Arkadiusz Głuszek: Rewolucja solidarnościowa. Tydzień, który zmieni Amerykę.

06.06.2020

Statua Wolności w Nowym Jorku

To jest rewolucja. To jest wielki bunt młodego pokolenia amerykańskich 20. latków. Studentów i młodzieży — przyszłości Ameryki. Skala protestów już w niedzielę przekroczyła tę przeciwko wojnie w Wietnamie przed 50 laty, największym protestom w dotychczasowej historii USA. Na naszych oczach tworzy się historia. Mnie osobiście przypomina to pod wieloma względami pierwszą Solidarność.

To jest wybuch. Iskrą zapalną stało się policyjne morderstwo Georga Floyda w Minneapolis, Minnesota. Celowo nie będę pisał o kolorze skóry, bo ten aspekt protestów stapia się z wieloma innymi.

Właściwie nie wiem, od czego zacząć, bo wątków jest całe mnóstwo. Do tego dochodzi zupełnie odmienne rozumienie powinności obywatelskich przez popierających protesty i przez ich przeciwników. Sam nie mam wiedzy o wszystkich aspektach, bo konflikty i emocje narastały przez lata i jest tam dużo lokalnych historii. Może przewrotnie zacznę od przeciwników protestów, czyli ogólnie od zwolenników prezydenta Trumpa.

To zdjęcie, autor: Nieznany autor, licencja: CC BY

Szeroko rozumiana klasa średnia amerykańskiej prowincji niesie w swojej świadomości obraz Ameryki z połowy lat 60. XX wieku. Kwitnące miasta, takie jak Detroit, Chicago, lotniska, autostrady, infrastruktura, której Ameryce zazdrościł cały świat. NASA, osiągnięcia naukowe, wynalazki i technologia. Samochody, domy, rosnący dobrobyt klasy średniej. Biali ludzie, biali sąsiedzi, białe otoczenie.

To jest Ameryka, której powrotu chcą skandujący zwolennicy Trumpa – „Make America Great Again”. Ci ludzie to w dużej mierze ciężko pracujący właściciele małych firm. Biznes dla nich to świętość i esencja Ameryki. Każdą okoliczność chcą tłumaczyć potrzebami biznesu. Trumpsterzy, jak ich nazywają oponenci, niestety nie rozumieją procesów historycznych, nie rozumieją świata. Ich świat zaczął się rozsypywać pod koniec lat 60. Zanikanie tradycyjnych miejsc pracy, migracja ludzi za pracą, pojawienie się czarnych rodzin w dzielnicach do niedawna zamieszkałych przez białe rodziny, stały się dla nich dowodem na złowrogie skutki wielkich protestów w latach 60., anti-war, civil rights, freedom movements. W opinii tych ludzi były to wyłącznie zamieszki, zniszczenia, pożary i chaos wywołane w interesie jakiś innych ludzi. Nie utożsamiali się z tym. Byli przeciwni i traktowali protestujących jak zdrajców ojczyzny. No bo jak można niszczyć, palić własny kraj?

Zamieszki w centrach wielkich miast kojarzą się białym mieszkańcom prowincji wyłącznie z upadłością lub wyprowadzką sklepów i punktów usługowych, bo ci inni ludzie wygrali coś dla siebie kosztem ciężko pracujących ludzi, którzy nierzadko tracili dorobek całego życia po spaleniu ich biznesu. A potem przyszły skutki prawne protestów w postaci zniesienia segregacji rasowej. W ich sąsiedztwie pojawiły się czarne rodziny i ich życie zostało wywrócone do góry nogami. Dotychczas panowała segregacja rasowa i żaden biały nie musiał tolerować obecności czarnych w swoim życiu. I tutaj w rozmowach pojawiają się jak na zawołanie opowieści — jak to czarne dzieci w przedszkolu okazywały agresję wobec białych dzieci. Warto wspomnieć, że naczelną wartością na amerykańskim Południu jest dobre wychowanie: maniery i uprzejmość.

Marzeniem zwolenników Trumpa jest przywrócenie swojskości. Żeby świat na powrót stał się tak harmonijny, jaki był w latach 60. Żeby było miło, dostatnio, ludzie byli uprzejmi i uśmiechnięci i żeby żaden hip-hop nie zakłócał sielanki, a świat dalej podziwiał American way of life. Oni bardzo chcą być dumni ze swojego kraju.

Ale ma to być kraj ich wizji i przekonań. A niestety, jest coraz gorzej materialnie i życie coraz trudniejsze. I w życiu publicznym panoszy się coraz więcej „obcych” i „lewactwa”. Na powrót wzrosło spożycie alkoholu. Pojawiły się narkotyki, które stały się już bardzo poważnym problem. Ludzie instynktownie szukają winnych. Politycy podsuwają im do wyboru: komunistów, czarnych kryminalistów, tajne organizacje w rodzaju Illuminati, czasem żydowskich bankierów, czy muzułmańskich terrorystów.

Trumpsterzy idą więc kupić kolejną sztukę broni do swojego domowego arsenału. Nie rozumieją, że to same amerykańskie koncerny wyprowadziły produkcję z amerykańskich fabryk do miejsc oferujących tańszą siłę roboczą. Że to wielkie amerykańskie koncerny stały się kołem zamachowym globalizacji. I korporacje oraz Ameryka jako kraj najbardziej do niedawna korzystały z globalizacji. Mały biznes już nie tak bardzo, a zazwyczaj w ogóle nie. Przemysł ciężki upadł. Byli robotnicy i górnicy w kwitnących dotychczas regionach spróbowali sił w biznesie, na niewielkich rodzinnych farmach, w usługach i handlu. I znowu, tak jak po wojnie secesyjnej, na rynku pracy pojawili się obcy i zaczęli konkurować ekonomicznie. Wtedy byli to czarni Amerykanie, a reakcją białej ludności był wówczas Ku-Klux-Klan.

Dzisiaj konkurencja jest bardziej kolorowa, a jej symbolem stali się migranci z Meksyku. Latynoscy pracownicy są tańsi, sprawniejsi i szybciej pracują. Latynoskie brygady niemal całkowicie zdominowały rynek usług budowlanych. Można zaryzykować tezę, że dzisiaj reakcją białej ludności stał się wybór Donalda Trumpa na prezydenta i żądanie postawienia muru na granicy z Meksykiem.

Ku-Klux-Klan 2.0.

Globalizacja doprowadziła do pauperyzacji białej Middle Class.

Politycznie to właśnie biała klasa średnia amerykańskiej prowincji naciskała i naciska na zachowanie status quo. Nie chcą, żeby było dla nich jeszcze gorzej. Żadnych reform. Nie widzą w nich wartości dodanej. Programy Medicare for all i podobne reformy wprowadzane przez Obamę były przez nich krytykowane i podawane jako przykłady złej woli rządu federalnego, mające napchać czyjąś kieszeń ich kosztem (na marginesie mają trochę racji, ale problem leży nie tam, gdzie oni go widzą). Historycznie nie mają oni zaufania do Waszyngtonu. Z drugiej strony opóźnianie reform albo wstrzymywanie ich na etapie niepełnej realizacji spotykało się z frustracją pozostałej części społeczeństwa, głównie tych najbardziej zaniedbanych, czyli Afroamerykanów, którzy są bardziej świadomi pod względem reguł i potrzeb społecznych.

Trumpsterzy upierają się, że nie będą płacić z własnych pieniędzy (podatków) na edukację czy leczenie cudzych dzieci. Cudzych, czyli w szczególności kolorowych dzieci.

W konsekwencji rosną napięcia. Utrzymanie pokrywy nad gotującą się wodą nastrojów społecznych wymagały coraz ostrzejszych form kontroli porządku. Policja stawała się coraz bardziej brutalna. W ostatnich latach szkoleniem policji najwyraźniej zajęło się wojsko, co widać po dzisiejszych formach interwencji policyjnej. Powszechnie mówi się w USA o militaryzacji policji. Są szkoleni tak, jakby mieli walczyć w strefie działań wojennych. Agresja i bezwzględność przede wszystkim.

Efekt jest taki, że zaczęła wzrastać liczba brutalnych, nieadekwatnych działań policji, skutkujących często śmiercią zupełnie niewinnych i przypadkowych osób. W pierwszych dniach obecnych protestów policja stosowała także militarną zasadę eliminowania świadków w postaci dziennikarzy, w bezpośredniej strefie działań (zasada wypracowana po wojnie wietnamskiej). Na szczęście ta praktyka została już zarzucona po protestach władz cywilnych, zagranicznych rządów i NGO.

Czarna społeczność Ameryki zrobiła duży postęp w edukacji i statusie materialnym. Całkiem ładnie rozwinęła się czarna Middle Class. Ale to wciąż statystycznie nie zrównuje się z białą społecznością, nie wspominając o azjatyckiej. Nie można zapominać, że jest do nadrobienia 300 lat niewolnictwa. To wymaga czasu i cierpliwości, ale, co zupełnie naturalne, ludzie nie myślą kategoriami procesów historycznych. Zwolennicy Trumpa widzą to, co jest tu i teraz. Widzą programy federalne wspomagające czarnych studentów i chroniące czarnych pracowników. Sami biednieją i odczytują brak wsparcia jako odwrócenie się od nich dotychczasowych rządów sprzed obecnej prezydentury. Poprawność polityczna była i jest traktowana jako siłowe zamknięcie im ust.

Odpowiedzią stało się podtrzymanie rasizmu odziedziczonego po czasach niewolnictwa i segregacji rasowej. Powinien on stopniowo zanikać, ale dzieje się inaczej. W policji stał się problemem systemowym. Tradycyjnie, najbardziej poszkodowaną mniejszością są czarni Amerykanie. Zacytuję tu red. Bartosza Węglarczyka, który bardzo zręcznie i trafnie opisał sytuację Afroamerykanów. „Każdy, kto wie cokolwiek o życiu czarnych Amerykanów, rozumie jednak, że wszystko przychodzi im trudniej. W większości rodzą się w dzielnicach, w których są gorsze szkoły, przeciętnie mają mniej pieniędzy i mniejsze szanse, by w życiu osiągnąć sukces ekonomiczny niż ich biali współrodacy. Prawda o tym, że jedyną szansą na wybicie się dla osoby urodzonej w getcie jest albo wybitna umiejętność uprawiania sportu, albo talent do rapowania, albo handel narkotykami, była prawdą zarówno kilkadziesiąt lat temu, jak i jest prawdą dziś.” Polecam cały tekst.

Armia i policja są właściwie jedynymi instytucjami państwa, akceptowanymi i popieranymi przez białych zwolenników Trumpa.

Armia cieszy się szczególnym szacunkiem. Wszystkie inne instytucje traktowane są jako wyraz państwowej opresji. Trumpsterzy oskarżają szkoły publiczne o pranie dzieciom mózgów i wmawianie dzieciom, że Ameryka jest zła. I że te dzieci rosną w przekonaniu, że kraj wymaga jakiejś naprawy. Mają wiele zastrzeżeń do programów nauczania i mówią, że mają one na celu pozbawienie ich własnych dzieci wartości wpajanych im przez rodziców.

Są także niezadowoleni z powodu obecności w szkole dzieci pochodzących z innych kultur i ras i ich wpływ na ich własne dzieci. Mogę jedynie potwierdzić z mojego własnego doświadczenia, że amerykańska szkoła publiczna uczy krytycznego myślenia i nieulegania uproszczonym wizjom świata. To na pewno boli rodziców noszących czapeczki MAGA.

Dam przykład dla lepszego zrozumienia problemu. Jest autentyczny i ta sytuacja wydarzyła się zimą tego roku. Chłopiec 13-letni, pochodzący z tradycyjnej białej rodziny w rozmowie z kolegami próbował ich przekonać, że szatan w postaci węża zmusił Adama i Ewę do zjedzenia jabłka. Rozgniewany Bóg zesłał ich na ziemię, gdzie obecni byli homoseksualiści wraz z innymi plagami. W jego opinii geje powinni zrezygnować z bycia gejami i stać się „normalni”, bo w przeciwnym razie wylądują w piekle. Według niego to kwestia wyboru i geje powinni dokonać właściwego wyboru.

Niestety chłopiec ten fatalnie trafił, ponieważ jego rozmówcami był chłopiec pochodzący z Belgii i drugi chłopiec pochodzący z Polski. Chłopcy sprawnie i rzeczowo wytłumaczyli mu na podstawie faktów biologicznych, jak bardzo się myli. Chłopiec ów nie wytrzymał naporu argumentów i po prostu się rozpłakał. Nie chcę nawet próbować wyobrazić sobie emocji, jakie zapanowały w jego domu po powrocie ze szkoły i zrelacjonowaniu tego wydarzenia rodzicom.

Trudno się więc dziwić ogromnej presji wyborców Trumpa na wstrzymanie imigracji i wprowadzenie polityki izolacjonizmu (już po raz któryś tam w historii USA). Popularny na południu USA jest homeschooling, czyli legalne nauczanie dzieci w domach przez ich rodziców. Sam byłem świadkiem używania przez tych rodziców podręczników pisanych w końcu XIX wieku. Argumentem za ich wykorzystaniem miał być piękny język, jakim zostały napisane. Tyle że to były podręczniki do nauki przyrody.

Zatrzymajmy się na chwilę przy amerykańskiej szkole publicznej. W Polsce przyjęło się stereotypowe myślenie o niskim poziomie nauczania w amerykańskich szkołach. Duży błąd. Moje dziecko po dwóch klasach szkoły podstawowej w Polsce i moich rozlicznych interwencjach (włącznie z ostrzegawczymi rozmowami z katechetką) zaczęło się błyskawicznie rozwijać w amerykańskiej szkole publicznej. Pomimo rygorystycznej dyscypliny obowiązującej w amerykańskiej szkole. Poznaje świat w sposób niewspółmierny z tym, co miałby w polskiej szkole. Na przykład w siódmej klasie miał za zadanie napisać przewodniki turystyczne zachęcające do zwiedzenia średniowiecznego imperium Mali, Wielkiego Zimbabwe, królestwa Aksum, imperiów Azteków i Majów.

Tak uczy się tutaj historii. Uczy się także dziejów cywilizacji i sztuki, np. uczniowie mieli przygotować prezentację wideo na temat życia, twórczości i wkładu do danej dyscypliny wybranego twórcy Renesansu. Moje dziecko wybrało Albrechta Dürera.

W amerykańskiej szkole nie ma lekcji religii.

Amerykańskie administracje nie przestały inwestować w edukację. Mówimy o szkole podstawowej i średniej. Studia w USA są płatne.

Eksperci konsekwentnie dążyli do ulepszenia nauczania i czerpali inspiracje z różnych modeli, w tym z modelu fińskiego. Oczywiście nie wszędzie szkoły osiągnęły przyzwoity poziom. W biednych regionach szkoły też są biedne i nie stać ich na zatrudnienie dobrych nauczycieli. A takich dobrych pedagogów nie ma zbyt wielu, ponieważ ogólnie zawód nauczyciela jest gorzej opłacany od zawodu, na przykład policjanta. Nakłady na powszechną edukację są ogromne, a konstytucja gwarantuje powszechne kształcenie obywateli.

Prezydent Trump na początku swojej kadencji próbował forsować projekty prywatyzacji szkolnictwa i zmniejszył w budżecie nakłady na edukację. Na marginesie, szkoły amerykańskie są dla całkiem sporej liczby dzieci z ubogich rodzin jedynym w ciągu dnia miejscem, gdzie mogą zjeść ciepły posiłek i zabrać kolejny do domu. Te posiłki są fundowane przez państwo, NGO i zbiórki charytatywne.

Troska państwa nie poszła na marne i dzisiaj niedawni wychowankowie tych szkół, a dzisiaj studenci, pozbawieni rasizmu i bardziej od swoich rodziców otwarci na świat, wyszli na ulice domagać się lepszego miejsca do życia dla siebie i innych. Sprawiedliwego, dającego wszystkim równe szanse, traktującego ludzi z szacunkiem, dzisiaj o wiele lepiej wykształconych niż 50 lat temu. Nie chcą państwa opresyjnego. Najważniejszą chyba konsekwencją tych postulatów stałoby się unowocześnienie państwa w zakresie relacji państwo-społeczeństwo i upodmiotowienie społeczeństwa jako całości, a nie tylko uprzywilejowanych jego części. Ameryka przestałaby być państwem białego człowieka i jego ekskluzywnej kultury.

Były prezydent Obama zaapelował do manifestujących, żeby przekuli swoje postulaty w program polityczny. Na razie nie wyłonił się jeszcze żaden ogólnokrajowy lider i nie ma nawet zrębu wspólnego programu. Czekamy na ciąg dalszy.

Protesty są organizowane już nawet w prowincjonalnych miejscowościach, odpowiednikach polskich 10-tysięcznych miasteczek. Są niewielkie, kilkudziesięcioosobowe, ale emocje i tak są wielkie. Demonstranci spotykają się z ostrymi werbalnymi atakami przeciwników, którzy są przekonani, że protestujący natychmiast przystąpią do niszczenia mienia. Tak działa propaganda administracji Trumpa.

Po wielu latach obowiązywania polityki poprawności politycznej ludzie oduczyli się debatowania. To pokazało mi tę ciemną stronę poprawności politycznej. Ludzie czasem w ogóle nie chcą rozmawiać. To jest już bardzo smutne i złowrogie.

Zwolennicy Trumpa w mojej okolicy nawet po zachętach ze strony swojego pastora w kościele nie chcieli wymienić poglądów z przeciwnikami Trumpa. Niestety, przykład płynie z góry. Sam prezydent Trump odgrodził się od Ameryki. Zaczynał urzędowanie od obietnicy odgrodzenia się murem od świata, a kończy odgrodzeniem Białego Domu od reszty stolicy. Według oficjalnej informacji ogrodzenie pozostanie tam do 10 czerwca.

Sytuacja w USA wciąż jeszcze przypomina chaos. Większość ludzi jeszcze nie rozumie, co się dzieje. Ludzie próbują wyrobić sobie własne zdanie. Szczęśliwi ci, którzy nie oglądają FOX News, który nie przestał być tubą propagandową Trumpa. Głos zabierają nawet osoby dotychczas konsekwentnie milczące, na przykład prezydent George W. Bush. Poparł manifestujących, co kompletnie zaskoczyło wyborców Partii Republikańskiej.

Od czwartku odbywają się pokojowe zgromadzenia poświęcone upamiętnieniu Georga Floyda w związku z jego pogrzebem. Na sobotę zapowiadane jest jego upamiętnienie w Waszyngtonie. Zapowiedziało się już ogromnie dużo osób, co może się przerodzić w największe zgromadzenie w historii amerykańskiej stolicy. Warto oglądać relacje. Takich rzeczy Ameryka jeszcze nie widziała od początku swojej historii. Widać też, że to, co się dzieje w USA stanowi inspirację dla młodzieży w innych krajach. Rewolucja powoli rozlewa się na cały świat.

Arkadiusz Głuszek

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com