Przemysław L. Lis: Obłąkani u władzy?

13.05.2020

Bardzo łatwo znaleźć się poza kręgiem ludzi normalnych.

Antoni Kępiński

Photo by PublicDomainPictures on Pixabay

Jako motto mojego tekstu umieściłem — jakże słuszne — słowa najsłynniejszego polskiego psychiatry, prof. Antoniego Kępińskiego. Przy okazji zachęcam do zapoznania się z historią tej niezwykłej postaci (ostatnio ukazało się kilka książek o Profesorze).

Czy norma zdrowia psychicznego istnieje? Definiowanie pojęcia „norma”, podobnie jak pojęcia „zdrowie”, nie jest wcale zadaniem łatwym. W najprostszym rozumieniu jest ona przedstawiana jako brak patologii, nietypowości. Bycie normalnym oznacza zatem posiadanie tak niewielu cech uznawanych za „nienormalne” i „nietypowe” w danej grupie społecznej i w tak niewielkim stopniu nasilonych, że żaden specjalista nie postawi na tej podstawie diagnozy patologii. Są jednak tego typu zaburzenia w obrębie zdrowia psychicznego, które zmuszają niejako człowieka obeznanego z psychiatrią (choćby, jak ja w ramach specjalizacji, jedynie sądową), że intuicja podpowiada, iż w danym przypadku „coś jest nie tak”, „coś nie gra”.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że ujawnione ostatnio informacje na temat prof. Kamila Zaradkiewicza każą jednak zapytać, czy przynajmniej nie można przypuszczać, że osoba o takim typie osobowości nie spełnia jednak kryteriów diagnostycznych w zakresie zdrowia psychicznego czy osobowości. Chodzi zresztą głównie o to drugie, o zaburzenia osobowości, a konkretnie o jedno, które wprost samo się narzuca, o czym poniżej.

Na potrzeby tego artykułu przyjmijmy, że nie omawiamy przypadku prof. Zaradkiewicza, ale przypadek osoby o tego typu osobowości, jaką reprezentuje pan profesor (bo przecież nie sędzia). To wszystko zatem o czym niżej, nie odnosi się do niego explicite.

Biorąc za subiectum examinis (przedmiot badania) cechy reprezentatywne dla prof. Zaradkiewicza, każdy specjalista (w tym psycholog kliniczny) dostrzeże w nim dojrzały typ osobowości narcystycznej. Gołym okiem widać, że to jest wręcz modelowy, podręcznikowy przykład tego właśnie zaburzenia osobowości.

Weźmy naczelne przejawy (uzewnętrznienia) tego zaburzenia. Np. Theodore Millon (wybitny fachowiec w zakresie zaburzeń osobowości) w swoim dziele „Pour introduire le narcissisme” czy „Zaburzenia osobowości we współczesnym świecie”, podaje, że osoba taka jest zdominowana nastawieniem wielkościowym (w wyobraźni lub na jawie), potrzebą bycia podziwianym, brakiem empatii i niezdolnością do przyjęcia perspektywy innych osób. Ja nawet uszczegółowiłbym, że to może być zaburzenie narcystyczne typu histrionicznego, które cechuje szczególna duma z osiągnięć, względna powściągliwość emocjonalna i mniejsze zainteresowanie uczuciami innych osób.

Kernberg wyróżnił następujące kliniczne komponenty narcystycznych zaburzeń osobowości:

  • patologię „Ja” (nadmierny egocentryzm, zależność od podziwu)
  • patologię relacji (nadmierna zazdrość, wykorzystywanie innych, brak empatii).

Analizując całość działalności takiej osoby, można z przekonaniem stwierdzić, że mamy do czynienia z zaburzeniem narcystycznym osobowości typu histrionicznego. Te cechy są utrwalone, stale powtarzane, osoba działa wg konkretnego schematu, według patologicznej — rzec można — metodologii.

Niestety osoby takie są niezwykle niebezpieczne. Dążą do wyznaczonego sobie celu niejako na oślep, bez słuchania rad, nie znoszą dawania im wskazówek, dyspozycji, fatalnie czują się na stanowiskach podrzędnych. Ich ego przybiera rozmiary kolosa. Ludzie z tym schorzeniem są często opisywani jako aroganccy, egocentryczni, manipulujący i wymagający. Mogą być przekonani, że zasługują na specjalne traktowanie. Są mistrzami manipulacji, gierek, pokątnych działań.

Oczywiście chwilowe wywyższenie zadowala je wyłącznie na moment. Euforia szybko mija i potrzeba nowych, coraz silniejszych bodźców. Niektórzy psychiatrzy, jak np. Beck, Freeman, Davis słusznie twierdzą, że cechą znamienną tych osób jest chęć niszczenia, destrukcji tego, co dobre. Takich ludzi jest oczywiście mnóstwo, jest to zaburzenie bardzo powszechne, jego natężenie też jest zróżnicowane.

Nie budzi naturalnie wątpliwości, że dla rzetelnej diagnozy należałoby tezę wyjściową poprzeć wywiadem i testami (chociażby najprostszym Minnesockim Wielowymiarowym Inwentarzem Osobowości). Już w 1891 r. Alfred Adler stwierdził, że podłożem tego zaburzenia jest silny kompleks niższości. Według opracowania McWilliams wszystkie osoby narcystyczne łączy zwalczane poczucie słabości, wstydu, niższości i nieodpowiedniości (lub strach przed nimi) – zawsze jednak nieujawniane zewnętrznie. Ludzie o takiej konstrukcji osobowościowej przerzucają odpowiedzialność na zewnątrz, zaprzeczają własnym błędom i ograniczeniom, i życzeniowo postrzegają przyczyny własnych i cudzych sukcesów czy porażek.

Przejdźmy do kolejnej kwestii.

Wielu pyta, dlaczego otoczenie Kaczyńskiego w tak bezrefleksyjny sposób realizuje jego chore pomysły. Wydaje się, że i na to pytanie znaleźć można odpowiedź także psychiatryczną. Otóż psychiatria zna (nazywa po imieniu) od połowy XIX w. tzw. psychozę udzieloną lub indukowaną. Za pierwszy opis indukowanego zaburzenia urojeniowego uważa się publikację angielskiego lekarza Wiliama Harveya z 1651 r. Później opisywało chorobę i jej odmiany wielu lekarzy. W 1877 Lasègue i Falret nadali zaburzeniu nazwę folie à deux, termin upowszechnił się w Europie i do dziś jest używany we Francji.

Swego czasu postawiłem dość swobodną tezę mającą tłumaczyć na gruncie psychiatrycznym, to bezwarunkowe i niemal synowskie przywiązanie dzieci (członków partii) do ojca (J. Kaczyńskiego). Uznałem, że możemy mieć do czynienia z wyżej wspomnianą folie à deux, czyli paranoją indukowaną, obłędem udzielonym. Paranoja indukowana powstaje u osoby zdrowej jako skutek wpływu wywieranego na nią przez zaburzenia występujące u osoby chorej.

Inaczej mówiąc, osoba dotąd zdrowa przejmuje i czasem rozwija treści urojeniowe przeżywane przez osobę chorą; czynnikami sprzyjającymi takiej indukcji są zwłaszcza: silne i długotrwałe więzi uczuciowe, izolacja społeczna, wzajemna zależność i niski poziom intelektualny; rozdzielenie osób (jeśli jest to możliwe) szybko likwiduje występujące zaburzenie. Rozwinięcie się choroby u osoby indukowanej ma więc zachodzić głównie na zasadzie sugestii, uległości wobec osoby chorej bądź identyfikacji z nią jako autorytetem. Czy to nie pasuje w pewien sposób do naszej politycznej rzeczywistości?

To pytanie retoryczne.

avatar


Przemysław Leszek Lis

Prawnik, publicysta


Urodził się w Rzeszowie w roku 1980. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, specjalizując się w dziedzinie prawa karnego materialnego i procesowego. Odbył także studia z zakresu psychiatrii sądowej i seksuologii sądowej na Faculté de Droit at Université Jean Moulin Lyon 3 w Lyonie (Francja). Od roku 2014 jest członkiem honorowym Association Internationale De Droit Pénal — Paris (Międzynarodowe Towarzystwo Prawa Karnego w Paryżu). Obecnie jest studentem studiów doktoranckich III stopnia (prawo karne) na WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa w Rzeszowie.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com