Stanisław Obirek: Kardynałki są potrzebne Kościołowi od zaraz

30.07.2020

Kardynał. Foto: NIXON-RUIZ on Pixabay

Media katolickie na świecie (poza Polską) komentują od połowy maja wywiad, jakiego udzielił na łamach czasopisma Noosphère, które jest pismem Francuskiego Towarzystwa Przyjaciół Pierre’a Teilharda de Chardina, przewodniczący episkopatu francuskiego arcybiskup Reims Éric Marie de Moulins d’Amieu de Beaufort.

Najpierw arcybiskup wyraził ogromne zdziwienie, że zakonnice nie mogły głosować w czasie ostatniego synodu poświęconego młodzieży w 2018 roku w Watykanie. Ale to było dopiero początkiem prawdziwych rewelacji, które wywołały szerokie komentarze, chodzi mianowicie o to, że Éric Marie de Moulins d’Amieu de Beaufort nie widzi żadnych przeszkód by kobiety zaczęły obejmować najważniejsze stanowiska w Kościele łacznie z kardynalatem, który do niedawna był zastrzeżony tylko dla biskupów. Co ciekawe: historycznie okazuje się, że tradycja przyznawania kapeluszy kardynalskich księżom sięga zaledwie roku 1917, a biskupom roku 1983. Jest to więc tradycja, zważywszy na historię 2000 lat katolicyzmu, dość krótka i jej zmiana nie powinna być aż tak szkokująca jak to się może w pierwszej chwili wydaje. W istocie znane są przypadki mianowania kardynałami wręcz dzieci, więc wspomniane regulacje z Kodeksu Prawa kanonicznego miały zapobiec tego rodzaju nadużyciom, gdy ośmiolatek zostawał kardynałem.

Wracając do perspektywy przyznania kobietom tego zaszczytnego kapelusza, to sprawa również nie jest aż tak ekstrawagancka, skoro znany z konserwatywnych poglądów Jan Paweł II całkiem serio rozważał możliwość przyozdobienia purpurą kardynalską Matki Teresy…

A oto niektóre z najciekawszych fragmentów ze wspomnianego wywiadu Éric Marie de Moulins d’Amieu de Beaufort. Jego zdaniem

Kościół nie może postępować tak, jakby istoty ludzkie były małoletnimi, które trzeba trzymać za rękę, podczas gdy większość świeckich to ludzie dobrze wykształceni i aktywni.

A odwołując się do chrztu stwierdził:

Głos wszystkich ochrzczonych świeckich od chwili, gdy próbują żyć po chrześcijańsku, powinien być w stanie liczyć tyle samo, co głos duchowieństwa.

Jego zdaniem

Stolica Apostolska będzie pewnego dnia prowadzona przez Papieża w otoczeniu kolegium kardynałów, w którym będą kobiety.

Znany amerykański jezuita i teolog moralny przypomniał na łamach National Catholic Reporter, że:

w 2013 roku na tych stronach jezuita ks. Frederico Lombardi, dyrektor biura prasowego Stolicy Apostolskiej, powiedział, że kobiety-kardynałki są teologicznie i teoretycznie… możliwe.

Zdaniem Lombardiego:

Bycie kardynałem jest jedną z tych ról w Kościele, do których teoretycznie nie trzeba być wyświęconym.

Keenan słusznie zauważył, że święcenia kapłańskie czy biskupie niczego nie dodają, jeśli chodzi o talenty przywódcze. Jeśli ktoś ich nie miał przed święceniami, to one mu nic w tym zakresie nie dodadzą. Dlatego tak ważne jest jego zdaniem, by włączyć w decyzyjne pozycje w Kościele właśnie kobiety obdarzone takimi charyzmatami. Jak powiada

Jeśli chodzi o kompetencje przywódcze, sakrament nie daje tym, czego nie mają. Przez sakrament święceń kapłan lub biskup nie staje się bardziej zdolny do kierowania urzędem, parafią, departamentem na konferencji episkopatu, konferencji państwowej lub krajowej, bractwem, katolicką organizacją pozarządową, dykasterią lub kościołem lokalnym. Duchowni takiej kompetencji nie uzyskują przez zarządzenia. A zatem apel o kobiety kardynałki jest tego przykładem. Papież wkrótce po swoim wyborze stworzył gabinet ośmiu kardynałów, do których oceny chciał regularnie wzywać. Jeśli szuka prawdziwych kompetentnych osób, czy w tej grupie nie może być kobiet? Gdyby kobiety mogły być kardynałami, czy nie powinny znajdować się w jego wewnętrznym kręgu powierników i doradców?

W tej chwili to już nie jest pytanie retoryczne, ale bardzo praktyczne.

Kościół znalazł się w tak wielkim kryzysie, że być może tylko kobiety mogą mu pomóc w jego przezwyciężeniu.

Sceptycy wzruszą ramionami i powiedzą: ot, temat na sezon ogórkowy. Mnie się tak nie wydaje, tym bardziej że został podjęty w chwili, gdy w Watykanie od kilku lat toczą się poważne dyskusje na temat możliwości święceń diakonatu dla kobiet. Co więcej, papież Franciszek powołał już kolejna komisję by się tą sprawą zajęła. Warto więc na sprawę popatrzeć w perspektywie historycznej z jednej strony oraz w świetle toczących się obecnie bardzo poważnych dyskusji na temat miejsce kobiety w Kościele.

Pamiętam z czasów moich studiów w Neapolu i Rzymie w latach osiemdziesiątych minionego wieku, że problem diakonatu, a nawet kapłaństwa kobiet był kwestią nie tylko gorąco dyskutowaną, ale wcale nie zamkniętą. Co więcej, jeden z moich wykładowców Alfredo Maranzzini, bardziej znany z tłumaczenia na język włoski dzieł wszystkich Karla Rahnera niż z własnych oryginalnych poglądów, zawsze podkreślał, że nie ma żadnych przeszkód dogmatycznych, które by uniemożliwiały święcenia diakonatu, a nawet kapłaństwa dla kobiet. Jedyną przeszkodą jest dotychczasowa tradycja. Inny wykładowca, Corrado Marucci, doskonały znawca zarówno Nowego Testamentu, jak i dokumentów z pierwszych wieków chrześcijaństwa, dodawał, że w Kościele starożytnym i średniowiecznym kobiety były wyświęcane na diakonów tak samo, jak i mężczyźni. Co więcej, jeden z najważniejszych soborów kościelnych, który odbył się w 451 roku w Charcedonie, stwierdził, że istniał urząd kobiet wyświęcanych na diakonów.

W podobnym duchu wypowiedział się w 2005 roku jeden z najpoważniejszych kandydatów na następcę Jana Pawła II, kardynał Carlo Maria Martini, a znacznie wcześniej pisali dokładnie tak samo najważniejsi teologowie Yves CongarKarl Rahner, którzy w dużym stopniu wpłynęli na dokumenty Soboru Watykańskiego II. W podobnym duchu od lat wypowiada się Józef Niewiadomski, polski teolog wykładający na Uniwersytecie w Innsbrucku. W 1996 roku opublikował on głośny artykuł pt. Konieczne, ale nie stosowane święcenia diakonatu dla kobiet. Tekst był reakcją na restrykcyjny dokument Ordinatio sacerdotalis Jana Pawła II z 1994 roku, o którym będzie jeszcze mowa.

Głębokie przemiany kulturowe i religijne, jakie dokonują się w świecie zachodnim, obudziły uzasadnione nadzieje, że Kościół katolicki nie tylko się na nie otworzy, ale stanie się liderem przemian. Byłoby to nawiązanie do tradycji okresu oświecenia, a wykładowca Notre Dame University Ulrich L. Lehner nie bez słuszności pisał o „wielu twarzach katolickiego oświecenia”. Dzisiaj wielu katolików jest przekonanych, że żyjemy w czasach kolejnej odsłony właśnie katolickiego oświecenia. Podobne zdanie wielokrotnie wyrażał w rozmowach ze mną Andrzej Walicki, który wiele lat wykładał właśnie na tej katolickiej uczelni Notre Dame, z powodzeniem nawiązującej do tych tradycji. Jezuici byli częścią zarówno tamtej jak i tej obecnej tradycji oświeceniowej. Wszystko wskazuje na to, że do niej nawiązuje również papież jezuita Franciszek.

W każdym razie w dyskusjach posoborowych problem zmiany pozycji kobiety w Kościele katolickim doszedł najpełniej do głosu. Co więcej, w niektórych Kościołach lokalnych, np. w USA i w krajach Europy Zachodniej, wiele kobiet głęboko zaangażowanych w życie swoich wspólnot, wzięło sprawy we własne ręce; i nie oglądając się na Watykan przyjmowały święcenia nie tylko diakonatu ale i kapłaństwa.

Zwykle kończyło się to ekskomuniką zarówno samych kobiet, jak i księży, którzy w tych święceniach uczestniczyli. Być może to właśnie te „ekscesy” doprowadziły do zaostrzenia kursu w tej sprawie, gdy na stolicy Piotrowej zasiadł Karol Wojtyła. To polski papież wydał w 1994 roku restrykcyjny dokument Ordinatio sacerdotalis, w którym jednoznacznie i zdecydowanie wykluczył święcenia kapłańskie dla kobiet.

Oto zakończenie tego osobliwego listu apostolskiego:

oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne.

Osobliwość polega na tym, że wszystkie argumenty były już wielokrotnie przytaczane na dowód „odwiecznej i niezmiennej tradycji katolickiej”, która, jak wiadomo, już od czasów kardynała Henry’ego Newmana podlega trwałej ewolucji i ciągłym zmianom. W każdym razie Jan Paweł II nie wspomniał w swoim dokumencie o diakonacie kobiet, więc przynajmniej na ten temat dyskusja nie została zamknięta.

Najważniejszym tekstem potwierdzającym nowe otwarcie na możliwość udzielania święceń diakonatu kobietom jest ostatni rozdział Listu Pawła do Rzymian, gdzie jest mowa o diakonisie Febii: „Polecam wam Febię, naszą siostrę, diakonisę Kościoła w Kenchrach”. Zaś w końcowych pozdrowieniach Paweł wymienia wiele kobiet z imienia, z czego niektórzy badawcze wysuwają wnioski, że pełniły one równoważne funkcje w tamtejszej wspólnocie.

Znacznie ważniejszym argumentem za równouprawnieniem kobiet w Kościele jest stosunek do nich samego Jezusa. Jak wiadomo budził on konsternację nie tylko u przeciwników Jezusa, ale nawet u jego uczniów. Co więcej, to właśnie w rozmowie z obcą kobietą, Samarytanin mówi o najgłębszych tajemnicach swego nauczania. Nie przypadkowo, po swoim zmartwychwstaniu jako pierwszej objawia się kobiecie, Marii Magdalenie, polecając, by wiadomość o tym niezwykłym fakcie, że on żyje, przekazała innym uczniom. Co naturalnie zostało odnotowane.

Tak więc istnieją powody zarówno historyczne, jak i biblijne, by wreszcie zmienić tradycyjne i dyskryminujące praktyki w Kościele katolickim (bo w Kościołach protestanckich już się dawno skończyły). Jak wspomniałem, wielu teologów wypowiedziało się w sposób afirmatywny na temat możliwości udzielania święceń diakonatu kobietom i znajdują liczne dowody w tradycji katolickiej, że tak się działo w przeszłości. Zwłaszcza w czasach apostolskich i w pierwszych wiekach, a nawet w średniowieczu (potwierdzone fakty z tradycji zakonów żeńskich).

W przeciwieństwie do głębokich zmian w doktrynie kościelnej na temat stosunku do innych wyznań czy religii, jak też na temat roli indywidualnego sumienia w podejmowaniu decyzji w życiu każdego katolika – do zmian w kwestii roli kobiety w Kościele nie dochodzi. Wielu obserwatorów życia kościelnego zastanawia się, dlaczego tak się dzieje. Odpowiedź jest prosta – chodzi o monopol na władzę i obawę przed wzrostem znaczenia i uniezależnienia się kobiet od kontroli mężczyzn. Podejście takie było wyraźne w czasie długiego pontyfikatu Jana Pawła II jak też za pontyfikatu Benedykta XVI. Wydawało się, że papież Franciszek zmieni to podejście. Jak do tej pory nadzieje na zmiany się nie spełniły. Oto historia tej niespełnionej nadziei.

Punktem wyjścia otwartej na nowo debaty na temat możliwości udzielania święceń diakonatu kobietom było pytanie skierowane do Franciszka w maju 2016 roku przez Przełożone Generalne Zakonów Żeńskich. Jedna z zakonnic zapytała, dlaczego kobiety są wykluczone z procesów decyzyjnych w Kościele. W odpowiedzi papież przyznał, że w Kościele starożytnym były kobiety sprawujące urząd diakona, ale jak dodał, „wydaje się, że ich rola polegała na pomocy kapłanom w chrzcie kobiet i w ostatnim namaszczaniu kobiet”. Papież obiecał wtedy, że powoła specjalną komisję dla zbadania tej kwestii.

Tak też się stało; w sierpniu 2016 roku powstała taka komisja. Jej prace trwały do stycznia 2019 roku, jednak nie przyniosły jednoznacznego rezultatu. Co ciekawe, mimo zapowiedzi, że jej raport zostanie upubliczniony, do tej pory tak się nie stało. Znane są tylko uszczypliwe uwagi papieża, że każdy z członków komisji „czerpał z innego źródła” i zapewne dlatego nie mogli dojść do porozumienia.

Jedna z najwybitniejszych teolożek katolickich i gorąca zwolenniczka święceń diakonatu dla kobiet Phyliss Zagano, napisała ostatnio na łamach „National Catholic Reporter” ważny tekst pt. Koniec klerykalizmu. Mówi w nim o tym, jak bardzo koronawirus zmienił nasze podejście do tradycyjnych praktyk religijnych, w tym również do sakramentów takich jak: msza święta, spowiedź, namaszczenie chorych czy małżeństwo. Jej zdaniem brak możliwości bezpośredniego kontaktu z księdzem uzmysłowił nam, że błogosławieństwo znalazło się poza Kościołem. Zagano była członkinią wspomnianej wyżej komisji powołanej przez papieża Franciszka w 2016 roku, która miała zbadać na ile dokumenty pierwszych wieków chrześcijaństwa umożliwiają święcenia diakonatu kobiet. Należała do entuzjastów takiego rozwiązania; niestety jej zdanie nie przeważyło, gdyż inni jego uczestnicy uważali inaczej.

Phyliss Zagano nie złożyła jednak broni i nie tylko kontynuuje badania nad możliwościami święcenia kobiet na urząd diakona, ale ich wyniki popularyzuje w licznych wykładach i na konferencjach, prowadzonych z konieczności online, ale przez to szerzej dostępnych (sam jestem beneficjentem tej nowej sytuacji).

Jej zdaniem przeciwnicy diakonatu kobiet nie mają racji zarówno z powodów historycznych, jak i doktrynalnych. Z wielu jej publikacji uwagę zwraca ostatnia z 2020 roku, zatytułowana: Kobiety. Ikony Chrystusa (Women. Icons of Christ). Łatwo się domyślić, że polemicznie odnosi się do tych wszystkich argumentów pseudo teologicznych (obecnych w dotychczasowym oficjalnym nauczaniu Kościoła), które wykluczają kobiety ze święceń zarówno diakonatu, jak i kapłańskich z powodów seksistowskich. Zdaniem Zagano uporczywe odmawianie kobietom dostępu do urzędu jest wyrazem trwającej w Kościele kultury klerykalnej, promowanej przez kler męski. W świetle najnowszych badań zarówno biblijnych, jak i historycznych oraz ustaleń teologicznych – nie ma żadnych przeszkód, by kobiety traktować w sposób równoprawny; również, jeśli chodzi o urzędy kościelne. Na pytania „kto może być ikoną Chrystusa?” Zadano udziela oczywistej odpowiedzi, dobrze znanej z objawienia biblijnego: wszyscy chrześcijanie są ludźmi, wszyscy są częścią Ciała Chrystusa. A jednak Kościół katolicki zarówno symbolicznie, jak i faktycznie wyklucza połowę swoich członków.

Wracajmy jednak do Watykanu. Papież zdecydował się na powołanie drugiej komisji na początku kwietnia tego roku już bez udziału nie tylko Phyliss Zagano, ale i członków dawnej komisji. Dobór nowych członków jest jednak dość osobliwy. Właśnie dlatego wokół tej komisji powstało wiele komentarzy, wskazujących na niezbyt jasne intencje papieża Franciszka. Chodzi mianowicie o to, że w nowym gronie sześciu mężczyzn i sześciu kobiet zabrakło osób z dorobkiem naukowym. Niektóre z nich znane są publicznie ze sceptycyzmu wobec możliwości wyświęcania kobiet na urząd diakona.

Pozwala to inaczej spojrzeć na Franciszka. Od początku tego pontyfikatu z nadzieją śledziłem wszystkie oznaki nie tylko zmian w stosunku do poprzedników, ale wręcz rewolucyjnych gestów i słów argentyńskiego papieża, które zdawały się wskazywać na trwałe zmiany w polityce papiestwa. Jak do tej pory brak w jego podejściu do teologii woli włączenia refleksji feministycznej, która w dużym stopniu zmieniła współczesny katolicyzm. Niemniej jednak poczynając od roku 2013 obserwuję w Kościele katolickim wzrost znaczenia teolożek, dla których feminizm jest czymś oczywistym, a włączenie teologii feministycznej do ich namysłu nad Kościołem pozwala mieć nadzieję, że już w najbliższej przyszłości to właśnie one wpłyną na obraz katolicyzmu.

W 2019 roku Ally Kateusz opublikowała rewolucyjną wręcz książkę Maryja i kobiety we wczesnym chrześcijaństwie. Ukryte przywództwo, w której na podstawie licznych dowodów z pierwszych wieków chrześcijaństwa wskazuje, że kobiety były traktowane na równi z mężczyznami. Dotyczyło to również sprawowania funkcji liturgicznych. W świetle jej ustaleń bardzo będzie niezwykle karkołomne bronienie konserwatywnej tezy, że to tradycja zabrania święcenia kobiet. Przy czym chodzi tu już nie tylko o diakona, ale również o kapłaństwo, a nawet biskupstwo.

avatar

Stanisław Obirek

Profesor

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita. Ur. 1956
Więcej w Wikipedii

Ostatnie artykuły Autora

6 najnowszych

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com