Andrzej Lewandowski: Udawana

05.04.2020

ECHA WYDARZEŃ: Wirus — sport — kalendarz — obraz dnia i przyszłości.

Dotychczas sport, na czele z olimpijskim, często podlegał jakby innym normom niż te, które regulowały życie nam — miliardom śmiertelników.

Święte terminy imprez; dyktat innych pieniędzy — takich poza wyobraźnią prawie każdego z nas; inne normy ocen oraz przywilejów.

Taka pozycja trochę dyktatorska, choć zgodnie przez miliardy akceptowana. Na swój sposób — IZOLACJA, hermetyczność. Nawet jeśli pod pokrywką czasem mocno bulgotało…

Wirus przypomniał prawdę, że los jednak może pokrywkę zrzucić, a prawo izolacji nagle — jak inne dziedziny życia — musi walić głową o mur znaków zapytania. Bez gwarancji, że owo walenie da spodziewane efekty w czasie wyznaczanym urzędowym jednak optymizmem. Bo kto jest w stanie dokładnie, z gwarancją określić termin pokonania, albo chociaż „oswojenia” wirusa?

Igrzyska Olimpijskie mają być rok po wyznaczonym dla nich terminie. Mierzonym olimpiadami, czyli czteroleciem. Będą? Mistrzostwa świata lekkoatletów — rok później niż miało być; żeby zgrać z igrzyskami, Kopanie piłki na poziomie światowym też kalendarzowo poza linią autową. W ligach krajowych — również… I tak dalej. Porządek przyzwyczajeń i w sporcie został zburzony. Choć optymistycznie — bo tak trzeba — uznajemy, że „tylko” naruszony…

Będą też jakieś skutki sportowo-demograficzne. Od dziesiątków lat ukształtowała się reguła, że wielu mistrzów sportu na poziomie medalowo-olimpijskim przymierza własne metryki, szanse i kariery do konkretnych igrzysk. Potem planowo oddają pole młodszym, wiedząc, że apogeum ich szans przeminęło.

Ilu tak widziało swój start w Tokio, w „roku wirusa” i tak układało plan sportowo-życiowy? 2021 to już dla nich nie 2020…

Sprowadzanie na ziemię bywa też chwilami sprowadzaniem do parteru. Także za sprawą wyjątkowego układu materialnego. Zawód — sponsor-reklama — marketing — wielkie fortuny, bądź przynajmniej dostatnie życie, to dzisiejszy sport. Na poziomie tworzących widowisko, ale także wśród tzw. animatorów i decydentów. To dziś nie dyplom z uściskiem dłoni prezesa, lecz umowa o pracę i kasę. Wirus to też jakże zaburzył!

Przykłady, żeby obraz stawki był wyraźniejszy:

  • „Wartość piłkarzy z pięciu najsilniejszych lig świata (angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej, francuskiej) spadnie z 32,7 do 23,4 miliardów euro. Powodem tego jest pandemia koronawirusa i fakt, że piłkarze nie rozgrywają meczów”.
  • Skoczkowie narciarscy sfinalizowali przedwcześnie (wirus) dobrze płatny konkurs. Premie dostali mniejsze…
  • Redaktor sporządził wykaz zarobków naszych ligowych kopaczy i po sieci krąży, że: najlepiej opłacany ma pensję 200 tysiaków miesięcznie, drugi- 150, trzeci czwarty- po 120 tysięcy, a „biedacy” w drugiej połowy dwudziestki to pensje 60 tysięcy… Ile brutto, ile na rękę – tego już nie wiem, jam nie fiskus. Przy astronomicznych sumach widuję nawet nazwiska, które poznaję dopiero za sprawą lektury, nie poziomu grania oraz wkładu klubów w sukcesy międzynarodowe…

Taki pieniądz biega przy piłce i taki układ przyzwyczajeń jest właśnie przez los naruszany… Że akurat TO biorą za zysk nie na za stratę — inna to już refleksja oraz opowieść. Mnie chodzi o pędzel prawdy, który maluje obraz dnia. Że gra idzie nie tylko o terminy, kalendarz — przerwy w rozgrywkach, ale też trudny czas oraz los zdjęły — choć na trochę- pokrywkę z kociołka sportowej izolacji…

Tu na chwilę odskok w historię, wcale nie tak dawną, ale na swój sposób wciąż do przemyśleń.

W starych zapiskach znajduję zdania wypowiedziane przez Lesława Ćmikiewicza:

Żałuje pan, że urodził się w tamtych czasach? Dzisiaj nawet przeciętny piłkarz Legii zarabia kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. – Czas robi swoje. Przecież do mnie wtedy też podchodził — starszy o 15 lat — Lucjan Brychczy i opowiadał, że za mistrzostwo Polski to on dostał skórzaną teczkę i uścisk dłoni od prezesa. Może tak, jak on z „zazdrością” patrzył na nas, tak my – jako pokolenie piłkarzy – patrzymy na młodych. Ale ja osobiście nie czuję żadnych negatywnych emocji. Nie ma co rozpamiętywać, bo przygoda z piłką to nie tylko pieniądze. Robiłem to, co kocham i przeżyłem piękne chwile. Dzisiaj może lepiej zarabiają, ale czy mają złoty medal olimpijski? Jeśli nie, to ja chętnie mogę im pokazać…

Przy okazji wtrętu o pieniądzach będę sławił prezesa Bońka, że obiecał, iż PZPN sumą 116 milionów wesprze kluby, stawiając jednak warunek, że to forsa na działalność, a broń Panie — na pensje, No i zaklaszczę kierownictwu kadry narodowej, za to, że z własnej podobno inicjatywy postanowiło brać przez kilka miesięcy 40-50 procent mniej. Że jeśli jest sytuacja kryzysowa, to wypada dać wyraz… Nie wiem, bo nie napisano od jakiej sumy procenty, biedy to pewnie nie oznacza, ale co gest, to gest…

Na koniec dwa zdania o pani Justynie Kowalczyk. Że podobno wkrótce zmieni stan cywilny. Zaproszenia rozesłane. Że ma dostać od prezesa Tajnera jakieś nowe zadania; inne niż wykonywane z Aleksandrem Wieretielnym, który przechodzi na emeryturę, że:

Czytam, że mam jakąś nową rolę. Dobrze, że są internety. Człowiek zawsze czegoś się o sobie nowego dowie

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com