Zdanie odrębne
14.06.2020
„Tak, jesteśmy ludzkimi panami,
bo jesteśmy panami”.
(Jarosław Kaczyński)

Niemiecki filozof Hegel zauważył kiedyś, że dla kamerdynera nie ma bohatera; nie dlatego, że ten drugi nie jest bohaterem, ale ponieważ pierwszy jest kamerdynerem. Ta filozoficzna formuła może być użyta do egzegezy głośnej wypowiedzi szarego posła, od którego zależą losy średniej wielkości państwa w Środkowej Europie. A oto ona: „Takiej hołoty chamskiej to jeszcze nikt nie widział w tym Sejmie!” Wyjaśnijmy więc: dla pana nie ma hołoty, nie dlatego, że jej nie ma, ale dlatego, że jest pan. Taka dialektyka pana i niewolnika, mówiąc wierszem… Nasz ludzki pan nie ponosi żadnych konsekwencji swoich słów i czynów. Nie słyszała ich stojąca blisko posłanka, choć zdaniem usłużnych dziennikarzy (i publicystów) wypowiedź była potrzebna dla dobra Kraju.
Jak zwykle u tego polityka składa się ona z dwu słów: przymiotnika (chamska) i rzeczownika (hołota). Ten drugi ma łacińską nazwę genetivus qualitatis, tzn. dopełniacz jakościowy i służy nazywaniu, określaniu; a w tym przypadku – piętnowaniu opozycji. Dość przypomnieć podobne – o drugim sorcie, czy zdradzieckich mordach… Chamska hołota to także figura stylistyczna znana jako pleonazm. Polega on na emocjonalnym – bo przecież nie rozumowym – wzmocnieniu rzeczownika (hołota) przymiotnikiem o podobnej treści (chamska). Przykłady: sędziwy starzec, akwen wodny czy masło maślane; ten ostatni przykład jest o tyle wadliwy, że w sklepie jest dostępne masło roślinne…
Gdyby prezes nazwał opozycję samą tylko hołotą (pierwotnie gołota – od goły, nieposiadający majątku!), albo tylko chamstwem (od imienia Cham) – efekt byłby identyczny. Ale jemu chodzi o mocny przekaz, o to, by rzecz udobitnić, albo uwydatnić. Zamiłowanie do tego typu figur stylistycznych stawia go obok Józefa Stalina, który miał pasję do nauk o języku, a nawet pewien dorobek w tej dziedzinie (por. Marksizm a zagadnienia językoznawstwa, 1950).
Wyrażenie chamska hołota ma również swoją treść ukrytą; pozwala mianowicie domniemywać, że istnieje inny, lepszy rodzaj hołoty – nie chamska, tylko pańska… Dość przypomnieć średniowieczny motyw literacki „z chłopa król”, do którego odwoływali się nasi poeci – np. Słowacki w Balladynie. Do niego nawiązał z kolei socrealistyczny pisarz Leon Kruczkowski w powieści Kordian i cham (1932), której tytuł jest polemiką z romantyczną wizją wsi. W dobie pozytywizmu mamy też przykład rehabilitacji chama – tytułowej postaci jednej z powieści Elizy Orzeszkowej (1888).
Chamem fascynowali się tacy niepoprawni reformatorzy naszego ducha narodowego jak Gombrowicz czy Mrożek. Wszak jest to biblijne imię jednego z synów Noego, który naśmiewał się z pijanego ojca, przez co stał się synonimem człowieka nieokrzesanego, prostaka, osoby źle wychowanej. Biblijna historia i tym razem okazała się ważna dla Polski, bowiem właśnie na niej zbudowano ideologię szlachecką. Głosiła ona, że „synowie Noego są patriarchami trzech odrębnych grup, z których Jafet stał się protoplastą szlachty, Sem Żydów, a Cham chłopów, z czego potem i powszechne przezwisko włościan poszło” – pisał Jan Stanisław Bystroń[i].
W literaturze i języku potocznym sporo jest zwrotów w rodzaju: „Masz chamie, znaj pana!” (przejaw łaskawości), albo: „Cham chamem, na wieki wieków amen” (diagnoza socjologiczna). Za poprzedniego ustroju mówiono, że wprawdzie „cham (w rozumieniu chłop!) wyjdzie ze wsi, ale wieś z chama rzadko kiedy”. Największy nasz współczesny myśliciel – Ferdynand Kiepski często używa zwrotu „chamstwo w państwie”, piętnując niewłaściwe zachowania podobnych sobie typów. Jak widać, egzemplifikacja chama jest spora i można ją mnożyć do woli. A już się wydawało, że skoro po II wojnie światowej ogromna rzesza ludzi przeszła ze wsi do miast, wytykanie komuś pochodzenia mija się z celem. Tym bardziej że i wieś się ucywilizowała, nabierając miejskiego poloru. Ma już ciepłą wodę w kranie (Tusk) i nie chodzi srać za chałupę (Tuwim). Ale u nas to niemożliwe; my Polacy nadal żyjemy klasowym resentymentem …
Powiązanie chamstwa z hołotą jest również nieuprawnione historycznie; wszak hołota to formalnie byli również przedstawiciele warstwy rządzącej – drobna szlachta, szlachta zaściankowa. Jednak status materialny lokował ich po stronie chłopstwa, czyli chama, od którego przejmowała pewne nawyki. Mówiło się wtedy, że schamiała, a zmuszona do samodzielnej pracy na roli – schłopiała. Wszak wsie szlacheckie – jak zaścianek dobrzyński, sąsiadowały często z chłopskimi.
Prezes, mając samopoczucie ludzkiego pana, zrównał te dwa stany, które dzisiaj już nie istnieją. Ale kto mu zabroni wyciągać trupa z szafy i piętnować przeciwników wyrażeniem, które dziś ma wyłącznie charakter przezwiska. Jednak czy tylko? W Internecie pojawiły się „poważne” analizy, że oto został obrażony polski lud, suweren, który powinien domagać się przeprosin. Skoro tak, to przeprosin powinni się również domagać potomkowie drobnej szlachty – gołoty, których nazwiska kończą się na –ski, lub –cki i pozwalają wyrabiać sobie szlachecki rodowód. W oczekiwaniu na taki dokument, czyli indygenat budują domy do złudzenia przypominające dworek szlachecki – z dwoma, czterema, a nawet sześcioma kolumnami, które podtrzymują pokój mansardowy… W ten sposób hasło „Polska w ruinie” okazuje się wierutnym fałszem!
W takiej bogoojczyźnianej atmosferze są podstawy, aby z wyzwisk rzucanych w przestrzeń publiczną ułożyć litanię. W klasycznej litanii inwokacjom towarzyszą prośby o wstawiennictwo jak w Litanii pielgrzyma Adama Mickiewicza. W litanii diabelskiej – to jest propozycja nazwy własnej – nie ma próśb, tylko słowa potępienia albo życzenia zguby. Oto jej wersja próbna, skomponowana od hoc, w nadziei, że podchwycą ją literaturo- i językoznawcy, nadając odpowiedni kształt tudzież aurę.
Chamska hołoto – zgiń, przepadnij!
Pedofile w sutannach – ręce precz od kapłanów!
Emigranci i uchodźcy – nie wpuścimy!
Ideologia LGBT – precz od naszych dzieci!
Ludzie drugiego sortu – zgińcie, przepadnijcie!
Konfederacja zdrady narodowej – idź do piekła!
Komuniści i złodzieje – na pohybel wam!
Nadzwyczajna kasta – obyś sczezła!
Niemiecko-rosyjskie kondominium – nie pozwolimy!
Pasożyty i pierwotniaki – to nie dla nas!
Tęczowa zaraza – koło młyńskie na szyję i na głęboką wodę!
Zdradzieckie mordy – niech was piekło pochłonie!
Itd., etc.
Zapis jest otwarty, a łaskawy Czytelnik może go uzupełnić o kolejne inwokacje, tudzież życzenia wszystkiego złego…
Od pięciu lat żyjemy w kraju, którego ustrój został zdiagnozowany jako „demokracja folwarczna” (prof. Ewa Łętowska). Na folwarku obok dziedzica zawsze ważną rolę odgrywał miejscowy ksiądz albo zakonnik, zapraszany na dworskie uczty, choć nie tylko. W Przedwiośniu Żeromskiego jest to ks. Anastazy (zdrobniale – Nastek); we współczesnych filmach zwykły ksiądz diecezjalny, przyjaciel domu – amator seksu normalnego i nienormalnego (Powrót Magdaleny Łazarkiewicz).
Prawdziwie ludzki pan nie poprzestaje jednak na zwykłym księdzu – on ma do dyspozycji biskupa, który przed wizerunkiem Królowej Polski na Jasnej Górze mówi coś takiego: „Dwaj przedstawiciele naszej władzy, wybranej przez większość Polaków, uobecniają charyzmat dwóch ewangelistów. Ewangelista Mateusz, premier Morawiecki, pochyla się nad egzystencją naszego narodu, by żyło się lepiej. Z kolei ewangelista Łukasz, profesor Szumowski, jest przedłużeniem czynów Jezusa, troszcząc się o nasze życie i zdrowie. Dziękujemy Boża Matko za ich posługę”.
Ich posługa nie jest oczywiście darmowa, ale kto by na to zwracał uwagę. Im bogatsza jednostka, tym bogatsze społeczeństwo…
Brakuje jeszcze tylko Jana i Marka; bo wtedy można by zacząć pisać własny Nowy Testament. Byłby to zdecydowany krok w stronę sakralizacji naszego ustroju (czasy saskie, konfederacja barska), kiedy ludzcy panowie rozmaitej konduity, z czynnym wsparciem stanu duchownego doprowadzili kraj do upadku.
J S
[i] Por. Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII, Warszawa 1994, t. I, s. 161-162.
Mamy dość!DO WYBORÓW
Idziemy i robimy swoje.

Tym razem zabawię się w miłośnika bibliograficznych osobliwości, a może raczej rzadkości. Otóż autor wspomniał socrealistycznego pisarza Leona Kruczkowskiego i jego powieść Kordian i cham. Otóz umiłowana rodzicielka autora (wiem o tym choćby dzięki piosence Kazika) interesującej figury stylistycznej, którą przenikliwie JS analizuje, Jadwiga Kaczyńska była uznaną specjalistką i znawczynią owego socrealistycznego twórcy. Zainteresowanym podaję adres bibliograficzny: „Leon Kruczkowski. Monografia bibliograficzna” (Wrocław, 1992). To zapewne w domu szary poseł poznawał tajniki prozy socrealistycznej i nią przenikł do imentu, jak to się mówi.
Na okładce jednego z wydań ksiażki L.Kruczkowskiego „Kordian i cham” znajduje się ilustracja pięknej krakowskiej czapki z barankowym otokiem i pawiookimi piórami.Czapka podobna do tej,którą zgubił cham Jasiek,ubierał Kościuszko, a ostatnimi laty, niekiedy radni miejscy Krakowa na uroczystych sesjach w myśl hasła „Kraków w Krakusce” lub „Kup se krakuskę” /pisownia oryginalna/
Cham Wyspiańskiego jest młody, jurny,wesoły,jest drużbą na weselu czyli ma znaczenie we wsi.Pięknie tańczy i dobrze całuje, kobiety go lubią.
Cham Kruczkowskiego jest ponury,brzydki,ciemny choć jasnowłosy,biedny.Krakuskę zastąpił kołtun.Ot, taki z holoty, bez znaczenia, chociaż ma prawo do wyborczej kreski /krzyżyka/
Atakowana dzisiaj „chamska hołota” to ludzie w większości światli,o zdecydowanych poglądach, otwarci na nowe idee / nie ideologie!/ I nie całują rąk księdza, chociaż to „ręce chrystusowe” A ci drudzy- wprost przeciwnie.
W kolejnych dniach można się spodziewać jeszcze lepszyc nowo-tworów.
O ile dobrze pamiętam, to Kruczkowskiemu nie chodziło o wieś, choć oparł się o pamiętnik pochodzącego z chłopów nauczyciel Deczyńskiego (?) Demaskował romantyzm, romantyczną wizję historii.
Hołota chamska nie jest określeniem łagodnym, ale w stworzonej przez rządzących narracji nie
zaskakuje; mogło być gorzej – powie niejeden. Sytuacja dla rządzących staje się
niekorzystna – spadające sondaże, pustki w kasie, fikcyjne zamówienia sprzętu lekarskiego.
Świadomość zbliżającej się katastrofy nie wpływa pozytywnie na kondycję
najważniejszych postaci polskiej sceny politycznej. Stąd emocje, które powodują,
ze nie zawsze jesteśmy w stanie utrzymać język za zębami Obrażanie opozycji, a co za tym idzie
milionów Polaków, było niepotrzebne, wręcz niemądre. A może wykrzyczane słowa
przepowiadają upadek władzy? Sięgając do Starego Testamentu w Księdze Przysłów
czytamy – usta są zgubą, a wargi pułapką. Jest nadzieja…
Ale to Stary Testament; być może zbyt stary. Nasz kraj posiada interpretatorów jego nowszych
dziejów. To właśnie oni, o czym wspomina JS, widzą miłosierne uczynki
najważniejszych polityków. Obaj „współcześni ewangeliści” Mateusz i Łukasz, przywołani
przez biskupa podczas modlitwy, są przykładem jakże wielkiego miłosierdzia względem
bliźnich. Tak to prawda. Ich miłosierdzie szczególnie jest jednak widoczne względem najbliższych
członków swych rodzin, a dokładniej swoich żon, poprzez realizację wezwania
„majątki chętnie darować”. Uczynki miłosierne wobec ciała: głodnych
nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, (aby im niczego nie zabrakło
i żyli dostatnio) zostały zrealizowane, przynajmniej wśród najbliższych. Być
może taki sposób wyzbycia się majątku zasługuje na uznanie kościoła? Można podejrzewać, że kościół liczy, że stanie się również beneficjentem innych dóbr w zamian za właściwą postawę i wzmacnianie „demokracji
folwarcznej”, która ma się dobrze „Boże, spraw, aby wszyscy zagłosowali na prezydenta Andrzeja Dudę” –
to kolejna modlitwa przedstawiciela kościoła. Najprawdopodobniej w parafiach
gdzie elektorat zgadza się z programem rządzących takie zachowania nie są
krytykowane, lecz stają się normą. W związku z tym nikt nie ośmieli się
nagłaśniać takich przypadków. Na szczęście zapomniano, że Andrzej, choć nie
ewangelista, jako pierwszy został powołany na apostoła przez Chrystusa. Przy „właściwej”
interpretacji można wmówić wiernym wiele.