkadzały być razem i mieć ten sam cel, a gdy się do nas ktoś dobierał – wspólny front. Ba, Tomasz Domaniewski, człek złośliwy (Express Wieczorny – motoryzacja, sporty wszelakie puścił nawet w świat określenie – ARCYBRACTWO. Sam – mentalnie i nie tylko – „arcybrat” …

Dziś śladu dawnej harmonii nie widzę. Może coś w tym z naszej winy, że nie zdołaliśmy ukształtować takich następców, a sami wcześniej mieliśmy szczęście, bo nas kształtowali świetni dziennikarze. Z ogromnym doświadczeniem – osobistym i zawodowym, życzliwi młodym, premiujący koleżeństwo, klasykę dziennikarstwa i tak dalej…

Zacząłem grzebać w pamięci i literaturze. I… Fakt – los dał nam tylu świetnych nauczycieli – bezpośrednio i pośrednio, jako wzorce, że … Nie dystans, a bliskość; często nawet rachunki za nas płacili…

Wpadłem na zdanie Jurka Iwaszkiewicza (po dziś jeden z idoli szklanego ekranu – to słowo uznania Nemeczku!), który w jednej z książek niezapomnianego i jakże zasłużonego dra red. Bogdana Tuszyńskiego napisał, rozwijając sławne: TU HELIKOPTER: „Tuszyński zrobił coś, czego ani Tomaszewski, ani nikt inny nie potrafiłby zrobić, Wsiadł do helikoptera i zaczął wrzeszczeć, Tu helikopter, tu helikopter, i cała Polska leciała razem z nim. Tomaszewski był elegancki, ale Tuszyński był prawdziwy. I tak z tych przeciwieństw stworzyli niezwykle barwny obraz sportu”. 

Co napisał Jurek dotyczy mojego zawodowego pokolenia; nie tego, na które narzeka Stefan, ale niech ta ocena stanie za przykład, że TO SAMO można czynić różnie. Jak ci, u których byliśmy kiedyś za czeladników. I którzy nas przez życie oraz profesję prowadzili – nie jak przyszłych konkurentów, lecz następców…

Dalej wertuję pamięć…

Włodzimierz Gołębiewski – mój nauczyciel, potem oddał mi kierownictwo. Przekonywał do większej aktywności niż opisywactwo. Pokaż, że nie tylko wiesz i recenzujesz, ale też potrafisz. Razem organizowaliśmy więc Turnieje Przedolimpijskie w boksie. A ON jeszcze kawał życia oddał kolarstwu. Wyścig Pokoju dostałem w spadku…. Uczył też, że rozmówki przez telefon to mogą dotyczyć tylko osób, które cię dobrze znają i stosować je można w nagłych przypadkach. Prawdziwe dziennikarstwo to „face to face” … Pytasz, słuchasz, autoryzujesz…

Stefan Sieniarski. Gdy pisał – w nerwach prawie zjadał ołówki, a tekst był potem głęboki jak pokład kopalni, a formalnie lekki jak lot motyla… Sam widok plus lektura tego, co publikował były dla młodego lekcją…

Jerzy JabrzemskiZygmunt Głuszek – doświadczenie zawodowe gruntowali podczas pracy w podziemiu antyhitlerowskim, z ważnymi rolami w Powstaniu. Obaj niebywale precyzyjni, o Głuszku mówiliśmy, że jego tabele lekkoatletyczne to wyczyn królewski. Jak Quarcetani w lekkiej, światowy król statystyki.

Kazimierz Gryżewski – dla takich jak my – młodziaki — supernestor, klasyk, wzorzec. Uprawiania dziennikarstwa i sylwetki. Zawsze elegancki, parasol. W książkach opisał wyczyny Jędrzejowskiej, Stamma, Kusocińskiego – dzięki temu, co zostawił pamięć i kroniki są po dziś bogatsze…

Stanisław Mielech, Tadeusz Maliszewski, Grzegorz Aleksandrowicz – gdzie nam było szukać większych autorytetów w kwestiach futbolowych? A gdy w loży prasowej witali cię słowami: „Dzień dobry Panie Kolego!”, już pobierałeś naukę dobrych manier. No i często zachętę do stawiania pytań…

Aleksander Reksza. Wielbiciel, znawca boksu, Londona. Dziesiątki lat w zawodzie. Z Marianem Strzeleckim – „Wielka gra”, pierwsza w Polsce powieść sportowa. O piłce i obyczajach. Po wojnie założył pismo „Echo Stadionów” – jak we wspomnianej powieści. W radio zostawał m.in. wskazówki jak szkolić i relacjonować. Że czasem chwila ciszy jest wymowniejsza od wrzasku; że modulowanie głosu to sztuka; że słuchacza trzeba mieć za partnera, a nie faceta, któremu się przyprawia tatara bez jego udziału… Rad bym dzisiejszym „telewizorom” lekturę polecić; jakoś wskazówki nie chcą się starzeć – a oni wrzeszczą i pchają się przed sportowców… I pismo „Boks” – do emerytury. 

Leszek Cergowski – z Powstania Virtuti, okrutne doświadczenie fałszywych oskarżeń i krat, a jednak chodząca nauka optymizmu oraz pogody ducha. Jakże rozwinięte poczucie koleżeństwa i chęć opieki nad młodszymi. I owo ukochanie bawienia się językiem ojczystym… Także umiejętność korzystania z dnia. Pamiętam, jak wpadał do kazimierskiego Domu Prasy, żeby w barku wypić koniaczek i kupić Carmeny. A przyjeżdżał z Nałęczowa, bo serduszko…

Sprinterzy z międzywojnia – Zygmunt Weiss Edward Trojanowski. Pierwszy sobą nauczał ukochania sportu – w wojennym oflagu też to czynił. Drugi – dzień życia by oddał a puentę albo błyskotliwy tytuł; „Bomba w górę, teraz wszystko w rękach konia”; „Japonki najlepsze na grzbiecie”…

Listy nie wyczerpię. Jest długaśna. Jerzy Zmarzlik, Zbigniew Dobrowolny, Wiesław Kaczmarek, Witold Szeremeta, Edek Woźniak – siła jednoczenia i puklerz, Henryk Dąbrowski… 

Wielu ICH było. Starszych kolegów i nauczycieli. Robili to samo, ale każdy po swojemu. Jak w przytoczonej myśli Iwaszkiewicza… Było od kogo i co brać… Od tego – to, od innego – tamto… Rzeczywiście – mieliśmy szczęście, które dziś jest jakby towarem deficytowym… 

Stefan ma rację. Nie te czasy, nie ci ludzie… Od kogo się uczyć? Od „telewizorów”, którzy malując obraz myślą tylko o sobie i bawią się w artyzm, wedle własnych pojęć? Gdzie te złote pióra? No, niby tacy – Szczepłek z Żukowskim trzymają fason, ale to też przecież resztka procentów od przeszłości, nie nowa zmiana wzorców. Oryginalnie zapowiadał się Tomasz Zimoch przy mikrofonie, ale los go jakby pokonał, poszedł w posły…

Nie ma arcybractwa. W cudzysłowie i bez. Deficyt wzorców. Sztuka cierpi…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. Leszek Drogowski 2020-02-28
    • Andrzej Lewandowski 2020-02-29
  2. Leszek Drogowski 2020-03-01
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com