Cztery sałatki na upalne lato

26.07.2020

Mamy lato i się nim cieszymy. Jeśli nigdzie nie wyjeżdżamy, cieszymy się latem w domu. Jak wiadomo, gdy temperatura sięga 30 stopni, apetyt słabnie. A coś zjeść trzeba. Polecam niezawodne sałatki. Przedstawię trzy bardzo lekkie i czwartą treściwszą. Ich spożywanie może się przyczynić także do wreszcie pozytywnych osiągnięć na łazienkowej wadze; wiele osób przytyło z powodu covidowych lockdownów. Przy okazji poprawimy sobie trawienie, wzbogacimy nasze organizmy porcją witamin i mikroelementów. Na trzy lekkie sałatki weźmiemy bowiem owoce.

Pierwsza jest banalnie prosta. Kupujmy świeży arbuz, kroimy go, pozbawiamy pestek i – mamy sałatkę. Prawie.

Sałatka z arbuza i sera po mojemu

arbuz
ser bułgarski solony lub feta
świeża bazylia
oliwa extra vergine
łyżka octu z białego wina lub soku z cytryny
pieprz, ew. sól

Kostki arbuza bez pestek ułożyć w salaterce. Mieszać je z pokrojonym w podobną kostkę serem. Skropić oliwą i zakwasić lekko octem lub sokiem z cytryny. Na końcu wymieszać z posiekanymi lub porwanymi na kawałeczki listkami bazylii. Obficie posypać pieprzem z młynka i, kto chce, jeszcze solą (uwaga, ser jest słony!). Do podaniem trzymać w lodówce.

Zamiast bazylii można dać tymianek, np. ten cytrynowy. Oryginalnie świeżego posmaku przydają listki świeżej mięty lub melisy. Do sałatki pasuje delikatne pieczywo pszenne – np. bagietka.

Do drugiej sałatki także kupujemy owoce i ser. Tym razem weźmiemy truskawki, a ser to kozi twaróg. Sałatka jest też dziecinnie prosta.

Sałatka z truskawek i koziego sera po mojemu

truskawki
kozi twarożek
świeża bazylia lub tymianek
kremowy ocet balsamico o smaku pistacjowym (lub innym)

Truskawki umyć, osuszyć, przepołowić. Ułożyć na talerzu. Centralnie umieścić twarożek. Posypać porwanymi na kawałeczki liśćmi bazylii lub/i listkami tymianku zerwanym z łodyżek. Skropić octem balsamicznym owoce i ser. Do podania chłodzić w lodówce.

Sałatka jest boska z zimnym białym winem lub wręcz z lekkim prosecco. Kremowe octy balsamiczne mogą mieć różne nuty smakowe. Ten pistacjowy (Bożenko dziękuję!) jest bardzo ciekawy. Kto chce, może skropić sałatkę także kilkoma kroplami oliwy także smakowej, np. tej cytrynowej.

Podstawą sałatki trzeciej będą winogrona. Polecam białe bezpestkowe. Jeżeli kupimy te z pestkami, trzeba będzie je po przekrojeniu usunąć. Aby nie przeszkadzały w jedzeniu i cierpkością nie psuły smaku.

Sałatka z winogron, orzechów i sera po mojemu

winogrona najlepiej bezpestkowe
mix sałat
mieszanka orzechów pistacjowych, cashew i makadamia
lekki winegret z oliwy i octu z białego wina
ser hiszpański (np. manchego)
czarny pieprz z młynka

Winogrona przekroić na pół, a jeśli są z pestkami – wyjąć je. Ułożyć na spodzie salaterki. Na nie położyć mix sałat (są już porwane, gotowe do spożycia). Posypać orzechami. Przybrać trójkącikami sera. Sporządzić winegret mieszając ocet z solą i pieprzem, a następnie z oliwą (klasyczne proporcje to trzy porcje oliwy na jedną octu, ale można dopasować do swego smaku). Skropić winegretem tuż przed podaniem, wymieszać już przy stole.

Tę sałatkę przygotowujemy przed samym postawieniem na stole. Gdyby czekała już skropiona winegretem – sałata by zwiędła, a powinna być krucha. Tylko winogrona można przygotować wcześniej i trzymać w lodówce, najlepiej z salaterką, na której sałatę podamy, aby także była schłodzona. Oczywiście, ser może być inny, inny zestaw orzechów, aby tylko pozostała mieszaniną sałaty i winogron.

Czwarta sałatka będzie bardziej sycąca. Jej podstawą uczynimy ciecierzycę, zwaną cieciorką lub grochem włoskim. Ta roślina, która zawojowała basen Morza Śródziemnego, w Polsce popularna ani wręcz znana nie była długo. Ślad tego znalazłam w „Kurierze Warszawskim” z roku 1863.

W całej już prawie Europie południowej upowszechniono gatunek grochu p. n. ciceri, który okazał się jak najlepszym. Jeszcze Fenicjanie za dawnych czasów, zakazywali pod karą śmierci wywozu tego grochu, ze swoich Hiszpańskich kolonji, tak wielką bowiem przywiązywali do niego wartość. Obecnie Towarzystwo Aklimatyzacyjne w Berlinie już reprodukuje ten gatunek; dla tego [tak pisano!] też warto zwrócić nań uwagę i korzystać z działań tegoż Towarzystwa dla zużytkowania powszechniejszego tej rośliny.

Czy jednak sporządzano z niej smaczne dania? Nie wiem. Znalazłam tylko ślad, że jej ziarna palono jak kawę. Chyba za dobra w tej odsłonie nie była! Wróćmy do sałatki.

Sałatka z ciecierzycy po mojemu

ciecierzyca gotowana z puszki lub słoika
łyżka pasków boczku wędzonego
papryka w trzech kolorach
2–3 pomidory
2–3 ząbki czosnku
oliwa extra vergine
ocet winny
sól, czarny pieprz

Papryki przekroić na pół, oczyścić z pestek i błonek, wstawić do piekarnika pod opiekacz na 10–15 minut, a gdy skórka sczernieje – usunąć ją. Papryki pokroić w paski. Paski boczku przesmażyć w oliwie. Ciecierzycę odcedzić. Umieścić w salaterce, do mieszać boczek. Pomidory pokroić w kostkę (kto chce, może je sparzyć i zdjąć z nich skórkę; gdy miąższ jest wodnisty, odcisnąć z soku). Do salaterki dodać paprykę i pomidory, Wymieszać wszystkie warzywa z oliwą i octem do smaku. Obficie posypać pieprzem i oszczędnie solą.

Jeżeli mamy możliwość przyrządzenia sałatki, zwłaszcza podsmażenia boczku, tuż przed podaniem, zróbmy to. Niech ciecierzyca z boczkiem będzie lekko ciepła – zyska na smaku. (Oczywiście, kto mięsa nie je, z boczku po prostu zrezygnuje, może cieciorkę lekko podsmażyć w samej oliwie). Ale jeżeli sałatkę przygotujemy wcześniej, też będzie smaczna. Smaki wszystkie się w niej przegryzą, dlatego i kolejnego dnia będzie też pyszna. Kto nie ma czasu lub możliwości do opiekania papryki, może po prostu pokroić jej surowe strąki. Tyle że te opieczone, bez skórki, rozwijają pełnię smaku. Do tej sałatki pasuje jakiś chleb rustykalny. Polski lub włoski. Najlepiej, gdy pajdy chleba będą świeże, co podobno za zdrowe nie jest, ale jak cieszy podniebienie.

Tyle jedzenia. Latem nie zapominamy o piciu. To było oczywiste i przed przeszło wiekiem. „Kurier Warszawski” na upalne lato 1902, radził czytelnikom. Pisownia oryginału. Ówczesne zalecenia zdrowotne nie zawsze odpowiadają naszemu stanowi wiedzy. Ale choćby dla zaspokojenia historycznej ciekawości porady warto przeczytać. Tekst podpisał Dr. J.Z. Jest więc odbiciem stanu wiedzy medycznej z początków wieku XX. Borykano się wtedy z brakiem zdrowej wody. Nie było chłodziarek (poza bardzo zamożnymi domami). A wiedza o bakteriach dopiero się rozwijała i nie była powszechna.

Zbliża się lato a z niem upały i wzmożone zazwyczaj pragnienie, pytanie zatem postawione w nagłówku zainteresuje może czytelników. Przedewszystkiem zaznaczyć musimy, że najzdrowszy nawet napój w nadmiernej użyty ilości może być szkodliwym, szczególniej jeżeli temperatura jego będzie zbyt nizka; to też przedewszystkiem należy pić umiarkowanie i starać się, aby ciepłota napojów nie była zbyt nizka. Zbyt duża ilość płynu rozcieńcza zbytnio sok żołądkowy, czyni go niezdatnym do trawienia i powoduje cały szereg zaburzeń w trawieniu tak częstych porą letnią.

Sok zresztą żołądkowy ma dla nas prócz trawienia inne jeszcze znaczenie: posiada własności bakterjobójcze w znacznym stopniu i przez to niszczy drobnoustroje, które z pokarmami dostają się do naszego ustroju. Między temi ostatniemi latem jest wiele szkodliwych, wprost nawet chorobotwórczych, dlatego też należy starać się o zachowanie w składzie prawidłowym soku żołądkowego; rozcieńczając dużą ilością płynu, pozbawiamy go własności bakterjobójczych, które tylko sokowi o stężeniu prawidłowem są właściwe, a przez to wystawiamy nasz ustrój na niebezpieczeństwo zakażenia drobnoustrojami, wywołującemi zaburzenia w trawieniu (dysenterja, choleryna, cholera, tyfus etc.).

Co się tyczy zbyt nizkiej ciepłoty napojów, działa ona drażniąco na żołądek i wywołuje cały szereg zaburzeń aż do zapalenia błony śluzowej i żołądka.

Ilość płynu normalnie niezbędna ustrojowi wynosi około 2-ch litrów dziennie, z czego część spożywamy w pokarmach; zbyt przekraczać granic tych nie radzimy, a w każdym razie nie należy pić naraz więcej, niż 1/2 litra, i to, o ile można, powoli. Ciepłota płynu nie powinna być niższą niż 80 do 10 st. C., niższa ciepłota bowiem nie sprawia przyjemności, a jak mówiliśmy wyżej, może być szkodliwą.

Są to pierwsze wskazówki, nie obojętną jest jednak rzeczą jakość samego płynu. Niewątpliwie najzdrowszą jest czysta woda źródlana, zawierająca mało soli, nieco tlenu i kwasu węglowego w roztworze. Woda źródlana zazwyczaj nie zawiera wcale drobnoustrojów i pod tym więc względem zasługuje na wyróżnienie.

Gorszą jest woda studzienna, gdyż częstokroć jest zanieczyszczona i wtedy pić jej nie można inaczej jak po przegotowaniu, t. j. po zabiciu wszelkich drobnoustrojów. Wiadomą jest rzeczą, że woda zanieczyszczona jest przyczyną dysenterji, cholery, tyfusu brusznego i t. p.; szczególniej więc wystrzegać się jej należy na wsiach, gdzie studnie są zazwyczaj zanieczyszczone.

Woda rzeczna filtrowana zazwyczaj jest wolna od drobnoustrojów i bez obawy używaną być może, niewszystkim jednak dla swej miękkości przypada do smaku.

W zasadzie więc najlepiej używać wód naturalnych, źródlanych lub innych, byle czystych zupełnie, a w razie jakichkolwiek podejrzeń przegotowywać je przed użyciem. Ponieważ jednak woda przegotowana jest niezbyt smaczna, oddawna już ludzie uciekają się do napojów sztucznych lub sprowadzają zdaleka wody źródeł naturalnych.

Przed niedawnym czasem dr. Dobrzycki na tem miejscu pisał o naturalnych wodach stołowych, uważam więc za zbyteczne powtarzać się co do tego, chcę tylko kilka słów powiedzieć o napojach sztucznych.

Podzielić je można na dwie grupy: napoje sfermentowane i niesfermentowane, pierwsze mogą zawierać alkohol lub nie zawierają go wcale. Co się tyczy napojów, zawierających wyskok, jak wino, piwo, wymagać od nich należy, prócz smaku, jednego jeszcze warunku, aby fermentacja była ukończoną zupełnie: poznajemy to po smaku oraz po stopniu klarowności płynu, piwo np. niedostatecznie sfermentowane będzie mętnawe i będzie posiadało smak i zapach właściwy płynom fermentującym. Takie wino i piwo jest zawsze bardzo szkodliwe, zawiera w sobie bowiem dużo drobnoustrojów, drażniących przewód pokarmowy. Poza tem należy unikać zafałszowań, to jednak nie wchodzi już w zakres pogadanki niniejszej.

Płyny, zawierające alkohol, przyjęte w dużej ilości są niezmiernie dla ustroju szkodliwe, drażnią bowiem przewód pokarmowy, wywołują zaburzenia w trawieniu, powodują następnie zmiany w wątrobie i nerkach, a co ważniejsza działają szkodliwie na ustrój nerwowy, osłabiając wolę i siły duchowe człowieka i wywołując cały szereg zaburzeń w układzie, którego stan prawidłowy jest nieodzownym warunkiem życia człowieka. Ztąd też płynów, zawierających wyskok, za napój uważać nie należy, szczególniej latem, kiedy skutkiem wysokiej ciepłoty powietrza odporność ustroju wogóle [tak pisano!] jest zmniejszona.

Ale i napoje nie zawierające wyskoku, albo zawierające go w minimalnej ilości, mogą być szkodliwe, gdy nie są należycie przygotowane. W Warszawie jako napoju używa się powszechnie wód gazowych. Wody te muszą być przygotowane umiejętnie, gdyż mogą wywołać cały szereg chorób, jeśli przy tem nie zachowano ostrożności. Źle pobielane naczynia, zawierając miedź i ołów, powodują, iż do nich dostają się te metale, szczególniej ostatni i wywołać mogą zatrucie. Przed kilku laty zdarzył się taki wypadek w Warszawie i wywołał rewizję fabryk wód mineralnych, przez co na razie niebezpieczeństwo się zmniejszyło.

Wody gazowe winny być nadto przygotowywane na wodzie świeżo przekroplonej, każda bowiem inna woda zawierać w sobie może drobnoustroje, jak wiemy, nieraz dla ustroju szkodliwe. Pół biedy, gdy wodę gazową dla oszczędności przygotowują z filtrowanej wody wodociągowej, gorzej, jak się to dzieje na prowincji, gdy w tym celu używają wód studziennych o nieznanej czystości. W tym kierunku powinny władze odpowiednie rozwinąć jak najszerszą kontrolę, a publiczność powinna zaopatrywać się w wodę tylko u firm odpowiedzialnych i dających gwarancję czystości i właściwego dozoru.

W czasach ostatnich upowszechniło się użycie t. zw. kwasu. Jest to sfermentowany chleb wraz z owocami, a co częściej olejkami sztucznemi, nasycony kwasem węglowym. Dobry kwas, zawierając w sobie kwas mleczny, może być pożądanym napojem. Niestety, fabrykacja znajduje się w rękach osób nieodpowiedzialnych, fermentacja nie jest przeprowadzona umiejętnie, a dla zamaskowania smaku dodaje się tyle szkodliwych substancji, że faktycznie zalecać napoju tego nie można.

Toż samo dotyczy większości t. zw. lemoniad owocowych, słodzonych sacharyną, zaprawianych sztucznemi olejkami eterycznemi i kwasami. I tu polegać raczej należy na firmie, a nadto rozciągać aczną kontrolę nad potajemnemi fabryczkami. W roku ubiegłym jedna ze starszych firm wypuściła cały szereg napojów pod nazwą: kwas żórawinowy, grenadina, kwas cytrynowy. Rozbiory chemiczne tych napojów wykazały brak domieszek szkodliwych; byłyby więc dobrym dla nas nabytkiem wobec innych zafałszowanych napojów, gdyby nie zbyt wysoka ich cena. Wartoby, aby solidniejsi fabrykanci w tym właśnie kierunku wytężyli usiłowania i przygotowywali napoje z owoców jako najbardziej odpowiednie i zdrowe. Wobec wielkiego zapotrzebowania dobrocią z łatwością pobiją konkurencję niesumienną i będą mieli prawdziwą usługę, dając nam napój zdrowy i niefałszowany.

Nasi przodkowie latem zmagali się więc nie tylko z pragnieniem, ale i różnymi dolegliwościami żołądkowymi. Niektóre powodowała zanieczyszczona woda. Nam to raczej nie grozi.

Na zakończenie dwa pomysły na amerykańskie zimne napoje, które można podać na zakończenie posiłki i dzisiaj. Przepisy zamieścił latem roku 1937 tygodnik „Bluszcz”. To trochę staroświeckie Ice cream soda

oraz i dzisiaj u nas znane herbaty z lodu, czyli Ice Teas.

Korzystajmy z lata. Trwa tak krótko.

Dwa tuziny przepisów Aliny

Alina Kwapisz-Kulińska

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com