Niechęć do Oświecenia

Zdanie odrębne

09.04.2020

Niechęć do Oświecenia

Można ją obserwować od kilkunastu lat, kiedy na dwu polskich uniwersytetach w Krakowie i Warszawie dało się wyczuć mesjaniczne wzmożenie. Uległo mu najmłodsze pokolenie humanistów, głównie filozofów, których średnia wieku nie przekraczała czterdziestki. Podczas rządów koalicji liberalno-lewackiej zachowywali się trochę jak konspiratorzy, ale takie nasze historyczne dziedzictwo, albo obciążenie… Potem przeszli do ofensywy, czego wyrazem okazały się pisma młodych, afiliowane przy instytutach filozofii, takie jak: „Teologia Polityczna”, „Pressje”, „Czterdzieści i Cztery”, „Rzeczy Wspólne” i in.

Poza propagowaniem myśli mesjanicznej i jej aktualnych mutacji – na przykład dorobku polskiego papieża – można było w nich wyczytać niechęć do Oświecenia i powszechnego dziedzictwa tej epoki – np. ciepłej wody w kranie, która była solą w oku ich krakowskiego guru. Wszak Oświecenie, poza rozjaśnieniem umysłów zaczęło upowszechniać higienę osobistą, nieznaną ani trzem budrysom, ani zbójcom na drodze, nie wspominając o dziadach czy Grabcu. Ci zapewne myli się rzadko i od święta …

Trzecia już w polskiej historiografii idei gorączka mesjaniczna (drugą był neomesjanizm z początku XX wieku) to efekt niekonsekwencji w nauczaniu filozofii i odejścia od wskazówek największego z jej nauczycieli Kazimierza Twardowskiego (1866-1936), który postulował odróżnienie filozofii jako nauki – od światopoglądu, a mesjanizm traktował jako ten drugi. Korespondujący z nim inny filozof Henryk Struve (1840-1912), precyzował: „należy przede wszystkim wykluczyć przesadne mistyczne poglądy, które nadają filozofii polskiej jakieś znaczenie opatrznościowe i zarazem kierownicze w stosunku do całego pozostałego świata”[1].

Młodych to jednak nie obchodzi; pycha rozumu każe im widzieć zadanie filozofii w kierowaniu ludzkości ku jej prawdziwym przeznaczeniom, aby ludzkość ostatecznie zbawić. Głoszony przez nich mesjanizm integralny (jego wcześniejsze formy zapewne takie nie były!) ma za zadanie stworzyć albo odsłonić jakieś prawdy absolutne, które oni, młodzi otrzymali w depozyt; nie wiadomo od kogo i w jakim celu? Rojenia te zostawmy jednak na boku…

Atak na Oświecenie od lat prowadzi również polski Kościół – biskupi, a za nimi proboszcze i wikarzy. Nie pamiętają, że w epoce odsądzanej przez nich od czci i wiary był biskup, który odważył się kpić z próżniaczego życia mnichów, fałszywej pobożności wiernych, cynicznej polityki władców i wielu innych spraw. Biskup Ignacy Krasicki, bo o nim mowa, miał też wyobrażenie narodowej pedagogii i społecznej edukacji, którą Kościół prowadził od wieków. Głównie z braku rodzimego mieszczaństwa, głupoty szlachty i rozpasania oligarchii, niesłusznie zwanej magnaterią – jak zauważył Bronisław Łagowski[2].

Światłych biskupów było więcej np. bracia Załuscy – Józef, Andrzej i Marcin. Pierwszy – biskup kijowski, miłośnik ksiąg i bibliograf; drugi – biskup krakowski (sic!), prawnik i polityk; trzeci był biskupem płockim. Ogromny, liczący 400 tysięcy tomów księgozbiór rodzinny przekształcili w pierwszą w Polsce (jedną z pierwszych w ówczesnym świecie!) bibliotekę publiczną, znaną jako Biblioteka Załuskich, która dała podwaliny Bibliotece Narodowej. Po rozbiorach wywieziona do Petersburga stała się podstawą rosyjskiej Biblioteki Narodowej. Można domniemywać, że żadnemu z tych biskupów nie przyszłoby do głowy zwiększać liczbę nabożeństw, kiedy kraj ogarnia zaraza…

Oświecone umysły – przeciwstawne umysłom ciemnym – mieli też zwykli księża, na przykład z zakonu pijarów. Nazwy zgromadzenia nie należy kojarzyć z piciem, bo można się ośmieszyć, jak przy pytaniu o nazwisko Katarzyny… ale z pobożnością. Pius po łacinie znaczy pobożny, a w czasach polskiego Oświecenia pobożność wcale nie kojarzyła się z ciemnotą. Hasłem zakonu, który zajmował się wychowaniem i kształceniem młodzieży męskiej różnych stanów, było: Pobożność i nauka, z czego należy wnosić, że ta pierwsza nie kłóciła się z drugą, jak uważają natchnieni mędrcy naszych czasów. Podobnie jak niesprzeczne jest hasło Módl się i pracuj; dzisiaj kompletnie zarzucone…

Na czoło grupy światłych księży wybija się Stanisław Konarski, który dostrzegając potrzebę kształcenia elit, zreformował szkolnictwo średnie i wyższe, powołał do życia Collegium Nobilium, czyli nowoczesną wyższą uczelnię oraz napisał kilka pożytecznych książek. Inny pijar Onufry Kopczyński był autorem gramatyki polskiej, podręcznika do kształcenia nauczycieli oraz elementarza. Jego konfrater Bonifacy Jundziłł zajmował się przyrodoznawstwem, które wówczas nazywano historią naturalną. Zostawił po sobie prace naukowe z botaniki, zoologii, ornitologii; opisał florę i faunę Litwy. Proboszcz w Ciechanowcu, też pijar, Jan Krzysztof Kluk był uznanym botanikiem, zoologiem, autorem podręcznika geologii i mineralogii. Oświeconych kapłanów było znacznie więcej; nadawali ton ówczesnemu życiu naukowemu, a więc umysłowemu i społecznemu. Jednak nie o ilość tu chodzi, lecz jakość…

Współczesny Polak zapytany o światłych duchownych bez wahania wymienia dwóch: biskupa Pieronka i księdza Tischnera (może jeszcze celebrytę ks. Malińskiego). Jest ich oczywiście więcej, ale pędzą żywot uczonych gabinetowych. Natomiast twarzą duchowieństwa okazał się biznesmen-zakonnik z Torunia, właściciel koncernu medialno-edukacyjno-wydawniczego, który od lat nadaje ton Kościołowi w Polsce. Prowadzi go skutecznie – od katolicyzmu rzymskiego, powszechnego – w stronę polskiego, narodowego; nie daj Bóg państwowego! W ślad za nim idą biskupi, którym kiedyś wystarczał stopień doktora – teraz większość z nich to profesorowie z habilitacjami! Za nimi, jak za panią-matką podąża niższe duchowieństwo. Ilustracją tego procesu jest – dla przykładu – promocja doktorska na Wydziale Filozoficznym najstarszego polskiego uniwersytetu, sprzed czterech, może pięciu lat… Wśród szesnastu promowanych doktorów połowę stanowiło duchowieństwo katolickie! Tymczasem duchowny naukowo utytułowany wcale nie znaczy oświecony, chyba że chodzi o klerykalizację nauki, a humanistyki w szczególności. Przed laty Katalog systematyczny w Bibliotece Jagiellońskiej otwierał Marksizm-leninizm; dzisiaj – Filozofia i teologia. Kto nie wierzy, może sprawdzić…

*

Osią tych uwag jest pytanie, skąd się bierze – dominująca aktualny dyskurs – niechęć do Oświecenia. Wszak argumentów za tą epoką jest więcej niż przeciw; a w kontekście osiągnięć na wielu polach jego krytyka wydaje się miałka, słabo uargumentowana i niemerytoryczna. A jednak Oświecenie częściej jest potępiane, aniżeli brane w obronę; zwłaszcza kiedy się je zwiąże z masonerią – wrogiem numer jeden Kościoła. Wyjaśnienia tej kwestii próżno szukać w nauce; sięgnijmy więc do literatury: „Oświecenie zaczyna się wtedy, gdy człowiek traci wiarę w dobro i porządek świata. Oświecenie jest wyrazem nieufności” – czytamy w Księgach Jakubowych Olgi Tokarczuk, w podrozdziale 28, którego tytuł zawiera Kantowskie pytanie Was ist Aufklärung?[3]

Zdania te na pierwszy rzut oka szokują, ale kiedy się nad nimi zastanowić, uderzają trafnością. Przecież nie chcemy tracić wiary w dobro i porządek świata, wolimy być niedojrzali, ufni jak dzieci… Niepokoi nas, że „coś, co jest dobrze oświetlone, rzuca cień” – mówi jedna z bohaterek powieści. Człowiek boi się tego cienia, ponieważ wolałby światło bez zagadkowego dodatku, który zajmuje uwagę. Jest dwuznaczny – to się skraca, to wydłuża. Raz jest z prawej, raz z lewej strony; znika i znowu się pojawia… Angażuje wyobraźnię i pamięć, a przede wszystkim wolę; stale zmusza do myślenia, czyli posługiwania się rozumem. I rzecz najważniejsza – pozbawia złudzeń!

W sposób poważny, można by rzec dramatyczny, pisał o tym Błażej Pascal, dla którego nawet Bóg był problemem, skoro w sprawie jego istnienia uciekł się do słynnego zakładu. „Zważmy zysk i stratę, zakładając się, że Bóg jest. Rozpatrzmy te dwa wypadki: jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko, jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się tedy, że „jest”, bez wahania”[4]. Propozycja filozofa i matematyka wygląda na akt hazardzisty; jednak każda gra wymaga odwagi, zwłaszcza gra o życie wieczne. W czasach pandemii może się okazać szczególnie przydatna …

Mniej dramatycznie, za to przystępnie, o potrzebie braku złudzeń pisał biskup Krasiński, w nad wyraz aktualnej bajce Doktor i zdrowie:

Rzecz ciekawą, lecz trudną do wierzenia powiem.
Jednego razu doktor potkał się ze zdrowiem,
On do miasta, a zdrowie z miasta wychodziło:
Przeląkł się, gdy je postrzegł: lecz że blizko było,
Spytał go, dlaczegoż to tak śpiesznie uchodzisz?
Gdzie idziesz? Zdrowie rzekło: tam, gdzie ty nie chodzisz.

Można by zacytować parę innych bajek światłego biskupa, np. o dewotce, która, kończąc modlitwę Ojcze nasz, różańcem „biła bez litości” służącą. Zupełnie jak ojciec-dyrektor słowem: o „Polsce w ruinie”, „w stanie likwidacji i eksterminacji”, o kobiecie-„czarownicy”… „Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności!” – przestrzega biskup.

*

Nasz największy poeta romantyczny u początków swej kariery, podjął – jak każdy młokos – bunt przeciw ograniczeniom, które ukształtowały go jako człowieka i artystę. Nazwano to potem szumnie walką romantyków z klasykami. Owocem tego buntu jest erotyczno-psychotyczna (lub na odwrót) ballada Romantyczność z roku 1821. W przedostatniej zwrotce utworu czytamy:

Czucie i wiara silniej mówi do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko.

Ten szkodliwy dwuwiersz od ponad dwustu lat dominuje polskie myślenie, a właściwie niemyślenie, bo przecież głównie czujemy i wierzymy… Nie raz wykorzystywali to zaborcy – obcy i rodzimi, a nawet jeden z papieży, który miał radzić: „Niech się Polacy modlą, czczą cara i wierzą”[5].

Romantyczne szaleństwa, włączając w to mesjanizm młodych, czy misję premiera „rechrystianizacji Europy”, powtarzają się z regularnością czkawki pokoleniowej, czyli co 30 lat. Weryfikowały je zwykle: rzeczywistość, Historia albo Natura. I oto na naszych oczach dokonuje się jedna z takich weryfikacji, albo raczej falsyfikacji… w wykonaniu koronawirusa („odrobina protein z osłonką zbudowaną z lipidów. Coś, co nie żyje, a zabija, jakby było najpotężniejszą istotą na świecie”). Ponieważ czucie i wiara są wobec niego bezsilne, ludzkość zwróciła się w stronę szkiełka i oka. To dzięki tym dwu instrumentom można było najpierw wyizolować wirusa, zobaczyć, jak wygląda, jak się namnaża, jak atakuje człowieka … A potem – jak się przed nim chronić, co mu przeciwstawić, jak z nim walczyć, w jaki sposób i przy pomocy jakich środków leczyć zarażonych śmiertelną chorobą?

Walka romantyzmuOświeceniem toczy się więc nadal… Która z tych orientacji ideowych wygra w czasie pandemii? W świecie zapewne to, co światłe. Czy w Polsce również? Wszak ten sam wieszcz, któremu nie podobało się oświeceniowe instrumentarium, jest autorem mrocznej powieści poetyckiej Konrad Wallenrod, gdzie (ballada Alpuhara) proponuje zarazę jako narzędzie walki politycznej:

„Patrzcie o giaury! jam siny, blady…
Zgadnijcie czyim ja posłem?…
Jam was oszukał: wracam z Grenady,
Ja wam zarazę przyniosłem!…

*

Epidemię nie zawsze trzeba przynosić; często przychodzi sama. Wystarczy ją tylko umiejętnie wykorzystać do swoich politycznych celów i chwalić się „nową normalnością”, podobnie jak wcześniej „dobrą zmianą”. Suweren przyjmie to bez mrugnięcia okiem. Jest zaklęty jak ta „dzieweczka”, która „nie słucha”…

J S

Wielkanoc, Anno Domini 2020

Przypisy

  1. H. Struve, Słówko o filozofii narodowej polskiej, „Ruch Filozoficzny”, 1,1911, s. 2.
  2. Por. tegoż Flaki szlacheckie, „Tygodnik Przegląd”, 8.03.2020.
  3. Noblistka jest miłośniczką i wytrawną znawczynią Kanta; czego wyrazem jest jedna z pierwszych jej powieści pt. Prawiek i inne czasy z roku 1996.
  4. B. Pascal, Myśli, przeł. T. Boy-Żeleński, Poznań 1921.
  5. J. Słowacki, Kordian, Akt II
Print Friendly, PDF & Email

13 komentarzy

  1. Obirek 2020-04-09
  2. asc 2020-04-10
  3. Yac Min 2020-04-09
    • asc 2020-04-09
      • Yac Min 2020-04-10
        • asc 2020-04-10
        • Yac Min 2020-04-11
  4. Andrzej Goryński 2020-04-10
    • Paweł Grabski 2020-04-10
  5. lola lola12 2020-04-12
  6. eantipow 2020-04-13
  7. Krystian 2020-04-14
  8. Bogdan Miś 2020-04-21
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com