Zdanie odrębne
21.03.2020

Narodowo-katolicka (albo odwrotnie) polska szkoła nie zajmuje się otaczającym światem, tylko świętymi. Oto wnuczka znajomej, dziesięcioletnia dziewczynka chwali się, że wygrała konkurs na temat św. Jana Pawła II. Ale jak ją zapytać, kto to był Zeus albo Atena, rumieni się i spuszcza główkę. Pani im tego nie mówiła… Kiedyś edukację dziecięcą zaczynano od mitologii greckiej, dzisiaj zastąpiła ją kościelno-polska, w której liczą się tylko papież i żołnierze wyklęci, czyli tacy, którzy nie podporządkowali się rozkazom dowódców, aby złożyć broń. W ten sposób młode pokolenia zaprawiane są nie tylko do archaicznego mesjanizmu, sprzecznego z prawdami wiary, ale i do anarchii, która nie liczy się z rzeczywistością – polityczną, społeczną, gospodarczą… Ani ze zdrowym rozsądkiem.
*
Grecy mieli różnych bogów i bożków, którzy lubili się wtrącać w życie ludzi – intrygować, mataczyć, zapładniać ziemskie kobiety, przesądzać o losach wojen i pokoju itp. Jeden z nich – bóg lasów, pól, pastwisk i dzikiej przyrody miał charakterystyczna postać pół człowieka, pół kozła (capa). Z powodu brzydoty matka porzuciła go po urodzeniu (co się zdarza i dzisiaj), ale ojciec zaniósł na Olimp, gdzie dziecko wzbudziło powszechny zachwyt (de gustibus … etc.).
Bogowie nadali mu imię Pan, co znaczy cały, wszystek, a Dionizos włączył do swego orszaku. Był to typ o dosyć szpetnej fizjognomii, za to z temperamentem; w dodatku nieobliczalny w zachowaniu. Nie mając nic do roboty, uganiał się za dziewczętami, nimfami i młodymi chłopcami; straszył pasterzy, stada kóz i owiec. Razu pewnego upodobał sobie nimfę imieniem Syrinks, która zaczęła przed nim uciekać w stronę rzeki. Aby nie wpadła mu w ręce, siostry-nimfy zamieniły ją w trzcinę, na której wiatr zagrał piękną melodię. Strach i przerażenie dziewczyny nazwano odtąd panicznym. Natomiast satyr musiał się zadowolić ściętą wiązką sitowia, która zyskała nazwę fletni Pana. Gra się na niej do dzisiaj…
*
Don’t panic! znaczy: Nie panikuj! – o czym dzieci wiedzą już w przedszkolu, ponieważ od najmłodszych lat – obok religii – uczą się angielskiego. Jednak polski zwrot wcale nie jest tłumaczeniem, tylko zwykłą kalką językową; angielskie słowo zostało tu zaledwie spolszczone. Gdyby je przełożyć do końca, powinno brzmieć: Nie bój się!, albo: Nie lękajcie się! – jak nawoływał onegdaj polski papież, a teraz Franciszek. Zarówno zwrot angielski, jak i nasz odpowiednik mają wymiar negatywny; czegoś zabraniają, wzmagając strach i przerażenie. Psychologicznie znacznie lepsze są zwroty pozytywne. Można je nie tylko znaleźć w naszej mowie, ale i zastąpić nimi przekłady z obcych języków, których tak nie lubi prezydent…
A oto one: Uspokój się! Bądź spokojny! Zachowaj spokój!
*
Popłoch, przerażenie i strach – rzeczywiste, nie urojone – wywołuje koronawirus, który po miesiącach rozprzestrzeniania się poza Polską, wreszcie do nas dotarł. Reakcja władzy była raczej spóźniona, a „wirusa zlekceważono”, jak powiedział przedstawiciel GIS. W końcu jednak zmobilizował: prezydenta, premiera, sejm, ministra zdrowia (który zapowiada każdy przypadek zachorowania), policję, straż pożarną, wojsko… Lekarze, pielęgniarki oraz cały personel medyczny byli w pogotowiu, choć często bez środków…
W przypadkach epidemii, którą jeszcze sto lat temu nazywano morowym powietrzem, albo zarazą ludzie najczęściej reagują strachem i pochodnymi tego stanu. Wykupują towary spożywcze, środki higieny, preparaty odkażające itp. Kościół zaleca śpiewać Suplikacje, a jeden z proboszczów na Śląsku potraktował epidemię jako karę bożą za wszelkie bezeceństwa szerzące się w Europie (seksualizację dzieci i młodzieży, LGBT, życie bez ślubu itp.). Regionalna kuria wyjaśniała w mediach, że nie jest to oficjalne stanowisko Kościoła... A przecież epidemia przyszła z Chin, gdzie panuje inna cywilizacja i inne bogi, nie tak skore do karania, jak nasz, chrześcijański. Wypowiedź księdza jest też w sprzeczności z nauką o bożym miłosierdziu, płynącą z podkrakowskich Łagiewnik.
*
Kiedy w Polsce pojawia się jakiś problem, władza natychmiast rozwiązuje go za pomocą ustawy, która staje się orężem w walce. Tak jest i teraz; sejm uchwalił prawo, ułatwiające państwu podejmowanie działań nadzwyczajnych. Od strony formalnej wszystko jest w porządku; od strony faktycznej – niekoniecznie, ponieważ brakuje fartuchów, maseczek, miejsc na oddziałach szpitalnych, personelu medycznego etc. W cieniu zarazy znalazło się dwa miliardy złotych przeznaczone na propagandę uprawianą w telewizji publicznej. Przez ostatnie cztery lata wiernie służyła partii władzy, siejąc hejt, kłamstwa, nienawiść, pogardę i zamęt pojęciowy w głowach obywateli. Wydawało się, że w obliczu zagrożeń, jakie wiszą nad nami, przegłosowana ustawa nie zostanie podpisana, a pieniądze pójdą na onkologię. Ale tak się nie stało; prezydent ustawę podpisał. Zrobił to – jak zwykle – nocą, kiedy część narodu śpi, a inna część oddaje się rozrywkom. Przez pół godziny pokrętnie uzasadniał swój krok, wmawiając resztkom widzów, że pieniądze, jakie dostanie TVP, będą służyć edukacji onkologicznej! Premier dodał beztrosko, że będą one także promować lokalny folklor.
W momencie, kiedy najwyższe czynniki w państwie ogłaszały stan epidemii, telewizja publiczna szczuła na marszałka senatu, który miał czelność jechać do Włoch na narty, a potem żądać zrobienia sobie testu. Żaden z dziennikarzy-komisarzy nie zwrócił uwagi, że to senat pierwszy wystąpił z inicjatywą antywirusową, zapraszając na posiedzenie prezydenta. Ten oczywiście się nie pojawił, bo woli przedstawiać własne inicjatywy w tej sprawie – na przykład: przebierać się w mundur pogranicznika, albo otwierać linię produkcyjną środka odkażającego…
*
Dzień jest coraz dłuższy, słońce bije po oczach, drzewa pękają, tzn. wypuszczają pąki, ptaki śpiewają jak oszalałe, a po świecie rozlewa się zaraza… Nie jest ani czarna, ani czerwona, ani tęczowa… Nie przypomina odległej w czasie średniowiecznej dżumy, którą pochłonęła 10% populacji Europy, ani grypy hiszpanki, którą przyszła z Ameryki pod koniec I wojny światowej. Przetoczyła się również przez Afrykę i Azję; zmarło wtedy od 20 do 25 milionów ludzi – głównie żołnierze na frontach, jeńcy wojenni, a wreszcie ludność cywilna. Podjęto z nią walkę na tyle skuteczną, że nie dotknęła Australii i, choć początkowo ukrywano jej skutki ze względów wojennych i wojskowych, zachowała się obszerna dokumentacja fotograficzna, a nawet nakręcono o niej film.

Aktualna zaraza ma twarz młodej dziewczyny z obrazu Wiosna Sandra Botticellego (1445-1510). Płótno włoskiego malarza jest alegorią pór roku; przedstawia czas zimowego przesilenia. Postać Wiosny jest brzemienna, co wskazuje, że minął czas umierania i wszystko rodzi się na nowo. Ale można w nim dostrzec również walkę życia ze śmiercią. Na obrazie nic nie jest do końca jednoznaczne; pozornie wszystko dzieje się w atmosferze zgody i porozumienia, choć Wiosna wyrywa się z objęć zimy…
*
Pandemia to epidemia z przedrostkiem, który jest imieniem greckiego bożka, ponieważ zaraza obejmuje cały, albo wszystek świat. Druga część tego słowa to demos, po grecku – lud, ludzie, nie wykluczone, że teraz cała ludzkość… W porównaniu z wcześniejszymi plagami tego rodzaju, żniwo tej jest względnie małe; choć może być duże.
W zglobalizowanym świecie można szybciej reagować na epidemie, wprowadzać ograniczenia, szukać szczepionek, izolować się od ognisk zarazy… Polska tak właśnie robi, „zamykając w akcie solidarności granice przed obywatelami państw bałtyckich”, którzy nie mogą wrócić do siebie. Kolejki na niemiecko-polskich przejściach sięgają 40 km, a przewodnicząca Parlamentu Europejskiego uprzejmie prosi naszego premiera, aby je uchylił. Z podobnym apelem występują Estończycy, odwołując się do roku 1939… W Europie upowszechnia się obraz Polski, jako kraju egoistycznego i zamkniętego; władze i ich propagandowe tuby kreują nas na kraj wzorcowy, od którego inni powinni się uczyć…
Prezydent wpada z „gospodarską wizytą” to tu, to tam; dzieląc czas – „od orędzia do orędzia”. Nie chce słyszeć o przeniesieniu daty wyborów, choć zrobiły to wszystkie – bliższe i dalsze kraje. Szef kancelarii premiera tłumaczy, że wprawdzie mamy stan epidemii, ale nie jest to stan wyjątkowy… Znaczy – jest zaraza, ale nie ma klęski! Skoro doszło się do władzy, wykorzystując katastrofę lotniczą, czy można się jej pozbyć z powodu epidemii…
Szef NBP z sarkastycznym uśmiechem ogłasza: mamy „nieprzebrane ilości gotówki!” Tego samego dnia premier „pompuje” do gospodarki 212 mld zł, z czego żywa gotówka to ¼ tej „astronomicznej sumy”; reszta to pieniądz wirtualny, tzn. „uwolniony”, „odroczone płatności”, „możliwości kredytowe” etc. Szef podkomisji smoleńskiej proponuje w Radio Maryja, aby – wzorem naszego największego sojusznika – motorem rozwoju gospodarki w czasie zarazy uczynić nasze MON, które ma „ogromne rezerwy i możliwości”. I tak dalej i dalej…
Głos zabrał również nieformalny prymas polskiego Kościoła z Torunia, który, zainkasowawszy od rządu milionowe sumy, teraz apeluje do zwykłych obywateli: „Prosimy, abyście nie odkładali na potem przekazywania pomocy materialnej na funkcjonowanie i istnienie jakże ważnych dla Polski i Polaków […] Radia Maryja i Telewizji Trwam”. Rzecz szczegółowo tak uzasadnia: „Przed pandemią […] ofiary składane na te media, przy bardzo oszczędnym gospodarowaniu starczały skromnie od pierwszego do pierwszego. Teraz gdy firmy i zakłady pracy spowalniają działalność, a więc i zarobki mogą być mniejsze, boimy się o istnienie Radia Maryja, Telewizji Trwam, »Naszego Dziennika«”. […] „Mimo trudności, z jakimi się borykamy, jeszcze bardziej prosimy o pomoc. Pamiętajcie o niej zwłaszcza teraz, w tej trudnej sytuacji. Pamiętajcie teraz i każdego miesiąca. Bez tej pomocy grozi nam zamknięcie Radia Maryja i Telewizji Trwam. Podobnie bez kupowania, najlepiej zaprenumerowania »Naszego Dziennika« też grozi jego zamknięcie. Czy możemy na to pozwolić przy morzu mediów liberalno-lewicowych i naszym niewielkim procencie mediów katolickich i polskich?” Oto skala wartości polskiego duchownego.
*
Natura albo Przyroda, którą oświeceniowy filozof Baruch Spinoza (1632-1677) utożsamiał z Bogiem (Deus sive Natura)/ zachowuje się jak dobry buchalter. Jej narzędzia, czyli epidemie nie eliminują całych populacji ludzkich, tylko pewne grupy wiekowe. Hiszpanka zbierała żniwo wśród ludzi młodych, między 20 a 40 rokiem życia; koronawirus, oszczędzając dzieci, upodobał sobie starych. Jedna z poczytnych gazet podała, że nadworny socjolog prezesa, europoseł i wykładowca niemieckich uczelni, który co rusz znajduje okazję, by strofować Niemców, miał powiedzieć: „koronawirus odmłodzi nasze społeczeństwo”. Moralne pięknoduchy są oburzone tą wypowiedzią, więc aby złagodzić nieco ich stan emocjonalny, przypomnijmy fragment Oratorium Gnom, wielkiego poety-satyryka Janusza Szpotańskiego (1929-2001):
Hej staruszku, emerycie
zbyt wesoły jest twój los!
Musisz sobie skrócić życie,
by ogólny podnieść wzrost.
PRL jest młodym krajem
starość państwu nic nie daje,
ciebie nic nie czeka już,
więc czym prędzej kładź się wzdłuż[1].
Wybrany wierszyk jest nadal aktualny – w obecnym stanie kraju i państwa; wystarczy tylko PRL zastąpić słowem kaczoland.
*
W epoce Oświecenia tak ostatnio postponowanej przez mesjańsko-narodowo-katolickie elity był filozof, który wiarę w Boga próbował uzgodnić, (bo pogodzić ją trudno!) z rozumem. Nazywał się Błażej Pascal (1632-1662) i zasłynął z tylu odkryć naukowych, że można by nimi obdzielić kilku geniuszy; np. ciśnienie mierzymy dziś w hektopaskalach. Znał niewątpliwie mit o greckim bożku Panie, skoro upodobał sobie trzcinę, którą uczynił metaforą ludzkiego losu. Był przekonany, że o wielkości człowieka stanowi myśl. Pisał: „Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba, iżby cały wszechświat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczy, aby go zabić. Ale gdyby nawet wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czemś szlachetniejszem, niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przemoc, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic. Cała nasza godność spoczywa tedy w myśli. Stamtąd trzeba nam się wywodzić, a nie z przestrzeni i czasu, których nie umielibyśmy zapełnić. Silmy się tedy dobrze myśleć: oto zasada moralności”(347) [2].
J S

Dodałbym przydawkę do myśli – krytyczna. Myśli jest dużo i bywają różne. Cierpimy dziś na deficyt myśli krytycznej umożliwiające przenikliwe ocenianie tego, co widzimy, słyszymy o o czym czytamy. Mam wrażenie, że ubocznym skutkiem pandemii będzie wzrost znaczenia właśnie myślenia krytycznego. Każda bowiem myśl wygłaszana przez przywódców politycznych i religijnych jest sprawdzana, jak w ogniu, właśnie przez koronawirusa.
To się już dzieje i to na ogromną skalę.
Konfrontacja wypowiedzi ministra zdrowia o WHO, które ,,przespało problem” z realnym harmonogramem oświadczeń, publikowanych przez tą organizację
Skrajnie sprzeczne wypowiedzi premiera, których nie da się wytłumaczyć zmęczeniem.
Ogłoszenie stanu epidemii i podtrzymywanie terminu wyborów.
Można mnożyć. Ludzie to widzą, słyszą i będą pamiętać.
Oby pamiętali!
Czy można nie pisać dzisiaj o koronawirusie?
Chyba nie można. Bo inaczej powtórzy się sytuacja, z 11 września 2001 roku. Podobno (rzecz dzieje się w USA) podczas sesji psychoanalizy, pacjentka mówiła o samolotach uderzających w dwie wieże, a psychoanalityczka, interpretowała jej słowa, jako wyraz nieświadomego lęk przed seksualnością. No ale na jej obronę, należy powiedzieć, że nie słuchała radia, nie oglądała telewizji.
Dzisiaj to nie do pomyślenia.
Wystarczy wyjrzeć przez okno i od razu wiadomo, że coś się stało. W dobie Internetu, już chyba nie można sobie wyobrazić sytuacji, jaka spotkała profesora Andrews’a, z opowiadania Olgi Tokarczuk.
O koronawirusie mówią wszyscy. Od lekarzy i naukowców, poprzez celebrytów na politykach (bynajmniej) nie skończywszy.
Codziennie, prawie co godzinę, pojawiają się nowe fakty, liczby, porównania, wnioski, opinie, komentarze ale również tak zwane ,,fake news”, ataki i oszczerstwa. Przez internet płyną również słowa wsparcia, współczucia i otuchy.
Facebook, puchnie od tysięcy postów i komentarzy, coraz bardziej, naładowanych emocjami (bardzo różnymi – oględnie mówiąc).
,,Zaraza” jak u Camus’a, wydobywa w ludziach to co najlepsze i to co najgorsze.
JS, również, w swoim niepowtarzalnym i rozpoznawalnym stylu, odnosi się do tego zjawiska, ale tym razem na wyjątkowo wielu poziomach.
Pozwala spojrzeć na problem, z perspektywy starożytności aby już za chwilę, bardzo precyzyjnie i krytycznie właśnie (dokładnie jak pisze Obirek), skomentować najświeższe poczynania ,,najwyższych czynników” – jak to się kiedyś mówiło.
Cytat z Pascala- w genialnym tłumaczeniu Boya – wydaje się najlepszym antidotum, na wszechogarniające rozpasanie panicznych emocji.
Czy można nie pisać dzisiaj o koronawirusie?
Chyba nie można. Bo inaczej powtórzy się sytuacja, z 11 września 2001 roku. Podobno (rzecz dzieje się w USA) podczas sesji psychoanalizy, pacjentka mówiła o samolotach uderzających w dwie wieże, a psychoanalityczka interpretowała jej słowa, jako wyraz nieświadomego lęk przed seksualnością. No ale na jej obronę, należy powiedzieć, że nie słuchała radia, nie oglądała telewizji.
Dzisiaj to nie do pomyślenia.
Wystarczy wyjrzeć przez okno i od razu wiadomo, że coś się stało. W dobie Internetu, już chyba nie można sobie wyobrazić sytuacji, jaka spotkała profesora Andrews’a, z opowiadania Olgi Tokarczuk.
O koronawirusie mówią wszyscy. Od lekarzy i naukowców, poprzez celebrytów na politykach (bynajmniej) nie skończywszy.
Codziennie, prawie co godzinę, pojawiają się nowe fakty, liczby, porównania, wnioski, opinie, komentarze ale również tak zwane ,,fake news”, ataki i oszczerstwa. Przez internet płyną również słowa wsparcia, współczucia i otuchy.
Facebook puchnie od tysięcy postów i komentarzy, coraz bardziej naładowanych emocjami (bardzo różnymi – oględnie mówiąc).
,,Zaraza” jak u Camus’a, wydobywa w ludziach to co najlepsze i to co najgorsze.
JS, również, w swoim niepowtarzalnym i rozpoznawalnym stylu, odnosi się do tego zjawiska, ale tym razem na wyjątkowo wielu poziomach.
Pozwala spojrzeć na problem, z perspektywy starożytności aby już za chwilę, bardzo precyzyjnie i krytycznie właśnie (dokładnie jak pisze Obirek), skomentować najświeższe poczynania ,,najwyższych czynników” – jak to się kiedyś mówiło.
Cytat z Pascala- w genialnym tłumaczeniu Boya – wydaje się najlepszym antidotum, na wszechogarniające rozpasanie panicznych emocji.
„Przed otynkowaniem elewację należy zmyć, czego w praktyce nie stosujemy” . (Z podręcznika technik budowlanych, średni PRL)
Ciekawa wielopłaszczyznowość rozważań i myśli oraz łączący je motyw trzciny,torującej sobie drogę przez stulecia.Wybieram Botticellego-jest nieśmiertelny i radosny,w przeciwieństwie do motywu pewnej Kasandry…,
widzę te zastępy wiernych władzy,gdy z urnami wpadają do szpitali i półprzytomnym pacjentom podtykają listę pod nos,a paluchem wskazują miejsce na postawienie krzyżyka.Postawienie krzyżyka w innym,niż wskazane miejsce,skutkuje odłączeniem od respiratora…
„To ja,Kasandra
A to jest moja laska i wstażki prorockie..”
Świetny tekst!
Nie tylko nie przepuszczamy ludzi przez granice, ale też maseczki ochronne zakupione przez Lacjum, region we Włoszech. Nasza służba graniczna nie chce ich puścić. https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,173952,25810407,koronawirus-maski-przeznaczone-dla-rzymu-i-lacjum-zablokowane.html
Na Zeusa! Choć chciałoby się w hołdzie zmarłego ostatnio autora komiksow o „Asteriksie” zawołać raczej — na Teutatesa! A nawet, w hołdzie polskiej historiozofii uprawianej przez prof. Skoczyńskiego — na Strzyboga! Nieś Strzybogu, panie wiatru, te zaraźliwe powietrza koronusa wirusa jak najdalej od nas !
Na Zeusa! Choć chciałoby się raczej w hołdzie zmarłego ostatnio autora komiksow o „Asteriksie” zawołać też — na Teutatesa! A nawet, w hołdzie polskiej historiozofii uprawianej przez prof. Skoczyńskiego — na Strzyboga! Nieś Strzybogu, panie wiatru, te zaraźliwe powietrza koronusa wirusa jak najdalej od nas !