10.07.2020

Potrzebujemy nowej przestrzeni ustrojowej. Nowej Konstytucji. Eksponującej ideę przewodnią — dobra wspólnego — w nazwie państwa: Dobra Wspólnego Rzeczpospolita Polska.
Ponura wizja prof. Jadwigi Staniszkis — podziału społeczeństwa na dwa niechętne sobie plemiona — politycznych Walonów i politycznych Flamandów — już zaszła za daleko.
Próg dobra wspólnego jest nie do przekroczenia dla nakręcaczaa podziałów i jego świty.
Po przegnaniu PRL z jej stalinowskim dekretem o kochaniu ZSRR znaleźliśmy oparcie tymczasowe. Oficjalne prace nad skodyfikowaniem niepodległości odzyskanej w sposób cudowny i nieoczekiwany, także dla ważnych przyjaciół, rozpoczęto niezwłocznie. Wcześniej w sferze marzeń z tematem próbowały się mierzyć zespoły i poszukiwacze samotni.
Zadanie okazało się piramidą Sechemcheta, która nie chciała się poderwać ponad mury oporowe. Przez pięć lat tkwiliśmy w nawiasach Małej Konstytucji. Upływały miesiące i lata, a kolejne składy komisji konstytucyjnej nie wychodziły poza fazę przymiarek. Narastało rozczarowanie i zniecierpliwienie. W drugim roku na urzędzie następca Lecha Wałęsy, prezydent Aleksander Kwaśniewski ucina kontredans. 2 lutego 1997 roku Zgromadzenie Narodowe uchwala nową ustawę zasadniczą, którą kilka miesięcy później przyjmuje naród w referendum.
Aplauz dla nadania krajowi własnych podstaw ustrojowych nie pozwalał przez następne lata mówić o ich doskonaleniu. Z obawy, że jak się coś ruszy, to rozsypie się wszystko. Konstytucja III RP stała się nietykalna. Pomyślnie rozwiązywała niejedną super kwestię. Od Preambuły po nadzór nad przebiegiem ciąży. Potwierdzała dobitnie i jednoznacznie prawa i wolności obywatelskie, niezależność sądów, wolne media. Dlatego ta — powiedzmy niedopieczona, konstytucja, taka, jaka jest, stała się hasłem i tarczą sprzeciwu obywatelskiego wobec dyktatorskich zapędów obecnej władzy. Bronimy jej jak niepodległości. Mimo że poza regulacją konstytucyjną pozostawia mnóstwo rozstrzygnięć m.in. co do funkcjonowania organów państwa. Zabrakło czasu i zdolności do kompromisu? Władza wykonawcza otrzymała przywilej decydowania o nich w drodze ustaw uchwalanych zwykłą większością głosów przez Sejm. Co prawda kontrolę nad tym sprawuje jeszcze Senat, wymagany podpis Prezydenta. Jednak przypadkowe dostanie się parlamentu i prezydentury w ręce zuchwałej, zachłannej większości (większyści) otwiera pole dla samowoli i bezkarności władzy. To właśnie nas spotkało w 2015 roku i stanowi zapadlisko najpilniejsze do zasypania.
Do dzisiaj nie mówiło się o zmianie ustawy zasadniczej. W obawie, że większyści swoimi nocnymi ustawami zmienią sytuację na jeszcze bardziej wygodną dla swego sposobu rządzenia, by jeszcze gorliwiej i łapczywiej przywłaszczać sobie państwo. O dziwo, większystów to, co mają, zadowala. Dlatego i oni również do zmian konstytucji nie dążą. Od czasu do czasu temat podnoszą i szybko gaszą.
Uregulowanie w nowej konstytucji wielu kwestii (obawiam się nie wszystkich) pozostawionych uznaniu władzy wykonawczej to praca ogromna. Powinna zacząć się niezwłocznie. Rządzącym, niezależnie od ich sztandarów i zaklęć, nie wolno oddać konstytucyjnych regulacji. Niech się tym zajmą kompetentni fachowcy, patrioci, oddani idei dobra wspólnego.
Musimy odbudować podstawy sprawiedliwości i demokracji. Czy możemy liczy w tej mierze na sukces? Wiem na pewno, że Polska ma się na kim oprzeć.
2
W niedawnym wywiadzie pani Małgorzata Kidawa-Błońska, wicemarszałek Sejmu sugerowała, że Polacy wolą mężczyzn. To o spadku notowań po jej rezygnacji z ubiegania się o prezydenturę. Spadek notowań osoby już niekandydującej jest czymś oczywistym. A pani marszałek postąpiła po męsku odmawiając udziału w farsie wyborczej, forsowanej na 10 maja przez rządzących. To ona wypuściła powietrze z ich balonu.
Dobrze, że odpadła. Jestem pewien, że pod zwykłym prezydentem lepiej niż pod Jego Ekscelencją, Miłościwie Nam Panującym Najjaśniejszym Paziem p. Marszałek odegra ważną rolę w odnowie polskich fundamentów. Będą mogli uczestniczyć w tym przedsięwzięciu wszyscy. Niezależnie od tego, czy darzyli „dobrą zmianę” nadzieją czy odczytywali w niej kpinę, czy byli zaliczani do „prawdziwych Polaków” czy też piętnowani „gorszym sortem”.
Dobro wspólne dzieli się tylko samo przez siebie i zawsze w wyniku daje jedność.
Zacznijmy zbierać propozycje i wątki dla DWRP, by poddać je analizom i debacie. Na to nie jest bynajmniej za wcześnie. Korzystając z przywileju inicjatora z dziesiątków kwestii nie mniej ważnych i pilnych wybieram tę, która czeka na odnowę w skali globalnej. Mowa o głębokiej przebudowie — u nas i na świecie — systemu opieki nad życiem rodzinnym w kolejnych fazach jego przebiegu. Ma ono wiele form i modeli. Jest naczyniem miłości z wyboru, partnerskiej, pokoleniowej, bratersko-siostrzanej, kuzynowskiej i powinowactwa. Jest też tyglem utrząsania różnic temperamentów, humorów, nastrojów, przyzwyczajeń, nastawień wrodzonych i nabytych.
Zacznijmy od zaległego wyrównania pozycji kobiety w stosunku do mężczyzn w środowisku pracy.
Najwięcej tu do powiedzenia miał i ma pracodawca. Ponieważ to on ma w kieszeni kluczyk do kasy podręcznej i płaci. Decyduje o wysokości wynagrodzenia, zakresie obowiązków, ocenie przydatności każdego pracownika. Także płci słabej. Jest to podejście archaiczne ukształtowane w wiekach minionych. Nowoczesne społeczeństwo potrzebuje oceny bardziej niezależnej i sprawdzalnej. Systemu państwowego, opartego na jednoznacznych kryteriach i obiektywnych miernikach.
Dotychczasowe rozwiązania uzupełniają związki zawodowe. Do tego dodano ubezpieczenia. Publiczne i prywatne.
Zbudujmy system państwowy. Urlop macierzyński niech będzie wzmocniony awansem. Kobieta rodzi i pielęgnuje potomstwo. Żłobki, przedszkola — zgoda, ale wcześniej… Kobieta na urlopie, a koledzy zdobywają laury zawodowe i awansują. Czy nie czas pomyśleć o kursach on-line dla niej, uczących nowych, poszukiwanych specjalności? Porady psychologiczne. Czy nie czas zaproponować bezpłatną rehabilitację pociążową? Czy nie powinny się pojawić adresowane zalecenia dietetyczne i ćwiczenia? Lektury, media audiowizualne i wyprawy krajoznawcze. Wszystko do wzięcia dla chętnych.
Kobieta jest w społeczeństwie — a tylko sporadycznie w miejscu pracy — niezastąpiona i na to wszystko zasługuje. Na to i na więcej.
Dodajmy, że rozwijanie systemu, o którym mowa, wymaga rozwagi i ostrożności. Żeby nie przewróciło się nikomu w głowie, także mężczyznom. Żeby nie poczuli się odtrąceni i zaniedbani.
Potrzebny będzie nowy typ urzędnika socjalnego. Wyrozumiały, życzliwy, pomocny. Przyjaciel.
Marzycielstwo? A kiedy mu się oddać, jeśli nie przy wyborczym Święcie Demokracji?
To perspektywa. Dochodzenie do niej przez umiar i stopniowość. Bez zgliszcz na placu budowy.
Jerzy Szperkowicz

Niedawno natrafiłem w internecie na komentarz, który mnie na tyle zastanowił, że pozwolę sobie go zacytować: kiedy (…) wygra wybory będzie więcej luzu i my 2gi sort będziemy bardziej szanować 1szy, w miarę możliwości oczywiście. W miarę możliwości będzie to na pewno przyjemny kraj.