Andrzej Koraszewski: Igraszki z hasłem „nie zabijaj”

14.07.2020

<span>Ludzie padający na kolana podczas wiecu Black Lives Matter na placu przed Kapitolem w Waszyngtonie, 3 czerwca 2020  Zdjęcie: Reuters / Jonathan Ernst.</span>
Ludzie padający na kolana podczas wiecu Black Lives Matter na placu przed Kapitolem w Waszyngtonie, 3 czerwca 2020  Zdjęcie: Reuters / Jonathan Ernst.

Podczas gdy nad Wisłą świątobliwi bredzą o Holokauście nienarodzonych, Ameryka żyje dziś hasłem „Black Lives Matter”. W obu przypadkach możemy się zastanawiać nad szczerością i uczciwością tych obrońców moralności apelujących do naszych uczuć i wzywających nas na barykady.

Obrońcy nienarodzonych nie tylko świadomie i z premedytacją nadużywają słowa Holokaust, może nie zawsze wiedząc, jakie znaczenie miało to słowo w języku greckim, ale doskonale wiedząc, że w dzisiejszym świecie oznacza ono Zagładę sześciu milionów Żydów przez chrześcijańską Europę pod wodzą niemieckich nazistów. Kradzież tego pojęcia na użytek kampanii na rzecz lekceważenia życia kobiet i jakości życia narodzonych nie jest tak niewinna, jakby to się mogło zdawać. Walczący o życie nienarodzonych nie zamierzają rozmawiać o znaczeniu i ograniczeniach nakazu nie zabijaj. Nie walczą również o ograniczenie liczby wykonywanych zabiegów chirurgicznej aborcji (co osiąga się najskuteczniej przez edukację seksualną i dostęp do środków antykoncepcyjnych), ale o narzucenie społeczeństwu praw religijnych.

Złodzieje pojęć grasują na różnych  polach. W przypadku bojowników o życie nienarodzonych, kradzieży pojęcia Holokaust towarzyszy stała tendencja umniejszania Zagłady Żydów, przekonywanie, że za tę Zagładę odpowiedzialni są wyłącznie niemieccy naziści, oraz zabiegi o kryminalizację ujawniania, że wśród współodpowiedzialnych był Kościół katolicki i inne narody europejskie, w tym Polacy.

Daleko nie wszyscy kapłani katoliccy (protestanccy i prawosławni kapłani też mieli często podobne postawy) uważali, że nakaz „nie zabijaj” dotyczy również żydowskich bliźnich. Zgoła przeciwnie: bardzo wielu wpajało wiernym przesłanie (a niektórzy nadal to robią), że Żydzi są wyłączeni z kategorii bliźnich. Dziś w kościołach słowo Holokaust słyszymy najczęściej w kontekście rzekomej „obrony życia”. Ta walka o życie nienarodzonych nie tylko ignoruje życie kobiet, nie tylko ignoruje życie już urodzonych, ale jest bardzo silnie powiązana z najstarszym i najbardziej nieludzkim przesądem chrześcijaństwa.

Walka o życie nienarodzonych niewiele ma wspólnego z rzeczywistą troską o życie ludzkie czy też z rzeczywistą moralnością. Natomiast ma bardzo wiele wspólnego z fanatyzmem i z mobilizacją mas do wojny plemiennej.

Za oceanem widzimy inny ruch, którego przywódcy przywdziewają szaty szlachetnych  moralistów. Obrona słabych i bestialsko prześladowanych trafia do naszych uczuć i wydaje się ze wszech miar uzasadniona. Dlaczego zatem wywołuje falę wandalizmu, rabunku i mordów uderzającą również w społeczności czarnych?

Czy jest możliwe, że część przywódców tego ruchu ma zupełnie inne cele niż walka o poszanowanie życia i godność dyskryminowanej grupy? Dlaczego również na tym polu widzimy dziwaczny sojusz z ludźmi związanymi z terrorem i antysemityzmem?   

Jeden z najlepszych współczesnych prawników amerykańskich, Alan M. Dershowitz, zastanawiał się niedawno nad pytaniem, dlaczego ruch Black Lives Matter udostępnił swoje platformy ludziom głoszącym, że Izrael jest państwem apartheidu, państwem  praktykującym „ludobójstwo palestyńskiego ludu”? Dershowitz zwraca uwagę na fakt, że obrońcy czarnego życia w Ameryce poza swoim własnym krajem zwracają swój gniew tylko przeciw jednemu państwu na świecie. Oczywiście zapewniają, że nie są żadnymi antysemitami, że są zaledwie antysyjonistami.      

Amerykański prawnik pisze, że od ponad pół wieku naucza prawa na uniwersytecie i że często rozwiązywał ze swoimi studentami „przypadki hipotetyczne”. Przedstawia taki przypadek hipotetyczny pod naszą rozwagę:

Wyobraźmy sobie, że istnieje tylko jedno państwo czarnych Afrykanów – naród składający się głównie z byłych niewolników, Czarnych mężczyzn i kobiet. Wyobraźmy sobie dodatkowo, że ten jedyny naród Czarnych ma dobre notowania, jeśli idzie o ochronę środowiska, prawa gejów, równość płci i obronę swoich granic przed atakami innych, głównie białych, narodów. Jednak jak wszystkie narody, ten naród Czarnych jest daleki od doskonałości. Ma swoje wady i niedociągnięcia.

Wyobraźmy sobie następnie – pisze dalej Dershowitz – że różni naprawiacze świata w Ameryce wybierają sobie ten Czarny naród jako wyłączny obiekt potępień i na przykład środowiskowcy czy grupa na rzecz obrony praw gejów tworzą swoje platformy i zajmują się wyłącznie Czarnym narodem ignorując wszystkie faktycznie szkodzące środowisku i homofobiczne narody.

Trudno o wątpliwości, że takie wybiórcze potępianie jedynego Czarnego narodu zostałoby napiętnowane jako irracjonalne, rasistowskie i przepełnione hipokryzją.   

Ten hipotetyczny przykład jest bardzo bliski temu, co dzieje się w rzeczywistości. Jeszcze w 2016 roku Dershowitz opublikował w „Boston Globe” artykuł, w którym apelował do kierownictwa ruchu Black Lives Matter o zrezygnowanie z nieuzasadnionych oskarżeń Izraela o apartheid i ludobójstwo Palestyńczyków, co oczywiście nie spowodowało żadnej reakcji.      

Alan M. Dershowitz zauważa, że bardzo często (zarówno dziś, jak i w przeszłości), grupy mające szlachetne cele gubią się, włączając się w akcje jawnie rasistowskie, homofobiczne, czy w inne formy bigoterii. Ich szlachetne cele i działania w żaden sposób nie usprawiedliwiają działań głęboko amoralnych, co więcej, jedno absurdalne i amoralne rozszerzenie pierwotnego celu, pociąga często za sobą inne, czasem zmieniając ów cel pierwotny w swoje przeciwieństwo. (Ruch Black Lives Matter miał pierwotnie na celu badanie i piętnowanie przypadków nadużywania przemocy wobec czarnych  przez policję. Został zdominowany przez hałaśliwe grupy wzywające głównie do anarchii i zupełnie niezainteresowane praktycznymi działaniami, które prowadzą do ustalenia faktycznych przypadków nadużycia władzy i poszukiwania środków naprawczych).         

Osobiście podejrzewam, że może tu być pewien mechanizm, że mamy do czynienia z kradzieżą autorytetów moralnych i że jednostki promujące rasizm, czy to w formie antysemityzmu, czy jakiejkolwiek innej, jednostki promujące przemoc i dążące do destabilizacji systemu, doskonale wiedzą, iż podczepienie się pod przemawiający do ludzi cel pozwala przemycać propagandę kłamstwa i sianie nienawiści.

Podobnie jak w przypadku obrony nienarodzonych, obrona życia czarnych została porwana przez ludzi, których życie ludzkie mało interesuje, dla których oburzające jest przypomnienie, że każdego dnia w Ameryce czarni giną z rąk czarnych, a byłoby tych mordów wielokrotnie więcej, gdyby nie wysiłki policji, że przypadki policyjnej brutalności i faktycznego nadużycia przemocy są stosunkowo rzadkie, co nie znaczy, że nie wymagają starannego monitorowania i działań zmierzających do ich wyeliminowania.

Nakaz „nie zabijaj” pozostaje w mocy, ale porwany przez ludzi w rodzaju ojca Rydzyka, byłego księdza Międlara i im podobnych, czy przez ludzi w rodzaju Louisa_Farrakhana w USA staje się narzędziem ludzi skrzykujących się do mordów.

Kiedy ludzie padają na kolana, lepiej uważać, bo ich pasterze mogą mieć patologiczne skłonności.

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com