Dariusz Wiśniewski: Zakaz całowania się w tramwajach

09.08.2020

Photo by webandi on Pixabay

Nienawistny, prymitywny człowiek, który nie jest w stanie osiągnąć pożądanej wartości, deprecjonuje ludzi, którym się to udało. Bogatszy sąsiad to wtedy złodziej, a mądry człowiek to zdrajca. Aktor też jest zdrajcą. Pisarz i muzyk również.

Pogarda PiS wobec polskich intelektualistów, naukowców, ludzi kultury, twórców, aktorów i pisarzy, wypływa właśnie z tej zasady. I z poczucia niższości. PiS-owi udało się przekupić kilka nazwisk, ale w zdecydowanej większości polski świat nauki i kultury jest przeciwko reżimowi i stoi po stronie wolności.

Mazurek, która wyzywa Gajosa od „prostaków”, Terlecki kpiący z polskich aktorów, jako „małych ludzi”, pogardliwe wypowiedzi Sasina o twórczości Tokarczuk, to ostentacyjne próby obrzydzania wartości, której PiS nie może zrealizować. Odbieranie czci takim ludziom jak Gajos odbywa się głośno i publicznie, aby suweren poczuł się chociaż przez moment nobilitowany i uległ iluzji wyższości.

Pieprzyć artystów i pisarzy!

Dynamika autorytarnego państwa polskiego i nie tylko polskiego sprowadza się do tego, że państwo, raz zainfekowane wirusem dyktatury – pokusą bezprawia i absolutną władzą, rozwija się samoistnie, łamiąc kolejne obszary obywatelskiej niezależności.

To imperatyw. Autorytaryzm nie może zatrzymać się, pozostawiając nietkniętą nawet niewielką enklawę wolności w społeczeństwie, na przykład niezależne teatry czy krytyczną wobec reżimu gazetę. Wzór jest powszechnie znany i nie potrzeba szukać przykładów w otchłani dziejów. Podobnie dzieje się dzisiaj na Węgrzech, w Turcji czy w Wenezueli. Polska dyktatura podąża wydeptaną ścieżką. Pod nóż najpierw idą prawa obywatelskie wraz z NGO-s, potem sądy, następnie prawa kobiet i mniejszości, media i kultura.

Ale nasz przypadek ma polski twist. Przy ćwiartowaniu ludzkiej (i obywatelskiej) wolności jest obecna władza duchowa, która wraz z pisowskim państwem współtworzy dyktaturę dla swoich korzyści. Kościół jest partnerem państwa w tym przedsięwzięciu. Podczas gdy obywatel krwawi i rzęzi, próbując ocalić okruchy wolności, opresyjny Kościół chce jeszcze wyrwać mu kawałek duszy. Kościół w Polsce popiera reżim, przymyka oczy na rozbój i bezprawie, ale chce udziału w łupach – pragnie kontrolować sporą część ludzkiego życia. Robił to od wieków, ale teraz ma rzadką okazję, aby w tym celu wykorzystać prerogatywy państwa. Antygejowska histeria, manifestująca się dzisiaj w pokazowych łapankach na LGBT, jest wspólnym projektem Kościoła w Polsce i pisowskiego reżimu.

Ten, kto ma moc wprowadzenia nakazów i zakazów o charakterze moralnym, ma też ogromną władzę nad człowiekiem. Kościół w Polsce forsuje już od dawna moralny rygoryzm, mający regulować, czyli kontrolować, prywatne i intymne życie obywateli. Niby nie ma przymusu. Ale teraz on narasta. I pęcznieje, gdyż ma wsparcie autorytarnego państwa. W Polsce jeszcze nie ma religijnej policji, ale misjonarze nowej moralności – katoliccy fundamentaliści, wypełniają przestrzeń publiczną, a nawet zaczynają w niej dominować. Rosną w siłę religijne bojówki jak „Armia Boga” czy „Rycerze Maryi”, złożone głównie z mężczyzn. Kościół usynowił ich i pobłogosławił. I wyznaczył im zaszczytną misję oczyszczania Polski z „tęczowej zarazy”. Członkowie tych organizacji posługują się sprawnie tak samo różańcem, jak i kijem baseballowym. Jeżeli zostanie wprowadzony zakaz całowania się w tramwajach, to „boże hufce” ruszą w Polskę, aby go egzekwować.

Już bez różańców.

Dariusz Wiśniewski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com