Dariusz Wiśniewski: Cykor

02.07.2020

W polityce jest zupełnie inaczej niż w Ewangelii.

Jeżeli ktoś cię spoliczkował, musisz ten policzek oddać. Inaczej – schodzisz ze sceny obrzucony pomidorami. Nie zostajesz wprawdzie ukrzyżowany, ale nie licz na zmartwychwstanie.

Andrzej Duda został wyzwany do debaty publicznej przez Rafała Trzaskowskiego i natychmiast zaproszenie odrzucił. Po czym zastygł w głębokim oburzeniu. Jeżeli będzie się dalej migał, to jego elektorat – w dużej części konfrontacyjny i bojowo nastawiony – poczuje się, jakby ktoś odebrał mu honor.

Wyborcy obu stron oczekują tej debaty jak jakiegoś dopalacza przed główną bitwą. To stary rytuał. Dwóch najsilniejszych wojowników z obu stron przystępuje do walki. Dopiero potem rusza cała reszta. Ten, który zwycięża, dodaje odwagi swoim żołnierzom i wzmacnia wiarę w zwycięstwo. Ale Duda chyba nie zna tej tradycji.

Im bardziej prezydent unika debaty, tym bardziej taka konfrontacja nabiera atrakcyjności dla obu stron. – Niech Pan się nie obawia, Panie prezydencie – zachęca Dudę Trzaskowski. I bezkarnie szczypie go po policzkach. Ale prezydent nadal udaje obrażonego i tak chce przeczekać.

Nie jest przecie głupi. Wie, że debata może go kosztować kilka punktów. Wykalkulował więc sobie, że jeżeli uda mu się jakoś wykręcić, to wprawdzie straci, ale może nie tak dużo. Jego wyborca, rzecz jasna, chciałby bardzo, aby Duda wyszedł na środek ringu, naprężył muskuły i szybko znokautował „lewaka” Trzaskowskiego. Ale Duda nawet nie jest obecny na sali.

Najważniejsze: Duda mrugnął pierwszy. I natychmiast znalazł się w defensywie. Teraz nie pasuje mu miejsce, czas, rodzaj broni, publika, oświetlenie, czas trwania etc. Nie podoba mu się sposób w jaki wystosowano zaproszenie, a poza tym nie zna pytań, a on tak nie lubi. Trzaskowskiemu zarzuca dyktat. Wszystko mu przeszkadza.

Uciekanie przed debatą to nie tylko taktyka Dudy. To również jego charakter. Duda szczuje i wyzywa raczej z daleka. Publika jest, ale w oddaleniu jako medialne tło, w bezpiecznym dla niego dystansie. Prezydent zwyczajowo wykrzykuje coś w mikrofon i opuszcza salę. Nieraz jeszcze zatańczy albo zaśpiewa, aby lud poczuł swojaka. Ale żadnych trudnych pytań. W czasie swojej prezydentury zawsze unikał bezpośredniej i publicznej rozmowy z dziennikarzami czy zwykłymi ludźmi. Głównie dlatego, że bał się niewygodnych pytań o Konstytucję, którą wielokrotnie złamał, o Trybunał, który zmarginalizował, o niszczenie niezależności polskich sądów, o ideologie, które nie są ludźmi etc. Podobne pytania i aluzje mogłyby się pojawić również podczas debaty z Trzaskowskim. Po co mu to?

Jak się mówiło kiedyś na taką postawę na podwórku? Cykor? Czy może jeszcze inaczej?

Dariusz Wiśniewski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com