Piotr Stokłosa: Demokracja nad głową

21.05.2020

Często się zastanawiam, jak wytłumaczyć „zwykłemu człowiekowi”, dlaczego ważne są dla niego wolne media rozliczające władzę, niezależni sędziowie odwołujący się tylko do własnego sumienia i litery prawa czy prokuratorzy prowadzący śledztwa bez oglądania się na swoich zwierzchników. Większość z nas na co dzień nie dostrzega skutków niszczenia tych instytucji. Świadomość problemu pojawia się dopiero wtedy, gdy efekty tego psucia dotykają nas osobiście.

Widać to doskonale po reakcji słuchaczy na aferę rozwijającą się wokół piosenki Kazika w Trójce. Wszędzie pełno głosów oburzenia w stylu „zabiliście moją Trójkę”, „Trójka wychowała mnie muzycznie, a teraz przestałem jej słuchać”, „odeszli nasi dziennikarze”, „nie godzę się na to, co się dzieje” i tak dalej. W sumie nic dziwnego – tak właśnie reagujemy na stratę, która dotyka nas bezpośrednio.

Utrata niezależności sędziego to nie jest strata osobista. Łańcuch implikacji, który prowadzi od wolności sędziego do prywatnej krzywdy, jest dla wielu zbyt długi, zbyt obwarowany licznymi warunkami, które niekoniecznie muszą zaistnieć (a jak wiadomo, nieszczęścia przydarzają się tylko innym), żeby się tym „na zapas” przejmować.

Po drugie, ciągłe nawoływanie o końcu demokracji straciło moc oddziaływania i dla większości społeczeństwa ten przekaz zszedł poniżej progu szumu. Pozostała ostatnia możliwa droga dotarcia – posłużenie się alegorią.

Otóż jest sobie stara stodoła przykryta piękną czerwoną dachówką. Od lat obserwuję jej stopniową degradację. Najpierw oderwała się jedna z bocznych desek, pewnie przerdzewiał przytrzymujący ją gwóźdź. Potem przekrzywiła się któraś z dachówek, gdzieś tam z boku, ze sterty przegniłego siana zaczął wyrastać młody jesion, w szparę między cegłami wpił się czarny bez. Potem przez długi czas niby nic się nie działo, tylko kalenica wykrzywiała się, coraz bardziej przypominając kręgosłup starego człowieka. Aż pewnego dnia przyszedł wiatr i deszcz i zerwało kilkanaście dachówek. I znowu tak jakby czas się zatrzymał. Tylko kolejne dachówki coraz bardziej się obsuwały, a potem zaczęły pojedynczo spadać na ziemię, otwierając deszczowi drogę do stuletnich krokwi, zastrzałów, płatwi i kontrłat.

Jednak dach ciągle się nie zawalił. Jest coraz bardziej krzywy, brakuje coraz więcej dachówek, ale ciągle stoi a znaczna jego połać chroni przed deszczem gniazdo kosów i daje poczucie bezpieczeństwa kolejnemu pokoleniu myszy. Wciąż jeszcze ceglastą czerwienią dumnie płoną szeregi zdawałoby ponadczasowych, niezniszczalnych dachówek.

Zupełnie jak polska demokracja, która wciąż jeszcze chroni nas przed prześladowaniami, ciągle daje nam wolność słowa, nadzieję na sprawiedliwy sąd i uczciwego urzędnika. Ta konstrukcja jeszcze się nie zawaliła. Jednak dzisiaj nie tylko zapomniano o jej konserwacji, ale wyjmuje się coraz więcej elementów podtrzymujących. I wszystko to zaczyna coraz bardziej przypominać rozbierany od spodu domek z kart. Kto kiedyś budował, ten wie – o dziwo, taki domek o wiele trudniej postawić niż zniszczyć, ale też o wiele łatwiej zbudować od nowa niż naprawić. Okazuje się, że wyjęcie jednej, dwóch, czasami kilkunastu kart ciągle pozwala wierzyć, że ta konstrukcja się utrzyma. A potem, gdy wyciągamy kolejną, pozornie mało ważną dla całości, następuje najpierw lekkie tąpnięcie, kilka sekund chwiejnej nadziei i wreszcie cała konstrukcja pada w gruzach.

Stodoła wciąż stoi. I nasza demokracja też jeszcze stoi. Niestety dachu stodoły nie da się już naprawić ani załatać. I chociaż wciąż chroni swoich dzikich mieszkańców, to nie ma dla niego nadziei. Może da się uratować trochę zabytkowych dachówek, ale sama konstrukcja jest już tylko na opał. Czy naszą demokrację można jeszcze naprawić? Czy też jest już jak ten dach, z którego niewiele zostało do uratowania?

Zwykły człowieku, który nie interesujesz się polityką i który pewnie nie przeczytasz tego tekstu, chyba że trafisz tu zupełnie przypadkiem. Przestań twierdzić, że „dopóki są wolne wybory, to mamy jeszcze demokrację”. Zastanów się, czy rzeczywiście wszystko jest w porządku i czy dalej możesz, jak jeszcze dwa lata temu Kazik Staszewski, mówić, że „nie czuję, żeby moja wolność była zagrożona, żeby zagrożona była demokracja, podstawowe swobody, więc dlaczego miałbym się angażować. W moje życie PiS nie ingeruje bardziej, niż ingerowała Platforma, tu się nic nie zmieniło. Zdecydowanie nie mam poczucia, by ktoś likwidował wolne sądy, by nie było już w Polsce sprawiedliwości”.

Czy też może tak jak ten sam Kazik Staszewski dzisiaj, zrozumiałeś wreszcie, że prędzej czy później nadejdzie moment, w którym twoje komfortowe, prywatne i apolityczne życie zostanie przez tę politykę boleśnie dotknięte?

A stanie się to w chwili, gdy w najmniej spodziewanym momencie gruzy dachu demokracji spadną na twoją głowę.

Piotr Stokłosa

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com