Jerzy Dzięciołowski: Wróżby i realia

26.05.2020

Mam siostrę, udomowioną w Piasecznie, którą klasa polityczna zniechęciła, wobec czego przestawiła się na oglądanie byłych meczów siatkówki i ostatnio odkryła, że dolaliśmy „ruskim” w finale mistrzostw świata, co ją nastawiło optymistycznie na cały dzień. Niestety, ja już to obejrzałem siedem razy, toteż oddałem się lekturze przewidywań ekspertów od ekonomii.

Jest to zajęcie może nie tak pobudzające, jak pognębienie mocarstwa, ale jednak. W scenariuszu optymistycznym recesja nas czeka, po 30 latach rozwoju, PKB obsunie się 2-3 punkty procentowe, zbliżając się do poziomu 0, ale już w przyszłym roku nastąpi odbicie i wejdziemy na ścieżkę wzrostową.

W scenariuszu mniej optymistycznym dług publiczny, czyli pieniądze pożyczone i opłacone obligacjami skarbu państwa, wzrośnie nam o 10-12 punktów, dojdzie do 60% PKB, czyli circa bilion dwieście miliardów złotych. Zgodnie z Konstytucją trzeba będzie ciąć wydatki budżetu, które mają tę wadę, że w 70% są stałe (emerytury, zasiłki, 500+). Z czego ewidentnie wynika, że pole manewru jest w rozdysponowaniu budżetu nie za wielkie.

Ponieważ nie zanosi się na zmianę Konstytucji, a kształtowanie budżetu jest tuż tuż, co jakby umyka uwadze, żeby go zbilansować w sytuacji zapaści wpływów, trzeba się będzie przeprosić z pytaniem, jak wypełnić przepastną dziurę w budżecie. Nie można wykluczyć, że rozważania mieścić się będą w przedziale: docisnąć naród podatkami czy dobić samorządy. Obydwie opcje są zasadne, bo jest i taka część obywateli, która nastawiła się na tryb „należy się”. Okazuje się, że jest kasa, którą ukrywali, że jej nie ma, a teraz jeszcze kombinują, że porobiły się zatory administracyjne i opóźniają wypłaty.

Jeden Ardanowski z kręgosłupem. Zapowiedział, że nie da chłopom na maseczki dla robotników sezonowych. Władza sama się prosiła, żeby żądać. Bo skoro prezydent, premier oraz Kurski i spółka przekonują, że robimy za liderów na polu pandemii i w ogóle – to niech płacą!

Mam intuicję, że w zaistniałej sytuacji opozycja tak naprawdę nie pali się do przejmowania władzy. Nasz prezydent to co innego. Ale poza tym to niech się władza wykrwawi.

Jak już pandemia zostanie okiełznana na tyle, że nie będzie się opłacało robić przekrętów na maseczkach i respiratorach, a Trump pochwali się, że już w marcu przewidział, że 100 tysięcy Amerykanów polegnie w walce z wirusem, objawi się prawda, że nie za frajer. Na warzywniaku za kilogram truskawek (w sezonie) trzeba zapłacić 28 zł. I cena ani drgnie.

Może nie wszyscy pamiętają, ale w czasach kiedy nie śniło nam się, że możemy wybić się na kraj zamożny, za metr ziemniaków płaciło się tyle, co za siateczkę z 3 kilogramami.

Nie zaszkodzi oswojenie się z myślą, że zubożejemy.

Po otwarciu galerii nie było tłumów. Pandemia nie tylko doprowadziła do załamania się podaży, ale też do zapaści popytu. Konsumpcja, nakręcająca przez pięć lat gospodarkę, wyhamowała. Firmy, te, które mają środki, nie inwestują w obawie przed kryzysem. Na rynku pracy liczba bezrobotnych zbliża się do miliona. Stosunkowo najmniej ucierpiał eksport, a to za sprawą, że zaopatrujemy branżę wysokich technologii, które nie są tak wrażliwe, jak na przykład turystyka. Zasilanie pieniędzmi przedsiębiorstw i obywateli nie może pozostać bez wpływu na wartość pieniądza, czyli wysokość inflacji. Jak zawsze, najbardziej przez inflację poszkodowani zostaną najubożsi.

Praktyka dowodzi, że coraz więcej Polaków rozumie, że nie pora na grymaszenie i tracenie czasu. W swoim DNA mają przedsiębiorczość. Zabrali się energicznie za radzenie sobie. Oczekują, że nie będą niszczyć ich przepisy i wydumane regulacje.

Jerzy Dzięciołowski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com