Andrzej Koraszewski: Ostry zakręt historii

16.09.2020

Podpisanie porozumień o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych między Zjednoczonymi Emiratami Arabskim i Bahrajnem a Izraelem. Waszyngton, 15 września 2020. (Zdjęcie - zrzut z ekranu)
Podpisanie porozumień o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych między Zjednoczonymi Emiratami Arabskim i Bahrajnem a Izraelem. Waszyngton, 15 września 2020. (Zdjęcie — zrzut z ekranu)

Słowo przełom może być irytujące, kto wie, co z tego przełomu się wyłoni? Zakręt jest lepszym określeniem, widzimy zmianę kierunku, ale nie mamy pojęcia, co się za tym zakrętem kryje. Podpisanie umowy pokojowej między Izraelem a dwoma arabskimi krajami Zatoki to zdumiewające.

Zapowiedź podobnych umów z kilkoma innymi krajami arabskimi to tylko zapowiedź. Zignorowanie apelu Autonomii Palestyńskiej przez Ligę Arabską było jak wybuch potężnej bomby. Zamiast stanowczego NIE dla normalizacji, państwa arabskie powiedziały NIE państwom osi (oporu). Przedstawiciele Organizacji Wyzwolenia Palestyny, Hamasu i Islamskiego Dżihadu pospiesznie spotkali się w Bejrucie, żeby porozumieć się w sprawie wzajemnej przyjaźni i współpracy i pokłonić ostatniej desce ratunku, czyli Iranowi.

Po ponad stu latach arabskiej wojny z ideą żydowskiego państwa władcy szeregu arabskich państw rozważają zmianę paradygmatu. Prawda, był na samym początku moment podobny, kiedy Emir Fajsal za namową i pośrednictwem Lawrence’a z Arabii spotkał się z Weizmanem i nie tylko pisemnie wyraził zgodę na utworzenie żydowskiego państwa w Palestynie, ale również nadzieję, że będzie to korzystne dla Arabów. Emir władał przez krótki czas Syrią, a potem Irakiem, ale jego wpływ na rozwój historii w Palestynie okazał się znikomy.

Inne siły zadecydowały o stanowczym odrzuceniu idei żydowskiego państwa pośrodku arabskiego i muzułmańskiego żywiołu. Idea żydowskiej niepodległości była równie obraźliwa dla muzułmańskiej, jak i dla chrześcijańskiej religii. Mogłoby się zdawać, że dziś jest jeszcze bardziej obraźliwa niż sto lat temu, bo do pogardy i okrucieństw, jakie wyznawcy obu tych religii zadawali Żydom na przestrzeni dziejów, doszły rzezie i ludobójstwa popełnione w XX wieku. Oś oporu wobec istnienia żydowskiego państwa łączyła Watykan z muzułmańskim światem i Brytyjczyków z arabskimi despotami. Nic tak nie łączy, jak niechęć do ofiar, które mimo wszystkich wysiłków nadal żyją.

Jeszcze kilka miesięcy temu mogło się zdawać, że nic nie jest w stanie zmienić determinacji arabskiego świata w dążeniu do anihilacji żydowskiego państwa. A jednak zakulisowe działania ujawniły ukryty nurt. Nieznane wcześniej siły gotowe są uznać, że pokój jest rzeczą korzystniejszą niż niekończąca się wojna. Uroczystość podpisania pokojowej umowy nosi znamiona spektaklu, którego kolejne akty są niemal zawsze bardziej dramatyczne.

Ciekawszy wydaje się fakt, że w społeczeństwach arabskich chwilowo reakcje pozytywne wydają się górować nad negatywnymi i odnosi się dziwne wrażenie jakby ludzie od dawna czekali na sygnał, że wolno publicznie obowiązkową deklarację wrogości zmienić na deklarację przyjaźni (powiązaną być może z przesadną nadzieją).

W Europie tę umowę przyjęto tak jak w Ankarze, Teheranie i w Ramallah, chociaż bardziej milcząco, wstrzymując otwarte wyrazy gniewu. Owszem rzecznik unijnych spraw zewnętrznych Peter Stano oświadczył stanowczo, że otwieranie ambasad w Jerozolimie może mieć poważne konsekwencje dla państw, które starają się o przyjęcie do Unii Europejskiej. Rzecz w tym, że Amerykanie pakują nos w nieswoje sprawy i nie tylko doprowadzili do zbliżenia między Serbią i Kosowem, ale na domiar złego przy okazji zachęcili (muzułmańskie) Kosowo do nawiązania stosunków z Izraelem, a Serbię do zacieśnienia tych stosunków. Więc chociaż arabskim krajom zabronić tego nie można, europejskim można przynajmniej pogrozić.

Na czym polega zmiana paradygmatu w stosunkach między Arabami i Izraelem? Kluczem jest tu obrzydliwe słowo „normalizacja”, czyli uznanie, że Żydzi mają prawo mieszkać na Bliskim Wschodzie, że są jego częścią oraz odrzucenie owego „NIE dla normalizacji”, czyli zakończenie uznawania Izraelczyków za jakichś kolonizatorów, akceptacji ich mordowania i twierdzeń, że to jest proces pokojowy. Nowy paradygmat to uznanie normalizacji mimo protestów ze strony terrorystów. Dziwne podejście, ale kto wie, czy nie kryje się w nim jakieś ziarenko rozsądku.       

Czy sto lat temu świat zachodni deklarując gotowość poparcia żydowskich aspiracji do własnego państwa miał szczere zamiary wsparcia tej inicjatywy? Jeśli tak, to ta niespodziewana szczodrość nie trwała długo. Misję umożliwienia budowy Żydowskiego Domu Narodowego powierzono Brytyjczykom, których zapał do realizacji tego mandatu wygasł natychmiast po jego otrzymaniu. Ciekawie odczytuje się dziś list brytyjskiego pisarza Arthura Koestlera z sierpnia 1947 roku (przypomniany w „New Statsman” w 2007) skierowany do rodzica brytyjskiego żołnierza w Palestynie. Koestler pisze, że zdaje sobie sprawę z tego, iż dla rodziców żołnierzy stacjonujących w Palestynie każdy dzień wypełniony jest strachem o życie swoich synów, że mogą zostać zabici przez żydowskich terrorystów. Autor rozumie ich lęki.

Nie mówię lekceważąco o terrorze; przez kilka lat żyłem w tym samym lęku o bliskich mi ludzi, jaki Pan odczuwa o pańskiego syna. Tymi osobami była moja matka i jej rodzina; niebezpieczeństwo, jakie im groziło jako Żydom na opanowanym przez Niemcy terytorium, była śmierć od gazu trującego lub niegaszonego wapna. Jedynie moja matka uciekła. Jej siostra, córka jej siostry i dwoje wnucząt zostali zagazowani. Bratu mojej matki udało się popełnić samobójstwo. Każdy żydowski terrorysta w Palestynie ma podobną historię. To jest pierwszy fakt, który musi Pan pojąć; bez tego tła niczego Pan nie zrozumie.

Dziś sytuacja jest inna, większość żydowskiej populacji Izraela to uchodźcy i potomkowie uchodźców z krajów arabskich. Tych uchodźców było więcej niż arabskich mieszkańców Palestyny, którzy uciekli z terenu działań wojennych. Koestler pisze jednak o Palestynie w 1947 roku i wcześniej. Dalej zwraca się do ojca brytyjskiego żołnierza stacjonującego w Palestynie:

„Ale – zgłosi Pan zastrzeżenie – przecież to my pozwoliliśmy Żydom na przybycie do Palestyny mimo arabskiej opozycji, czyż nie? Równie dobrze mogliśmy ich nie wpuścić i oszczędzilibyśmy sobie wszystkich tych problemów…” Znowu jest Pan błędnie poinformowany. Palestyna nigdy nie była waszą kolonią ani protektoratem: waszym zadaniem i raison d’être w tym kraju było administrowanie Mandatem w imieniu Ligi Narodów i ten Mandat nakładał na was obowiązek „ułatwienia żydowskiej imigracji”, by pomóc w „ścisłym zasiedleniu ziemi przez Żydów” i wreszcie w ustanowieniu „Narodowego Domu”. Umowa zawarta w 1917 roku i znana jako Deklaracja Balfoura została ratyfikowana przez pięćdziesiąt dwa kraje i stała się prawną podstawą – i jedyną podstawą – waszej obecności w Palestynie.

Brytyjczycy to Europejczycy, mają bardzo długą i głęboko zakorzenioną chrześcijańską pogardę do Żydów. Decyzja o akceptacji idei żydowskiego państwa w Palestynie podjęta została podczas pierwszej wojny światowej, wyłącznie w poszukiwaniu dodatkowego wsparcia podczas działań wojennych na Bliskim Wschodzie. Dla wielu brytyjskich polityków była to decyzja błędna, wręcz odrażająca z punktu widzenia ich wiary i zakorzenionych rasistowskich uprzedzeń. Koestler pisze dalej:

Trzecia część tej historii zaczyna się w 1939 roku Białą Księgą, którą pan Morrison, w imieniu Labour Party nazwał ‘cynicznym złamaniem zaufania, pogwałceniem brytyjskiego honoru’, a pan Churchill ‘nikczemną zdradą, wniesieniem wniosku o moralne bankructwo’. Prawdopodobnie słyszał Pan o tym słynnym dokumencie, który – pozostawiając na boku szczegóły – równał się zakazowi na zawsze wjazdu do Palestyny dla Żydów (po ostatniej grupie 75 tysięcy) i prowadził do zakazu kupowania i uprawiania ziemi przez Żydów w 95 procentach całego obszaru kraju (Land Transfer Act z lutego 1940). Tak więc, w tym samym momencie, kiedy rozpoczęła się eksterminacja europejskich Żydów, drzwi do Palestyny zatrzasnęły się przed nimi; ci zaś, którzy już byli w Palestynie, zostali skazani na życie raz jeszcze w zatłoczonym, orientalnym getcie. Ta polityka była nie tylko nieludzka, ale także nielegalna według prawa międzynarodowego i ten punkt jest zasadniczy dla zrozumienia wszystkich dalszych wydarzeń w Palestynie. Prawnie bowiem, jak już wspomniano, obecność Wielkiej Brytanii w Palestynie opierała się na Mandacie. Permanentna Komisja Mandatowa Ligi Narodów spotkała się 16 czerwca 1939 roku i jednogłośnie zdecydowała, że ta nowa polityka jest sprzeczna z warunkami brytyjskiego powiernictwa. Według Artykułu 27 Mandatu zaś ‘wymagana jest zgoda Rady Ligi Narodów do każdej modyfikacji warunków tego mandatu’. Rada Ligi miała spotkać się we wrześniu 1939 roku, ale tymczasem wybuchła wojna i nigdy się nie spotkała.

No cóż, osławiona Biała Księga legalizowała długoletnią praktykę ograniczania imigracji Żydów i przymykania oczu na masową imigrację Arabów do Palestyny, a ożywienie gospodarcze Palestyny przez Żydów stało się magnesem dla tysięcy Arabów z sąsiednich krajów. Teraz jednak poniekąd w związku z nazistowską polityką eksterminacji Żydów w Europie, Brytyjczycy postanowili być bardziej stanowczy. Koestler pisze:

W marcu i w kwietniu 1939 roku trzy statki z uchodźcami – S.S. Assandu, Astir i Assimi, wypakowane Żydami, którzy uciekli głównie z Niemiec, dotarły do Palestyny i odmówiono im prawa zejścia na ląd. W Izbie Gmin pan Noel-Baker zapytał ówczesnego ministra kolonii, pana Malcolma MacDonalda, co stanie się z tymi ludźmi. Pan MacDonald powiedział, że zostali odesłani tam, skąd przybyli. Pan Noel-Baker: ‘Czy to znaczy obozy koncentracyjne?’ Pan MacDonald: ‘Odpowiedzialność spoczywa na tych, którzy odpowiadają za nielegalną imigrację’. (Debata w Izbie Gmin, 26-27 kwietnia 1939.)

Czy rozpoznaje Pan tę melodię? Nie zmieniła się do dnia dzisiejszego. Odpowiedzialność spoczywa na ‘szmuglerach’, którzy próbowali uratować tych skazanych ludzi, nie zaś na tych, którzy wysłali ich z powrotem na śmierć. Wiele było słów w 1937 roku o niehigienicznych warunkach, jakie panowały na tych statkach z piekła. Komory gazowe, doły z wapnem niegaszonym — i zgnilizna drewna w obozach dipisów dzisiaj — były i są niewątpliwie higieniczne.

A przecież była to dopiero zapowiedź brytyjskiej stanowczości:

Więcej przykładów? 24 listopada 1940 roku pasażerowie parowca Patria, którym odmówiono prawa wjazdu do Palestyny, wysadzili swój statek w powietrze w porcie Hajfy. Ponad dwustu ludzi rozerwało w kawałki lub utonęli kilkaset metrów od ziemi obiecanej. Nawet nie zamierzano deportować ich z powrotem do Europy, bo z powodu wojny nie było to możliwe; a tylko na tropikalną wyspę na Oceanie Indyjskim. Ci ludzie nabawili się już jednak alergii na drut kolczasty. Kiedy człowiek osiąga taki stan, jak ocaleli z dzisiejszych obozów dla uchodźców, nie słucha już rozsądnego głosu, który mówi mu, że nigdy nie powinien był uciekać, ani ratować swojej żony i dzieci bez pozwolenia na to w trzech egzemplarzach.

Jeden ostatni przykład. Jest rok 1942; krematoria w Europie zaczęły działać i kolejny statek z piekła, 180-tonowy statek do przewozu bydła, Struma, wypływający z Konstancy, dobrnął do portu w Stambule. Na pokładzie było 769 uciekinierów, niektórzy z nich z postradanymi zmysłami. Turcy byli gotowi dać im pozwolenie na tranzyt pod warunkiem, że Brytyjczycy wpuszczą ich do Palestyny. Palestyński rząd jednak po konsultacjach z Londynem odmówił; Turcy więc posłali statek z powrotem do Rumunii. Resztę historii może Pan odgadnąć: statek zatonął kilka kilometrów od tureckiego brzegu; jeden człowiek przeżył; wszyscy inni pasażerowie, włącznie z 250 kobietami i 70 dzieci utonęli. 

Morze Czarne było główną liną ratunkową ucieczki Żydów z europejskiego krematorium. Struma przecięła tę linę ratunkową. Ci, którzy wbrew prawu i moralności odmówili jej pasażerom prawa wjazdu do Palestyny, nie chcieli, by utonęli. Prawdopodobnie było im nawet przykro i byli zaskoczeni. Chcieli tylko, by odesłano ich z powrotem do ‘portu zaokrętowania’, oni chcieli umyć od tej sprawy ręce, a równocześnie zniechęcić innych od prób ratowania życia. W parlamentarnej debacie z kwietnia 1939 roku, którą cytowałem, minister kolonii powiedział, że rząd ma pełne współczucie dla żydowskich uchodźców, ale gdyby pozwolili jednemu statkowi na rozładunek, za nim poszłyby następne. To jest główna zasada brytyjskiej polityki od 1939 roku do dzisiaj. To była polityka świadomego uniemożliwiania ucieczki Żydów przed eksterminacją przez czynne i bierne środki działania, siłą oraz krokami dyplomatycznymi.

Niektórzy Brytyjczycy nazywali Białą Księgę z 1939 roku palestyńskim Monachium. Te głosy potępienia przychodziły głównie z lewicy, więc po zwycięstwie Labour w 1945 roku  oczekiwano, że ta ostatnia pozostałość polityki Chamberlaina zostanie wymazana. Żadna partia nie była tak głęboko oddana sprawie poparcia żydowskiej imigracji do Palestyny, jak Labour Party, pisze Koestler w sierpniu 1947 roku. Autor przywołuje słowa brytyjskiego polityka i laureata pokojowej Nagrody Nobla, Philipa Noela-Bakera, który powiedział, że przyjęcie Białej Księgi będzie oznaczało „powiedzenie tym dobrodusznym żołnierzom brytyjskim, by ich [żydowskich uchodźców] zastrzelili”. Nadzieje związane ze zwycięstwem Partii Pracy okazały się płonne. Zdaniem Koestlera  jest to historia kolejnej złamanej przysięgi; zwycięstwa kliki z Foreign Office i oślego uporu Ernesta Bevina nad honorem Labour. W końcowej partii swojego eseju pisze do ojca brytyjskiego żołnierza w Palestynie:

„…jeśli opinia publiczna nadal ma coś do powiedzenia w Pana kraju, teraz jest pora na zatrzymanie nieszczęścia. Bowiem Żydzi z Palestyny walczą tylko o jedną rzecz, o najstarsze hasło w ich historii: Wypuście nasz lud. Było ich w Europie sześć milionów; pozostał tylko jeden z dziesięciu. Pana rodacy lubią wymawiać słowo przyzwoitość; jeśli jakaś wam pozostała, wypuśćcie ich lud. […] Palestyna jest testem waszej moralnej prawości; i wasz los jest związany z jej losem w więcej niż tylko jednym sensie.

Tymczasem zbliżał się moment wyjścia Brytyjczyków z Palestyny, brytyjski rząd pospiesznie szkolił i zbroił Legion Arabski, któremu pozostawił praktycznie całe uzbrojenie swojej armii w Palestynie, a co więcej zaopatrzył go w brytyjską kadrę oficerską. Celem tego Legionu (podobnie jak innych armii arabskich) było dokończenie dzieła nazistów w Europie. Brytyjczycy doskonale o tym wiedzieli.

W niespełna rok po publikacji tego listu pięć armii arabskich napadło na jednodniowy Izrael. Legion Arabski był armią jordańską i dowodzony był przez brytyjskiego oficera, armie Egiptu i Syrii otrzymały od krajów zachodnich ogromne ilości broni zalegającej w magazynach po zakończeniu wojny, a były szkolone przez oficerów SS, którzy znaleźli w tych krajach życzliwe schronienie. Bojówki palestyńskich Arabów dowodzone były przez byłego współpracownika Hitlera, Muhammada Amina al-Husajniego. Ten odpowiedzialny za wiele zbrodni wojennych muzułmański duchowny był w rękach Francuzów, którzy odmówili jego ekstradycji do Wielkiej Brytanii i po cichu ułatwili mu „ucieczkę” do Egiptu. Ostateczna likwidacja narodu żydowskiego wydawała się nieunikniona. W Londynie ta napaść nie budziła niczyjego zdziwienia ani specjalnej grozy.

Wbrew wszelkim przewidywaniom arabskie armie przegrały wojnę z mizernie uzbrojonymi i kiepsko wyszkolonymi oddziałami ocalałych z nazistowskiej pożogi Żydów. 700 tysięcy palestyńskich Arabów znalazło się poza granicami Izraela.

Jeszcze dwa razy połączone armie arabskie próbowały dokończyć dzieła Hitlera, a niepowodzenie skłoniło świat arabski do zmiany i przejścia do strategii nieustającej wojny, w której kluczową rolę wyznaczono Palestyńczykom. Dla prowadzących świętą wojnę z Żydami słowo normalizacja było przez dziesiątki lat największą anatemą.

Europa i Ameryka nie tylko patrzyły pobłażliwie na arabską świętą wojnę. Finansowały organizacje terrorystyczne i potępiały Izrael za zbrodnię obrony życia swoich mieszkańców. Mieszkańcy Europy bardzo chętnie nazywają dziś Izraelczyków „nowymi nazistami”. Interesujące, że jak pokazują badania, w społeczeństwie niemieckim jest najwięcej chętnych do nazywania Izraelczyków nowymi nazistami, za nimi idą Hiszpanie i Polacy. Papież Franciszek nazywa Abbasa Aniołem Pokoju i chętnie się ściska z tymi muzułmanami, którzy są największymi wrogami normalizacji. Dziesiątki lat „procesu pokojowego” miało skłonić Izrael do rezygnacji z obrony swoich granic. Zmiana paradygmatu oznacza uznanie, że Żydzi są nie tylko odwieczną i prawomocną częścią Bliskiego Wschodu, ale i dobrymi sąsiadami, z którymi przyjaźń i współpraca może bardzo wiele zmienić.                          

Nie wiem kto właściwie wymyślił nazwę „Porozumienie Abrahamowe”, papież na temat tego porozumienia milczy jak zaklęty, ale nie jest sam, milczy w wielkim chórze głęboko urażonych. Spotykam to określenie często w prasie arabskiej, gdzie zmiana paradygmatu witana jest z ulgą, a słowo normalizacja przestało być tabu. Porozumienie Abrahamowe budzi nadzieję i kto wie, co przyniesie. Może przyniesie prawdziwy pokój, jeśli tylko milczący chór przeciwników nie zdoła postawić mu tamy.

Ciekawe, co kryje się za tym zakrętem historii.    

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com